Indiana Jones & Fate of Atlantis - recenzja
Dodane przez qbrex dnia 12.04.2006 02:47

Archeolog Dr. Jones to chyba druga (a dla niektórych pewnie i pierwsza) najbardziej lubiana przez fanów Lucasa postać. Pierwszą są naturalnie Star Wars'y, ale nie o grze opowiadającej przygody "dżedajów" będę się tu rozpisywał. Filmy z Harrison’em Fordem jako Jonesem były hitami kinowymi w latach 80-tych, więc kiedy Lucas zaczął inwestować w gry komputerowe, już w roku 1990 pokazała się gra przygodowa o nazwie Indiana Jones and the Last Crusade. Dwa lata po niej ukazała się gra Indiana Jones and Fate of Atlantis, której opisem zajmę się w tej recenzji. Jest to już gra historyczna, ale mimo swojego wieku potrafi przyciągnąć do monitora i sprawić, aby gracz tkwił przed nim tak długo, aż ukarzą się napisy końcowe. Dlaczego ta stara już przygodówka działa tak na ludzi? Czytajcie dalej, a dowiecie się, że piękne nie umiera.



Gra rozpoczyna się, jak wiele innych, od intra, w którym to Indy znajduje klucz do pewnej statuetki, której potrzebuje niejaki dr. Smith. Gdy ją otwiera, Smith pokazuje swoje prawdziwe ja. Okazuje się, że jest to szpieg III Rzeszy o nazwisku Karner. Po szamotaninie hitlerowiec ucieka, zostawiając za sobą jedynie płaszcz, w którym, oprócz jego dokumentów, jest stara już gazeta, opowiadająca o pierwszej prawdziwej przygodzie dr. Jonesa, w której pomagała mu Sophia Hapgood, która aktualnie przebywa w Nowym Yorku. Indy natychmiast postanawia tam jechać, ponieważ podejrzewa, że naziści będą chcieli ją zabić. Sophia w wieczór, w którym przyjeżdża Jones, udziela wykładu o nowościach dotyczących Atlantydy - mitycznego miasta, które zatonęło wiele wieków temu. Naszym pierwszym celem jest oczywiście zabranie Sophii z sali, na której mogą przebywać zamachowcy. Nie jest to wcale takie proste, bo żeby dostać się na scenę, trzeba jakoś ominąć ochroniarza, który broni tylnego wejścia. Najlepszym na to sposobem jest oczywiście pobicie go. Nie myślcie jednak, że klikniecie na bramkarza, a Indy sam rzuci się w bój. To nie ta gra. Uwaga, w grze da się bić. Gdy już do tego dochodzi, pokazuje nam się panel z paskiem życia oraz siłą uderzenia. To takie swoiste Mortal Kombat :D. Wprawdzie ogranicza się ono tylko do klikania na różne części ciała, więc fani "Strit Fajterów" albo "Tekkenów", nie mają co o jakichkolwiek "kombosach" marzyć, no ale... Powiem więcej, im dalej zajdzie się w grze, tym nasi przeciwnicy są trudniejsi, i tak jeśli ochroniarz ma połowę naszego życia, to już na przykład 8 z kolei nazista ma 2 razy więcej. Jednak gra nie opiera się jedynie na bijatyce. Przede wszystkim jest to przygodówka, a skoro tak, to dużo podróżujemy. W grze, oprócz Ameryki Północnej, odwiedzamy między innymi Afrykę i Europę. Dziwi mnie jedynie, że między kontynentami podróżuje się bardzo szybko. W pewnym momencie Indy podróżuje balonem, przebywa nim tysiące kilometrów i uwaga - przez ten czas nic nie je, a co ważniejsze, nic nie pije. No ale przecież to Indiana Jones, on z każdej opresji wychodzi cało.



Interfejs gry to bardzo już przestarzały, ale nadal użyteczny SCUMM (z podręcznego menu, które

składa się najczęściej z 9 klawiszy wybieramy na przykład otwórz, by otworzyć drzwi, lub daj, czy idź). Ten rodzaj interfejsu był wtedy na topie. Niemal każda przygodówka go miała. Może i point&click jest trochę bardziej poręczniejszy, to tu wiemy dokładnie co bohater zrobi, np. nie wystrzeli się z katapulty, tylko wystrzeli katapultę.



