Sanitarium - recenzja
Dodane przez Evillady dnia 18.12.2007 22:10

„Are you sure you want to completely remove „Sanitarium” and all of its components?”. Moja dłoń przyklejona do komputerowego gryzonia zadrżała i zatrzymała się na chwilę, podczas gdy wzrok, od wielu godzin przyklejony do monitora, błądził niespokojnie od klawisza “Yes” do klawisza “No” wyświetlonych pod komunikatem, który ukazał się na ekranie… No właśnie, czy byłam pewna? Czy chciałam całkowicie usunąć z twardego dysku grę, której zawdzięczałam to, że nie bardzo wiedziałam, gdzie jestem, jaki mamy dzień tygodnia i ile czasu upłynęło od momentu, kiedy włożyłam pierwszą z trzech płyt do czytnika CD-ROM? Oderwałam na chwilę zaczerwienione oczy od monitora, otarłam pot z czoła i rozejrzałam się po pokoju... Wszędzie walały się puste puszki po napojach energetycznych, pudełka po pizzy i stosy karteczek z notatkami, które robiłam podczas rozgrywki... Pobojowisko. Sądząc po ilości pustych opakowań po produktach spożywczych, musiało minąć znacznie więcej czasu niż mi się wydawało. Świadomość tego faktu zadecydowała o tym, że przeniosłam wzrok z powrotem na monitor, przesunęłam powoli wskaźnik myszy w kierunku klawisza „Yes”, wzięłam głęboki oddech i... kliknęłam, a potem patrzyłam, jak gra, która zabrała mi sporą część życiorysu, znika z mojego komputera. Przecież zawsze mogłam ją zainstalować ponownie i znowu zanurzyć się w tym surrealistycznym, zakręconym, strasznym świecie...



Na początku był chaos...



Wyobraźcie sobie taką sytuację: późny wieczór, ulewny deszcz, szybki telefon do przyjaciela z informacją o tajemniczym odkryciu, samochód, nadmierna prędkość, ostry zakręt i niesprawne hamulce. Koniec tej historii mógł być tylko jeden... Budzicie się w miejscu przypominającym dziewiętnastowieczny dom wariatów, macie obandażowaną głowę, nie wiecie, gdzie jesteście, co się właściwie stało i nie pamiętacie kompletnie nic z Waszej przeszłości, jak się tu znaleźliście, ba! Nie pamiętacie nawet swojego własnego imienia, a na dodatek okazuje się, że miejsce, w którym aktualnie przebywacie, może w każdej chwili wylecieć w powietrze. W tej sytuacji możecie zrobić tylko dwie rzeczy: po pierwsze uciec, a po drugie odkryć prawdę o swojej przeszłości i o tym, kim jesteście, przy czym to ostatnie okaże się znacznie bardziej skomplikowane niż Wam się początkowo wydawało...



Nic nie pamiętam, Nie potrafię powiedzieć, czy to jawa, czy sen...*



To stwierdzenie idealnie oddaje sytuację bohatera, w którego wcielacie się w grze. A może raczej powinnam powiedzieć bohaterów, bo wraz z rozwojem fabuły będziecie się wcielać w kilka różnych postaci. Zaczynacie, jako młody mężczyzna o imieniu Max, który po wypadku samochodowym, traci pamięć i zostaje zamknięty w domu wariatów. Waszym celem staje się ucieczka, bo uszkodzony agregat w każdej chwili może eksplodować i przenieść Was na tamten świat, zanim zdążycie się wydostać i odkryć swoją tożsamość. Jeżeli będziecie mieli szczęście i zdążycie przed wybuchem - dotrzecie do zrujnowanego miasteczka, w którym mieszkają wyłącznie dzieci... zmutowane, kalekie dzieci. Mutacje spowodowały, że dzieciaki zdecydowanie nie przypominają słodkich aniołków z loczkami, które patrzą błękitnymi oczętami z okładek wszystkich czasopism dla młodych mam. Jeżeli mogę coś zasugerować, co wrażliwsi z Was powinni zrezygnować z konsumpcji przekąsek w trakcie tej części gry ;-).



