Shadows on the Vatican - Act II: Wrath - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 14.04.2014 20:24

Przestępczy półświatek, finansowe machlojki i podejrzana działalność reprezentantów Kościoła to tematy, które cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem wśród miłośników wszelkiego rodzaju sensacji. Ów fakt nie uszedł uwadze wielu twórców filmów, książek oraz gier, w tym m.in. włoskiej firmy 10th Art Studio. Zespół deweloperski z Italii odpowiada bowiem za epizodyczną przygodówkę Shadows on the Vatican, której fabuła porusza wyżej wymienione wątki. Choć pierwszy odcinek produkcji był zaledwie prologiem, udowodnił, że scenariusz gry posiada spory potencjał. Czy drugi akt tej historii podtrzymuje dobrą passę jej autorów?



Shadows on the Vatican w luźny sposób nawiązuje do popularno-naukowej książki „W imieniu Boga? Śledztwo w sprawie zamordowania Jana Pawła I”, która wyszła spod pióra Davida Yallopa. W drugim odcinku przygodówki, opatrzonym podtytułem Wrath, poznamy dalsze losy byłego księdza Jamesa Murphy’ego. Mężczyzna kontynuuje prywatne śledztwo, które rozpoczął w poprzednim epizodzie. W telegraficznym skrócie przypomnę, iż jest ono związane z odkryciem dokonanym przez ojca Cristoforo Ardemagni, przyjaciela głównego bohatera. Czego dokładnie dowiedział się bliski znajomy Murphy’ego? Autorzy gry oczywiście nie od razu wykładają wszystkie karty na stół. Jako że Cristoforo uległ nieszczęśliwemu wypadkowi i przebywa obecnie w stanie śpiączki, James musi na własną rękę poznać szczegóły odnośnie całej afery.



Shadows on the Vatican Act 2: Wrath


Anioł i diablica



Co ciekawe, związek pomiędzy przestępczością a duchowieństwem obejmuje nie tylko intrygę, na której trop wpadł ojciec Ardemagni. Podobne powiązanie dotyczy również samego pana Murphy’ego. Nie myślcie jednak, że nasz protagonista para się szemranymi interesami. Po zrzuceniu habitu nie zszedł na złą drogę, lecz przywdział lekarski kitel i zajął się ratowaniem ludziom życia. Brudną robotę wykonuje zaś na co dzień Silvia, z którą Jamesowi przyjdzie zjednoczyć siły w trakcie dochodzenia. Kobieta pracuje jako płatna zabójczyni, a ponadto stanowi przeciwieństwo byłego zakonnika pod względem charakteru oraz światopoglądu. Wprawdzie pojawiła się już pod koniec pierwszego epizodu, ale dopiero w drugim akcie pozwolono rozwinąć tej postaci skrzydła, czyniąc z niej równorzędną bohaterkę produkcji. Rozbudowanie roli Silvii okazało się strzałem w dziesiątkę, gdyż tworzy z Jamesem udany i zarazem mocno skontrastowany duet. Dziewczyna nie ma oporów przed użyciem przemocy, przecząc ogólnemu przekonaniu, że kobiety to tzw. słaba płeć. Dla niej oddanie śmiercionośnego strzału jest chlebem powszednim, podczas gdy zdaniem Jamesa nawet najgorszy łotr nie zasługuje na taki wyrok. I choć oboje namawiają się do zmiany postępowania, potrafią ze sobą współpracować, a także łączy ich swoista nić sympatii.



