Tytuł: Adventure Zone - Przygodówki od A do Z :: Gobliiins (seria)

Dodane przez Evillady dnia 10.07.2010 16:28
#1

Khehem... Umieszczanie tematu poświęconego tej grze w dziale o przygodówkach jest naciąganiem tego terminu do granic możliwości. Co jednak zrobić. Kiedyś takie właśnie gry uznawano za przygodowe, tak swój produkt reklamuje CD Projekt więc przy tej terminologii zostaniemy. Może się Wam wydać zaskakujące to, co zamierzam napisać, ale dla mnie cała seria jest bardzo podobna do... Myst. Dlaczego? Głównie z uwagi na odczucia, jakie miałam po jej ukończeniu. Znużenie, zmęczenie, zero satysfakcji i ulga, że mam to wreszcie za sobą. Prawdę mówiąc nie potrafię zrozumieć zachwytów graczy, którzy zagrywali się w tę serię po nocach i do dziś wspominają ją z łezką w oku. Będę więc wdzięczna, jeśli ktoś mi wytłumaczy, co jest takiego w tej serii, czego ja nie potrafiłam w niej dostrzec?

Dodane przez TexMurphy dnia 10.07.2010 16:28
#2

Bardzo trudno mi powiedzieć... To jest właśnie coś takiego, czego nie da się chyba wyrazić słowami, coś, co sprawia, że gra, która - gdyby rozkładać ją na czynniki pierwsze - wygląda na co najwyżej przeciętną, znajduje się u mnie w grupie najfajniejszych gier wszechczasów i ma u mnie pewną notę "9" (w każdym część trzecia; druga może oczko mniej, najgorzej bawiłem się przy "jedynce" zwłaszcza ze względu na konieczność powtarzania plansz od początku w razie niepowodzenia). Fakt, ze piszę o tym teraz i dyskusja w innym temacie to całkowity przypadek - i to na serio, dlategto nie wstawiam żadnej ikonki z "oczkiem". Na myśl o "Goblinach" za każdym razem japa mi się śmieje, muzyczkę z trzeciej części pamiętam do dzisiaj i często sobie ją nucę przy byle okazji, a niedawno uruchomiłem tą grę ponownie, zagrałem razem z żoną - i ona była równie zachwycona. Dziś, w 2010 r.

Ale - jedna uwaga. Ja piszę o wersji "starej", bez podkładanych głosów itd. Obecnej edycji w ogóle nie kupiłem, bo się jej... boję. Z tego, co słyszałem od innych fanów Goblinów, którzy mieli styczność z obecnym wydaniem, te "unowocześnienia" całkowicie klimat gry zabiły. Wolę tego nie sprawdzać.

Dodane przez Evillady dnia 10.07.2010 16:28
#3

Hm. Dla mnie kluczowe jest to, co napisałeś w pierwszej i ostatniej części posta. Faktycznie czasem jest tak, że w grze występuje tzw. "X factor". To magiczne coś, które sprawia, że dodanie do siebie elementów składowych daje nam wynik, który wcale nie jest ich sumą, a tę sumę przewyższa.

Jeśli chodzi natomiast o końcówkę to dała mi ona do myślenia. Może tak naprawdę na tym polega mój problem? Że grałałam w wydanie CDP? Z drugiej strony części od 1 do 3 miały tam być w wersji oryginalnej więc...

Przyszło mi też do głowy, że może po części ten zachwyt nad tą serią wynika zwyczajnie z sentymentu? Takiego miłego wspomnienia, "jak to się kiedyś grywało". I tego pewnie bym się trzymała, gdyby nie pozytywne odczucia Twojej żony, która z grą zapoznała się w tym roku. :)

Dodane przez TexMurphy dnia 10.07.2010 16:28
#4

Evillady napisał/a:
Jeśli chodzi natomiast o końcówkę to dała mi ona do myślenia. Może tak naprawdę na tym polega mój problem? Że grałałam w wydanie CDP? Z drugiej strony części od 1 do 3 miały tam być w wersji oryginalnej więc...
Przyszło mi też do głowy, że może po części ten zachwyt nad tą serią wynika zwyczajnie z sentymentu? Takiego miłego wspomnienia, "jak to się kiedyś grywało". I tego pewnie bym się trzymała, gdyby nie pozytywne odczucia Twojej żony, która z grą zapoznała się w tym roku. :)


Nie, jestem pewny, że nie na tym polega Twój problem. Aż tak wielkiej różnicy pomiędzy wersjami być nie może. A czy wydanie CDP to wersje oryginalne? Jeśli tam ktoś zamiast uroczego "bid-dap-dap-bi-dap", "pitu-tu-tu-pi-tu-tu-pi" wypowiada jakiekolwiek zdania w jakimkolwiek ludzkim języku (a z tego, co słyszałem, to tak własnie jest), to znaczy, że wersje oryginalne to nie są :)

