Teenagent - solucja (Corran Horn)
Dodane przez drozda dnia 17.04.2006 14:45

solucja Teenagent



Jeszcze nie zdążyłem przyzwyczaić się do bólu, którego czułem w krzyżu, a już znalazłem się w centrum treningowym RGB. No trudno - sam się w to wpakowałem! Przestałem panikować i pokazałem strażnikowi przepustkę. Udałem się do pokoju kapitana (znajdował się tuż obok baru). Okazało się, że muszę przejść trzy testy. Chcąc, nie chcąc trafiłem do celi. Musiałem się z niej wydostać. Zawiesiłem się na "żyrandolu" - kabel wylądował na ziemi czekając, aż będzie mógł zaprezentować swoje możliwości. Z "łoża" wyciągnąłem pojedynczą sprężynę. Miałem przeczucie, że jeszcze się przyda. Kilkukrotnie pokrzyczałem przez kraty, skutkiem czego otrzymałem michę świeżych glutów. Nieraz oglądałem McGyvera, więc jego sztuczki nie były mi obce. Wsadziłem kabel do "zupy", pstryknąłem włącznikiem od światła, aby sprawdzić, czy wszystko dział, po czym ponownie zawołałem kapitana. Można powiedzieć, że był wstrząśnięty. Przykleił się do naczynia! Wyciągnąłem klucze z jego kieszonki i wyszedłem na wolność delektując się błękitem nieba (klaustrofobia, czy co?). Nadfszedł czas na drugi test. Musiał wydobyć hasło z kapitana. Natychmiast opuściłem jego pokój. Wyciągnąłem linkę ze śmietnika. Udałem się na lewo. Moją uwagę przyciągnęła saperka. Umiejscowiłem sprężynę w twardej ziemi koło muru i przeskoczyłem na drugą stronę budowli. Następnie urwałem kawałek trwaki z pobliskiego krzaka. Wróciłem do kapitana i połaskotałem go nową zdobyczą. Zamiast hasła zdobyłem nóż. Dobre i to. Wyszedłem z biura i udałem się na prawo. Za ogrodzeniem znajdował się tajemniczy przedmiot. Siatkę rozciąłem Rambo-nożem. Przedmiot wyjąłem przy pomocy saperki. Okazało się, że trzymam kalejdoskop. Przechadzając się po kompleksie ponownie trafiłem do bramy wyjściowej. Kalejdoskop podarowałem strażnikowi - w zamian otrzymałem "Tygodnik żołnierza". Przed wyjściem z lokacji "gwizdnąłem" mu granat z paska. Teraz wróciłem do kapitana. Przekupiłem go przy pomocy gazety. Hasło brzmiało "kawa". Zgodnie z wskazaniem "bossa" udałem się do baru. Dostałem kawę i trzecie zadanie. Był to rodzaj zabawy w chowanego. Kapitan się krył - ja szukałem. Zabrałem okruszki ze stołu i wróciłem do biura admirała (mylą mi się te stopnie!). połączyłem granat z linką i wysadziłem szufladę w biurku. Zabrałem z niej środki usypiające. Leki wraz z okruchami tworzyły "mieszankę wybuchową". Wyszedłem i poszedłem w lewo. Stamtąd udałem się na górę. Położyłem okruchy na palu. Ptak najadł się i usnął. Zabrałem go ze sobą. Przypomniały mi się lekcje Wych. Fizycznego, więc wspiąłem się na linę. Wylądowałem w błocie. Korzystając z okazji napełniłem nim kubek. Teraz wróciłem do baru. Odwróciłem uwagę barmana, wysyłając ptaka na radio, po czym zamieniłem jego kubek z moim (pełnym błota). Spytałem go, czy nie jest spragniony. Okazało się, że był, ale widać nie błota, bo po spożyciu go runął jak długi na ziemię! Teraz wszedłem do pokoju za ladą. Wsadziłem palca do mrugającej dziurki w beczce. Jest! Znalazłem go! Jako, że wszystkie testy wykonałem pomyślnie wróciłem do szefa RGB i otrzymałem zadanie. Miałem dowiedzieć się kilku rzeczy o niejakim Ciągwie. Pogrzebałem w łodzi znalazłem część wiosła. Udałem się na południe. Otworzyłem drzwiczki w samochodzie, wziąłem grzebień i pociągnąłem za lewarek. Z bagażnika wyjąłem pudło z narzędziami. Otwarłem je znajdując klucz francuski i podnośnik. Wszedłem do domu. Niestety starszy pan pozwolił wziąść tylko chusteczkę - dobre i to!. Opuścił mieszkanie i poszedłem na pole. Wziąłem grabki, pióro od kury, a także igłę ze stogu siana (!). Opuściłem poletko i udałem się na wschód. Wlazłem do mieszkanka. Porozmawiałem z piękną dziewczyną siedzącą przy lustrze. Chyba się zakochałem! Wyszedłem czym prędzej, żeby nie zemdleć z wrażenia. Poszedłem na dół - znalazłem się przy wejściu do jaskini. Użyłem lewarka na kamieniu, dzięki czemu mogłem zabrać kość leżącą pod nim. Podszedłem pod dom dziewki - kość podarowałem psu. Teraz mogłem już wejść do piwnicy - otwarłem klapę i zszedłem po drabinie. Brrrr! Zawsze bałem się ciemności i pająków. Czym prędzej znalazłem włącznik oświetlenia! Teraz już lepiej. Zabrałem łopatę. Wyszedłem na górę. Poszedłem do miejsca, gdzie chłopiec starał się trafić do kosza. Zagadałem do niego, a gdy odwróciłem na chwilę jego uwagę czym prędzej opuściłem kosz przy pomocy klucza. Teraz mały odjechał z dziadkiem do zoo! Wolna chata! Wszedłem do środka. Byłem bardzo skrępowany - w końcu odważyłem się i zabrałem wiatrak i strzelbę, bo przecież nie kradnę, tylko pożyczam (tak?)