Syberia I - recenzja
Dodane przez korowiow dnia 12.04.2006 12:40

Przyznam, że długo myślałem, zanim rozpocząłem tworzenie tej recenzji. Co bowiem można napisać o grze, o której powiedziano niemal wszystko? Poza tym, te kilkadziesiąt linijek tekstu i parę screenów nie oddadzą ogromu przeżyć, jakich doznałem podczas obcowania z dziełem stworzonym przez francuską wytwórnię Microids. Cóż, do tej pory na mojej osobistej liście niepodzielnie królowała The Longest Journey. Swego czasu wystawiłem jej najwyższą ocenę, ale sądzę, że będę musiał zweryfikować moje poglądy. Panie i panowie, przed państwem godna następczyni April Ryan - Kate Walker!



Fabuła gry przenosi nas do małego alpejskiego miasteczka - Valadilene. Przybywa tam Kate Walker, seksowna prawniczka na usługach amerykańskiej firmy Universal Toy Company. Chodzi o to, że w Valadilene znajduje się podupadająca fabryka niesamowitych zabawek-automatów, a ze względu na jej problemy finansowe ma ona zostać wchłonięta przez amerykański megakoncern (pieprzona globalizacja). Do tego potrzeba podpisu władz fabryczki, jednak niestety (albo i stety) - Kate przybywa akurat w dniu pogrzebu właścicielki - Anny Voralberg i sprawa się komplikuje. Wychodzi na jaw, że Anna miała brata - Hansa, który podobno żyje gdzieś na pustkowiach Syberii, i to on jest prawowitym spadkobiercą majątku rodziny. Chcąc, nie chcąc, Kate wyrusza w podróż w poszukiwaniu staruszka. Czekają ją niezwykłe przygody, tajemnicze miejsca i dziwne indywidualności...



Cóż, potwierdza się moja reguła, że wszystko, w czym maczają palce Francuzi, zamienia się w sztukę. Pewnie przyznają mi rację ci, którzy oglądali "Mikrokosmos", "Braterstwo Wilków" lub czytali Honore de Balzaca. Nie inaczej jest tym razem - Syberia to prawdziwy majstersztyk, który spokojnie mógłby stanowić kanwę dla wspaniałego filmu czy powieści. Odpowiedzialny jest za to Benoit Sokal - twórca ponoć popularnych na zachodzie komiksów (niestety, nie miałem okazji ich oglądać). W Syberii znajdziecie niepowtarzalne klimaty i doświadczycie nie mniej fascynujących przygód.



Oprawa graficzna jest po prostu cudowna - patrząc na urocze, mgliste misateczko Valadilene, opuszczoną mieścinę Komkolzgrad czy mający czasy świetności dawno za sobą kurort Aralbad nie sposób się nie zachwycić. Piękne krajobrazy, znakomite "żyjące" scenerie (świetny efekt falującej wody i ruchu zwierząt) sprawiają, że od gry nie można oderwać wzroku. Screeny i tak nie oddają jednak wspaniałości jednej z najbardziej szczegółowych i naturalnych animacji, jakie miałem szczęście oglądać. Nie inaczej prezentują się filmiki w wysokiej rozdzielczości, które po prostu urzekają starannością swojego wykonania. Jeśli miałbym dawać Oskary w kategorii krótkometrażowego filmu animowanego, to byłoby to intro Syberii.



Jeśli chodzi o muzykę - po prostu geniusz (niektórym czytelnikom może nie podoba się moje rozpływanie się nad grą - ale cóż poradzę). Jeszcze nigdy nie słyszałem tak doskonale pasującego do scenerii podkładu muzycznego. Dźwięki skrzypiec, wiolonczeli i instrumentów dętych w znakomity sposób oddają senną, melancholijną, atmosferę gry. Jest niewiele gier, których muzyka znajduje się na mojej stałej playliście - Shadow Watch, Faust, Half-Life... Teraz dołączyła do nich także Syberia. Dodatkowym atutem jest także fakt, iż zapisano ją w formacie mp3, przez co bez problemu możemy ją słuchać i poza grą. Jednak to, co najbardziej urzekło mnie w Syberii to... Klimat. Jest po prostu zabójczy. Historia owiana nutą tajemniczości, posępne, opuszczone miejsca (prawie pusty uniwersytet w Barrockstadt, Komkolzgrad, stacja kosmiczna) w połączeniu ze wspomnianymi już wyżej muzyką i grafiką powodują, że rozwój akcji śledzimy z zapartym tchem. W TLJ było pełno ewidentnej magii. W Syberii jest ona dwakroć subtelniejsza - nie będziemy tu czarować, nie spotkamy duchów ani potworów. Magia to także niezwykłe miejsca, do których chcemy wracać, spotkani podczas podróży ludzie i myślące roboty. Zagadki w Syberii są świetne. Nie są szczególnie łatwe, ani też nazbyt pogmatwane. Zajmować się będziemy głównie naprawianiem i puszczaniem w ruch rozmaitych automatów, których pomysłowością zachwyciłby się nawet Van Kempeln. Dla hardcore'owych miłośników przygodówek gra może okazać się za prosta, ale ci niech lepiej grają w Schizma.



Rzeknę słówko o polonizacji, dokonanej przez Cenegę. Spisali się znakomicie (świetnie podłożone głosy - Kate mówi nieco wyniosłym, sztywnym tonem a Rosjanie mówią prawie jak rodowici), ale za wpadki tekstowe korekcie należy się kilka klapsów. W dialogach jest mnóstwo literówek (gdzieś tak w co trzeciej kwestii), ale najgorsze jest to, że dowiedziałem się, iż pojemnik na atrament w moim inventory to "kałamaż". Wstyd! Nie podobało mi się też przetłumaczenie, moim zdaniem dostojniejszej i trafniejszej nazwy "Automaton" na "Automat". Nie trzeba spolszczać tego, co lepsze!



Czas, bym napisał coś na podsumowanie. Syberia to znakomita gra; mało tego, to najlepsza przygodówka, w jaką grałem od czasów TLJ (a po prawdzie, to chyba od niej jeszcze lepsza). To nic, że można ją ukończyć w niecałe sześć dni. Zagwarantuje Wam za to wrażenia na wiele tygodni. Otwarte zakończenie sugeruje ponadto, że wkrótce zagramy w część drugą (ponoć już na początku tej jesieni!). I nikt ani nic nie powstrzyma mnie przed wystawieniem jej najwyższej oceny. No i znowu zatęskniłem za Syberią - miejscem, do którego chciałem się udać już jako małe dziecko.











10 PLUSY:

grafika
+ muzyka
+ fabuła
+ grywalność
+ zagadki
MINUSY:

nie odnotowano ;)

Oceny cząstkowe: Grafika - 10, Muzyka - 10, Grywalność - 10



autor: Korowiow


AZ31