Zobacz temat


Kto tu jest? 1 Gości
Jak oceniasz "Morderstwo w Orient Expressie"?
1 (Polskie Koleje Państwowe) 1 (Polskie Koleje Państwowe) 0%[0 głosów]
2 2 33%[1 głos]
3 3 33%[1 głos]
4 4 33%[1 głos]
5 (Koleje Radzieckie) 5 (Koleje Radzieckie) 0%[0 głosów]
Głosów ogółem : 3
 Drukuj temat
Morderstwo w Orient Expressie
Rolus
Z perspektywy przygodogodzin - staroć. Ale jeśli już zajmujemy się przeterminowaną półką z grami Marii Sadowskiej, to możemy poświęcić też kilka przystanków na kolejną opowieść z krypty, czyli "Morderstwo w Orient Expressie" według prozy Agathy Christie. I, warto dodać, trochę według filmu Sidney'a Lumeta z 1974 roku, bowiem wystrój przedziałów, wagonów i gębotyp postaci jest wręcz przekalkowany z taśmy filmowej.

Powiedzieć muszę, że o wiele przyjemniej "grało" mi się w film. Tak, grało. Kino to medium niby niewymagające fizycznej aktywności ze strony odbiorcy; nie trzeba klikać, przestawiać, przesuwać. Wystarczy patrzeć. Patrzenie jednak potrafi być bardziej zajmujące od dotykania (niektórzy koledzy pewnie mi nie uwierzą). Zwłaszcza w kryminałach, gdzie często prowadzimy własne śledztwo zza pleców detektywa, tworząc własne układanki - w tym wypadku ciekawsze od tego, co oferuje nam gra.

Fabuła jest w nieznacznym stopniu przemodelowana w porównaniu do kanonicznej powiastki. Wcielamy się w postać niewystępującej w książce, ale tu największej na świecie groupie detektywa Poirota, Antoinette Marceau. Antonina ugania się za Herkulesem od pierwszych taktów - karmi kozę, żeby tylko się z nim spotkać, kradnie wszelakiej maści noże, pojemniki, sztuczne szczęki, a potem daje się porwać tylko po to, żeby za chwilę usłyszeć rozwiązanie wyśpiewane spod nawoskowanych wąsików małego Belga. To właśnie kujące wrażenie bezużyteczności, jakoby Poirot był moim alfonsem a ja jego dziewczynką na posyłki, nie pomagało mi w przedzieraniu się przez kolejne wrzody i odciski.

To nie koniec. "Morderstwo..." na ekranie komputera mnie znużyło, udręczyło i momentami zarżnęło nudą do tego stopnia, że zacząłem zazdrościć zasztyletowanemu dwanaście razy łajdakowi. Twórcy chcieli umożliwić graczowi wcielenie się w prawdziwego detektywa kosztem dramaturgii, która zginęła śmiercią tragiczną w walce z kolejnym paszportem schowanym w sedesie i odciskiem palca w tyłku maszynisty.

Wyrenderowany Sherlock Holmes poradził sobie zdecydowanie lepiej niż Poirot. Czekam na wasze opinie.
 
Kami
Rolus napisał/a:
Z perspektywy przygodogodzin - staroć. Ale jeśli już zajmujemy się przeterminowaną półką z grami Marii Sadowskiej, to możemy poświęcić też kilka przystanków na kolejną opowieść z krypty, czyli "Morderstwo w Orient Expressie" według prozy Agathy Christie.

Jedna osoba, która zrozumiała o co mi chodziło. Up

Muszę przyznać, że w Express jeszcze nie grałam, ale caaały czas gdzieś coś o tym słyszę. Dobrze, czy źle, ale się o tym mówi, a to chyba najlepsza oznaka sukcesu. Wink2 Akurat są święta, to można nadrobić trochę braków, więc za kilka dni tu wrócę.