! Wróciłem na poletko. Postrzelałem do parszywych wron. Odleciały - nienawidzę tych bestii! Zabrałem płetwy i maskę. Złączyłem je ze sobą. Udałem się do domku leśnika umiejscowionego na zachód od jeziora. Kilkukrotnie "poprosiłem" wiewiórkę o orzecha - ofiarowała mi go "z wielką chęcią". Niestety wpadł do trawy - nie znajdę go! Wszedłem do domciu. Zabrałem piłę i ser z półki. Teraz udałem się do okolic posiadłości leżącej na wschód od jeziora. Porozmawiałem z kapitanem - otrzymałem ciasteczko. Udałem się na północ. Wyszedłem po drugiej stronie muru. Zabrałem dziekiego ziemniaka z krzaka. Udałem się na zachód. Zacząłem kopać.... Podkop to w końcu najstarsza metoda na dostanie się do cudzego domu - szlag by to trafił! Czy akurat teraz musiałem odkryć złoże ropy?! Na dodatek moje zachowanie nie uszło uwadze strażników. Ponownie poszedłem na zachód. Nie wychylałem się zza muru, a strażnik nieświadomy mojej obecności zaczął pić. Przestraszyłem go i zyskałem butelkę pełną czegoś "mocnego"! Nie czas teraz na picie. Koniak wylądował w baku piły. Poszedłem do miejsca, gdzie niedawno znalazłem ziemniaczka - uciąłem gałązkę przy pomocy piły. Gałąź nadawał się do naprawienia wiosła, co też zrobiłem. Poszedłem nad jezioro. Ubrałem strój i zanurkowałem. Zabrałem kotwiczkę leżącą na dnie - miałem małe problemy, bo za każdym razem byłem za wolny. Brakowało mi powietrza! W końcu jednak udało się! Popłynąłem łodzią napędzaną przez moje nowe wiosło na wyspę. Zerwałem kwiatki i wróciłem. Poszedłem do leśniczówki. Wsadziłem ciastko w dziurkę w kształcie serca. Wróciłem do posiadłości. Znalazłem nawet papierek, w którego to zawinąłem ciastko. Poszedłem do domu Ani. Dałem jej kwiatka i ciastko. Otrzymałem wstążkę. Dałem kwiatka również babci. Teraz mogłem już zabrać miotełkę. Wyszedłem na zewnątrz. Osuszyłem pranie i poinformowałem starszą panią, że trzeba je ściągnąć. Teraz zabrałem sznurek. Połączyłem sznurek z kotwiczką. Ponownie udałem się do leśniczówki. Ubrudziłem miotełkę w kominku. Tak przygotowanym "pędzelkiem" pomalowałem ziemniaka - prawdziwy granat! Wyszedłem na zewnątrz. Zwęziłem odstępy między zębami w grabkach przy pomocy wstążki. Wygrabiłem orzecha z trawy. Ponownie udałem się do domu Ani. Po cichutku zamieniłem orzecha na jabłko. Wróciłem do posiadłości. Znalazłem spacerującego jeża. Zaoferowałem mu wymianę - jabłko za szyszkę. Zgodził się. Zabrałem jeszcze kamyczka. Poszedłem na pole - zabrałem sierp. Teraz udałem się nad jezioro. Naostrzyłem sierp na studni. Udałem się do jaskini. Ściąłem krzaczka przy pomocy sierpu. Instynkt zaciągnął mnie na pole. O kurcze! Jaka ładna mysz - zawsze chciałem mieć chomika! Do mysiej dziury wsadziłem chusteczkę. Teraz ofiarowałem myszy spleśniały ser. Wyjąłem chustkę wraz z myszą, natychmiast po tym, jak ta wbiegła oburzona do swojej chatki. Ponownie udałem się do jaskini. Wsadziłem myszkę do szpary w ścianie. Dziurę zatkałem kamykiem, którego przykleiłem. Mysz i tak zwiała, ale dzięki niej otrzymałem piękny samorodek. Udałem się w kierunku posiadłości. No - czas wchodzić do środka! Poszedłem do miejsca, gdzie kiedyś znalazłem ziemniaczka. Mojego granato-ziemniaka wrzuciłem do dziupli. Kiedy ptak odleciał wspiąłem się na drzewo. Niestety z akcji nic nie wyszło - spadłem. Na dodatek Ciągwa dowiedział się o kolejnej już próbie włamania się do jego chaty. Nic - spróbujemy inaczej. Udałem się odrobinkę na zachód. Zarzuciłem kotwicę z liną na śliską ścianę - znowu klapa! I znowu Ciągwa dowiedział się o wszystkim! Trudno - spróbujemy inaczej! Spróbowałem przekupić strażnika złotem - i k... upa! Zgadnijcie co się stało? Tak - Ciągwa znowu dowiedział się o wszystkim! Ostatnia próba! Połączyłem 3 przedmiot: szyszkę, igłę i piórko. Udałem się na polanę leżącą na zachód od posiadłości. Rzuciłem przed chwilą zmontowaną strzałką w gniazdo pszczół. Bieg wypadków sprawił, że osy odleciały w siną dal. Teraz mogłem już zejść na dół, po uprzednim otwarciu klapy oczywiście! I jak zwykle klapa! Tym razem Ciągwa zaniepokoił się trochę bardziej! Wyszedł nawet na zewnątrz, aby się ze mną spotkać! Zostawił czek i wrócił grzać swoją grubą d... upeńkę przy kominku. On chciał mnie przekupić!? Podniosłem czek i oglądnąłem go. Skąd na nim imię Anna? Udałem się czym prędzej do domu mojej wymarzonej. Po rozmowie wszystko się wyjaśniło. Ogromnie zdenerwowany wparowałem do posiadłości po uprzednim wyeliminowaniu strażnika.

