Beyond Good & Evil (mniej przygodowa) (Hardcore)
Dodane przez mendosa dnia 11.10.2006 08:51


,,Bajka niekoniecznie dla dzieci”

Powiem szczerze, że mało która gra potrafi mnie wzruszyć. Sprawić, że moje zainteresowanie ciągle rośnie i nie mogę się oderwać od monitora, a kiedy zabawa skończy się, mimo że trwała długo, to chcę jeszcze i jeszcze. Na ogół wiele tytułów po prostu lubię. Fajnie się gra, muzyczka leci, grafika nieważna, jeżeli rozgrywka przednia. Jednak nadchodzi czas, kiedy właśnie widzę napis THE END. Włączam ją jeszcze kilka razy aby zobaczyć niektóre elementy, piszę recenzje i odinstalowywuję. To smutne, że wiele gier mimo, iż są naprawdę dobre, zapominam. Traktuje je jako chwilowe relaksatory. Miałem nie pisać, ale powiem szczerze, że do nielicznych tytułów jakie zrobiły na mnie bardzo duże wrażenie mogę z ręką na sercu zaliczyć Max Payne 2, Fallout Tactics, Diablo II czy Half Life 2. Mają one niesamowity klimat, przyciągają do monitora i mimo, że ukończyłem je kilka razy, cały czas myślę o powrocie do nich.
Myślałem, że z Beyond Good & Evil będzie tak, jak z większością. Przyjemna gierka, ukończę ją, znowu napiszę reckę i finito mojej przygody z nią związanej.

Instalacja przebiegała bez najmniejszych problemów. Muzyczka w tle z początku wydała się miła. Po pewnym czasie jednak znienawidziłem ten kawałek.
Dziwny konsolowy interfejs po odpaleniu gry zwrócił moją uwagę. Podobnie jak i interesująco wyglądająca bohaterka.
Intro robione w stylu wiadomości mówi nam o wojnie, która dotknęła kolejną planetę. Chwilę później widzimy główną bohaterkę Jade, jak wraz z jednym ze swoich podopiecznych ćwiczy jogę. Piękne krajobrazy, leniwa muzyka w tle, relaks, normalnie nirwana. Beztroski spokój przerywa nagły atak obcych, którzy bez trudu porywają grupkę dzieci.

Właśnie od tego momentu zaczyna się cała przygoda. Twórcy od razu rzucają nas w sam środek akcji. Przeciwnicy - z początku wyglądający groźnie - dostają od nas niezły łomot, a przy okazji jesteśmy świadkami wspaniałych akrobacji Jade. Kim właściwie jest bohaterka? Jest fotoreporterką mieszkającą na pięknej i malowniczej planecie Hillys, nękanej przez kosmitów o dziwnej nazwie DomZ. Wraz z wujkiem Pey’jem opiekuje się dziećmi, które utraciły rodziców w wyniku ataków. Ładu i porządku na planecie bronią oddziały wojskowe zwane Alpha Sections. Organizacją, która ma kluczową rolę jest I.R.I.S - uważa ona, że DomZ są powiązani w jakiś sposób z oddziałami Alpha. Z czasem będziemy świadkami coraz częstszych ataków obcych i innych dziwnych zjawisk na planecie. Będziemy musieli sobie odpowiadać na pytania, kto jest w porządku, komu można zaufać i do kogo można się zwrócić o pomoc.
Nie pozostaje nam nic innego jak wziąć aparat, kij do walki, własny zapał i ruszyć do akcji.

,,Walcz jedynie dostateczną broną… Prawdą.”