Niemniej jednak - jestem dużą fanką Poirota (z resztą Sherlocka też Hihi nie ma to jak angielski detektyw, nawet jeśli urodził się w Belgii ), a szczególnie roli Davida Sucheta w serialu z 1989 roku. Wiecie, że Morderstwo w Orient Expressie nakręcili w 2010? Grin Jakąkolwiek inną adaptację potem widziałam, to zawsze porównywałam do kreacji Davida i zawsze czegoś brakowało. Pfft2

No ale to jest temat o grze, więc już kończę ten offtop. Grin
 
Rolus
Kami napisał/a:
Niemniej jednak - jestem dużą fanką Poirota (z resztą Sherlocka też Hihi nie ma to jak angielski detektyw, nawet jeśli urodził się w Belgii ), a szczególnie roli Davida Sucheta w serialu z 1989 roku. Wiecie, że Morderstwo w Orient Expressie nakręcili w 2010? Grin Jakąkolwiek inną adaptację potem widziałam, to zawsze porównywałam do kreacji Davida i zawsze czegoś brakowało. Pfft2

No ale to jest temat o grze, więc już kończę ten offtop. Grin

Nie jesteśmy do końca nienatematyczni, bo przecież wszystkie celuloidowe, papierowe i pikselowe dzieła wzajemnie się przenikają czerpiąc inspiracje od siebie nawzajem. Zwłaszcza przygodówki.

David Suchet chyba już zakończył swoje długoletnie telewizyjne śledztwo, bo ostatnie opowiadanie z Poirot w roli głównej ("Kurtyna" ) zostało nakręcone trzy lata temu. Agatha Christie kazała opublikować je lata po swojej śmierci. Chciała tym samym uniknąć zawracania pióra i nagonki, której ofiarą stał się wcześniej Conan Doyle, kiedy uśmiercił Sherlocka nad wodospadem Reichenbach w opowiadaniu "The Final Problem". W tamtym czasie oddani fani nie mogli pogodzić się z odejściem ich genialnego ćpuna. Nic dziwnego - ludziom obca była wtedy siła kina, telewizji i gier komputerowych.

"Morderstwo..." spod ręki Adventure Games ma zakończenie przemodelowane w stronę większego happy endu. Happy endu do tego stopnia hepiendowego, że wszystkie obrzydlistwa, które wykryliśmy w trakcie gry, świętuje się butelką szampana, prawdopodobnie francuskiego. Groteska. Ale czy zamierzona?
 
Kami
Rolus napisał/a:
Nie jesteśmy do końca nienatematyczni, bo przecież wszystkie celuloidowe, papierowe i pikselowe dzieła wzajemnie się przenikają czerpiąc inspiracje od siebie nawzajem. Zwłaszcza przygodówki.

Co racja, to racja. Smile2

Ale chyba jednak dostaniemy coś jeszcze Smart

Z kolejnym akapitem też się zgadzam, ale jak dla mnie to akurat dobrze, że Doyle wykrzesał z siebie coś jeszcze. Grin Holmes był świetnie napisany, a jego historia z używkami tylko dodawała realizmu jego nieprzeciętnemu umysłowi.

Może gra była kierowana też do młodszych. Wink2 Morderstwa i kryminały to rzeczy dla starszych wiekiem, a gry przeważnie zmierzają do tego aby mieć jak największą grupę odbiorczą.
 
Rolus
Kami napisał/a:
Może gra była kierowana też do młodszych. Wink2 Morderstwa i kryminały to rzeczy dla starszych wiekiem

Tak być powinno w idealnym świecie listonosza Pata i jego kota. Ale my żyjemy niestety na planecie dziadka Fritza i jego piwnicy. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zabierałem się za opowiastki kryminalne Agathy Christie, nielegalnie właśnie, jako brzdąc w opałach, to czytałem je z marchewkami na policzkach. Dziś już nie robią na mnie tak dużego wrażenia. Fascynacja ustąpiła miejsca sentymentowi. Literaccy zbrodniarze nie mordują już w białych rękawiczkach, żeby później z szelmowskim uśmieszkiem pogratulować detektywowi rozwiązanej łamigłówki. Współczesne kryminały to raczej partia rugby, nie szachów. Wszystko się brutalizuje. Kultura też.
 
Kami
Bo prawda taka, że w morderstwie nie ma nic romantycznego, czy w ogóle pięknego albo z jakimś kodeksem. Z jednej strony może to dobrze, że pokazuje się to bardziej realistycznie... Może. Czasami. Bo czasami nawet z krwawych zabójców robi się lubianych antybohaterów.