Co do drugiej części - chyba już pisałem kiedyś o tym, ale nie jestem pewny. Otóż gdy wyrażam takie opinie o starych grach, to wszystkim coś takiego przychodzi do głowy. Co więcej - sam kiedyś reagowałem podobnie i mocno propagowałem teorię, że "to wszystko dlatego, bo przeszłość widzi się w różowych kolorach, sentyment itp.". Ale w pewnym momencie zmieniłem zdanie całkowicie. Stało się to wówczas, gdy po sporządzeniu sobie prywatnej listy "gier-w-które-trzeba-zagrać", zacząłem systematycznie uzupełniać kolekcję i grać w te gry w porządku chronologicznym, począwszy od King's Questa z 1983 r., mniej więcej na zmianę z nowościami, a więc grami z początku XXI w. Przy czym - co warto podkreślić - z wieloma z tych starych gier dopiero wówczas miałem kontakt po raz pierwszy. I co się okazało? Że o ile jakaś gra wśród nowości naprawdę duże wrażenie wywierała na mnie tylko wyjątkowo, o tyle starociami byłem zachwycony o wiele, wiele częściej. Idealnym przykładem jest Secret of Monkey Island. Tę grę pamiętałem sprzed lat, pamiętałem, że mi się podobała, ale wówczas, gdy "widziałem się z nią" po raz pierwszy, dopiero stawiałem swoje pierwsze kroki w świecie przygodówek, grałem z solucją pod ręką, po angielsku czytałem gorzej niż obecnie - może dlatego pozostało miłe wspomnienie, ale nic poza tym. A przy ponownym podejściu, w roku 2000-którymś - totalny zachwyt. Żadna nowość nie mogła nawet zbliżyć się poziomem do "Małpiej Wyspy" (no i w ten sposób SoMI znalazła się w gronie trzech tytułów, którym kiedykolwiek przyznałem w osobistej klasyfikacji "10"Wink2. "Gobliny" zdały ten sam egzamin. Rozmaite "Egipty", "Amerzony" i inne "superhity" spod znaku Cryo męczyłem, byle tylko je wreszcie skończyć, a gdy zasiadałem do tych staroci - nareszcie bawiłem się tak, jak chciałem. Moim zdaniem (a raczej - moim gustem) w XX w. po prostu pojawiało się znacznie więcej przygodówek świetnych, niż dzisiaj. Spośród gier wydanych w XXI w. mógłbym takie tytuły wymienić chyba na palcach jednej ręki, a wcześniej zdarzało się nawet po kilka rocznie. Co wcale nie znaczy, że dziś jest fatalnie. Nie, pojawia się sporo gier solidnych, dobrych, takich na "7", czasem nawet "8". Ale takich ze szczególnym błyskiem nie widzę niemal wcale.


PS.Żoną bym się nie przejmował, przypomnę, że zachwycił ją także "telltale'owski" Sam & Max ;-) Sądzę, że może raczej chodzić np. o odmienne poczucie humoru - w przypadku obu wspominanych tytułów zresztą.

Edytowane przez TexMurphy dnia 08.07.2010 21:28

Dodane przez Evillady dnia 10.07.2010 16:36
#5

Wiesz co, ale tam jest takie właśnie pitu-pitu. Gobliny zdecydowanie nie przemawiają w ludzkim języku i tego jestem pewna więc może gdzieś nastąpił, jakiś rozjazd informacyjny pomiędzy tym, co Gobliny faktyczni e"mówią", a tym, co można ew. przeczytać na ekranie.

Chciałam jednak tak naprawdę nawiązać do kluczowej, moim zdaniem, kwestii. Otóż w pełni się z Tobą zgadzam, że w latach '80-tych i '90-tych wychodziło znacznie więcej tytułów zachwycających i zapadających w pamięć. Moim zdaniem wynika to z faktu, że wówczas przygodówki nie były gatunkiem tak niszowym, jak obecnie. Od wielu lat gatunek ten traktowany jest po macoszemu. Kasę pompuje się w gatunki chodliwe, z których można wycisnąć tej kasy jeszcze więcej. Przygodówki nigdy nie były najpopularniejszym z gatunków więc trudno się dziwić, że dziś sytuacja wygląda tak, a nie inaczej.

P.S. Przykro mi, ale w ankiecie nie mogłam dać innej oceny. Wink2

Dodane przez TexMurphy dnia 11.07.2010 00:23
#6

To prawda, z dwiema uwagami:
1.Właśnie gdzieś tak na przełomie lat 80-tych i 90-tych przygodówki jednak były - o ile nie najpopularniejszym - to jednym z popularniejszych gatunków. Tyle że to w zasadzie tylko potwierdza to, co piszesz.
2.Niestety skutkiem ubocznym postępu technologicznego (chodzi zwłaszcza o grafikę) jest to, że to właśnie "fajerwerki" są tym czymś, co szczególnie zwraca uwagę, a nie treść danej gry. Na tym procesie chyba najbardziej ucierpiały właśnie przygodówki, bo ich natura jest taka, że o wiele ważniejsze w nich od tego pierwszego jest to drugie, w przeciwieństwie np. do strzelanek czy - szerzej ujmując - zręcznościówek różnej maści, które polegają od lat na tym samym (co jest zresztą całkiem normalne), a "lepsze" znaczy w ich przypadku: "ładniejsze", "bardziej rzeczywiste", "dokładniejsze" itp. To chyba też miało jakieś znaczenie. Jeśli porównamy grę przygodową sprzed 15 lat z dzisiejszą, a następnie - dajmy na to - jakąś grę piłkarską z tych samych okresów, to różnica w jakości zabawy "na plus" w tym drugim przypadku (gier sportowych) jest nieporównanie większa niż w pierwszym (przygodówek). Obecny etap postępu działa wg mnie po prostu na korzyść innych gatunków (zaczęło się to chyba od wprowadzania akceleratorów 3D typu 3dfx, VooDoo itp., co dla przygodówek miało znaczenie minimalne, a dla zręcznościówek - ogromne), tak jak kiedyś działał na korzyść przygodówek (np. wprowadzenie grafiki SVGA czy płyt CD, a co za tym idzie - mówionych dialogów, co było gigantycznym skokiem jakościowym).