Graficznie gra wypada świetnie :D. No oczywiście jak na tamte lata. Grafika jest prosta, ale zarazem ładna i kolorowa. Czasem potrafi zadziwić, że mimo ogólnej "pikselozy", niektóre rzeczy wyglądają ładnie. Na przykład, gdy jesteśmy w dżungli mijamy strumyk, który jest naprawdę dobrze oddany. Postacie też wyglądają ładnie. Ich animacje są naprawdę dobrze zrobione. Oprócz chodu i używania można zauważyć także jak poruszają się usta, co jest już bardzo dużym osiągnięciem. Naturalnie, gdy w niektórych momentach gry widzimy jakiś przedmiot na zbliżeniu, wygląda o wiele lepiej niż podczas normalnej gry, ale to tylko na zbliżeniu. Ogólnie trzeba przyznać, że grafika wypada bardzo dobrze, piksele mają dobrą jakość :D, a postacie i ich otoczenie są dobrze i przemyślanie animowane. Nie wspomniałem nic o filmikach, gdyż nie tylko są one robione w programie gry, ale są to po prostu momenty w których gracz nie gra, ale gra wygląda tak samo. Postacie podczas cutscenek, nie chodzą tam, gdzie się im każe, ale po wyznaczonych przez autorów ścieżkach i to są właśnie te sławne filmiki.



Oprawa dźwiękowa, hmm, jak to powiedzieć. Po prostu jej nie ma. Przynajmniej w mojej wersji gry takiej oprawy nie było, ale kiedy przeglądałem strony poświęcone IJAFOA zauważyłem screeny z trochę innej wersji. Panel SCUMM wyglądał inaczej. Jestem pewien, że tam był dźwięk, ale przynajmniej u mnie go nie było i muszę dać grze za to minus, przykro mi.



Indiana Jones and Fate of Atlantis to niestety gra tylko dla dobrze znających angielski. W 1992 roku nikt nie myślał, żeby tę grę wydawać w Polsce, a co dopiero tłumaczyć. Wtedy nie było tak dobrze, że wchodziło się do sklepu, a tam pełne półki gier. Trzeba przyznać niestety, że Polskę ominęły najlepsze lata przygodówek. Sam & Max, Monkey Island, Indiana Jones i wiele, wiele innych świetnych tytułów, które nigdy nie ukazały się na naszym rynku.



Gra, którą tu starałem się opisać, to klasyka, podobnych nie spotka się już właściwie nigdzie. Fabuła, choć nie jest żadną z historii przedstawionych w filmach o Indy'm, to trzyma się bardzo dobrze w ich klimacie. Grafika też jest ładna, choć w tych czasach nie spadniemy z krzesła, gdy ją zobaczymy, to jednak patrząc na nią tak, jak patrzylibyśmy na nią wtedy, naprawdę wygląda świetnie. Może i przeszkadzają trochę pojedynki, ale można przymrużyć na nie oko. Chciałbym napisać jeszcze o jednej rzeczy, o której zapomniałem, opisując fabułę (starość nie radość ;)). Otóż gra nie jest liniowa. W pewnym jej momencie możemy wybrać spośród trzech dróg jej przejścia i mimo, że miejsca, które odwiedzamy nie zmieniają się, to zmienia się sposób przejścia gry. Możemy wybierać, czy będziemy podróżować sami, czy z Sophią i czy będziemy stawiać bardziej na siłę mięśni, czy umysłu. Jest to naprawdę świetny pomysł i w niewielu nowych grach (nawet przygodowych) można go zobaczyć. Indiana Jones and Fate of Atlantis to naprawdę produkcja, w którą warto zagrać z wielu powodów. Kiedy będziecie chcieli kiedyś pograć w coś dobrego, w czym potrzeba więcej umysłu niż sprawnych palców, postarajcie się o tę grę, chociaż wiem, że będzie baaaardzo trudno.











8,5 PLUSY:

klimat
+ fabuła
+ grafika
+ nieliniowość
MINUSY:

brak polonizacji
- nieszczęsna oprawa dźwiękowa w mojej wersji


autor: qbrex


AZ55