Kryształowy Klucz - recenzja
Dodane przez korowiow dnia 12.04.2006 03:07

Ciągle słyszymy pogłoski, jakoby to gry przygodowe miały odejść w niebyt, ale czy wiecie, że najlepiej sprzedającą się grą była właśnie przygodówka? Miało toto tytuł Myst i osiągnęło okrągły niebotyczny wynik 10 milionów oryginalnych kopii. Jak na swoje czasy szokowała grafiką oraz faktem, że wydano ją na... CD. Koniec końców, ostatnio powstała jej 3 część i podobno (niestety, nie grałem) jest znakomita. W każdym razie CODA, zachęcona jej sukcesem postanowiła dorzucić swoje trzy grosze w tej dziedzinie i w 2000 roku wydano podobną grę - Kryształowy Klucz. Niestety, chyba jej twórcy zapomnieli, że to co podobało się w roku 1993 niekoniecznie musi się podobać i parę lat później, zwłaszcza, jeśli wykonanie pozostawia wiele do życzenia.



W niedookreślonej przyszłości, na orbicie Ziemi pojawia się pozaziemski statek wysyłający sygnały, które jednoznacznie świadczą o wrogich zamiarach kosmitów. W celu zbadania naszej planety,Ozgar (bo tak nazywa się zły szef Obcych) wysyła kilka satelitów. Ziemianie są przerażeni. Z misją pokonania złych ufoków wyruszamy oczywiście my. Podróżując po rozmaitych światach mamy zebrać pięć części legendarnego Kryształowego Klucza, który pomoże nam w walce z potwornym Ozgarem.



Litości!!! Jak grę przygodową z 2000 roku można było opatrzeć fabułą, która wygląda na wymyśloną przez średnio trzeźwego emerytowanego programistę? Taka historia nadawałaby się najwyżej do Serious Sama czy drugorzędnej platformówki! Zresztą w tej grze nie tylko opowiedziana historia kuleje - tutaj spartaczono niemal wszystko! Po pierwsze - grafika. Filmiki, z których właściwie gra się składa, zapisane zostały w żenująco niskiej rozdzielczości. Oczywiście o czymś takim jak pełny ekran można zapomnieć (choć trzeba przyznać, że gdyby nie to, prezentowały by się całkiem, całkiem). Dodatkowo u mnie pojawił się problem z niedoświetleniem gry - mimo podkręconej jasności w monitorze, żeby zobaczyć niektóre szczegóły musiałem szukać na oślep (co w okienkowej grze stało się dwakroć dokuczliwsze). Gra wyświetlana jest w trybie FPP i (na szczęście) posiada dość wygodny interfejs point & click.



Po drugie - muzyka. Może i niekiedy jest ambientowa i brzmi znośnie - ale w większości po prostu nie da się jej słuchać (finałowy kawałek to po prostu kpina). Na dodatek jest jej tyle, co kot napłakał (chociaż w sumie to dobrze - oszczędzono nam katuszy). Nie będę się czepiał dźwięków, bo prawie ich nie uświadczymy.



Po trzecie - zagadki. W większości są one mało skomplikowane, ale jest parę rzeczy, które potrafią rozwścieczyć nawet najbardziej spokojnego gracza. Otóż, jeśli np. nie spiszemy symboli z komputera na początku gry, to nie poradzimy sobie pod koniec, identycznie - pod koniec gry potrzebny nam będzie, wydawałoby się, zupełnie zbędny projektor leżący na dnie jakiegoś krateru - niepotrzebne i skomplikowane wracanie do poprzednich etapów utrudnia i wydłuża i tak już męczącą rozgrywkę. Zauważyłem też, że autorzy uznali, iż najbardziej fascynujące wyda się graczowi łażenie po pustych jak obrazy Salvadora Dali lokacjach i oglądanie filmików z tym związanych. Tu doszedłem do kolejnej wady gry - nie spotkamy w niej ani jednej osoby, z którą moglibyśmy zamienić choć słówko! W ogóle ludzki (i Obcy) głos usłyszymy tu bodaj kilka razy. Dla mnie, miłośnika długich i wyczerpujących dialogów, był to cios.



Po czwarte - multum błędów i niedoróbek. Jedna z nich to kompletnie chybiony sposób przeciągania przedmiotów, np. wkładanie wtyczki do gniazdka zajęło mi kilkanaście minut, bo program przeważnie ignorował ruchy myszki. Albo to: pograłem kilkanaście minut, wychodzę do menu, robię save i d... zbita, ponieważ w swoim geniuszu twórcy nie przewidzieli opcji "powrót do gry". No i co? No i trzeba wczytywać uprzednio zapisaną pozycję. Ciekawe, ciekawe. Szczytem szczytów jest outro - po przebrnięciu przez i tak już denną grę raczeni jesteśmy... dziesięciosekundowym filmikiem i planszą: Gratulacje! Jak to mówił jeden z recenzentów pewnego nieistniejącego już czasopisma: "ręce opadły, szuflada cedeka zawyła - horror".



Po piąte - gwóźdź do trumny "Kryształowego Klucza" - lokalizacja. Dokonana została przez CODĘ, której należą się za robotę solidne cięgi. Po otwarciu pudełka moim oczom ukazała się instrukcja na... złożonej kartce papieru, na której i tak znalazło się parę literówek. Doznałem natomiast szoku, kiedy zerknąłem na tłumaczenie umowy licencyjnej - takiego skopanego spolszczenia chyba jeszcze nie widziałem. Lepiej natomiast ma się sprawa z podkładanymi głosami (których w grze jest ze cztery), chociaż ten w intro zamiast być poważnym - śmieszy, w dodatku zagłuszany jest przez efekty dźwiękowe gry. Inna sprawa, że w ogóle nie widzę sensu w tłumaczeniu takiej gry (choć dorównuje poziomem jej samej :)). Wylałem już tyle jadu, co mogę więc napisać na podsumowanie? Gra jest brzydka, nudna i smutna, więc należy się od niej trzymać z daleka. CAVEAT EMPTOR!(*)



(*) łac. Niechaj kupujący ma się na baczności!











1 PLUSY:

ee, może cena (nie, tego nie powinni rozdawać nawet za darmo :])
MINUSY:

ocena końcowa chyba mówi za siebie?


Plusy: ee, może cena (nie, tego nie powinni rozdawać nawet za darmo :))
Minusy: ocena końcowa chyba mówi za siebie?

autor: Korowiow


AZ35-36