Dodane przez Evillady dnia 11.07.2010 00:31
#7

Kolejny raz mogę się tylko podpisać pod tym, co mówisz. Chociaż wiesz, co mi przyszło do głowy ostatnio? Że jeśli jest coś, co mogłoby wskrzesić ten gatunek i tchnąć w niego nowego ducha to... technika 3D, ta w której wykorzystuje się okulary i projekty takie, jak Natal. Ja wiem, pomarzyć dobra rzecz, a jednak... Wyobrażasz sobie tak zrealizowaną grę przygodową? To byłoby prawie jak Second Life tylko poniekąd jeszcze realniejsze... Może dane nam będzie dożyć. Pytanie, czy większości taka rozgrywka przypadłaby do gustu, czy wręcz przeciwnie? Ja mogę mówić tylko za siebie i zdecydowanie należałabym do zwolenników. Oczywiście możemy pociągnąć temat dalej i prowadzić dywagacje na temat tego, że będzie to zależało od funkcjonalności, realizacji, dostępności, kosztów, etc., etc., etc., ale nie o to mi chodzi. Zmierzam do tego, że gdyby ktoś mnie zapytał w czym tkwi szansa tego gatunku, to powiedziałabym, że właśnie w tych nowoczesnych rozwiązaniach. To, co kiedyś przygodówki niemal dobiło, ma teraz szansę je wskrzesić.

Dodane przez TexMurphy dnia 11.07.2010 00:46
#8

Może tak być, choć moja wyobraźnia nie jest tak bujna, by skojarzyć, jak to naprawdę by było. Pożyjemy-zobaczymy, bo to kwestia czasu tylko.

Natomiast co do pytania o szanse gatunku - najgorsze już dawno minęło, gatunek istnieje i będzie istniał dalej. Gry są generalnie naprawdę na całkiem niezłym poziomie, podejrzewam, że wielu graczy w wieku ok. 20 lat, nie mających na sobie "bagażu przeszłości" i wśród dzisiejszych produkcji wskazałoby niejedną świetną. Ale ogólnoświatowymi hitami komputerowej rozrywki przygodówki już raczej nie będą - chyba że rzeczywiście po jakiejś rewolucji, może takiej, o której piszesz.

Dodane przez wredny dnia 11.07.2010 10:31
#9

Ta cała seria mi się nie podoba i to bardzo!! Gdyby nie to, że części 1 do 3 są w wersjach cd, byłyby nie grywalne! Mowa o wydaniu CDP.

Edytowane przez Kami dnia 11.07.2010 10:47

Dodane przez Igor Hardy dnia 11.07.2010 16:03
#10

Grałem tylko w jedynkę i dwójkę. W obu utknąłem na jakimś etapie. Dwójka była świetna chociaż trudna (pomysły, animacje, styl), ale jedynka to istny horror jeśli chodzi o poziom trudności - co chwila cię coś zabijało i nawet zachowywać nie było można. Muszę jednak kiedyś skończyć dwójkę i wziaść sięza trójkę.

Inna przygodówka Coktel Vision pt. Lost in Time, to jedna z moich ulubionych gier. Chyba o sile gier tego studia decydują dla mnie przede wszystkim pokręcone zagadki.

Dodane przez Evillady dnia 11.07.2010 19:43
#11

Ależ rozstrzał ocen. Wink2 To chyba najlepiej świadczy o tym, jak odmienne odczucia może mieć kilka osób na temat tej samej gry.

Igor to, co Ciebie przekonuje, a więc pokręcone zagadki, mnie zdecydowanie odrzuca. Wolę rozwiązania, w których mogę się jednak dopatrzeć choćby ziarna logiki. Wink2

Dodane przez Igor Hardy dnia 12.07.2010 00:21
#12

Jakieś tam malutkie ziarenka logiki dostrzegałem :) i powolutku się ich tropem posuwałem do przodu dopóki się w końcu nie zaciąłem na dobre.

Dodane przez Evillady dnia 12.07.2010 00:42
#13

No wiesz, wiadoma rzecz, że logika jest mocna stroną facetów, ale kobiet już nie koniecznie. Wink2 Co nie zmienia faktu, że jednak w końcu dobrnąłeś do miejsca, gdzie nawet tych ziarenek logiki nie mogłeś się już doszukać. Wink2