Phantasmagoria 2: A puzzle of Flesh - recenzja
Dodane przez qbrex dnia 12.05.2006 14:50

Gdy uruchamiałem tę grę, po dość długim czasie oczekiwania, myślałem, że zobaczę horror... ale taki prawdziwy horror, w którym jest pełno strachu i krwi. Teraz, gdy biorę się za pisanie tej recenzji, mogę stwierdzić, że tego drugiego jest pełno... pierwszego... prawie wcale.



IVG



Interactive video game – bo to pełna nazwa tego skrótu, jest grą, która prawie cała składa się z nagrywanych sekwencji wideo. IVG były bardzo popularne w połowie lat 90. Szczególnie wtedy upodobała sobie ten styl Sierra, która dysponując pieniędzmi mogła zatrudniać prawdziwych aktorów i wynajmować profesjonalne studia filmowe. Do IVG zaliczyć można także pierwszą i drugą część recenzowanej tutaj Phantasmagorii. „Jedynka” tego połączenia thrillera z horrorem sprzedała się świetnie, zarabiając miliony dolarów. To zachęciło Sierrę do stworzenia drugiej części. W ten sposób w 1996r. (rok po premierze części pierwszej) na półki sklepów w Ameryce i bogatszej części Europy (nie mam tu na myśli Polski) trafiła „A Puzzle of Flesh”, która przyniosła tak ogromne straty, że Sierra raz na zawsze zrezygnowała z Phantasmagorii.



Bida panie... straszna bida.



Trudno się dziwić, ludziom, którzy nie kupili tej gry. Gdzieś w internecie znalazłem wypowiedzi fanów jedynki, którzy stwierdzili, że ta gra nie jest nic warta. Ja jednak spojrzę na nią okiem zwykłego, szarego wielbiciela przygodówek, ponieważ z pierwszą częścią nie miałem nigdy do czynienia, jednak moje zdanie nie będzie aż tak różne od zdania fanów Phantasmagorii 1, ponieważ w APF nie spodobało mi się prawie nic. Tę drogę przez mękę zacznę od fabuły. W Phantasmagorii 2 wcielamy się w postać Curtisa Creiga, człowieka, który rok swojego życia spędził w szpitalu psychiatrycznym, gdzie trafił z bliżej niewyjaśnionych przyczyn (gracz dowie się później dlaczego tam trafił). Po powrocie z tego pięknego miejsca znalazł dobrze opłacaną pracę, piękną dziewczynę, świetnych przyjaciół. Miał swój własny, przytulny dom i kochającego szczurka o imieniu "Blob". Krótko mówiąc, życie jak z bajki. Wszystko toczyło się świetnie, do czasu... (zawsze musi być to "do czasu...") gdy odnaleziono zwłoki jego znajomego z pracy. Co więcej, był to znajomy, za którym niezbyt przepadał. Oczywiście podejrzenie pada na biednego Curtisa, który za wszelką cenę próbuje udowodnić swoją niewinność. Nie jest to łatwe, tym bardziej, że po jego piętach depcze bardzo nieprzyjemna pani detektyw, która jest pewna winy naszego bohatera. Krótko mówiąc... standard. Tak, tak. Phantasmagoria APF jest to standardowa gra przygodowa, z dość ograną fabułą (przynajmniej po części), która miała być horrorem. Dlaczego miała? Zarzutów jest wiele i z pewnością zabrakłoby mi miejsca (i nerwów), żeby wymienić je wszystkie. Dlatego skupię się tylko na tych najważniejszych. Przede wszystkim, przez całą grę brakowało mi tu klimatu, który mógłby wprowadzić nastrój grozy i tajemniczości. Wszystko jest zbyt dosłowne, zbyt dokładnie pokazane, przez co robi się coraz śmieszniej (gdyby nie informacja na pudełku, że to horror, nigdy bym się tego nie domyślił).



Śmieszne w Phantasmagorii APF są także zagadki. Przez cały okres grania, nie było takiej, która zatrzymałaby mnie na dłużej niż pięć minut. O zgrozo. Tak żenująco niskiego poziomu trudności nie widziałem jeszcze w żadnej przygodówce. Większość ogranicza się właściwie do weź-przynieś-porozmawiaj. W dodatku twórcy narzucili układ dialogów, przez co, rozmawiając z wybraną postacią, nie można wybrać interesującej nas kwestii.



Muszę wspomnieć jeszcze o jednej sprawie. Mimo, że gra jest na pięciu płytach CD-ROM, nie grzeszy długością. Gdy ją instalowałem, wydawało mi się, że ilość nośników przełoży się na czas grania. Myliłem się. Dłuższy czas zabawy zapewniały już tekstówki, których wielkość nie przekraczała 1 MB.