W wykonywaniu zadań pomaga nam nasz wujek Pey’j, który ma ryj (sorki za określenie, ale naprawdę ma) świni. Tutaj się zatrzymam na dłużej. Postacie, które napotkamy podczas przygody są bardzo oryginalne. Mało tego - nigdy czegoś takiego fajnego nie widziałem! Wiele daje świetny dubbing angielskich aktorów. Kto wcześniej widział nosorożca rastamana? Chcesz zobaczyć to - zajedź w grze do garażu Mammago. Zróżnicowanie jednostek napotykanych w grze jest niesamowite. Podziwiam tych którzy je projektowali. Tym bardziej, że ich animacja jak i sposób bycia są świetne! Sam Pey’j jest znakomitym przykładem. Uwielbiałem tę postać, od kiedy zacząłem moją przygodę z Beyondem. Każdy z bohaterów ma świetne odzywki, które często aż kipią humorem w odpowiednich sytuacjach. Na całe szczęście Cenega Polska zrobiła tylko spolszczenie kinowe, gdyż w tym wypadku angielskich aktorów nawet Piotr Fronczewski z bandą by lepiej nie zastąpili. *
Beyond Good & Evil można zaliczyć do gier typu action - adventure. Po powierzchni planety poruszamy się poduszkowcem, który umożliwia nam dotarcie w prawie każde upragnione miejsce. Z racji tego, że narażeni jesteśmy na częste ataki kosmitów, wyposażony jest on w coś w rodzaju karabinka laserowego. Później także będziemy mieli możliwość latania statkiem kosmicznym Belluga. Spodobało mi się to, że mimo, iż fabularnie gra jest liniowa, nie musimy przedostawać się z jednego miejsca w drugie tak, jak zaplanowali twórcy. Jeżeli mamy ochotę pozwiedzać, czy brać udział w nielegalnych wyścigach, to nic nam nie stoi na przeszkodzie. Mogę stwierdzić, że podczas zabawy nikt nie powinien się nudzić - ze względu na jej zróżnicowanie. Aby wykonać powierzone misje będziemy musieli skakać, walczyć, rozmawiać, rozwiązywać łamigłówki i wiele więcej. Często trzeba będzie wykazać się nie lada zręcznością. Jest to naprawdę niesamowite, ponieważ będziemy niczym Rayman skakać po różnych platformach i zbierać przedmioty, a po chwili trzeba będzie się wczuć w rolę agentki I.R.I.S. i niczym Sam Fisher po cichutku przechodzić niezauważonym obok oddziałów Alpha Sections . W wielu momentach będą nam pomagać nasi przyjaciele, bez których niekiedy bylibyśmy bezradni. Łamigłówki, które występują w grze także nie są za łatwe.
Przeciwnicy, z którymi dane nam będzie się spotkać to głównie DomZ i oddziały AS. O ile z tymi pierwszymi większych problemów nie ma, to należy uważać na tych drugich. Są oni bardzo niebezpieczni i jeżeli nas zauważą to zazwyczaj kończy się to porażką.
Z racji tego, że Jade jest fotoreporterką, naszym głównym narzędziem pracy będzie aparat. Będziemy mogli go wykorzystać na kilka sposobów. Ponieważ ataki DomZ wyniszczyły wiele gatunków zwierząt, dostaniemy za zadanie fotografowanie tych najrzadszych. Wymaga to skupienia i niekiedy refleksu, ponieważ trudno dobrze uchwycić jakiegoś zwierzaka. Przyznam, że zabawa w fotografa niczym z National Geographic, sprawia wiele radości. Czerpiemy z niej także korzyści materialne. 10 dobrze zrobionych fotek i kilka kredytów ląduje na naszym koncie.
Ważną walutą występującą na Hillys są perły. Zdobywamy je po wygranych walkach z potworami a także niekiedy za zrobione zdjęcia. Dzięki nim właśnie, możemy robić niezbędne zakupy u Mammago. Z czasem wyposażymy nasz statek w coraz to nowsze narzędzia, jak urządzenie do skoku czy lepsze działko.
Podczas wykonywania zleceń od I.R.I.S napotkamy drzwi, do których niezbędny będzie kod. Jeśli zbierzemy wystarczająco dużo dowodów na temat zbrodniczej działalności Alpha Sections, to po wysłaniu zdjęcia zamka dostaniemy maila z kodem.

,,Carlson and Peters!”

Największym atutem Beyonda jest niewątpliwie klimat. Świat występujący w grze, żyje własnym życiem. Z każdym możemy porozmawiać, każda postać wygląda i zachowuje się inaczej. Widać to po jakimś czasie, kiedy zaczniemy ujawniać kolejne fakty o Alpha Sections. Ludzie zaczną się buntować, popierać naszą działalność. Znaczny wpływ na ów klimat ma także znakomita grafika. Lokacje odwiedzane w grze są po prostu świetne, składają się z wielu elementów otoczenia. Większości z nich nie można zniszczyć, ale w tym wypadku po raz pierwszy mi to nie przeszkadzało. Zwiedzimy jaskinie, laboratoria, kanały i inne ciekawe miejsca. Na pierwszy rzut oka można łatwo zauważyć, że świat w Beyond Good & Evil jest niezwykle barwny i kolorowy. Potrafi urzec swoją urodą. Tak, jak wspomniałem wcześniej, postacie wykonane są świetnie. To samo mogę powiedzieć o przeciwnikach i pojazdach. Mimo że zdają się być kanciaste, to i tak wyglądają po prostu extra.
Podobnie jest z oprawą dźwiękową. Muzyka w tle jest odpowiednio dobrana do zaistniałych sytuacji. Bywa spokojna i beztroska, jednak kiedy napięcie rośnie, zmienia się na szybką i dynamiczną. Aktorzy podkładający głosy spisali się na 6+. Zawodowa robota!
Powoli kończąc muszę stwierdzić, że mało jest takich gier jak Beyond Good & Evil. Znajdziemy tutaj przepiękną grafikę, bardzo dobre udźwiękowienie, rozgrywkę, która jest tak niesamowicie zróżnicowana. Wszystkie elementy są dopięte na ostatni guzik. Świat, który dane nam jest zobaczyć jest cudny, postacie sympatyczne, a sama zabawa przednia. Jedynym prawdziwym minusem jest czas, potrzebny na ukończenie tytułu. Zabawa starczy jedynie na maksimum 6-8 godzin, i to jeżeli gramy po raz pierwszy. Bardzo mało. Szkoda niestety, że jest to jeden z tytułów, który mimo swojego wewnętrznego piękna nie zdobył zbyt wielu fanów. Widać ludzie wolą bezmyślnie strzelać, niż zagłębić się w oryginalny i piękny świat, a także docenić ciekawe pomysły.
Po przeczytaniu tekstu odpowiedzcie sobie czy warto zagrać, a także czy odłożę ten tytuł po prostu na półkę i o nim zapomnę.

*Nie mam nic do Pana Piotra. A wręcz przeciwnie - uważam go za prawdziwego profesjonalistę jako aktora, jak i osobę podkładającą głos do gier. W tym wypadku jednak uważam, iż głosy angielskie są tak wyśmienite, że byłoby samobójstwem robić pełną polonizację.

Autor: Hardcore

AZ70