Ceville - recenzja
Dodane przez mertruve dnia 17.10.2009 12:51

Bajki dzielą się na ciekawe i nudne. I nie ma tutaj różnicy czy oglądamy pozycję trójwymiarową, tak popularną ostatnimi czasy, czy tradycyjną, z ręcznie wykonaną animacją. Dobra bajka zawsze się obroni, nawet pomimo upływu lat. Zauważyliście kiedyś, że wszystkie mają podobną historię? Motywem przewodnim jest ratunek i podróż. Ratunek królewny, świata, względnie swojej pozycji. Najważniejsze to opowiedzieć to w odpowiedni sposób. Takim przykładem jest Shrek. Ciekawie opowiedziana bajka, czerpiąca garściami ze wszystkich sprawdzonych już pomysłów. Czemu o tym wszystkim wspominam? Bo Ceville jest właśnie taką bajką. I z pewnością należy do pierwszej wspomnianej grupy…



Historia pewnego władcy…



Faeryanis byłaby spokojną, piękną krainą, gdzie szczęśliwi ludzie odnaleźliby prawdziwy raj na Ziemi, gdyby nie jeden szkopuł. Owym problemem był sam władca, tyran o wdzięcznym imieniu Ceville. Nie, żeby był zły. Był po prostu inny. Lubił tortury, skazywanie na dożywotnią pracę w kopalni oraz rządzenie. Władza dawała mu poczucie spełnienia. Niestety biednym wieśniakom (tym to zawsze się coś nie spodoba) nie wystarczyły dobre intencje wspaniałomyślnego władcy i postanowili obalić Ceville’a. Wtargnęli do jego pałacu (nawiasem mówiąc zawsze otwartego dla innych), w celu złapania tyrana. Na szczęście królowi udało się uciec. Potem dowiedział się, że przecież tak szczęśliwy lud nie mógł wpaść na pomysł obalenia dobrego władcy. Za całą akcją stał ktoś inny – nadworny mag, dotychczas zaufany człowiek, który okazał się zwykłą szują. Na szczęście Ceville miał sprzymierzeńców. Małą dziewczynkę Lilly, która widziała w nim wiele dobroci. Przymierze to okaże się wystarczające by pokonać złego maga i uratować świat (ale to na marginesie, bo nie taki był pierwotnie plan „dobrego” Ceville’a).



Brzmi dziwnie? Wiem. Oczywiście powyższy opis należy traktować z przymrużeniem oka. Ceville nigdy nie był dobry i istotnie źle traktował poddanych. Ale co z tego? To bajka, tak należy ją traktować. A podejście twórców do sprawdzonych schematów cieszy na każdym kroku. Już od początku, sterując poczynaniami Ceville’a, zaczynamy pojmować jego tok rozumowania. Co zrobić ze świnkami, którym wilk zniszczył domek? A co zrobić z wilkiem? Skazać wilka? Skazać świnki? Nie! Skazać wszystkich na pracę w kopalni, to nauczą się nie zawracać głowy błahostkami, podczas gdy my mamy prawdziwe zmartwienia – np.: co by zjeść.





Wreszcie bajka dla mnie…<



Powiem szczerze, że zakochałem się w humorze twórców. Śmiałem się do rozpuku za każdym razem gdy Ceville wpadał w kolejne kłopoty albo próbował rozwiązać już istniejące. Nie, nie zrozumcie mnie źle. Gra nie propaguje przemocy ani rozwiązywania problemów na zasadzie: nie przejmujmy się niczym, w końcu jesteśmy tyranem. Jak zaznaczyłem, obalili nas. I pomimo naszych dyktatorskich zapędów, Ceville tak naprawdę jest nieszkodliwym draniem. Czynienie zła w sytuacji, kiedy już nie ma władzy, wychodzi mu bardzo trudno. Nawet jeżeli chce kogoś skrzywdzić, to najczęściej pomaga tej osobie, nawet nieświadomie. Jak wtedy kiedy przekonuje arcyłotrów, że ich resocjalizacja u wróżki nie ma sensu. Na początku wydaje się to okrutne, ale potem zdajemy sobie sprawę, że dzięki temu oni są szczęśliwsi, a my możemy dalej ratować świat. Nie wspominając, że dzięki postaci Lilly, a potem paladyna Ambrosiusa, charakter Ceville’a zostaje złagodzony. Przejawia się to w kwestiach dialogowych. Możemy rozmawiać jako tyran albo jako mała dziewczynka. Wypowiedzi różnią się znacząco i często od doboru kwestii zależy czy zdobędziemy jakiś przedmiot, czy też nie.




Nowa historia, stare elementy…



Ceville to klasyczna gra przygodowa. Ma bardzo przejrzysty interfejs i opcję podświetlania przedmiotów (wciskając spację). Sterujemy postaciami za pomocą myszy metodą point’n’click. Właściwie to gra jest sztandarowym przykładem starych przygodówek, tyle że w nowej oprawie graficznej. Pod wieloma względami przypominał mi nowego Simona, który również garściami czerpał ze znanych motywów na swój zwariowany sposób.
Cała zabawa jak zwykle polega na zbieraniu, łączeniu i używaniu przedmiotów w odpowiednich miejscach. Zagadek praktycznie nie uświadczymy, choć znajdzie się kilka, które na siłę można by uznać łamigłówkami. Nie obejdzie się też bez kilku czasówek, ale na szczęście twórcy podeszli do nich bardzo liberalnie. Jeżeli nam się nie uda, możemy spróbować jeszcze raz, bez żadnych konsekwencji. Częściej przyjdzie nam jednak zmierzyć się z zadaniami na zasadzie współpracy. Dzięki wprowadzeniu postaci Lilly, a także Ambrosiusa (tylko czasami) niektóre zadania będziemy musieli wykonać jedną z trzech postaci. I tylko nią. Dla przykładu: przedmiot, który zdobędziemy za pomocą Lilly, podajemy Ceville’owi i ten używa go. Albo: Ceville odwraca uwagę jakiejś postaci, żeby w tym czasie Lilly mogła sobie pomyszkować po okolicy. Jest to rozwiązanie może nie tak oryginalne, ale za to bardzo zabawne i ciekawe. Przypominające trochę stare Gobliny.




Jak tu bajkowo, kolorowo i w ogóle…



Gra nie zachwyca, ale cieszy oko i ucho. Grafika, choć trójwymiarowa, nie stoi na najwyższym światowym poziomie i nie dorównuje, leciwemu już przecież, Dreamfall’owi na najwyższych ustawieniach. Nawet w starciu z ładnym czwartym Simonem przegrywa. Ale to nieważne. Bo grafika jest taka, jaka miała być. Nie wiem jakie cele postawili sobie twórcy, ale mi się podoba. Trochę kanciaste, przerysowane postaci pasują jak ulał do założonej konwencji. Podobnie budynki i całe otoczenie. Również muzyczka, głosy postaci, dźwięki są dobre. Pozwalają wczuć się w klimat. Na osobną uwagę zasługuje doskonałe tłumaczenie EGM’a z Cd-Action. Kawał dobrej roboty, który choć czasami odbiega od oryginału, idealnie wpasowuje się w polską kulturę, tak, że każdy wszystko zrozumie. Choć podkreślam – nie wszystkie żarty muszą się podobać.
Prawdziwą perełką są jednak drwiny z istniejących motywów i postaci. Spójrzcie uważniej na diabła, który sepleniąc, mówi, że zostanie Dungeon Keeperem. Mnie to wgniotło w fotel. Dosłownie.





Choć zdarzają się chwile szarości…



Gra zdaje się być pozbawiona wad. Bajkowa, zabawna, kolorowa, ale to tylko pozory. Jest kilka minusów, które potrafią skutecznie utrudnić zabawę. O ile same wymagania sprzętowe gry nie należą do najwyższych i śmiało gra pójdzie na średniej klasy komputerach stacjonarnych, a nawet na laptopach, to jednak zdarzają się jej wpadki kodowe. Chodzi mi o czas wczytywania poszczególnych lokacji. Nieważne jak mocną masz maszynę – gra będzie się wczytywać spory kawał czasu. Nie pomogą ani zabawne teksty wyświetlane na ekranie, ani plansza z postacią. Jest jedno wyjście, zrobić sobie w tym czasie herbatę albo coś. Podobnie ma się sprawa z kamerą. Czasami gubi się i mamy problemy z odnalezieniem drogi, etc. Postaci także nie zawsze poprawnie reagują na nasze klikane komendy. Ostatnim minusem jest odnajdywanie przedmiotów. Stapiają się z tłem i znalezienie ich jest czasami niemożliwe. Niby pomaga spacja, która podświetla przedmioty, ale trzymanie spacji i wciskanie na opis przedmiotu jest czasami uciążliwe i trudne. Na szczęście błędy te da się jakoś znieść i cieszyć się całkiem niezłą rozgrywką.



Czy warto być tyranem?



Podsumowania bywają najtrudniejsze. Jak tutaj ocenić grę, która pomimo przebłysków jest dalej typowym średniakiem? Szkoda tych kilku wpadek, którymi uraczyli nas twórcy. Widać, że dopiero rozwijają swój potencjał, a stać ich naprawdę na wiele. Niedostatki techniczne nadrabiają wspaniałą kreatywnością i pomysłowością. Za to im wielkie dzięki. Nie zmienia to jednak faktu, że poza warstwą fabularną Ceville niczym nadzwyczajnym się nie wyróżnia. Dlatego polecam grę wszystkim miłośnikom bajek i przygodówek. Inni mogą sobie tytuł odpuścić albo odpalić z ciekawości, co takiego wyczarowali nam twórcy.










7 PLUSY:

bajkowe klimaty
+ dialogi
+ kolorowa grafika
MINUSY:

praca kamery
- czas ładowania lokacji
- trudne do znalezienia przedmioty!


autor: mertruve

AZ74