Edna & Harvey: The Breakout - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 16.11.2013 22:05

Edna Konrad nie ma łatwego życia, mimo że nie przymiera głodem ani nie uskarża się na brak dachu nad głową. Cóż jednak z tego, skoro przebywa w szpitalu psychiatrycznym zamiast w uroczym domu z ogrodem oraz basenem? Dziewczyna nie marzy zresztą o aż takich luksusach. Ona po prostu pragnie normalności i wierzy, że niesłusznie wylądowała w zakładzie dla umysłowo chorych. Za wszelką cenę zamierza zatem wydostać się z owego przybytku, a także odzyskać utracone wspomnienia.



Wyżej wymieniona osóbka to główna bohaterka przygodówki Edna & Harvey: The Breakout, za którą odpowiada lubiany przez wielu fanów gatunku Daedalic Entertainment. Sama również cenię sobie twórczość owego dewelopera, a takie tytuły jak A New Beginning czy The Dark Eye: Klątwa Wron figurują w gronie moich ukochanych pozycji. Wracając do The Breakout, projekt jest debiutem niemieckiego producenta w branży wirtualnej rozrywki. U naszych sąsiadów zza Odry ukazała się w roku 2008, natomiast na angielskojęzyczny rynek wkroczyła dopiero trzy lata później.



Uciekamy z wariatkowa



Kontrolę nad protagonistką przejmujemy w momencie, kiedy zostaje zamknięta w izolatce. Jako że straciła pamięć, zadaje sobie pytania odnośnie własnej tożsamości oraz przyczyn, dla których trafiła do „psychiatryka”. Przede wszystkim uważa, że na pewno jest zdrowa. W owym przekonaniu utwierdza ją przyjaciel Harvey, któremu na pierwszy rzut oka trudno uwierzyć z bardzo prostego powodu. Otóż kompan Edny to pluszowy i w dodatku gadający królik. Niemniej jednak młoda kobieta obdarza Harveya zaufaniem, zwłaszcza iż obiecuje on pomoc w ucieczce oraz zrekonstruowaniu przeszłości. Tak więc towarzysze niedoli szybko zabierają się do roboty, przemierzając wzdłuż i wszerz rozległe tereny szpitala. W trakcie swojej eskapady, napotkają zgraję przeróżnych osobników. Jedni okażą się przydatni, z kolei inni wręcz przeciwnie. Do tej drugiej grupy zaliczają się oczywiście pracownicy zakładu, z doktorem Marcelem na czele. Mężczyzna zdaje się być wyjątkowo negatywnie nastawiony do panny Konrad, a w udaremnieniu jej planów wykazuje zaciętość godną rozwścieczonego byka.





W niemieckiej produkcji zetkniemy się ze sporą dozą absurdalnego humoru, lecz uważny odbiorca wyłapie też parę popkulturowych odniesień, m.in. do filmowej serii Karate Kid. Pomimo tego, nie mamy do czynienia z komedią, przy której zaniesiemy się beztroskim śmiechem. Wszak akcja koncentruje się wokół szpitala psychiatrycznego, a takie dziwaczne postaci jak np. człowiek w stroju pszczoły to ludzie umysłowo chorzy. Ponadto Edna podejmuje się odkrywania własnej przeszłości, w której nie zabraknie ponurych epizodów. W efekcie, obecny w przygodówce humor przesiąknięty jest nutką tragizmu, przez co fabuła nie należy do lekkich w odbiorze. Za sprawą specyfiki świata The Breakout, nie każdy da się porwać perypetiom młodej pacjentki oraz jej niebieskiego kompana. W moim osobistym odczuciu, stężenie absurdu i goryczy wydawało się niekiedy zbyt męczące, aczkolwiek doceniam pomysłowość twórców. Dodam jeszcze, iż w późniejszej części gry autorzy odstawiają elementy komiczne na bok, skupiając się na smutnych aspektach historii. Przyznam, że partie te przemówiły do mnie w o wiele większym stopniu niż wcześniejszy słodko-gorzki koktajl.



Niedoskonały ukłon w stronę klasyki



W przygodówce od Daedalic Entertainment poruszamy się przy pomocy myszki, ale nie nazwałabym obsługi szczególnie wygodną. Interfejs przywodzi na myśl point and clicki z dawnych lat, ponieważ w dolnej części ekranu widnieje lista czynności wraz z paskiem skrywającym zawartość ekwipunku. Aby wykonać daną akcję, wybieramy stosowną komendę, a potem interesujący nas hotspot. Kilka razy zdarzyło się jednak, że gra nie zareagowała na moje kliknięcia. Najbardziej denerwował mnie zaś inwentarz, który rozwijał się w niepożądanych momentach, zajmując połowę ekranu. Wystarczyło tylko delikatnie zahaczyć o pasek od owego schowka. Co prawda, można tego uniknąć dzięki odpowiedniemu przyciskowi, lecz trzeba potem pamiętać o odblokowaniu ekwipunku.