Zabójczyni i ex-ksiądz nie są jedynymi sprawnie nakreślonymi bohaterami Shadows on the Vatican. Tak jak w poprzednim akcie, w pamięć zapadają też osoby, które przewijają się na dalszym planie. Część z nich zdążyliśmy poznać wcześniej, w tym przesympatycznego barmana o imieniu Mario oraz gustującą w napojach wysokoprocentowych zakonnicę. Natomiast wśród debiutantów ujrzymy m.in. udającego Rumuna rzymskiego jasnowidza czy ambitnego pracownika gabinetu kosmetycznego, który marzy o sławie i karierze aktora. Co najważniejsze, cały scenariusz został bardzo dobrze poprowadzony. Wraz z drugim aktem, fabuła produkcji nabiera rumieńców, aczkolwiek już w debiutanckim rozdziale nie mogłam narzekać na nudę. Podążając śladem tajemniczego spisku, James zagłębia się w sprawy, o których wolałby raczej nie wiedzieć. Oprócz tego, częściej znajduje się w pobliżu niebezpiecznych ludzi, działających poza granicami prawa. Jak łatwo zgadnąć, nie mam tu na myśli Silvii, lecz osobników, którzy nie patrzą przychylnie na poczynania pana Murphy’ego oraz jego charakternej towarzyszki.



Shadows on the Vatican Act 2: Wrath


Przygodowa kooperacja



Sterowanie generalnie nie uległo zmianom w porównaniu z poprzednim epizodem i odbywa się głównie przy pomocy gryzonia. Przeważnie wykorzystamy lewy przycisk myszy, służący do przemieszczania postaci, interakcji z hotspotami tudzież łączenia przedmiotów w ekwipunku. Niemniej jednak nie wolno nam zapominać o prawym, którego funkcja nie ogranicza się wyłącznie do banalnego skomentowania danego obiektu. Wciśnięcie PPM nierzadko zaowocuje obejrzeniem dokumentu z bliska lub wyciągnięciem przez bohatera wniosków, niezbędnych do popchnięcia fabuły do przodu. Nowością w stosunku do otwierającego serię aktu jest możliwość przełączania się pomiędzy grywalnymi bohaterami, czyli Silvią oraz Jamesem. Dokonamy tego przy użyciu przycisków dostępnych na pasku inwentarza, który wyświetla się po najechaniu kursorem na górną część ekranu.



Gwoli ścisłości, w pierwszym odcinku również można było pokierować inną postacią niż pan Murphy, ale zaledwie przez parę minut. W drugim epizodzie sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej, ponieważ siłę napędową fabuły stanowi kolaboracja niecodziennego duetu. Czasami osoba, którą mamy sterować, zostaje nam odgórnie narzucona. Innym razem trafimy na zadania, gdzie kluczem do sukcesu jest współpraca obu postaci, znajdujących się na tej samej planszy. W pewnym momencie twórcy pozwalają zaś graczom przełączać się pomiędzy bohaterami, kiedy przebywają w różnych rejonach miasta. Fragment ten zarówno urozmaica zabawę, jak i ma czysto praktyczny wymiar. Jeśli zatniemy się wtedy przy Jamesie, nic nie stoi na przeszkodzie, aby skoczyć do Silvii i zająć się jej partią dochodzenia.



Shadows on the Vatican Act 2: Wrath


Mimo że drugi akt Shadows on the Vatican wydał mi się nieco trudniejszy od poprzednika, nie należy on do szczególnie skomplikowanych produkcji. Najczęściej wystarczy uważnie obserwować środowisko, słuchać naszych rozmówców i czytać znalezione dokumenty. Aktywne elementy otoczenia są na ogół dobrze widoczne, lecz w razie kłopotów można wcisnąć spację, odpowiedzialną za podświetlanie hotspotów. Czynnikami, które zdecydowanie przemawiają na korzyść Wrath, są czas rozgrywki oraz zagadki. Drugi epizod okazał się o 60 minut dłuższy od pierwszego, gdyż jego ukończenie zabrało mi w sumie cztery godziny. Taki wynik robi wrażenie, tym bardziej że mówimy o pojedynczym odcinku. Ponadto gameplay sporo zyskał na zwiększeniu udziału Silvii, której styl bycia przekłada się na różnorodność postawionych przed nami wyzwań. Mianowicie postawy bohaterów określają sposób, w jaki radzą sobie z problemami. James preferuje kulturalne rozmowy i spokojne przeszukiwanie terenu. Z kolei działania Silvii w dużej mierze polegają na mniej bądź bardziej siłowym pokonywaniu przeszkód, np. obezwładnianiu przeciwników. Oczywiście wykonywane przez kobietę czynności mieszczą się w ramach zasad rządzących gatunkiem point and click.



