King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember - recenzja
Dodane przez Kami dnia 11.10.2015 23:27

Nie grałam w całą serię King’s Quest, ale z tego co pamiętam, były to gry z labiryntem lokacji, nagłą śmiercią, facetem w pantalonach oraz interesującym humorem. I to jest dokładnie to, co zobaczycie w nowej odsłonie serii.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Chociaż technicznie rzecz biorąc nie jest to nowa odsłona, a reimaginacja historii znanej z leciwych już gier. Pierwszy epizod rozgrywa się przed oryginalnym cyklem, gdzie Graham jest już uznanym rycerzem na dworze, a później również królem. Z kolei wstęp do epizodu, który odgrywa swego rodzaju samouczek, to udoskonalona wersja istniejącej już sceny walki ze smokiem. Takie trochę pomieszanie z poplątaniem. Każdy odcinek ma toczyć się pomiędzy historiami z oryginalnych odsłon i tym sposobem A Knight to Remember opowiada jak Graham został wybrany do obrony króla Daventry.



Zmiany na dobre


Zawsze podchodzę do takich wznowień z lekką rezerwą. Przeważnie kończy się z jakimś badziewiem, który w ogóle nie przypomina oryginału i tylko żeruje na nostalgii. Jak dobrze, że w tym przypadku tak nie ma, bo sama gra jest po prostu bardzo dobra. Chociaż siedemnaście lat po ostatniej części cyklu zaowocowało całkowitą zmianą technicznych aspektów produkcji. Nie jest to już point&click, a gra zrealizowana jest w pełnym 3D. Acz zabawne jest, że sterowanie (w moim przypadku) z prawej dłoni przeszło w pełni na lewą. Nie da się mapować klawiszy, więc jeśli wolicie używać strzałek, no cóż, pech.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Są dwa aspekty, które szczególnie urzekły mnie w tej reimaginacji King’s Quest. Pierwszym z nich jest połączenie cell-shadingu, który już sam w sobie wygląda bardzo kreskówkowo, z elementami 2D. Przynajmniej wydaje mi się, że są to elementy 2D, bo wyglądają na zupełnie płaskie. Razem tworzą idealną mieszankę. To jest właśnie to, czego brakowało mi w innych grach mających przypominać telewizyjne animacje. Płaskości. Nie jest tego dużo, ale robią dużą różnicę wszędzie tam, gdzie się pojawiają.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Animacje ogólnie stoją na wysokim poziomie. Postaci nie udają mimów i grzebią nogą w miejscu, widać że oddychają, albo przenoszą ciężar swojej siatki na drugą nogę. Graham jest dobrze odwzorowany jako żwawy młodzieniec, chociaż czasami wygląda jak postać z Monty Pythona, co jednak mu służy. Każda postać ma coś specyficznie swojego, lecz nie jest to jedynie zasługa długich linii kodu.