Odkrycie przyczyny mutacji i historii tajemniczego miasteczka pozwoli Wam „przypomnieć sobie” część faktów z Waszej przeszłości, a także zaprowadzi Was ponownie do szpitala dla obłąkanych, a raczej do miejsca, gdzie jeszcze przed wybuchem zdążono ewakuować część pacjentów. Szybko przekonacie się, że mimo pozornie przyjaznego wyglądu, jest to ostatnie miejsce na Ziemi, gdzie możecie uzyskać pomoc i ponownie będziecie musieli znaleźć sposób, żeby się z niego wydostać. Nie będzie to proste zważywszy na obecnych wszędzie pielęgniarzy. Jeśli poświęcicie wystarczająco dużo czasu na pogawędki z nimi okryjecie, że jeden, niestety zdecydowanie najmniej inteligentny, nazywa się... Stan Dubrowsky. Brzmi znajomo? ;-).



Ucieczka z tego miejsca zaprowadzi Was do bardzo specyficznego „wesołego” miasteczka. Cudzysłów jest jak najbardziej na miejscu, bo jest to zdecydowanie miasteczko „wesołe” inaczej ;-). Poza zmianą lokacji zmieni się również bohater, w którego się wcielacie. Na tym etapie rozgrywki będzie to mała dziewczynka, siostra Max’a. Przyjemnym zaskoczeniem był dla mnie fakt, że wraz ze zmianą wieku i płci postaci zmienił się również sposób postrzegania przez nią świata. Sara zwraca uwagę na inne elementy rzeczywistości, w której się znalazła, komentuje to, co widzi po dziecięcemu i stosuje dziecięce sposoby rozwiązywania problemów. Pomysł prosty i przez to genialny! Jeżeli i tym razem mogę coś podpowiedzieć... Warto poświęcić rozgrywce nieco więcej czasu i nie skupiać się wyłącznie na rozwiązywaniu kolejnych zagadek. Niektóre postaci, jak na przykład wróżkę, warto odwiedzić kilkukrotnie. Wierzcie mi, że jej kolejne „przepowiednie” są więcej niż zaskakujące i są jawnym dowodem na to, że twórcy gry mają niebanalne poczucie humoru i dystans do swojego dzieła ;-).



Ten etap rozgrywki kończy się elementem zręcznościowym, zresztą nie jedynym w tej grze, ale spokojnie. Jak na przyzwoitą przygodówkę przystało nasz dzielny bohater nie może tutaj zginąć :-). Wasze niepowodzenie kończy się jedynie tym, że gra cofa gracza do początku elementu zręcznościowego i całą zabawę zaczynacie od początku. Zniechęcające? Ależ skąd! W końcu od czego są save’y ;-).



Kiedy już uda Wam się wykazać zręcznością, w nagrodę gra przeniesie Was do kolejnej lokacji. Tym razem będzie to nawiedzony dom. To tam dowiecie się, co tak naprawdę wydarzyło się w życiu Max’a i poznacie dręczące go demony...



Rozwikłanie zagadek, jakie kryje to ponure domostwo, pozwoli Wam ponownie odzyskać właściwą postać i przeniesie Was do laboratorium, w którym przeprowadzane są makabryczne eksperymenty. Wasza ciekawość i dążenie do prawdy zostaną srogo ukarane... Obudzicie się w ciele cyklopa, bohatera serii komiksów. A kiedy tylko dojdziecie do wniosku, że dosięga Was szaleństwo i gorzej już być nie może, ockniecie się w kostnicy, w której temperatura gwałtownie spada i wszystko wskazuje na to, że będzie to ostatnie miejsce, jakie będzie Wam dane oglądać za życia. Noooo, chyba że... uda Wam się wydostać. Tylko czy warto? Skoro droga z kostnicy prowadzi prosto na... cmentarz?



Naturalnie, że warto! Choćby po to, żeby dać Max’owi szansę wcielenia się w kolejnego bohatera. Tym razem będzie to aztecki bóg, który musi stoczyć walkę z innym demonicznym bożkiem. Zwycięstwo i odnalezienie drogi w labiryncie zaprowadzi Was do jednej z najciekawszych, jeśli nie najciekawszej lokacji w grze. Mianowicie do połączenia wszystkich zwiedzonych przez Was światów i wszystkich bohaterów, w których przyszło Wam się wcielić. Kapitalny pomysł! Każdy z bohaterów ma inne zdolności i możliwości, musicie mądrze wybierać, w którą z postaci chcecie się wcielić w danym momencie, bo tylko to pozwoli wam na ukończenie tego etapu gry i doprowadzi Was do rozgrywki finałowej.