Potęga komiksu



Omawiając wizualną warstwę przygodówki, zacznę od tych aspektów, które najbardziej przypadły mi do gustu. Wzorem pierwszego aktu, przerywniki filmowe zostały zrealizowane w formie bardzo ładnych komiksowych plansz. Ukazują one istotne dla fabuły wydarzenia, włącznie ze scenami akcji. Poza tym, podobały mi się kreskówkowe wizerunki postaci w trakcie rozmów. Profesjonalne wykonanie powyższych elementów grafiki nie dziwi, zważywszy na fakt, iż stanowisko dyrektora artystycznego projektu powierzono Lorenzowi Ruggiero, mającemu na swoim koncie współpracę z wydawnictwami Marvel oraz DC Comics. Niestety, świat gry i jego mieszkańcy nie dostarczają powodów do zbytnich zachwytów. Co prawda dwuwymiarowe lokacje nie są brzydkie, ale sprawiają wrażenie wymarłych. O ile w nocy da się zrozumieć pustki na ulicach, o tyle w ciągu dnia powinniśmy ujrzeć więcej ludzi. Jeśli chodzi o postaci, trójwymiarowe modele wzbudzały pewne zastrzeżenia już w momencie premiery poprzedniego epizodu. Teraz więc jeszcze bardziej kłują w oczy przypominającym manekiny wyglądem, a ich chód również pozostawia sporo do życzenia.



Shadows on the Vatican Act 2: Wrath


Ani jednego złego słowa nie mogę natomiast zaadresować do aktorów, którzy podkładają głos w angielskiej wersji językowej gry. W moim osobistym odczuciu dubbing wypadł lepiej niż w debiutanckiej odsłonie produkcji. Wszyscy bardzo dobrze wywiązali się z powierzonego im zadania, wypowiadając swoje kwestie z odpowiednim zaangażowaniem. Dzięki temu bez problemu wychwycimy w poszczególnych głosach takie emocje jak zdenerwowanie, stanowczość czy ekscytację. Co się tyczy muzyki, przygrywające w tle melodie są miłe dla ucha, a za mojego faworyta uznaję utwór z napisów końcowych. Kawałek ten odznacza się dość zróżnicowanym charakterem. Na początku brzmi bardzo delikatnie, potem zostaje ubarwiony udziałem saksofonu, zaś pod koniec pojawia się gitara elektryczna. W ramach ciekawostki chciałabym też wspomnieć, że w trakcie rozgrywki usłyszymy króciutki fragment „Poker Face” Lady Gagi. Jedna z napotkanych w grze postaci ustawiła go bowiem jako dzwonek w telefonie komórkowym.



Podsumowując, deweloperzy z 10th Art Studio nie zaliczyli spadku formy w drugim akcie Shadows on the Vatican. W dalszym ciągu mamy zatem do czynienia z solidnym point and clickiem, który zadowoli sympatyków tradycyjnych przygodówek. Gra nie zawodzi pod względem fabuły, rozwijając podjęte w pierwszym epizodzie wątki. Szkoda tylko, że napędzana przez silnik Wintermute grafika coraz bardziej odstaje od dzisiejszych standardów. Na szczęście, komiksowe cut-scenki nie oprą się upływowi czasu, podobnie zresztą jak interesujący scenariusz.















7,5 PLUSY:

ciekawa fabuła i wyraziści bohaterowie
+ dwie grywalne postaci
+ rozwiązania zagadek są poniekąd uzależnione od osobowości bohaterów
+ czas rozgrywki
+ komiksowe cut-scenki
+ angielski dubbing
+ muzyka z napisów końcowych
MINUSY:

opustoszałe lokacje
- trójwymiarowe postaci wyglądają jak manekiny
- animacja bohaterów nie zachwyca


Autorka: crouschynca