Art of Murder: Karty Przeznaczenia - recenzja

Dodane przez mertruve dnia 07.03.2010 23:05

W recenzji Chronicles of Mystery: Drzewo Życia zaznaczyłem, że City Interactive nie ma pomysłu na rozwój tytułu. Niby jest fabuła, niby jest postać, niby chcemy zrobić przygodówkę o tajemnicach przeszłości, a tak naprawdę nie wiemy, o co chodzi. I o ile w tym wypadku twórcy ciągle szukają odpowiednich pomysłów, to Sztuka Zbrodni jest grą kompletną. Karty Przeznaczenia potwierdzają jedno – City Interactive jest w czołówce światowych twórców gier przygodowych!

Stwierdzenie dość odważne, ale po zagraniu w najnowszą odsłonę przygód agentki Bonnet tylko takie spostrzeżenia mi się nasunęły. Zaraz obok: genialna, świetna, wciągająca, mroczna, wreszcie dopracowana do perfekcji! Ale po kolei…

Ciężkie życie agentki FBI

Nicole Bonnet znamy wszyscy bardzo dobrze. Jej postać dojrzewała wraz z nami. W Sztuce Zbrodni była mało doświadczoną agentką, próbującą odnaleźć się wśród morderstw i zagadek. W drugiej części przyszedł niespodziewany sukces, w postaci schwytania Lalkarza. W trzeciej zaś spotykamy ją w momencie, gdy jest na urlopie. Odpoczywa po męczących śledztwach. Niestety nie dane jest jej za bardzo się rozleniwić. Tydzień przed planowanym powrotem otrzymuje tajemniczą przesyłkę. Po rozpakowaniu okazuje się, że to kasetka, w niej zaś znajdują się dwa przedmioty: śruba oraz specjalna żarówka. Kilka chwil i zagadka rozwiązana, a lokalizacja wskazana. Udajemy się do opuszczonego kina i znajdujemy kartę. Potem zaś jesteśmy świadkami wypadku, okazującego się morderstwem. W ten sposób rozpoczynamy szaleńczą rozgrywkę z niezwykle inteligentnym przeciwnikiem, który zdaje się wiedzieć o nas wszystko – Karciarzem. Wchodzimy z nim w swoistą interakcję, rozmawiamy nawet przez telefon! Jednak zawsze jesteśmy o krok za nim, natrafiając na coraz to nowsze ofiary po drodze.

Fabuła to zdecydowanie najmocniejsza część produktu. Zawsze miałem do CI małe „ale”, które objawiało się drobnymi błędami w układaniu ciekawych historii. Nie wspominając Chronicles of Mystery, gdzie historia często żyła własnym życiem, nie mając do końca wyjaśnionego celu. W Art of Murder był jeden problem: logiczność. Biegaliśmy po różnych lokacjach, które na początku wciągały, później zaś denerwowały i pozwalały zadawać jego podstawowe pytanie: po co? Wiązało się to szczególnie z podróżami zagranicznymi Nicole. Okay, zwiedziliśmy ładny kawał świata, twórcy pokazali, że potrafią projektować miejsca inne niż mroczne zakamarki amerykańskich metropolii, ale co z tego? Tak naprawdę wszystko mogłoby się rozgrywać na miejscu, w Stanach. W Kartach Przeznaczenia problem został rozwiązany. Zwiedzimy inne miejsca, ale wszystkie będą w USA. Co więcej: wszystko jest logicznie wytłumaczone, ma swój cel i sens. Ani na chwilę nie zastanawiałem się, po co coś robię, czemu akurat to i w tej kolejności. Historia jest niesamowicie spójna, a co najważniejsza – wciągająca! Nie ma ani na chwili momentu zatrzymania się. Akcja gna na łeb, na szyję, czasami aż trochę za szybko, a jednocześnie wciąga coraz bardziej. Nowe morderstwa popełniane za pomocą skomplikowanych maszynerii, których nie powstydziłby się główny antagonista serii filmowej Piła. Najlepszy zaś jest finał, który zawsze sprawiał problemy polskim deweloperom. Widać to było w Sztuce Zbrodni pierwszej i drugiej. Finał trochę przygasał, następował szybko i bez zbędnych ceregieli pojawiały się napisy końcowe. Nie po to tyle ścigaliśmy mordercę żeby na końcu zobaczyć dwuminutowe outro! W Kartach Przeznaczenia wszystko idzie swoim tempem. Finał mamy odpowiedni, z rozmachem i chociaż filmowe outro dalej jest krótkie, to poprzedza jest dosyć długa scenka, tłumacząca odpowiednie zawiłości. A czemu o tym wspominam? Bo za finał panom należą się wielkie brawa! Wybrnęli z twarzą. Powiem tylko, że finał wskazuje dwie rzeczy. Zakończenie serii, jak i jej bezprecedensowe kontynuowanie według nowych zasad. Pomysł iście genialny, pozwalający doskonale rozpocząć nowy rozdział w historii Sztuki Zbrodni, jak i tworzenia czegoś zupełnie nowego. Kolejne brawa za wymyślenie postaci drugoplanowych, jak i samego przeciwnika. Wreszcie czułem się jakbym nie spotykał na drodze lalki, potrafiące wymówić dwa zdania, ale żywe postaci, które często mają coś do ukrycia, a jednak są niewinne – ale czy aby na pewno? Nic w tej grze nie jest jednoznaczne.