Przygoda kończy się kolejnym elementem zręcznościowym, w którym dodatkowo wprowadzono element gry na czas.



Jak na to wpadłeś Holmesie? Drogą dedukcji drogi Watsonie.



Dedukcja, i logiczne myślenie to klucz do rozwiązania wszystkich zagadek w grze, a te są zróżnicowane. Dominują zdecydowanie te klasyczne typu point ‘n’ click, ale spotkacie również zagadki dźwiękowo-muzyczne, łamigłówki, labirynty, szyfry oraz wspomniane już elementy zręcznościowe. Także poziom trudności zagadek jest zróżnicowany. Z uwagi na ich różnorodny charakter, twórcy gry postanowili nie komplikować już rozgrywki bardziej zasypując gracza tysiącem przedmiotów, z których można skorzystać, z których przynajmniej połowa jest „zmyłką” i nie przyda się na nic. W grze zbieracie wyłącznie te przedmioty, które będą Wam potrzebne, a nie ma ich zbyt wiele. Poza tym, z uwagi na tak skomplikowaną i zawikłaną fabułę, której nie będę Wam tu szczegółowo zdradzać, żeby nie psuć Wam zabawy, gra jest całkowicie, totalnie, bezlitośnie... liniowa. Do tego stopnia, że dany przedmiot możecie zdobyć w konkretnym, ściśle określonym momencie. Wada? Błąd ze strony Twórców gry? Wręcz przeciwnie! Fabuła jest skonstruowana w ten sposób, że nie wyobrażam sobie, żeby gracz miał całkowitą dowolność w podejmowaniu decyzji o tym, co zrobi najpierw i którą zagadkę rozwiąże w pierwszej kolejności. Skutkowałoby to totalnym rozbiciem misternie budowanej intrygi i spowodowało, że gracz podejmowałby działania „na ślepo” nie mając pojęcia co i po co właśnie zrobił. Innymi słowy liniowość w tej grze jest całkowicie zrozumiała, naturalna i co najważniejsze... nieodczuwalna! Zdajecie sobie z niej sprawę dopiero po ukończeniu rozgrywki, kiedy możecie już spojrzeć chłodno na swoje dokonania ;-).



Wracając natomiast do zagadek i dedukcji oraz logiki w ich rozwiązywaniu... Cóż pamiętajcie o klimacie tej gry. Zakręcony, surrealistyczny świat wymaga niekiedy zakręconej inwencji ze strony gracza, żeby odkryć wszystkie jego tajemnice. Moja podpowiedź dla Was? Nie myślcie schematami i nie trzymajcie się zbyt sztywno jakichkolwiek zasad. Bądźcie twórczy, a zobaczycie, jak zaskakujące efekty to przyniesie. Zagadki są bowiem dobrze wyważone. Ani zbyt trudne, ani zbyt proste. Zapewniają kilkadziesiąt godzin solidnego łamania głowy.



Więc chodź pomaluj mój świat...



Gra została wydana na świecie 30 marca 1998 roku. Nigdy nie doczekała się wydania w Polsce i ten fakt uważam, za jedną z największych porażek polskich wydawców. Fakt, że ma już prawie dziesięć lat odbija się najbardziej na grafice. Niestety pixele i kanciaste krawędzie są dobrze widoczne. Dla przygodówkowych estetów, którzy cenią sobie piękne, precyzyjne, fotograficzne lokacje (vide seria Myst), albo nieskazitelną komiksową kreskę (Książę i Tchórz, Monkey Island), może to być problem nie do przeskoczenia. Grafika się zestarzała i to widocznie. Dotyczy to zarówno lokacji, sposobu animacji postaci, jak i cut - scenek. A skoro już o tych ostatnich mowa... Sanitarium jest wręcz naszpikowane filmikami. Oglądamy je w panoramie nie tylko przechodząc z jednego etapu gry do kolejnego, ale również w poszczególnych etapach, czasem w najmniej spodziewanych momentach. Wydawałoby się, że nie zrobiliśmy nic takiego, co zasługiwałoby na nagrodzenie filmikiem, a tymczasem proszę, niespodzianka, cut - scenka się pojawia i to jaka! Filmiki zwykle są krótkie, ale nieprawdopodobnie klimatyczne, zaskakujące, stopniowo odkrywają przed nami przeszłość Max’a i pomagają w rozwikłaniu zagadki. Po obejrzeniu kilku ma się ochotę na więcej i, jeśli sama rozgrywka nie motywuje gracza do ukończenia gry (w co raczej trudno mi uwierzyć), to zdecydowanie zrobi to chęć obejrzenia kolejnych filmów.