Efekty specjalne z pierwszej półki... od końca.



Jak już o tym wspomniałem we wstępie, w Phantasmagorii APF użyto techniki IVG. Każdej czynności, którą wykonujesz, towarzyszy nagrana cut-scenka. Przez to właśnie gra jest aż na 5 nośnikach, z czego sam program zajmuje 12 MB. W APF nie ma żadnych fajerwerków graficznych, co więcej, próby uzyskania jakichś ciekawych efektów specjalnych spełzły na niczym i większość scen z ich użyciem kończyła się moim śmiechem. Trochę lepiej jest w momentach, w których tych "efektów" nie użyto. Niestety, tylko trochę. Przez co? Przez fatalną grę niektórych aktorów. Nie wiem, skąd Sierra ich wzięła, ale już lepsze aktorstwo widziałem podczas występów kółka teatralnego.



Zniechęcić mogą także fatalne sceny "tylko dla dorosłych" rodem z Luli 3D (recenzja w tym numerze Adventure Zone). Wydawało mi się, że niektóre z nich wepchnięto do APF na siłę. Tylko po co? Może żeby pokazać, że jest to gra +18. W Phantasmagorii APF nie zwiedzimy wielu lokacji, razem naliczyłem ich pięć, z czego większość jest bardzo ograniczona (np. w barze nie możemy nawet odejść od stolika, przy którym siedzimy). Dlatego poruszanie się po lokacjach prawie zawsze wygląda w ten sposób : miejsce A -> miejsce B -> miejsce A -> miejsce C. Podsumowując grafikę, Phantasmagoria 2 mogłaby wyglądać o wiele, wiele lepiej, wystarczyło mieć tylko większe chęci, bo jestem niemal pewien, że funduszy nie brakowało.



Cisza w eterze.



Kolejną rzeczą, która pogrąża grę jest muzyka... a właściwie jej brak. Niby w tle coś leci, ale ja nazwałbym to raczej szuraniem krzesłem po podłodze :-). Nawet w sytuacjach skrajnie niebezpiecznych, soundtrack jest powolny i spokojny. Niezbyt spodobały mi się też głosy aktorów, a konkretniej jakość ich nagrania. W tle cały czas coś trzeszczało, przez co trudno było rozszyfrować wypowiadane przez nich kwestie, a że w grze nie da się włączyć napisów... nie wszystko dało się "wyłapać". Dopatrzyłem się też bardzo nielicznych błędów w intonacji, które na szczęście nie były aż tak tragiczne jak te z polskiej wersji Hopkinsa FBI.



Niektóre z dźwięków były zbyt wydumane... zbyt mechaniczne. Niektóre wprost nie pasowały do tego, co widzieliśmy na ekranie.



Kończ waść, wstydu oszczędź?



No cóż, przyszedł czas, żeby napisać podsumowanie. Nie będzie ono zbyt przyjemne... ani dla mnie, ani tym bardziej dla gry. Gdy zobaczyłem pudełko i przeczytałem to, co było na jego odwrocie oczekiwałem, że spędzę na Phantasmagorii 2 przynajmniej tydzień. Spodziewałem się gry podnoszącej adrenalinę, przygodówki przy której można dostać zawału serca (może trochę przesadziłem ;-) ). Gry, w którą nie da się grać przy zgaszonym świetle. Co otrzymałem w zamian? Zaledwie kilka godzin nieciekawej gry, z czego większość stanowią równie nieciekawe sekwencje wideo. Brak muzyki. Słabe aktorstwo bohaterów. Te wszystkie czynniki przyczyniły się do tego, że Phantasmagorii 2: A Puzzle of Flesh daję 3 (w porywach 3+).











3 PLUSY:

zainteresuje fanów IVG
MINUSY:

oprawa audio
fabuła
- miało być strasznie, a jest śmiesznie
- bardzo proste zagadki
- narzucony układ dialogów
- jest za krótka
- fatalna gra aktorów
- skromna ilość bardzo małych lokacji
- brak muzyki


PS. Jeśli jesteś fanem IVG, do tej oceny możesz dodać 1.



Dodatek by mendosa:
Mimo, iż jestem fanem FMV, czy IVG, do oceny nic nie dodam, gdyż również byłem rozczarowany A Puzzle of Flesh. Zniesmaczył mnie wyjątkowo fakt, że po wyłączeniu trybu Adult, zniknęły wątpliwej jakości (i nieśmiałe) sceny erotyczne, zostały natomiast obrazki bryzgającej krwi itp.



autor: qbrex


AZ65