Obrazki zbrodni…

Graficznie trzecia część nie wprowadza niczego, czego byśmy nie znali. Może oprócz paru ciekawych opcji. Mamy wyświetlanie panoramiczne, więc pasek interfejsu znika, kiedy go nie używamy. Najechanie kursorem myszki na dół ekranu zaraz go jednak przywoła. Podczas rozmów widzimy miniaturki twarzy postaci po lewej, jeżeli zaś bohaterowie stoją dalej, to ekran momentalnie kadruje i przybliża się, wygląda to dosyć ciekawie. Lokacje jak zwykle wykonano doskonale. Tym razem są to mroczne zaułki Nowego Jorku, opuszczony Lunapark, Fabryka, miasto w stanie Maine, oraz posępne i zwodnicze bagna Luizjany. Niby Stany Zjednoczone, a jak zróżnicowane! Punkt za wszechogarniające poczucie mroku. Opuszczony Lunapark to numer jeden na mojej liście wszechczasów z lokacji gier kryminalnych. Dotychczas myślałem, że najmroczniejsze będą lokacje w Still Life. Myliłem się. City Interactive potrafiło je przebić. Jeżeli dołączymy do tego, wspomnianą później, muzykę, otrzymamy lokacje, które potrafią przyspieszyć bicie serca. Szczególnie w nocy, bo wtedy przyszło mi grać w Sztukę Zbrodni, o trzeciej w nocy. Satysfakcja gwarantowana! Gorzej ma się sprawa z wykonaniem postaci. Dalej są sztywne i jakieś takie drewniane. Ich animacja też pozostaje wiele do życzenia. Cieszy za to postęp w tworzeniu przerywników filmowych. Są coraz lepsze, dynamiczniejsze i przede wszystkim ciekawsze. Jeżeli chodzi o grafikę to użyto jeszcze jednego zabiegu, który dla mnie był strzałem w dziesiątkę i wspominałem o nim już w zapowiedzi, przy okazji przejścia dema. Zabieg z latarką. Ciemna lokacja, brak światła i tylko latarka w ręce. Powiem szczerze, że nie raz kazałem postaci iść dookoła, by nie sprawdzić, czy nikt nie czai się za rogiem. I wiem, jest to śmieszne, bo przecież recenzuję przygodówkę, ale pomysł odważny, świetnie wykonany i co najlepsze, skuteczny.

