The Walking Dead: Michonne (episode 1: In Too Deep) - recenzja
Dodane przez Kami dnia 10.03.2016 14:44

Michonne nie jest tak plastyczna jak Lee z pierwszego sezonu The Walking Dead. Wyraźnie ma być twardą babką, wiecznie wkurzoną na cały świat. To po co daliście nam wybór Telltale?.



The Walking Dead: Michonne


Już na wstępie gra nie zrobiła na mnie dobrego wrażenia. Uruchomiła się w małym oknie i trochę czasu minęło zanim dopasowałam opcje graficzne do mojego monitora. Gra nie zapisuje zmian po wyjściu z każdego submenu, a dopiero po opuszczeniu ustawień, co jest mało intuicyjnym rozwiązaniem i szczerze mówiąc trochę leniwym ze strony producentów.



Ten tramwaj co się wykoleił


Pierwsze koty za płoty, zaczynam rozgrywkę. Sekwencja początkowa jest jak z Bonda, tylko dziesięć razy lepsza, bo nie tak rzewna jak ostatnimi czasy u agenta 007 i nikt bez sensu nie rzuca w ekran nagimi ciałami. Naprawdę super, dalej może być tylko lepiej i dlatego powtarzam pierwszą scenę akcji siedem razy, bo coś za Michonne nie nadążam. Babka ma jakieś poważne psychologiczne problemy i tęskni do swoich dzieci. Nie wiem czy chciałabym żyć w takim świecie przeżywając to co ona, więc staram się ukrócić jej cierpienie już na wstępie, ale ktoś mnie ratuje.



The Walking Dead: Michonne


Akcja pędzi do przodu jak pociąg. Szkoda, że tak szybko wypada z torów. Teraz przyszedł czas na spokojną kontemplację, rozglądanie się po horyzoncie i rozmowy z kompanami. Dialogi wydają się nie mieć końca. Za każdym razem podejmuję ważną decyzję wyboru jednej z trzech opcji dialogowych, z których żadna mi nie odpowiada. Niestety nie chcę być wredną zołzą, więc pozostałe postaci nie wiedzą jak zareagować, kiedy Michonne wygłasza swoje suche kwestie. Ich wyrazy twarzy były wyraźnie zbudowane tylko na jeden scenariusz.



Przerwa na walkę z zombie, żeby ożywić akcję.



Łzy na komendę


Poznajemy nowe postaci. Chcą mnie zabić i okraść moje zwłoki, ale pięć minut później mam z nimi niewiarygodną więź, bo gra wyraźnie spodziewa się, że będę ich bronić i ratować z każdej opresji. Niestety urazę trzymam dłużej niż fikcyjne postaci podczas postapokaliptycznej przyszłości i znowu nie zachowuję się tak, jak jest to ode mnie oczekiwane. Akcja idzie dalej, nagle rozbrzmiewa tkliwa muzyka, najwyraźniej mam być wzruszona, ale nawet nie wiem dlaczego. Ja tych ludzi nie znam.



The Walking Dead: Michonne


Idę na ważną rozmowę, kobieta całkiem do rzeczy, w końcu coś idzie jak trzeba, a tu nagle prompt na ekranie, że ją obraziłam. Coś się najwyraźniej stało, ale rozmowa idzie dalej bez żadnych rewolucji. Dyskutujemy dalej, już jest całkiem miło i znowu informacja od gry – jak nie przestanę być dla niej kąśliwa, to nie skończy się dobrze. Teraz już naprawdę się zastanawiam, musi być coś na rzeczy, ale ton dialogu się nie zmienia. Jeszcze rozprawiamy o mydle i powidle, a tu nagle moja partnerka wpada w szał. Co się dzieje? A tak, to koniec rozmowy. Chyba gra nagle sobie przypomniała, że przydałoby się pokazać jakąś reakcję.



The Walking Dead: Michonne The Walking Dead: Michonne The Walking Dead: Michonne


Grając nigdy nie wiem czy Michonne ma być bohaterem kina akcji, czy dziewczyną z sąsiedztwa w trochę gorszej dzielnicy. Raz potrzebuje pięćdziesięciu kombinacji QTE żeby ledwo wyjść z opresji, a chwilę później na zwolnionym tempie ścina głowy jak popadnie. Ujęcia bardzo dobrze uzupełniają jej poczynania i rzadko można trafić na scenę nie nadającą się na idealnego screenshota, ale z tego co mi wiadomo Michonne nie odwiedziła między scenami Nabuchodonozora żeby ktoś jej wgrał program do sztuk walki, więc nie wiem skąd ta nagła przemiana.



Jedyną emocją krzyk


Technicznie rzecz biorąc miniseria Telltale jest bardzo dobra. Nawet świetna. Oryginalny projekt menu i intra, żadnych bugów, malownicze ujęcia, pasująca muzyka. Szkoda, że wszystko to ginie pod naporem pośpiesznej fabuły i tragicznych dialogów, które brzmią jak złe tłumaczenie z chińskiego. Postaci stroją miny wyraźnie pod tą jedną określoną ścieżkę wściekłej na cały świat Michonne i wszystko się sypie jeśli obiera się inną drogę. Twórcy w mgnieniu oka chcą wykreować przywiązanie do innych bohaterów, co po prostu tak nie działa. Akcja idzie za szybko albo za wolno i jak zawsze w grach The Walking Dead próżno mi było szukać opcji dialogowych, które rzeczywiście chciałabym wybrać.



Ten nabuzowany QTE epizod trwa 1,5 godziny i jedyne co u mnie pozostawił, to niesmak.














4 PLUSY:

ujęcia i grafika
+ muzyka oraz dźwięk
MINUSY:

złe dialogi
- emocjonalne skrótowce
- płaska postać Michonne
- scenariusz przygotowany tylko do jednego zachowania bohatera


Autorka: Kami


Na podstawie wersji Steam. Wszystkie screeny autorstwa własnego.