Christie może nie pisze oddziałujących na żołądek scen, ale raczej rodzice nie patrzą przychylnie na żadnego rodzaju gry z morderstwami w roli głównej, jeśli ma to być prezent pod choinkę. Wink2 Przynajmniej w moim świecie, gdzie przywiązują uwagę do tego, na co eksponują dziecko. xD
 
Rolus
Kami napisał/a:
Bo prawda taka, że w morderstwie nie ma nic romantycznego, czy w ogóle pięknego albo z jakimś kodeksem. Z jednej strony może to dobrze, że pokazuje się to bardziej realistycznie... Może. Czasami.

Siłą "Morderstwa w Orient Expressie" było to, że zbrodnia w przedziale numer 10 została popełniona z namiętności i jednocześnie z zimnej, niczym finałowy szampan, żądzy zemsty. Morderstwa wzbudzają niezdrową fascynację u ludzi nie za sprawą ich domniemanej romantyczności; słuchaj dziewieczko, ona nie słucha, ale chęci bezbolesnego pobycia z absolutem - w tym wypadku ze śmiercią. Nic mi się nie stanie, nie umrę, ale mogę zobaczyć skrajne przeciwieństwo mojej codzienności - umieranie. To pragnienie błyskawicznie zapełnia widownię wypadku drogowego albo kroniki kryminalnej w tabloidach święcących nieprzerwane triumfy od czasu spacerów Kuby Rozpruwacza po londyńskiej dzielnicy Whitechapel. W ramach promocji nabrzmiewają wtedy palące wyobraźnie pytania - kto zabił i dlaczego zabił?

Kami napisał/a:
Bo czasami nawet z krwawych zabójców robi się lubianych antybohaterów.

Takim antybohaterem współczesnej telewizji może być "Dexter", seryjny morderca zła większego od niego. Ale i on powoli zaczyna zjadać własny ogon, bo publiczności apetyt rośnie przecież w miarę jedzenia.
Edytowane przez Rolus dnia 30.03.2013 20:56
 
Kami
Takim antybohaterem współczesnej telewizji może być "Dexter", seryjny morderca zła większego od siebie. Ale i on powoli zaczyna zjadać własny ogon, bo publiczności apetyt rośnie przecież w miarę jedzenia.

Właśnie jego miałam na myśli. Wink2

Za to ta całość z absolutem to już przeginka moim zdaniem. Ja przynajmniej nie mam takich fascynacji. Wink2 Mnie bardziej fascynuje sam detektyw i to jak po małych śladach, które inni by przegapili - dochodzi do rozwiązania całej zagadki. Tu szczególnie pierwsze powieści z Holmesem się wybijają.
 
Rolus
Kami napisał/a:
Tu szczególnie pierwsze powieści z Holmesem się wybijają.

Niebawem do tego panteonu dołączy z pewnością Malakaj Erekto - zboczeniec, anorektyk, humanista i męska kicia. Człowiek ze stale uniesioną gardą i notorycznie wpuszczoną w spodnie hebanową koszulą. Na Wikipedii wyczytałem, że do śledztwa w najnowszej grze Janki Jensen "Moebius" zatrudnia go kolejny miliarder-oryginał Amble Dexter.

"Studium w szkarłacie" to, zdaje się, pierwsze przeczytane przeze mnie opowiadanie z Sherlockiem i początek moich książkowo-serialowych pielgrzymek do Baker Street. W przeciwieństwie do konserwatywnych, ale uczciwych filmów z Suchetem w roli Poirot, kompletnie nie przypadły mi do gustu cwaniaczkowate eksplozery z Downey'em Juniorem. Znacznie ciekawszy wydaje się "Sherlock" uwspółcześniony.

Conan Doyle miał przede wszystkim bohatera. Christie - więcej pomysłów na jego wykorzystanie. Jej książki często czytałem dla samego zakończenia. W przypadku Doyle'a - dla pobycia z Sherlockiem.
 
Przemo
Tak się zastanawiam, ze ja chyba mam jakiś uraz do najpopularniejszych detektywów, bo nie przepadam ani za Sherlockiem Holmesem, ani za Poirotem, i wręcz bardzo dobrze steruje mi się panią Antoinette Marceau. Chociaż to jedna z niewielu gier, w której kieruje się tak dojrzałą z pozoru kobietą.