Ach te dźwięki umierania…

Muzyka jest doskonałym dopełnieniem całości. Może słuchana oddzielnie nie wprawi w zachwyt, ale do gry nadaje się wyśmienicie. Świetnie dopasowana, i do tego, co zauważyłem, nie sprawiała wrażenia monotonni, które dręczyły mnie w poprzednich dwóch odsłonach cyklu. Szczególnie miło wspominam dwie ścieżki dźwiękowe. Podczas zwiedzania opuszczonego kina oraz lunaparku. Ta w wesołym miasteczku jest tak intrygująca, mroczna, zagadkowa, że potrafi wprowadzić gracza w nastrój pewnego niepokoju. Dźwięki oraz głosy jak zwykle nagrano perfekcyjnie. Szczególnie dobór aktorów mi się podobał. Odpowiednie akcenty, dobra dykcja i przede wszystkim wczuwanie się w rolę, pozwalają czerpać przyjemność z przygody.

Mechanizmy, narzędzia, no i te karty…

Pod względem technikaliów gra niewiele różni się od poprzedniczek. Jest o wiele bardziej dopracowana, sprawniejsza i lepiej korzystająca z silnika graficznego. Widać, że City Interactive dobrze czuje się wśród narzędzi, pozwalających stworzyć taką grę przygodową. Wyciskają, co się da z wiekowego już Virtools Engine i dobrze. Mają też pomysł, a to już rzadkość, na zagadki. Trzymają one odpowiedni poziom, nie są za trudne, ale też nie za łatwe. Nicole w razie trudności stara się podpowiadać, ale nie robi tego nagminnie. Mamy klasyczne układanie (np.: kartki papieru), dźwignie, kabelki, łączenie przedmiotów, itd. Znajdą się krótkie czasówki, czy zadania, w których można zginąć. Na szczęście zawsze zostaje automatycznie zapisany przed tym stan gry. Otrzymamy raz możliwość postrzelania z pistoletu, ale jest to raczej nic nieznaczący dodatek. Interfejs prawie nic się nie zmienił, więc zarówno fani gatunku, jak i serii poczują się jak w domu. Dalej mamy znany wszystkim system podpowiedzi w postaci znaku zapytania, który po kliknięciu wskazuje aktywne miejsca na ekranie. Jest to już standard i dobrze, niezaznajomionym w gatunku pomoże, a wymagającym nie utrudni, bo wcale nie trzeba z dobrodziejstw tego typu korzystać. Ja sam a i owszem, lubię czasami sobie dopomóc. Dalej mam zastrzeżenia, co do systemu dialogowego. Jest on bardzo nierówny. Z jednej strony niby drzewko dialogowe istnieje, z drugiej zaś niezwykle rzadko mamy więcej niż jedną (!) możliwość do wyboru. I tutaj pewna niekonsekwencja. W grze napotkamy fragmenty, w których nagadamy się za wszystkie czasy. Natomiast, kiedy indziej będziemy prawie milczeć. Nie jest to aż tak wkurzające, ale czasami po prostu dziwi. Na szczęście nie zawiedzie nas nasza komórka. Dostaniemy do przeczytania mnóstwo dokumentów, które odpowiednio wprowadzają w nastrój prowadzonego śledztwa. Podobnie ma się sprawa z typem zagadek a’la CSI. Dzięki supernowoczesnemu komputerowi zwanemu Wielki Brat, dane nam będzie porównywanie odcisków palców, badanie próbek, robienie zdjęć, itd. Wszystko odbywa się intuicyjnie i w porównaniu do CSI jest uproszczone, ale i tak sprawia niesamowitą frajdę. Do tego dzięki temu akcja gry jest popychana naprzód i daje naukowe podwaliny niektórych wypraw (chociażby do Luizjany), czy podejrzeń, co do osoby sprawcy. Czas gry jest standardowy. Zastanawiałem się ile po Chronicles of Mystery zgotują nam twórcy w swoim flagowym produkcie. I nie zawiedli mnie. Otrzymujemy solidne osiem godzin grania w niezwykłym pośpiechu i praktycznie bez zatrzymywania się. Myślę, że dla zwykłego gracza przygoda starczy na bite 9-10 godzin grania, a to bardzo dobry wynik. W sam raz na kilku wieczorów.

