Kholat - recenzja
Dodane przez Przemo dnia 05.07.2015 16:23

Pierwsza gra komputerowa polskiego studia IMGN.PRO wzbudziła moje zainteresowanie od samego początku za sprawą fabuły opartej na faktach - tragicznych i dotąd niewyjaśnionych. Z biegiem miesięcy podano informacje o nawiązaniu współpracy z aktorem Seanem Beanem oraz wokalistką Mary Elizabeth McGlynn, co tylko podsyciło moje oczekiwania na projekt. Po kilku miesiącach przyszła pora na wyruszenie w samotną podróż po okutych śniegiem i lodem górskich bezdrożach.



Toren


Tragedia na przełęczy Diatłowa



Zacznijmy od początku. Tłem fabularnym dla produkcji są prawdziwe wydarzenia mające miejsce na początku 1959 roku. Grupa dziewięciu studentów pod przywództwem Igora Diatłowa (doświadczonego studenta) wybrała się na wyprawę w północną część Uralu. Opóźnienia związane z powrotem oraz brak kontaktu z uczestnikami spowodowało wysłanie ekipy ratunkowej. Po kilku dniach odnaleziono uszkodzony namiot, a wszystkie ślady wskazywały na to, że jego właściciele opuścili go w popłochu, zostawiając całe oprzyrządowanie. Niektóre z odnalezionych ciał członków ekspedycji wskazywały na śmierć w wyniku wyziębienia, a inne w wyniku poniesionych obrażeń. Sprawy Tragedii Diatłowa nie wyjaśniono do dnia dzisiejszego.



Od czasu zdarzenia postawiono kilka hipotez odnośnie jego przyczyny. Twórcy gry co prawda nie odwołują się usilnie do żadnej z nich, ale możemy poczuć pewne inspiracje i odniesienia - na przykład do pewnego plemienia, których symbole napotykamy w różnych zakątkach gór. Deweloperzy postanowili jednak opowiedzieć własną historię. Nie wcielimy się w żadnego z członków tragicznej wyprawy, a w osobę badającą incydent. Przygodę rozpoczynamy na przystanku kolejowym (trudno to nazwać dworcem), gdzie dalej czekają nas śnieg, drzewa i góry. Po kilku dłuższych chwilach błądzenia natrafimy na opuszczony namiot - zniszczony dokładnie w taki sam sposób jak widać na prawdziwych zdjęciach. Po chwili zapadnie noc, która nie opuści nas do samego końca rozgrywki.



Kholat Kholat Kholat


Cała opowieść skupia się wokół kilku monumentów skalnych, pośród których znajdziemy fragment dziennika opisującego śledztwo prowadzone w sprawie tragedii. W powietrzu zaczynają zachodzić dziwne zjawiska i od tego momentu mamy pewność, że w całą sprawę wplecione zostaną elementy paranormalne. Przyznam, że byłem trochę zawiedziony, nie za bardzo przepadam za wątkami metafizycznymi.



Bez kompasu i mapy ani rusz



Cała nasza przygoda ogranicza się do odnajdywania fragmentów dziennika (oraz notek pobocznych, jeżeli chcemy zaliczyć grę na 100%), które porozrzucane zostały po różnych zakątkach Uralu. Do dyspozycji otrzymujemy dość rozległy teren, wypełniony różnymi jaskiniami, wąskimi przejściami oraz rozpadającymi się pomostami. Wszystko jest do siebie bardzo podobne, więc do ustalenia własnego położenia będziemy musieli użyć mapy i kompasu. Prawdę powiedziawszy nie pamiętam żadnej gry, w której zmuszony byłbym na bieżąco sprawdzać swoją pozycję i upewniać się na każdym zakręcie, czy obrałem dobry kierunek dotarcia do wyznaczonego celu. Aby utrudnić orientację w terenie, na mapie nie mamy oznaczonej aktualnej naszej pozycji.Otrzymujemy za to dokładne współrzędne miejsc, w których znajdziemy fragmenty dziennika. W różnych zakątkach Uralu natrafimy także na namioty służące jako zapis stanu gry oraz punkty szybkiego przemieszczania się pomiędzy obszarami gór.



Toren


W gąszczu niekończących się drzew natrafimy również na charakterystyczne miejsca pozwalające na większą orientację w terenie. O prawidłowym kierunku naszej wędrówki oraz kolejnym ważnym punkcie docelowym będą informować nas biegnące mgliste postaci oraz specyficzny pomarańczowy dym - na ogół przywołujący również zagrożenie, które może skończyć się naszą śmiercią. Na szczęście nie otrzymamy zbyt wielu okazji do bliższej konfrontacji z przeciwnikami.