Czemu piszę, że gram? Ano dlatego, że Morderstwo w Orient Expressie zainstalowałem w okolicach środka wakacji i jak dotąd jeszcze jej nie ukończyłem. Grin Nie oznacza to, że mam problemy z zagadkami, tylko zawsze coś mnie odwleka od tej gry. W każdym razie, wszystko prezentuje się dosyć przeciętnie. Stylowo, tego typu produkcje są dla mnie najbliższe sercu - grafika 2,5 i i fabuła rozgrywająca się na pokrytym śniegiem pustkowiu. Co mnie natomiast w tej grze irytuje? Zbyt wiele lokacji do odwiedzenia, a mianowicie przedziałów pasażerów wyglądających niemal identycznie i do których możemy dostać się przez wejście główne oraz łazienkę, a czasami i inną drogą. Zamiast skupiać się na fabule, to odwiedzamy po kilka razy te same miejsca, aby tylko sprawdzić dokładniej czy czegoś nie przeoczyliśmy.

Do gry na pewno wrócę, ale już wiem, że "I nie było już nikogo" (które zostało raczej słabo przyjęte przez krytyków Wink2 ) zrobiło na mnie lepsze wrażenie, niż to. Smile2
 
Kami
Rolus napisał/a:
"Studium w szkarłacie" to, zdaje się, pierwsze przeczytane przeze mnie opowiadanie z Sherlockiem i początek moich książkowo-serialowych pielgrzymek do Baker Street. W przeciwieństwie do konserwatywnych, ale uczciwych filmów z Suchetem w roli Poirot, kompletnie nie przypadły mi do gustu cwaniaczkowate eksplozery z Downey'em Juniorem. Znacznie ciekawszy wydaje się "Sherlock" uwspółcześniony.

A mi się Downey Jr. całkiem podobał. Smile2 Chociaż może bardziej Watson, bo uwielbiam pana Law Grin no i tylko pierwsza część, bo dwójka to była jakaś porażka. Tyle, że tuta zdecydowanie można powiedzieć, że rola Downey Jr. była tylko rozciągnięciem postaci Tony'ego Starka.

A o współczesnym Sherlocku już pisałam same peany w tym wątku. Sweet

Rolus napisał/a:
Conan Doyle miał przede wszystkim bohatera. Christie - więcej pomysłów na jego wykorzystanie. Jej książki często czytałem dla samego zakończenia. W przypadku Doyle'a - dla pobycia z Sherlockiem.

100% zgody. Smile2

Przemo napisał/a:
Nie oznacza to, że mam problemy z zagadkami, tylko zawsze coś mnie odwleka od tej gry.

Np. teksty dla AZ Hihi

Przemo napisał/a:
Co mnie natomiast w tej grze irytuje? Zbyt wiele lokacji do odwiedzenia, a mianowicie przedziałów pasażerów wyglądających niemal identycznie i do których możemy dostać się przez wejście główne oraz łazienkę, a czasami i inną drogą. Zamiast skupiać się na fabule, to odwiedzamy po kilka razy te same miejsca, aby tylko sprawdzić dokładniej czy czegoś nie przeoczyliśmy.

A nie na tym opiera się praca detektywa? Wink2
 
Rolus
Kami napisał/a:
Przemo napisał/a:
Co mnie natomiast w tej grze irytuje? Zbyt wiele lokacji do odwiedzenia, a mianowicie przedziałów pasażerów wyglądających niemal identycznie i do których możemy dostać się przez wejście główne oraz łazienkę, a czasami i inną drogą. Zamiast skupiać się na fabule, to odwiedzamy po kilka razy te same miejsca, aby tylko sprawdzić dokładniej czy czegoś nie przeoczyliśmy.

A nie na tym opiera się praca detektywa? Wink2

Pewnie, że na tym, ale gra za odwaloną robotę nie daje nam absolutnie niczego w zamian. Jesteśmy traktowani jak turysta w Luwrze - trzeci sutek, jedenasty paluch, piąte koło u wozu, kupon do McDonald's. Moglibyśmy z powodzeniem przesiedzieć całą akcję w Warsie i obżerać się ze smutku. Poirot już w powieści udowodnił, że doskonale poradziłby sobie w pojedynkę. Teraz tylko na zmianę spijamy wosk z jego marmurowych wąsów i czekamy na poklepanie po główce.