Najlepsze rozdanie…

Bardzo długo zastanawiałem się nad oceną końcową. Nie ukrywam, że jestem fanem City Interactive i z całego serca im kibicuję. Stworzyli naprawdę fajną grę, czyli pierwsze Art of Murder. Potem zanotowali falstart w postaci Chronicles of Mystery, który szybko nadrobili drugą Sztuką Zbrodni. Później zrehabilitowali się słabą jedynką, wypuszczając Drzewo Życia. Teraz natomiast pokazali, że są w stanie tworzyć dwie dobre gry w roku. Jedna to produkt zwyczajnie dobry, druga zaś jest już potwierdzeniem klasy. Niewątpliwie Karty Przeznaczenia to najlepsza gra w dorobku studia. Jednocześnie jedna z najlepszych gier przygodowych stworzonych w Polsce i jedna z lepszych na świecie. Szczególnie w tym podgatunku, czyli thrillerze, kryminale. Wciągająca, odpowiednio mroczna, no i bez wpadek fabularnych, z ciekawą, intrygującą historią. Praktyczny brak usterek tym bardziej dowodzi, że gra jest dopracowana. Beta testerzy nie spali podczas próbnego grania. I może gra dostałaby ósemkę, ale jest jedna rzecz, która każe mi dać dziewiątkę. Jest nim finał gry, który pokazuje, że twórcy wiedzą, kiedy powiedzieć dość i zakończyć na trylogii. A może powstaną kolejne części? Możliwości jest wiele, ale to nieważne, zakończenie i tak zasługuje na wielkie brawa, szczególnie ostatnie zdania wypowiadane przez naszą bohaterkę. Polecam grę wszystkim amatorom tego typu produkcji. Mamy kandydata do tytułu przygodówki roku!

9 PLUSY:
fabuła + muzyka + zagadki + klimat
MINUSY:
animacje postaci

autor: mertruve

   

Komentarze


729 #1 Evillady
dnia 07.03.2010 23:35
Wow! Lokacje mroczniejsze niż w SL? To wielkie słowa... Dla mnie taka rekomendacja i ocena oznacza jedno: wstyd nie mieć w kolekcji!
210 #2 mertruve
dnia 07.03.2010 23:56
Niektore a i owszem. Ogolnie sam sie zdziwilem, ze gra jest az tak dobra. Balem sie, ze bedzie 7 i powtorka z poprzednich czesci, a pozytywnie sie rozczarowalem. Ciesze sie, ze moge tak naszym tworcow slodzicWink2
729 #3 Evillady
dnia 08.03.2010 19:50
Ja powiem Ci szczerze, że sama byłam ciekawa, jak ocenisz tę grę. Nie jesteś skory do dawania wysokich not, ale dzięki temu wiem, że jeśli już taką wystawiasz, to zasłużenie.
210 #4 mertruve
dnia 08.03.2010 19:54
Na koniec dodam tylko, ze niektorzy i tak moga poczuc sie zawiedzeni. Tak naprawde AOM3 jest powtorka z rozgrywki, bo nie ma szczegolnych zmian. Najwieksza zmiana jest fakt, ze wszystko jest ulepszone, logiczniejsze, bardziej zgrane. W skali ocen jest to gra prawie idealna, bo pomimo pewnego rodzaju wtornosci z dwojki, mamy wszystkie elementy ulepszone - a to pozwala dac tak wysoka ocene. Nie zapominajac o czasie gry. Dla mnie 8 godzin to, jak na dzisiejsze, standardy naprawde odpowiednia dlugosc.
729 #5 Evillady
dnia 09.03.2010 12:07
Hm, dla mnie to, o czym piszesz to zdecydowanie atuty. Wychodzę z założenia, że nie należy naprawiać czegoś, co nie jest zepsute. Jakieś szalone innowatorstwo mogłoby tej serii tylko zaszkodzić.
1269 #6 crouschynca
dnia 09.03.2010 22:48
Zgadzam się z Tobą Evillady. Czasami lepsze może się okazać wrogiem dobrego i troszkę się obawiam, że gwałtowne zmiany nie wyszłyby AOM3 na dobre. Wtórność w przygodówkach od CI mi nie przeszkadza, tym bardziej, że mamy tu do czynienia z tzw. wtórnością ulepszoną, o czym wspomniał wcześniej mertruve. Otwarcie się przyznam, iż zarówno w przypadku Kart Przeznaczenia, jak i Drzewa Życia, liczyłam na taką powtórkę z rozrywki, której poszczególne elementy mogłyby ewentualnie być bardziej dopracowane.

