Runaway 2: Sen Żółwia - recenzja
Dodane przez mertruve dnia 02.09.2007 13:58

Obawialiście się kiedykolwiek, że kontynuacje udanych gier będą słabsze od poprzedniczek? Jeżeli tak, to porzućcie wszelkie obawy. Runaway 2: Sen żółwia udowadnia, że kontynuacje mogą nie tylko dorównać pierwowzorom, ale i je przewyższyć!



Historia pewnego studenta…



Runaway: A road adventure - produkcja z 2001 roku, wydana u nas 2 lata później, była niewątpliwie produkcją udaną. Stworzona przez Pendulo Studios garściami czerpała z filmów i innych gier, pokazując jednocześnie, że przygodówki mają się bardzo dobrze. Opowiadała historię Briana, nieśmiałego i spokojnego (na pierwszy rzut oka) studenta, który wplątuje się w niezłą aferę. Wszystkiemu winna jest piękna dziewczyna Gina. Później może być już tylko gorzej. Mafia, podróże, próby wydostania się z tarapatów stają się chlebem powszednim naszego bohatera. Mimo ogranego, filmowego schematu Runaway przyciągało doskonałą, rysunkową grafiką przywodzącą na myśl słynną serię Monkey Island (w szczególności trzecią odsłonę) i Broken Sword. Prosty interfejs, świetna muzyka i doskonały humor sprawiły, że pierwsza część zaskarbiła sobie serca graczy. Nic więc dziwnego, że Pendulo Studios przygotowywało kontynuację.



W poszukiwaniu ukochanej…



Fabuła sequela nie należy do najoryginalniejszych. Brian i Gina są szczęśliwą parą. Postanawiają mile spędzić wakacje i w tym celu wybierają się na Hawaje. Decydują się na lot podejrzanymi liniami lotniczymi i jak to zwykle bywa… wpadają w niezłe tarapaty. Wiekowy pilot traci przytomność, a nasza para, skazana na własną pomysłowość, próbuje się ratować. Brian każe ukochanej skakać, a sam rozbija się samolotem. Oczywiście nic mu się nie dzieje... no może oprócz kilku zadrapań. Wydostając się z wraku wyrusza na poszukiwania swojej wybranki serca. Tak rozpoczyna się jeszcze bardziej szalona przygoda niż ta znana z Runaway: A road adventure.
Powiem szczerze, że grając w Runaway 2, szczególnie na początku, można mieć uczucie lekkiego deja-vu. Motyw z samolotem widzieliśmy już choćby w Broken Sword 3, nie wspominając o licznych filmach. Nic w tym dziwnego. Scenarzyści z Pendulo Studio garściami czerpią ze sprawdzonych wzorców filmowych, książkowych, czy growych. Sen żółwia przypomina dobry film przygodowy. Ani na chwilę historia nie zwalnia tempa, zaskakując nas co chwilę nagłymi zwrotami akcji.
Konwencji zastosowanych w grze jest co niemiara. Autorzy swobodnie nimi operują, zmieniając gatunki. Przez pierwsze minuty rozgrywki zostajemy uraczeni przygodą i akcją, a Brian przypomina agenta, który musi uwolnić ukochaną z rąk bezwzględnego pułkownika. Chwilę potem przygoda zabarwiona zostaje elementami scence-fiction, a z czasem nawet pirackimi! Wszystko jest jednak zrealizowane tak sprawnie, że nie gubimy się ani na moment. Wręcz przeciwnie! Siedzimy przy monitorze jak zaczarowani, czekając na dalszy rozwój wypadków.



Klimatyczne perypetie Briana…



Całość została podzielona na sześć rozdziałów. Każdy zajmie nam odpowiednią ilość czasu, sprawiając, że na przejście gry potrzebne nam będzie minimum 9-10 godzin. Akcja każdego z nich toczy się w innej scenerii. Zwiedzimy malownicze, hawajskie wyspy, mroźną Alaskę, a nawet wnętrza luksusowego jachtu czy XVI-wiecznego pirackiego okrętu! Wszystkie lokacje zostały przepięknie pokazane. Ręcznie malowane tła i animacja z użyciem cell-shadingu (gry: Hulk, XIII, Teenage Mutant Ninja Turtle) robią niesamowite wrażenie. Ulepszono silnik graficzny znany z jedynki, choć sposób przedstawienia rozgrywki pozostał niezmieniony. Dalej jest to komiksowa stylizacja postaci i otoczenia. Podobnie ma się sprawa z interfejsem. Jest bliźniaczo podobny, ale to niewątpliwie zaleta. Po co zmieniać coś, co się doskonale sprawdza?
Grafika stanowi potężny atut Runaway’a. Dawno już nie widziałem tak pięknej gry, a jednocześnie nawiązującej do klasyków gatunku. Grając w Runaway 2 czuje się ducha Broken Sword’a i serii Monkey Island.
Klimat podkreślany zostaje przez znakomitą ścieżkę dźwiękową. Piosenki przygotowane specjalnie na potrzeby gry są rewelacyjnie. Lekkie, wakacyjne klimaty i utwory w rytmie pop sprawdzają się doskonale.
Kolejnym plusem są głosy. Akcent postaci jest dopasowany do okolic skąd pochodzą (szczególnie postać Noża, który pochodzi z Australii i mówi z lekkim akcentem angielskim). Dobry jest również dobór głównego bohatera. Głos Briana nie drażni, a to przecież on jest narratorem całej powieści.
Jedyny zarzut jaki można mieć to lekkie przegadanie. Niektóre kwestie ciągną się w nieskończoność i po chwili stają się nużące.