Żart z akcentem


Drugi aspekt, który sprawił, że przeszłam tę grę dwa razy i już planuję trzeci, jest humor. Choć nie tylko. Bardziej połączenie scenariusza z niesamowitym dubbingiem. Tak dobrego aktorstwa nie słyszałam już dawno w grze wideo, jeśli w ogóle i chyba nie muszę mówić, że wszystko co czyta Christopher Lloyd jest na wagę złota. Chociaż trzeba przyznać, że gra ma swój specyficzny, trochę przejaskrawiony charakter, który pozwala wykazać się aktorom. Sam scenariusz jest pełen gier słownych (wyrazy współczucia dla wszystkich tłumaczy), które są niejako sygnaturą głównego bohatera. Nie polecam grania w nocy, bo czasami po prostu nie da się nie wybuchnąć śmiechem.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Scenariusz gry wygląda też bardzo dobrze pod względem zagadek. Nie są specjalnie trudne, ale do najłatwiejszych też nie należą (szczególnie pod koniec). Zachowują ten idealny balans, który jednocześnie wymaga dobrej uwagi, a zarazem sprawia, że akcja nie traci rozpędu. Jednocześnie gracz ma do wyboru trzy ścieżki, którymi może podążać lub mieszać je według uznania. Jedna wymaga odwagi, druga dobroci, a trzecia sprytu. Chociaż ostatecznie Graham za każdym razem będzie musiał wykonać określone zadania, to w rękach gracza leży ich kolejność i konsekwencje jakie ta ze sobą niesie. Mieszkańcy oceniają poczynania bohatera i zdecydowanie nie boją się tego powiedzieć. Ponieważ fabuła jest niejako opowiadana przez starszego Grahama, nasze wybory mają również wpływ na wnuczkę, która słucha wszystkich historii, co w pełni doceniłam dopiero przy drugim przejściu.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Jak rasowa przygodówka, gra nagradza ciekawskich. Na Steamie czeka kilkanaście ukrytych aczików, tylko dla tych kombinujących. Mała podpowiedź – jeśli przy danej czynności zmienia się opis, to znak że dalej czeka nagroda, a jeśli ktoś mówi, że dalej przejścia nie ma, to lepiej się upewnić.



Nie tylko mlekiem i miodem


Gra jednak nie stanowi ideału i swoje wady ma. Najbardziej natrętna jest niemożność przewijania cut-scenek. W grze można kopnąć w kalendarz lub skusić, co skutkuje przerwaniem historii i powtarzaniem. Tyle, że przeważnie Graham wraca przed cut-scenką i nie jestem nawet w stanie powiedzieć ile razy widziałam daventryjski tor wyścigowy, kiedy uczyłam się QTE. Bo tak, musiałam się ich uczyć. Ogólnie nie miałabym do nich zastrzeżeń, dobrze oddają nagłość sytuacji, ale moment kiedy trzeba wcisnąć dany klawisz jest tuż po tym jak się pojawi, co nie zawsze miało dla mnie sens. Automatycznie czekałam na najlepszy moment, co skutkowało wielokrotnym powtarzaniem, aż pozbyłam się swoich nawyków.



King's Quest - Chapter 1: A Knight to Remember


Cut-scenki przeszkadzają również przy powtórnych przejściach. Gra naprawdę zachęca spróbowania innych ścieżek, ale oglądanie często dłuższych dialogów jest dość uciążliwe. Nieprzewijalne powinny być tylko te cut-scenki, które różnią się w zależności od obranej drogi. Acz początkowo miałam w ogóle problem, by usłyszeć wszystkie konwersacje. Z jakiegoś dziwnego powodu, w Opcjach nie można regulować głośności dialogów. Jest ogólny dźwięk, muzyka i efekty, ale tego co potrzeba najbardziej nie ma. Gdzie w tym sens? Poza tym trzeba przyznać, że brak możliwości mapowania klawiszy w 2015tym to straszny obciach.



Bajka z wyrwaną kartką


Daventry jest bajeczną krainą, gdzie po prostu chce się być. Epizod zajął mi grubo ponad 5 godzin za pierwszym przejściem i sam stanowi skończoną historię ze wzmiankami à propos przyszłych wydarzeń. Malowniczy labirynt lokacji mieści sprytnie powiązane zagadki i oryginalne postaci, których głosy i animacja sprawiają, iż wychodzą z ekranu. Dźwięki lokacji są tak charakterystyczne, że ulotna tajemniczość skweru z posągiem króla przywołała mi na myśl atmosferę The Night of the Rabbit. Szkoda tylko, ze taśma tej bajki czasami się zacina.














9 PLUSY:

lokacje i elementy 2D
+ postaci pełne wigoru
+ niesamowity dubbing
+ humor
+ konstrukcja zagadek
MINUSY:

respawn zmuszający powtarzać cut-scenki
- brak opcji regulacji głośności dialogów i mapowania klawiszy


Autorka: Kami


Na podstawie wersji Steam. Wszystkie screeny autorstwa własnego.