Co w trawie piszczy?



Ano nie tylko piszczy, ale wręcz rozbrzmiewa całą symfonią dźwięków! Muzycznie gra stoi na bardzo wysokim poziomie. Demonstracja możliwości ludzi odpowiedzialnych za udźwiękowienie zaczyna się już w czasie instalacji, której w tle towarzyszą takie odgłosy, że włos jeży się na głowie, a dalej jest już tylko lepiej. Muzyka w grze jest klimatyczna, budująca napięcie, podkreślająca kluczowe momenty, różna dla różnych lokacji, dostosowana do ich charakteru. Jednym słowem cud, miód i orzeszki ;-). Podobnie jest z dźwiękami tła. Za przykład może tu posłużyć odgłos kroków Max’a, który zmienia się zależnie od podłoża, po którym się porusza (trawa, piasek, kamienna posadzka). Miła dbałość o szczegóły.



W prawo zwrot! Naprzód marsz!



Sterowanie bohaterem w grze zostało rozwiązane w sposób, który dostarczył mi wielu nerwów i niestety nie mogę o nim powiedzieć nic dobrego. Akcję obserwujemy z rzutu izometrycznego. Troszeczkę to przypomina rozwiązanie przyjęte w serii Fallout. Nasz bohater Max przemieszcza się z miejsca na miejsce zgodnie z ruchem strzałki, która jest wskaźnikiem myszy. Cały czas w trakcie jego przemieszczania musimy trzymać wciśnięty prawy klawisz gryzonia, przy czym niestety nie uwzględniono opcji „bieg”. Max porusza się denerwująco wooooolnooooo. Co więcej, żeby wykonał jakąś czynność, albo porozmawiał z daną postacią musimy go podprowadzić do danego miejsca, jak najbliżej się da, inaczej nasz bohater odmówi wykonania polecenia. Dotyczy to również podprowadzania Max’a do konkretnych budynków, czy obiektów. Wnętrze tychże ukaże się dopiero, kiedy Max będzie niemal nosem dotykał ściany, albo drzwi. W moim przypadku było to przyczyną jednego z „zaciachów” w grze. Utknęłam w wesołym miasteczku i nie miałam pomysłu co dalej robić, aż wreszcie okazało się, że przyczyną moich problemów był fakt, że nie podeszłam do jednego z wozów cyrkowych wystarczająco blisko! Podobne problemy pojawiają się, kiedy bohatera trzeba precyzyjnie wprowadzić w jakąś ścieżkę. Wielokrotnie zdarzało się, że Max, zamiast iść tam, gdzie jak mi się wydawało go skierowałam, wchodził na przykład na schody, bo akurat były po drodze do miejsca docelowego. Podobnie dostęp do zgromadzonych przedmiotów nie został najszczęśliwiej rozwiązany. Uzyskujemy go po kliknięciu na postać Max’a no i to, w połączeniu z faktem, że nasz bohater musi być bardzo blisko danej rzeczy, żeby móc jej użyć, generuje kolejne problemy. Niejednokrotnie chciałam kliknąć na jakimś przedmiocie, żeby go użyć, ale zamiast tego wyświetlał mi się zbiór przedmiotów zgromadzonych przez Max’a. Musiałam wtedy „przestawić” go nieco dalej, (ale nie za daleko!) i dopiero wtedy wykonać daną czynność. Koszmar! Za to zdecydowane punkty ujemne dla Twórców gry!



Khem... Du ju spik Inglisz?