Zanikająca atmosfera



Najważniejszym elementem horroru jest nastrój. Ten z początku jest przerażający - w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Podczas przemierzania kolejnych ścieżek i błądzenia pomiędzy drzewami cały czas towarzyszy nam uczucie niepokoju i osamotnienia. Narastający odgłos świszczącego wiatru czy wycie wilków w oddali przyprawiają o ciarki na plecach, a gęsta śnieżyca umożliwia nam widoczność zaledwie na kilka metrów. Dźwięk trzaskających pod naporem wiatru drzew sprawia wrażenie, jakby ktoś za nami szedł, albo niespostrzeżenie coś miało pojawić się na naszej drodze. Najczęściej jednak wytwór naszej wyobraźni w rzeczywistości okazuje się większym kamieniem lub przechylonym drzewem.



W połączeniu z delikatną muzyką, gra bardzo dobrze buduje klimat, który z czasem ulatuje. Wszystko dlatego, że produkcja nie zaskakuje nas nowymi niespodziankami. Nie czuć obecności zapowiadanego przez twórców systemu “Fear Manager”, który miał odpowiednio regulować poziom strachu do każdego odbiorcy. Pod koniec rozgrywki bez większych oporów przemieszczałem się między kolejnymi częściami mapy, irytując się tylko na bohatera za tak marną kondycję.



Kholat Kholat Kholat


Grafika stoi na przyzwoitym poziomie. Nic nadzwyczajnego, ale nie potrafię się także do niczego przyczepić. Wszystkie ubytki są i tak niewidoczne z uwagi na szalejące warunki pogodowe, które same potrafią wywrzeć wielkie wrażenie. Porywisty wiatr i śnieżyca przybierają na sile lub maleją w zależności od sytuacji oraz miejsca, w którym aktualnie się znajdujemy. Wszystkie rośliny poruszają się identycznie jak w rzeczywistości w rytm wichury.



Ned Stark jako narrator



Wszelkie nasze działania ograniczają się jedynie do eksploracji otoczenia. Nie otrzymamy zagadek do rozwiązania, nie doznamy żadnych większych wydarzeń przyczynowo-skutkowych, a nasza interakcja z otoczeniem skupia się jedynie na zbieraniu kolejnych fragmentów dziennika. Powiedziałbym, że Kholat jest jak Dear Esther, ale o jeszcze uboższej linii narracyjnej. Jeżeli będziecie umiejętnie korzystać z kompasu i mapy, to grę powinniście ukończyć w 4-5 godzin.

Muszę napisać kilka ciepłych słów na temat polskiego wydania. Dystrybutorem gry w naszym kraju została firma cdp.pl, która przygotowała dla nas wersję pudełkową w cenie niespełna 50 złotych. Wewnątrz znajdziemy także ścieżkę dźwiękową, kilkustronicowy komiks, niewielki plakat wraz z mapą oraz przypinkę. Producenci do polskiej wersji językowej zatrudnili takich aktorów jak Andrzej Chyra czy Mirosław Zbrojewicz. Co prawda dialogu do czytania jest niewiele, więc aktorzy nie mieli zbytnio okazji się wykazać. Duży plus ode mnie za namówienie do współpracy Seana Beana znanego wszystkim z roli Neda Starka w serialu Gra o Tron.


Toren


Czy warto udać się w góry?



Kholata możemy potraktować w formie ciekawostki. Gra raczej nie zapadnie mi w pamięci jako coś niezwykłego. Jeżeli lubicie osamotnioną eksplorację nastawioną przede wszystkim na bierne zwiedzanie mrocznych zakątków gór oraz historię z dreszczykiem opartą na faktach, to warto poświęcić te kilka godzin. Horror na samym początku umiejętnie buduje atmosferę grozy, która - z biegiem poznawania mechaniki "straszenia nas" - traci swoją moc.











6 PLUSY:

dobra oprawa graficzna i realistyczne efekty pogodowe
+ duży teren do zwiedzania
+ udźwiękowienie
+ z początku nieopuszczające nas poczucie strachu...
MINUSY:

...które jednak z biegiem czasu zanika
- powolny chód głównego bohatera
- mała interakcja z otoczeniem
- brak rozbudowanej narracji


Autorka: Przemo



Na podstawie wersji Steam. Wszystkie screeny autorstwa własnego.