A jednak! Udało się - byłem w środku!!!! "Czas zakończyć sprawę i wracać do domu" - pomyślałem. Zmobilizowałem się trochę. Wszedłem do hallu. Poszedłem na górę. Wyciągnąłem kartkę ze śmietnika. Przeszukałem uważnie półki w biblioteczce - znalazłem książkę, której nie dał się wyciągnąć. Dowiedziałem się, że jej tytuł ma coś wspólnego z kolorem. Otwarłem szufladę o kolorze z tytułu księgi, po czym pociągnąłem za "przedstawicielkę literatury". Tak!! Tajna skrytka - kaseta video! Udałem się na dół - do "living rumu :)". Przetrząsnąłem gazetę, skąd zabrałem pilota do magnetowidu. Włączyłem TV i magnetowid, po uprzednim umieszczeniu w nim kasety. Śpiewający Ciągwa! Ale odjazd! Wróciłem do biblioteczki - w szufladach znalazłem aparat i dyktafon. Ponownie zszedłem do "bawialni".

Zrobiłem zdjęcie Ciągwie z ekranu. Zabrałem jeszcze szampana i szczypce do lodu. Teraz poszedłem do kuchni. Po cichutku podkradłem butelkę z chilli. Wsadziłem kartkę do zlewu w łazience - doskonały z niej korek. Zlew zapełniłem gorącą wodą. Wsadziłem do niego butelkę z chilli - naklejka się odkleiła. Przyczepiłem ją do butelki z szampanem. Wróciłem do kucharza. Postawiłem butelkę w miejscu, gdzie kiedyś stało chilli. Zagadałem do kucharza, który dzięki mej poradzie doprawił potrawę przyprawą mojej roboty. Ze skruchą opuścił miejsce pracy. Czym prędzej zabrałem wałek. Rozwaliłem nim radio, z którego wziąłem baterie. Umiejscowiłem je w dyktafonie. Otwarłem lodówkę (2 razy!). Powszedłem do biblioteczki, skąd wziąłem drugą kartkę. Ponownie zszedłem do kuchni. Zapaliłem kartkę o gorącą płytkę na kuchence - wykorzystałem ją do lekkiego odmrożenia mięsa z lodówki. Teraz już mogłem je zabrać. Wrzuciłe je do zupy - została mi sama folia. Wróciłem do łazienki. Zabrałem skarpety Ciągwy szczypcami (na pamiątkę?). Nagrałem głos Ciągwy dyktafonem (głos "zdobyłem" z kasety wideo). Wszedłem do pokoju, w którym jeszcze nie byłem. Porozmawiałem z robotem. Dałem mu skarpetki, zdjęcie i dyktafon. Otworzył sejf. Zabrałem proszki i księgę. Kiedy Ciągwa znalazł się za drzwiami, schowałem się za lewym dolnym rogiem ekranu. Wyszedł. Ufff! Zabrałem klamkę ze stołu. Wsadziłem ją do otworu w dzrzwiach od łązienki. Pociągnąłem za nią. Znalazłem się w trajnym pokoju. Zarzyłem pigułkę i przeszedłem przez wiatrak. Wyłączyłem go. Jeszcze tylko desant do pokoju za drzwiami obok i... i co? I to już koniec? Nie, jeszcze nie! Wróciłem do salonu. Wszedłem do szafy. Ciągwa już tu był. Uderzyłem go w głowę butelką z chilli i.. koniec!!!

Niestety tekst ten pisałem z głowy, więc za wszelkie nieścisłości (chociaż nie powinno ich tu być) przepraszam...

Autor: Corran Horn