Mertruve, cieszy mnie wysoka ocena jaką wystawiłeś Art of Murder: Karty Przeznaczenia. Skoro tytuł ten jest Twoim zdaniem najlepszą przygodówką stworzoną przez CI, a obecne w nim zmiany są w zasadzie ulepszeniami elementów dobrze znanych miłośnikom serii, to mogę mieć pewność, że nowe przygody Nicole Bonnet nie zawiodą moich oczekiwań, tym bardziej, że poprzednie gry od CI przypadły mi do gustu.

Podobnie jak Ty mertruve, trzymam kciuki za City Interactive i życzę im sukcesów na polu przygodówek. Nie ukrywam więc, że wielką przyjemność sprawiły mi Twoje pochlebne słowa odnośnie lokacji w Kartach Przeznaczenia. Nie spodziewałam się, że może być aż tak dobrze, czyli mroczniej niż w Still Life, jednej z moich ulubionych przygodówek. Cieszy to zwłaszcza dlatego, że seria Art of Murder w pewnym sensie narodziła się dzięki dziełu Microids. Pamiętam, że spotkałam się kiedyś z nieco pogardliwym określeniem względem pierwszej odsłony przygód Nicole - "Still Life dla ubogich". Na pewno nie były to miłe słowa, ale z drugiej strony prawdą jest to, że polskiej odpowiedzi na SL było mimo wszystko daleko do francuskiej przygodówki, co oczywiście nie znaczy, że pierwsza Sztuka Zbrodni nie dostarczała dobrej rozrywki. Mamy więc teraz bardzo ciekawą sytuację bowiem kontynuacja Still Life odbiega stylem rozgrywki od świetnego pierwowzoru, podczas gdy Art of Murder w swojej trzeciej odsłonie staje się godnym naśladowcą kultowej już "jedynki". Nie chcę się zbytnio zagalopować w moich rozważaniach, ale przychodzi mi tu na myśl powiedzenie: "uczeń przerósł mistrza". Jaki może być tego efekt? Microids zbytnio stawiając na innowacyjność SL2 i niebezpiecznie momentami oddalając się od przygodówkowego kanonu ryzykuje wiele i może zrazić najzagorzalszych fanów pierwszej części, którzy zwrócą się w stronę najnowszego dzieła od City Interactive i uznają jego wyższość nad sequelem SL. Czas pokaże czy tak się stanie...

Co do czasówek, to nie ukrywam, że ich miłośniczką nie jestem. W grach od CI na szczęście nie ma ich wiele i przypuszczam, że Karty Przeznaczenia nie odbiegają w tej kwestii od poprzednich odsłon Sztuki Zbrodni bo jeśli wystąpiłyby one w nadmiernej ilości (Still Life 2 znów się tu kłania), to pewnie byś to zasygnalizował mertruve.

