Outcast - recenzja
Dodane przez Adventure-Zone dnia 12.04.2006 10:43

Nie wiem czy wiecie, jak wiele tytułów staje się "niespodziewanymi hitami". Wystarczy wspomnieć o głośnym cRPG Fallout, który wcale nie był jakimś kluczowym produktem Interplaya na rok 1998. Dopiero, gdy zaczął zbierać wysokie oceny w prasie, ruszyła cała kampania reklamowa. Jej skutek już znacie - dziś nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o tej serii. Jednak czasami nawet wysokie oceny prasy nie zachęcają wydawców do reklamy. Skutek jest fatalny - znakomite gry przechodzą przez rynek zauważone przez nielicznych. Outcast również należy do niespodziewanych "asów w rękawie". Niestety, tym razem wydawcy, mimo ogólnego zachwytu prasy, nie pokusili się o promowanie swej gry.



Historia wprowadzająca jest po prostu infantylna. Otóż ludzie od jakiegoś czasu próbują nawiązać kontakt z innymi cywilizacjami i pewnego wspaniałego dnia... udało się! Naukowcy wysłali sondę na obcą planetę i wydawało się, że wszystko idzie w najlepszym kierunku. Sonda jeździła sobie po nieznanych terenach, aż w końcu jeden z mieszkańców najwyraźniej się wpienił na to, że jest podglądany i postanowił ową sondę unieszkodliwić (yep... Big Brother sux!!:-)). Oczywiście doszło do pewnych komplikacji i okazało się, że za 25 dni "...world is so fucking gone..." (patrz mój podpis) :-). Jedyna nadzieja ludzkości to komandor Cutter Slade. Najlepszy żołnierz, jakiego kiedykolwiek posiadała armia USA. Niestety, zakończył swą karierę wojskową, gdyż uważa, że jest on odpowiedzialny za śmierć kumpla (sic! ale lipa!!). Teraz Cutter siedzi w knajpach, chlejąc whiskey i opłakując "utracony raj"... Pewnego dnia, gdy siedział w barze, pijąc wysokoprocentowy trunek i kończąc dziewiątą już dzisiaj paczkę "bezrobotnych", zdarzyło się coś niezwykłego... Otóż do pustego stolika byłego komandora przysiadło się dwóch panów w płaszczach z przyczepionymi medalami... Jak potoczyły się sprawy dalej - łatwo się domyślić. Cutter wraz z kilkoma naukowcami został wysłany na obcą planetę w celu naprawienia sondy i co za tym idzie - uratowania świata. Niestety, ponownie coś się nie udało i wszyscy członkowie załogi zostali porozrzucani po obcej planecie... W tym miejscu do gry wkraczasz Ty, drogi graczu, jako wspominany przeze mnie wiele razy, Cutter Slade.



Wiem, że wielu z Was po przeczytaniu tej naprawdę debilnej historyjki wprowadzającej uważa, że Outcast to jakaś kiła, ale zapewniam was: jesteście w błędzie. Gdy już przebrniecie przez kilkunastominutowe intro (które na spółkę z instalacją zajmuje całą pierwszą płytę) waszym oczom ukaże sama gra. I tu od razu w oczy rzuca się wspaniała grafika. Motion capture, świetnie wyglądające postacie oraz to, co najlepsze... TEREN - jest po prostu wspaniały. Możecie zapomnieć o jakiś kwadratowych górach...Outcast jest wykonany na enginie Voxel Space, dzięki czemu wszystkie górki, wzniesienia, wgłębienia są ładniejsze niż w rzeczywistości ;). Zresztą, jak nie wierzycie, to zerknijcie na screeny. No tak, ale voxele też mają swą poważną wadę: brak obsługi dopałek. Grając w Outcast na nic zdadzą ci się dżiforsy, riwy, wudusy czy też inne wajpery :(. A co za tym idzie? Jeżeli chcesz się nacieszyć wszystkimi detalami gry, będziesz musiał posiadać dobrego kompa. Ale bez paniki. Gra jest bardzo "elastyczna", więc można ją dostosować nawet do słabego configa (minimum to P200, 32MB RAM). Co więcej, Outcast sam sprawdza Twój sprzęt i tak się konfiguruje, aby wszystko chodziło oki (ofkoz można to potem zmienić). Tak czy siak, na Celeku 400 z 64 MB RAM-u z wszystkim detalami na full Outcast chodzi płynnie.



Po grafice następna rzecz, która przykuwa uwagę graczy, to muzyka. Jest znakomita. Bez względu na to czy słuchasz techno, rocka, metalu czy industrialu, to, co gra w Outcast, musi Ci się spodobać (dodam tylko, że cała muzyka została skomponowana i wykonana przez rosyjską orkiestrę).



Przejdźmy teraz do "parametrów technicznych". W Outcast'cie mamy do wyboru 8 broni (m.in. snajperka, wyrzutnia rakiet, coś na kształt karabinu, pistolet, wyrzutnia min przeciwpiechotnych itd.). Nie jest to dużo, ale zdecydowanie wystarcza. Oczywiście, oprócz tego, możemy walczyć wręcz. Wracając do engine - dzięki zastosowaniu przez twórców voxeli, Cuttera prowadzi się niezwykle przyjemnie. Koniec z topornymi ruchami Lary! Grając w Outcast ani na chwilę nie zatrzymasz się, myśląc: "yyy... co ja to mam teraz nacisnąć?". Ma to naprawdę ogromny wpływ na grywalność. Akcję na ogół oglądamy w trzeciej osobie, ale jednym kliknięciem można przejść do trybu FPP (w zasadzie niezbędny przy precyzyjnym celowaniu).



Do dyspozycji twórcy oddali nam pięć ogromnych światów: Shamazaar, Motazaar, Okasankaar, Okaar oraz Ranzaar. Każdy z nich różni się znacząco od siebie (pustynia, śnieg, bagno, góry itd.).



Podsumowując... Outcast to niesamowite, arcy-grywalne, piękne, ogromne dzieło, które łączy w sobie elementy gry przygodowej i zręcznościowej. Efekt jest piorunujący!!! Jest to chyba moja ulubiona gra. POLECAM.



P.S. Outcast nie ma w Polsce swego dystrybutora. Według mnie to skandal, że do naszego kraju nie sprowadza się ósmego cudu świata, ale za to bez problemu kupuje się gry typu "Kurka Wodna". Hmmm... Oznacza to, że iloraz inteligencji polskich dystrybutorów jest przeciwny kwadratowi ilości łapówek, jakie otrzymują każdego roku nasi politycy :->.











9 PLUSY:

grafika
+ muzyka
+ grywalność
+ różnorodność zwiedzanych światów
MINUSY:

brak wydawcy PL

Oceny cząstkowe: Muzyka: 9, Grafika: 9, Zagadki: 8, Długość: 9

Uwagi: Rulez, rulez i jeszcze raz rulez!!!!!!



autor: MAR1LYN MAN5ON


AZ04