Zagadki i poczucie humoru uciekiniera…



W grze nie uświadczymy łamigłówek, ani zagadek. Całość opiera się na zbieraniu przedmiotów i łączeniu ich, bądź używaniu w odpowiednich miejscach. Nie ma natomiast idiotycznych sytuacji, gdzie nie wiemy, którego przedmiotu użyć, a po rozpracowaniu pukamy się w czoło, mówiąc, że to idiotyczne. Większość podpowiedzi dają nam same postacie i Brian, który komentuje na głos nasze poczynania i najważniejsze cele.
Zawiodłem się trochę na prowadzonych dialogach. Niby dano nam większą swobodę niż w poprzedniczce, ale jednak dalej można mówić wszystko, a i tak efekt będzie ten sam.
Na osobną uwagę zasługuje humor. Jest to znak rozpoznawczy serii. Oprócz licznych nawiązań, mamy zabawne komentarze każdej z postaci. Brian sypie uwagami przeróżnej maści: od tych kąśliwych, po ironiczne, na głupkowatych kończąc. Inni bohaterowie nie pozostają dłużni. Jednak to nie komentarze są najlepszym elementem gry. Uśmieszek na twarzy pojawia się z powodu licznych aluzji do znanych filmów, gier, książek, a nawet piosenek! Wymieniać można w nieskończoność, ale warto wspomnieć o Facetach w Czerni, Piratach z Karaibów, czy Indianie Jonesie. Znajdą się również liczne odnośniki do… Runaway: A Road Adventure oraz Runaway 2! Sen Żółwia jest grą, która nawiązuje sama do siebie jednocześnie parodiując.
Duża w tym zasługa doskonałej polonizacji autorstwa Piotra Cholewy. Wszystkie najważniejsze nazwy zostały przystosowane do polskich realiów. Spotkamy się na przykład z gg’owaniem (zamiast czatowania). Rewelacja!



Produkt bez wad?



Runaway 2 wydaje się grą pozbawioną jakichkolwiek wad. Niewątpliwie przy takiej ilości zalet minusy są ledwie zauważalne, za to bardzo znaczące. Jednym z nich jest chwyt marketingowy użyty na końcu. Pendulo Studios niczym bracia Wachowscy postanowili trzymać graczy w niepewności i użyć sławetnego napisu „ciąg dalszy nastąpi”. Nie jest to nowość, bo i w Dreamfallu czy Syberii mieliśmy podobny zabieg, gdzie narracja urywała się w momencie kulminacyjnym bez żadnych wyjaśnień. Tam jednak nie zostaliśmy uraczeni znienawidzonym napisem, a w przypadku Syberii nawet pewni byliśmy, że powstanie sequel kończący opowieść. Jest to trochę nie w porządku, ponieważ przygoda staje się niepełna. Co gorsza w pewnym momencie zadajemy sobie pytanie: co my tak właściwie robimy? Do czego to wszystko dąży? Istotnie historia po jakimś czasie gmatwa się, a czas gry nieubłaganie leci. Widocznie na rozwiązanie przyjdzie nam jeszcze poczekać.
Największym minusem jest jednak zarazem jeden z największych plusów produktu. Runaway 2 przypomina interaktywny film. Mnóstwo, pięknie zrobionych przerywników filmowych i prowadzenie gracza za rączkę, a w wielu momentach nawet przejmowanie kontroli nad Brianem upodabnia Runaway do pięknie zrealizowanej kreskówki. Autorzy zdają się być tak zachwyceni wymyśloną historią, że wolą ją bardziej opowiadać, niż dawać możliwość przeżycia. Nie odczuwa się tego tak bardzo na początku, ale po pewnym czasie może irytować.



W oczekiwaniu na Runaway 3...



Najciężej podsumowuje się produkt, do którego ma się wyraźną słabość. Pomimo wady w postaci zbyt dużej ilości scenek i zanikania interaktywności, mamy do czynienia z produktem niesamowicie grywalnym. Runaway 2 wciąga i nie pozwala się oderwać, a losy Briana nas autentycznie bawią. Na minusy celowo przymykamy oko uraczeni opowiedzianą historią. Mówiąc krótko: Runaway 2: Sen Żółwia jest piękniejsza, dłuższa, zabawniejsza i przede wszystkim lepsza od swojej poprzedniczki. Polecam wszystkim gorąco!











9 PLUSY:

grywalność
+ grafika
+ muzyka
MINUSY:

zbyt duża ilość scenek
- miejscami zanikanie interaktywności

Oceny cząstkowe: Grywalność - 9, Grafika - 9, Dźwięk - 9



autor: mertruve