Ponadto, zaciekawiło mnie Twoje nawiązanie do filmów z serii Piła. A dlaczego? Po prostu mi się z tym cyklem skojarzyła również inna gra i w tym miejscu znów niestety się powtarzam bo chodzi mi o wielokrotnie wspomniane już przeze mnie Still Life 2, ale już co, jak i dlaczego to dokładniej się wypowiem jak je ukończę bo na razie jestem w trakcie rozgrywki.
729 #7 Evillady
dnia 10.03.2010 14:33
Ciekawe spostrzeżenie crouschynca potwierdzające to, o czym rozmawiamy. Zmiany nie przysłużyłi się SL2, a ich brak nie wpłynął niekorzystnie na AoM3. Wnioski nasuwają się same.
210 #8 mertruve
dnia 11.03.2010 10:45
Czasowek wielu nie ma, tutaj moge Cie uspokoic:) Wlasciwie mamy jedna powazna czasowke, ktora trwa kilkanascie minut - mowa o fabryce. Oczywiscie chodzi o to, ze mamy kilkanascie minut zanim cokolwiek sie stanie, co kilka minut czas ten jest sygnalizowany pewnym mechanizmem (wiecej nie zdradze). Samo rozwiazanie jest banalne. W tej samej lokacji mamy

UWAGA SPOILER:
rozbrajanie bomby
KONIEC SPOILER:

jednak i tutaj gra automatycznie sie zapisuje i nie jest to wszystko takie trudne:)

Widze, ze moj fragment o lokacjach wzbudzil spore zainteresowanie. Jak napisalem, zdarzaja sie momenty, ze lokacje wywolaly na mnie niesamowite wrazenie. Widac to po screenach. Sam screen z Wesolego Miasteczka jest rozjasniony, kolorystyka w rzeczywistosci jest ciemniejsza. Chodzilo mi raczej o klimat i efekt jaki wywoluja. Nie wiem jak wam, ale mi ogromna glowa clowna, brudna, podniszczona, sygnalizujaca wejscie do starego, opuszczonego, podniszczonego wesolego miasteczka po prostu spowodowala opad szczeki. Od dawna zreszta zaznaczalem, ze CI nigdy nie mialo problemow z lokacjami. Zawsze im wychodzily:) Najlemiej klimat lokacji odzwierciedla trzeci screen, ten z szopą. Mamy malo zrodla swiatla, przyciemniony obraz i dosyc realistyczny obrazek. Calosc wyglada swietnie. Moze nie jest to calkowicie Still Life, ale jak wspomnialem - sa momenty i jest ich dosyc sporo:) Mam nadzieje, ze taka odpowiedz satysfakcjonuje:)
729 #9 Evillady
dnia 11.03.2010 17:34
Głowa clowna nad wejściem? Mniam, całkiem, jak w lokalizacji cyrkowej w Sanitarium. Ciekawe, czy była to inspiracja dla ludzi z CI.
1269 #10 crouschynca
dnia 11.03.2010 23:28
Ja w Sanitarium nie grałam więc wzmianka o clownie przypomniała mi coś innego, a mianowicie moją traumę z dzieciństwa czyli film "To" na podstawie powieści S. Kinga. Po prostu wszelkie niezbyt przyjaźnie wyglądające clowny kojarzą mi się z niebezpieczeństwem. Skojarzenie takie przyszło mi do głowy zwłaszcza dlatego, że ta wielka, nadgryziona przez ząb czasu głowa zdobi wejście do starego wesołego miasteczka co w pewnym sensie stanowi dla mnie swoiste zaproszenie do miejsca, z którego być może nie ma powrotu... Oczywiście, to są tylko takie moje wyobrażenia, ale sądzę, że jak już zagram w AoM3 i dotrę do tej lokacji, to wywoła ona we mnie podobne odczucia jak teraz. Przepraszam, że tak fantazjuję, ale nic nie poradzę, że małe wzmianki o złowrogich clownach tak na mnie działają. Mam nadzieję, że mi wybaczycie moją wybujałą wyobraźnięUps .