Gameplay opiera się głównie na przeprowadzaniu rozmów oraz zbieraniu i używaniu przedmiotów. W przypadku konwersacji, pokuszono się o dialogi, które wymagają od gracza doboru konkretnych kwestii. Poziom trudności zadowoli doświadczonych przygodówkowiczów oraz zwolenników niekonwencjonalnego toku myślenia. Z uwagi na pokręcony świat i jego ekscentrycznych mieszkańców, nierzadko stawimy czoła wyzwaniom, które w mniejszym bądź większym stopniu wymykają się prawom logiki. Twórcy pomyśleli ponadto o amatorach skrupulatnej eksploracji otoczenia. W The Breakout aż roi się od interaktywnych punktów, przy czym nie wszystkie okażą się niezbędne dla rozwoju fabuły.



Osobny akapit chciałabym poświęcić fragmentom, które wyróżniają się na tle pozostałych partii. Dotyczą one obietnicy, jaką Harvey złożył pannie Konrad. Królik dysponuje bowiem zdolnością cofania się do przeszłości, gdzie zabiera także swoją towarzyszkę. Edna powraca wtedy do czasów dzieciństwa, żeby przypomnieć sobie ważne wydarzenia z minionych lat. Przy okazji nasza protagonistka uczy się umiejętności potrzebnych do pokonania przeszkód w teraźniejszości. W takich momentach, obie połówki niecodziennego duetu stają się postaciami grywalnymi. Co ciekawe, Harvey nie posiada ekwipunku w ścisłym tego słowa znaczeniu, a zgromadzone w jego inwentarzu obiekty pełnią rolę tematów rozmów. Szkoda tylko, że owe podróże odbędziemy zaledwie trzy razy w ciągu około dziewięciogodzinnej rozgrywki.





Niestety, nie ustrzeżono się kwiatków, które potrafią skutecznie uprzykrzyć zabawę. Chociaż deweloperzy przyszykowali rzeczywiście dużo plansz do zwiedzania, kolejne lokacje często ładowały się trochę za długo. Niemile zaskoczył mnie też fakt, iż przez pewien bug nie mogłam rozwiązać jednej z zagadek. Udało mi się to zrobić dopiero po uruchomieniu gry w niemieckiej wersji językowej. W przeciwnym wypadku, nie byłabym w stanie ukończyć produkcji! Na dokładkę, po obejrzeniu finałowych scen nie zdołałam wrócić do menu ani wyłączyć aplikacji w inny sposób niż poprzez menedżera zadań. Gwoli ścisłości, testowałam edycję dostępną na platformie Steam.



Skrzywiona prostota



Edna & Harvey: The Breakout nie przypomina typowej produkcji ze stajni Daedalic Entertainment, oczarowującej odbiorców bogactwem barw oraz detali. Dwuwymiarowa grafika cechuje się dość toporną kreską i nie grzeszy urodą, ale poniekąd pasuje do zwariowanego uniwersum gry. Animacje postaci są ubogie, brak im płynności, a bohaterowie zazwyczaj poruszają się nieco posuwistym krokiem. Warto zaznaczyć, iż niemiecki zespół ucieka się do uproszczeń, unikając pokazywania niektórych czynności. Jako przykład niech posłuży sytuacja, kiedy każemy Ednie ułamać nogę od krzesła. Dziewczyna schyli się, zaś po chwili ujrzymy na ekranie przewrócone krzesło i usłyszymy odpowiedni odgłos. Skoro już napomknęłam o dźwięku, soundtrack składa się z niewielu utworów. Przygrywające w tle melodie nie zapadają w pamięć, lecz wpisują się w konwencję opowieści, podkreślając zakręconą atmosferę. Zastrzeżeń nie mam natomiast do angielskiego dubbingu, a zwłaszcza do odtwórców tytułowych ról. Pozostałe głosy również generalnie wypadają bez zarzutu.





Podsumowując, historia Edny i Harveya to trudny w ocenie projekt. Z jednej strony, wzbudza uznanie oryginalną tematyką, z drugiej - przez tę właśnie dziwaczność może odrzucić niektórych graczy. Przyznam, że przy dłuższych posiedzeniach sama odczuwałam przesyt losami pacjentów szpitala oraz jego personelu. Poza tym, na niekorzyść przygodówki przemawiają usterki techniczne wraz z innymi pomniejszymi wadami. Dlatego też radziłabym sięgnąć po ów tytuł dopiero przy okazji dużej obniżki.














5 PLUSY:

nietuzinkowa fabuła
+ duże możliwości interakcji
+ „wizyty” w przeszłości
+ niezły angielski dubbing
MINUSY:

- w dużych dawkach bywa męcząca
- niewygodny interfejs
- zbyt mało „podróży w czasie”
- długie wczytywanie lokacji
- niedoróbki techniczne
- ubogie animacje


Autorka: crouschynca