Diamon Jones and Amulet of the World - zapowiedź
Dodane przez mertruve dnia 01.08.2008 14:54

Istnieją marki zwiastujące prawdziwe góry pieniędzy. Nieważne jaki produkt powstanie, wystarczy, że będzie sygnowany ową marką i już wróży mu się prawdziwy sukces. Dobrze wiedzą o tym twórcy, którzy potrafią po latach wrócić do danego towaru, próbując go odświeżyć. Tak było z Indianą Jonesem, którego chwile triumfu przypadły na lata osiemdziesiąte. Trzy filmy, potem kilka gier komputerowych, następnie próba reaktywacji legendy w postaci serialu ukazującego młodość niesfornego archeologa, aż wreszcie czwarty film kinowy. Nie będziemy gdybać czy udany, czy nie, bo nie o tym mowa. Nie bez przyczyny wspomniałem o Indianie Jonesie. Rosjanie postanowili odcinać kupony od popularności sąsiada z Ameryki i stworzyć własną wersję przygód poszukiwacza przygód.



Te wspaniałe lata 30



Lata 30-te ubiegłego wieku były pod wieloma względami wspaniałe. Skończyły się czasy magii, panowania potężnych monarchii, religii, a zaczął rozwój techniki. Najlepszym przykładem był Egipt. Czasy panowania faraonów i ich ogromnych piramid przepadły. Nastał za to czas odkrywców przygód, potocznie zwanych – jeźdźcami grobowców (nie mogłem się powstrzymać, choć wiem, że oryginalna nazwa brzmi o wiele ładniej – tomb raider). Właśnie w takich czasach przyszło żyć jednemu z najsławniejszych odkrywców, archeologów, poszukiwaczy przygód na świecie. Przynajmniej nasz bohater tak uważa, bo trzeba Wam wiedzieć, że kariera Diamona Jonesa, bo tak nazywa się nasz bohater, nie jest tak świetlana jak się wydaje. Diamon ma pecha i pomimo nieustających prób, nie udaje mu się znaleźć żadnego skarbu faraona. Ale od czego jest szczęście? Przeznaczenie chce inaczej i Diamon wyrusza na poszukiwanie jednego z najpotężniejszych artefaktów na świecie: Amuletu Świata.



Tak pokrótce przedstawia się fabuła nowej, rosyjskiej produkcji pod tytułem Diamon Jones and Amulet of the World. Sam tytuł jak i główna postać nie jest odkrywcza i nie oszukujmy się, nie znajdziemy tutaj niczego czego byśmy nie znali z przygód amerykańskiego odpowiednika. Nawiązanie do Indiany Jonesa na pewno nie jest przypadkowe, ale widać, że twórcom zależy na czymś więcej niż tylko sprytna podróbka. Szykuje się pastisz i parodia filmów. Kto odpowiada za produkt? Producentem jest rosyjskie Game Factory Interactive, a developerem firma Litera, znana amatorom przygodówek przede wszystkim z gry pod tytułem: The Bad, the Ugly and the Sober. Widać panowie lubują się w awanturniczych tematach, bo poprzednia produkcja traktowała o Dzikim Zachodzie, czyli czasach w miarę podobnych do tych z najnowszej gry. Wiele wspólnego mają również bohaterowie. Tam był to samotny, były strzelec, Jack. Tutaj mamy Diamona. Wygląd również może wydać się znajomy, a wszystko za sprawą podobnego silnika graficznego. Oczywiście grafika w Diamonie Jonesie jest ładniejsza, przynajmniej sądząc po screenach.





Ci obieżyświaci…



Czym tak naprawdę jest Diamon Jones? Klasyczną przygodówką point’n’click, wzorowaną na starych produkcjach z nowoczesnymi elementami. Zabawa nie będzie ograniczać się do zbierania i używania przedmiotów, choć zapewne tego będziemy mieli najwięcej. Oprócz tego dostaniemy około piętnastu łamigłówek i sześć mini-gier, w tym przelot dwupłatowcem. Jeśli chodzi o grafikę to dostaniemy ręcznie malowane tła i w pełni trójwymiarowe postaci. Samych lokacji będzie około 42, co jest wynikiem całkiem niezłym. Szczególnie, że dane nam będzie zwiedzić między innymi Tybet czy stolicę Anglii: Londyn. Jeśli dodamy do tego w pełni interaktywne 25 postaci, z którymi będziemy mogli rozmawiać i muzykę podkreślającą atmosferę gry, to otrzymamy pełny obraz tego co nas czeka. Na razie, co prawda, udostępniono nam tylko screeny tytułu, ale już po poprzedniej produkcji Litery możemy mniej więcej wiedzieć, czego należy się spodziewać. Będzie to zapewne przedstawiciel średniej gry przygodowej, z może trochę podstarzałą, ale na pewno kolorową grafiką i lekkim poczuciem humoru, który widać już po fabule, jak i imieniu głównego bohatera oraz jego historii. Bo czy nie śmieszy nas poszukiwacz przygód nieudacznik, próbujący odnaleźć najpotężniejszy artefakt? Twórcy zapowiadają mnóstwo dobrej zabawy i całą masę akcentów humorystycznych, zarówno jeśli chodzi o nawiązania, jak i zabawne komentarza głównego bohatera, a także jego rozmówców.





Technikalia ubiegłego wieku?



Patrząc na screeny ciężko cokolwiek ocenić, szczególnie, że nie mieliśmy jeszcze przyjemności testować samej rozgrywki. Można jedynie stwierdzić, że grafika do najpiękniejszych nie należy. Postacie są kanciaste, trochę kwadratowe, ale ma to swój urok. Wrażenia robią natomiast ręcznie malowane tła: są przepięknie zdobione, pełne kolorów i szczegółów. To dobrze rokuje na przyszłość. Podobno wymagania produktu nie są również zatrważająco wielkie. Wystarczy procesor 2 GHz, 512 MB RAM i karta graficzna 128 MB RAM obsługująca DirectX 9. Nie brzmi strasznie, prawda? Premiera zapowiadana jest na wrzesień 2008 roku i jak na razie nie ma polskiego wydawcy tytułu, ale znając życie w końcu się jakiś znajdzie. Szykuje się nam przygoda w sam raz na rozpoczęcie szkoły, niezbyt wymagająca, ale przyjemna. Jacka Keane’a raczej nie przebije, ale może być dobrym zapychaczem czasu.





Autor: mertruve