I ta Antoinette. Ta biedna Antoinette. Doceniam niecodzienny pomysł zaangażowania dojrzałej kobiety w roli głównej bohaterki. Protestuję jednak z trupim transparentem przeciwko angażowaniu kobiety przezroczystej, mdłej i zaparowanej chuchaniem Poirota. Pójdę do piekła za to, co powiem, ale lepszy byłby już chyba Mordoklej Erekcjo z "Moebiusa". Antułanet w zamierzeniu miała być alterą egówną gracza. Do Orient Expressu wsiada w końcu z tego samego powodu, przez który i my zaczynamy klikać - bo lubimy tę zarozumiałą beczkę z Belgii. Ba, ona lubi, wielbi, szanuje i podziwia pana Poirot. Zdecydowanie więcej pogęguje o nim niż o sobie samej. Ja znam jedynie miejsce jej pracy i studiów. Resztę życia ofiarowała powieściom kryminalnym i poszukiwaniu klucza hydraulicznego w klozecie. Strach pomyśleć, co by było, gdyby żyła w czasach Justina Biebera. Morderstwo w Onet Ekspresie? Jeśli postać miała być nieinwazyjna względem oryginalnej fabuły, to nie ciekawiej byłoby zrobić przygodówkę ze starą panną Marple w roli głównej?
Edytowane przez Rolus dnia 02.04.2013 15:02
 
Jeziu5
A ja sobie dzisiaj z przyjemnością wróciłem do tej gry. Od mojego pierwszego przejścia minęło już chyba z 5 lat i z całkiem świeżą głową mogłem ponownie podejść do tego tytułu.

Po pierwsze muszę stwierdzić, że gra cały czas mi się podoba. Nigdy nie ukrywałem mojego zamiłowania do prozy Agaty Christie - przeczytałem jej wszystkie 90 książek - i ta komputerowa adaptacja daję radę oddać nastrój tej znakomitej powieści. Składa się na to parę rzeczy:
- świetnie zrekonstruowawszy pociąg. Naprawdę miło zwiedza się wszystkie przedziały, wagony, łazienki. Jedyne czego mi zabrakło to "personal touch" gości. Wystarczyło, by oprócz niezbędnych dla śledztwa przedmiotów, w kabinach leżało też parę rzeczy osobistych, oddających charakter osoby.

- głosy postaci. Tu oczywiście ukłon dla David'a Suchet'a. Świetny aktor, którego kreację Poirota uważam za najlepszą. Dodatkowo każda postać mówi głosem bardzo dobrze do niej pasującym. Wielce irytujący głos pani Hubbard, arystokratyczny hrabiny czy wesoło-włoski Toniego.

- wciągnięcie do śledztwa. Osobiście nie poczułem się jak osoba gorszej kategorii Wink2 Odwalanie za Poirota "legwork" była jak najbardziej naturalne - w końcu robimy to cały czas w każdej grze. A czy potraficie sobie wyobrazić Poirota w garniturze i lakierkach, brodzącego po kolana w zaspach, płoszącego wilki, włamującego się do opuszczonych chat lub naprawiającego zepsute rury ? Już w Evil Under the Sun było to czasami śmieszne.

Nie potrzebowałem utożsamiać się bardzo z Antoinette - w końcu najbardziej chodziło tu o pomoc Poirotowi, a kobieta akurat pojawiła się we właściwym miejscu o właściwym czasie Wink2
Dodatkowo, mamy też pewien udział podczas wyjaśniania sprawy - wskazywanie na odpowiednie dowody wymusza na nas jednak choc trochę pomyslunku Wink2

Osobiście uważam tę część za najlepszą z trylogii gier Christie. Stawiam jej ocenę 8 - dobra gra, w którą warto zagrać.

 
Madzius888
Kilka dni temu zainstalowałam, więc i ja w ten weekend postanowiłam przejechać się Orient Expressem. Z zamiarem tym nosiłam się od kilku miesięcy, bo zobaczyłam film z 2010, który jako pierwszy mi się nie spodobał i pozostawił spory absmak.