Jak już wspomniałam wyżej, gra nigdy nie została wydana w Polsce więc nie ma co marzyć o jej polskiej wersji językowej. Z tym, że może w przypadku tej konkretniej produkcji i biorąc pod uwagę poziom większości spolszczeń, to akurat nie wada, a zaleta. Dlaczego? Ponieważ trudno mi sobie wyobrazić, żeby tę grę udało się spolszczyć na tyle dobrze, żeby nie zepsuć jej klimatu. W końcu lokalizacje takie jak legendarna już seria The Baldur’s Gate, to na naszym rynku ciągle rzadkość. Tymczasem Sanitarium wymagałoby ogromnej pracy tłumaczy, ponieważ gra w dużej mierze opiera się na dialogach. Momentami nawet powiedziałabym, że gra jest... przegadana. Bywały chwile, kiedy konieczność brnięcia przez kolejne linijki dialogów wywoływała u mnie lekkie zniecierpliwienie. Ja chciałam GRAĆ, a tymczasem byłam zmuszana do klikania i czytania, czytania i klikania. Przy czym często pozyskiwane w ten żmudny sposób informacje nie wnosiły niczego nowego do rozgrywki. Zdaję sobie jednak sprawę z tego, że brak polskiej wersji językowej może być dla wielu graczy barierą nie do przeskoczenia. Tym bardziej, że znajomość języka angielskiego, przynajmniej na poziomie zaawansowanym jest niezbędna, żeby w pełni cieszyć się tą grą, rozumieć zawiłości intrygi, a nawet rozwiązywać niektóre łamigłówki (np. złamanie hasła w laboratorium).



Mowa końcowa



Jeżeli przebiegniecie wzrokiem cały ten tekst od początku do końca, od razu zauważycie, że największą jego część poświęciłam fabule, bo to właśnie ona decyduje o tym, że mimo upływu prawie dziesięciu lat, ta gra nadal wyróżnia się na tle podobnych produkcji. To misternie skonstruowana intryga, zaskakujące zwroty akcji, stopniowe odkrywanie tajemnicy, splatanie się ze sobą wszystkich wątków aż do całkowitego ich połączenia i wreszcie KLIMAAAaaaAaAAaaAAAT sprawiają, że od tej gry po prostu nie można się oderwać! Horror, psychodelia, szaleństwo, surrealizm zostały w tej grze skondensowane w takiej dawce, że nic dziwnego, że jest ona przeznaczona dla graczy powyżej szesnastego roku życia. Na pudełku powinna być dodatkowo zamieszczona informacja, że przed pierwszym uruchomieniem gry należy zgromadzić w pokoju zapasy żywności, na drzwiach wywiesić kartkę „Nie przeszkadzać!”, zgasić światło i włączyć głośniki „na full”, wcześniej uprzedzając sąsiadów, że przez najbliższe kilkadziesiąt godzin z naszego pokoju będą się dobywały dźwięki rodem w horrorów Hitchcock’a. Gwarantuję Wam, że po uruchomieniu tej gry nie wstaniecie od komputera dopóki jej nie ukończycie, a jak już wreszcie po kilkudziesięciu godzinach pojawią się napisy końcowe, nie będziecie tą samą osobą, która rozpoczynała rozgrywkę ;-). Innymi słowy mimo kiepskiego interfejsu, niedociągnięć graficznych i braku spolszczenia, ta gra to już klasyka gatunku i pozycja obowiązkowa na półce każdego przygodówkowicza. Naprawdę warto postarać się o jej zdobycie, mimo że będzie to wymagało od Was trochę więcej wysiłku niż wyprawa do najbliższego Empiku ;-). Zbliżają się Święta, może więc warto napisać list do Świętego Mikołaja :-). Tym bardziej, że gra nie ma wygórowanych wymagań sprzętowych. Wystarczy Wam Pentium 300 MHz i 64 MB Ram, żeby w pełni cieszyć się rozgrywką.



* W oryginale: „I can’t remember anything, Can’t tell if this is true or dream” – pierwszy wers tekstu do piosenki „One” autorstwa zespołu Metallica, umieszczonej na albumie …And Justice For All wydanym w 1988 roku.











9 PLUSY:

fabuła
+ klimat
+ grywalność
+ muzyka
+ zagadki
MINUSY:

denerwujący system sterowania głównym bohaterem
- grafika mocno się zestarzała
- chwilami "przegadana"

Oceny cząstkowe: Grywalność - 9, Zagadki - 8, Grafika - 5, Muzyka i udźwiękowienie - 8



autorka: Evillady