Evillady, całkiem możliwe, że twórcy AoM3 mogli się trochę zainspirować Sanitarium. Ostatecznie, nie jest wielkim grzechem wzorować się na bardzo dobrych przykładach, tym bardziej jeśli się to robi w udany usposób:) . Zaryzykowałabym nawet stwierdzenie, że być może ta głowa clowna jest puszczeniem oczka w stronę miłośników przygodówek. W końcu wiele osób lubi tego typu smaczki:) .

Mertruve, dziękuję za szczegółowe informacje na temat czasówek w AoM3. Jestem już spokojna i cieszę się, że twórcy nie przedobrzyli z tym elementem rozgrywkiUp .

Mnie również zawsze podobały się lokacje w przygodówkach stworzonych przez CI. Poprzez swój bardzo ładny i staranny wygląd w dużym stopniu pozwoliły mi się wczuć w klimat, np. egipski targ w Drzewie Życia został przedstawiony za pomocą żywych, słonecznych barw co znakomicie wg mnie pomagało wyobrazić sobie panujące w Kairze upały. A tak w ogóle to mam słabość do takiego stylu graficznego (tła w 2D) co nie powinno nikogo dziwić bo już kilka razy pisałam o tym, że całym sercem jestem za tradycyjnymi przygodówkami point'n'click.
210 #11 mertruve
dnia 11.03.2010 23:36
Ciesze sie, ze Cie uspokoilem i wyczerpujaco omowilem temat:)
Sam jestem fanem klasyki... popieram ja calym sercem, szczegolnie, ze przerozne mamy teraz przygodowki. No, ale... na razie jestesmy dosyc rozpieszczani. Przynajmniej ja to czuje, patrzac na 4 tytuly, ktore czekaja na polce, a wcale nie sa moja "redakcyjna powinnoscia". Jest tylko jeden problem... skad ja wezme na to czas?Wink2
1269 #12 crouschynca
dnia 12.03.2010 01:38
Mertruve, nie tylko Ty masz problemy z nadrobieniem zaległości w grach:) . Ja też nie wiem, kiedy się z tym wyrobię. Kilka tytułów czeka na półce, inne natomiast natomiast na razie w sklepieWink2 . W najbliższym czasie zamierzam nabyć AoM3, które się pewnie przepchnie na sam przód kolejki gier do przejścia. W każdym bądź razie dobrze, że obrodziło w ostatnim czasie przygodówkami i jest w czym wybieraćUp .
210 #13 mertruve
dnia 12.03.2010 10:15
ja bede musial wydac swoje zlocisze na MachinariumWink2
729 #14 Evillady
dnia 12.03.2010 12:36
Oj o zaległościach w graniu moglibyśmy długo gadać. U mnie też stos na biurku i co z tego, skoro nie mam czasu grać?
660 #15 Madzius888
dnia 14.03.2010 14:35
A ja właśnie czytam "TO" :)
Zobaczymy co to z tego AoM będzie :)
1269 #16 crouschynca
dnia 16.03.2010 00:06
Madzius888 napisał/a:
A ja właśnie czytam "TO"

A ja czekam na zamówione "Pod kopułą" (powinno dotrzeć na dniach:) ).
729 #17 Evillady
dnia 16.03.2010 10:35
Ja w tej chwili jedną po drugiej pochłaniam książki Pratchetta. Aktualnie na tapecie: "Ciekawe Czasy".
210 #18 mertruve
dnia 18.03.2010 00:12
rowniez "TO" czytam:) Pod Kopula na swieta wielkanocne poczytamWink2
1269 #19 crouschynca
dnia 18.03.2010 23:05
A ja właśnie zaczęłam czytać "Pod kopułą" (przesyłka na szczęście dotarła bez opóźnień) :)
660 #20 Madzius888
dnia 22.03.2010 17:07
Skończyłam Karty i... nie sądziłam, że ja też to powiem, ale trzecia część dorównuje Still Life!
Po masówce jaką była I i II nie miałam wysokich oczekiwań, tymczasem zastałam: trudniejsze zagadki, bardzo zagmatwaną fabułę, CSI-job no i była dłuższa!
Super!
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [2 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]