Bardzo lubię prozę A. Christie, cenię też sobie w większości filmy na ich podstawie, właśnie dlatego, że są one takie wytworne, stonowane - angielskie. I taka właśnie była nasza Francuzka. W pewnym momencie wyrażając swoją opinię na temat Mary, że ta twardo stąpa po ziemi i zapewne w innych okolicznościach zostałyby przyjaciółkami. Dlatego przekonał mnie jej łagodny acz stanowczy sposób bycia i bardzo chętnie towarzyszyłam naszemu belgijskiemu hipochondrykowi, lubię być poklepana po główce za dobrą robotę Smile2 Tego, czego nie dał mi film - wysublimowanego kryminału w retro stylu bez przesadzonego dramatyzmu, to otrzymałam dzięki grze. Rzeczywiście, zgadzam się z jeziem, że można by poprawić personalizację przedmiotów w przedziałach. Można by lepiej wyreżyserować teksty - np. Antoinette lubi komentować różne sprawy z humorem, z wyraźnym uśmiechem w głosie i to niezależnie od sytuacji w jakiej się znajduje. Można by, ale generalnie bardzo lubię drugą część Kolekcji Tajemnic.
Edytowane przez Madzius888 dnia 02.04.2013 17:47
Gram w: Law&Order
Ostatnio ukończyłam: The Dream Machine
 
Rolus
Madzius888 napisał/a:
Bardzo lubię prozę A. Christie, cenię też sobie w większości filmy na ich podstawie, właśnie dlatego, że są one takie wytworne, stonowane - angielskie. I taka właśnie była nasza Francuzka.

Też mam wielki sentyment do kryminałów i kryminalików Christie, dlatego z tym większym rozczarowaniem oglądałem, jak niewiele wyciśnięto z tak znakomitego pomysłu wyjściowego. Agatha to babka z klasą, dowcipem i żyłką do nieszablonowego myślenia - za ekscentryczność "Zabójstwa Rogera Ackroyda" została przecież z hukiem wykopana z "Klubu Detektywów". Powieści klasy "I nie było już nikogo", "Morderstwo w Orient Expressie", "Entliczek Pentliczek" zasługują na obrabiacza o bujniejszej fantazji i większym talencie. Podtrzymaniem tradycji nie jest, moim zdaniem, kalkowanie tych samych kształtów, ale wyławianie elementów, które uczynią grę świeższą, porywającą, łzawiącą oczy i czerwieniącą policzki. Taką, jaką w swoim czasie była książka Christie. Teraz nie mamy już możliwości sprawić, że będzie miała podobną moc, ale mamy narzędzia do przetłumaczenia ją na język współczesny. Odtworzenie klimatu świata, którego już nie ma, to tylko element dekoracji. Można było wycisnąć z tego tytułu o wiele więcej. Tej przygodówce brak tempa, wyrazu i uwypuklenia wszystkich niezwykłych charakterów jadących z nami jednym pociągiem.

Sam zastanawiam się nad tym, czy Poirot ma wystarczający potencjał, żeby stać się kiedyś bohaterem popkultury równym Holmesowi. Ale Holmes to przecież indywiduum, dziwadło, oryginał idealnie pasujący do dzisiejszych e-czasów kochających takie przypadki. Jeśli chodzi o polskich dedektywów, to z ciekawością obejrzałbym albo zagrał w przygodę z Joe Alexem, Eberhardem Mockiem czy Jackiem Joachimem - koniecznie co najmniej tak uroczym, jak w "Sztylecie weneckim". Obawiam się jednak, że adaptacja walczyłaby o pierwszą nagrodę ze "Skautem Kwatermasterem" i "Odwróconymi".
 
Evillady
Nie czytam kryminałów w związku z tym gra również mnie nie porwała. Na koniec złapałam się na tym, że przy tych trzech zagmatwanych zakończeniach dalej nie wiem tak naprawdę, kto zabił. Do któregoś momentu jeszcze mnie fabuła interesowała. Potem stała się zbyt powtarzalna. Ale to nie jest zarzut tylko i wyłącznie pod adresem tej gry. Zdaje się, że po prostu wyrosłam z przygodówek i teraz, jeśli o ten gatunek gier chodzi, to naprawdę potrzebuję czegoś świeżego, żeby było mnie w stanie zainteresować na dłużej. W większości przypadków grając w przygodówki w tej chwili zwyczajnie się nudzę. :)
Ostatnio ukończyłam: Black Mirror III.
Teraz gram: Riven: A Sequel to Myst.
 
Przejdź do forum: