Dracula 4: The Shadow of the Dragon - recenzja
Dodane przez Toddziak dnia 02.01.2014 15:51

Na wstępie wyznam, że krwiopijców, a przynajmniej ich odmianę, która nie świeci się brokatem na słońcu, zawsze darzyłam sporą dozą sympatii. Był to niewątpliwie jeden z powodów mojego zauroczenia grą Dracula 3: The Path of The Dragon. Nie jedyny bynajmniej. Przygodówka ta bowiem mogła poszczycić się wspaniałym klimatem rozciągniętym na wiele godzin rozgrywki, interesującą fabułą z niebanalnym protagonistą oraz mnóstwem oryginalnych zagadek, które nawet wyjadaczom mogły mocno napsuć krwi. W skrócie można rzec, że Dracula 3 posiadał wszystko, o czym Dracula 4: The Shadow of the Dragon może tylko pomarzyć. Czas ronić krwawe łzy.




Ze wstępu nietrudno wywnioskować, że kolejna część wampirzej sagi nie przypadła mi zbytnio do gustu. Trudno się temu dziwić, gdyż rozczarowuje niemal pod każdym względem, mając na dodatek kryzys tożsamości: sama do końca nie wie czy chce być tradycyjną przygodówką, czy też raczej produkcją casualową, którą da się bezmyślnie przeklikać. W rezultacie nie zadowala nikogo.



Wampiry bez zębów


Może najpierw co nieco o fabule. Nie trzeba znać poprzednich części serii, by wiedzieć, o co chodzi, gdyż mamy do czynienia z całkiem odrębną opowieścią. Grając w Dracula 4, wcielamy się w Ellen Cross, która pracuje dla nowojorskiego muzeum. Ekscentryczny profesor Vambery postanowił oddać kilkanaście zgromadzonych przez siebie obrazów, aby powiększyć muzealne zbiory. Niestety statek, który je transportował, zatonął, a dzieła sztuki zostały bezpowrotnie stracone wśród odmętów oceanu. Kiedy jednak jeden z zaginionych obrazów pojawia się nagle na aukcji w Budapeszcie, Ellen wyrusza zbadać całą sprawę, mając nadzieję, że kolekcja nigdy nie trafiła do portu i wciąż można ją odzyskać. Śledztwo zaprowadzi pannę Cross nie tylko na Węgry, ale także do Anglii oraz Turcji, a nawarstwiające się dziwności z wampirycznego folkloru zmuszą ją, by odstawiła swój sceptycyzm na półkę.









Budapeszt potraktowano tutaj jako doczepkę – gra przewidziała tę lokację jako tutorial, więc jeśli zdecydujesz się na początku buńczucznie pominąć samouczek, stracisz tym samym niemal jedną trzecią gameplayu, zyskując w zamian tylko streszczenie wydarzeń. Nie polecam. Zwłaszcza, że Dracula 4 i tak jest żałośnie krótką produkcją. Trzy godziny spokojnie wystarczą, by ją ukończyć, wliczając w to jeszcze przerwę na obiad, postawienie katedry i wycieczkę na Saturna. Pół biedy, gdyby był to czas wypełniony rozgrywką na najwyższym poziomie zwieńczony satysfakcjonującym zakończeniem. Niestety, nic z tego. O ile sama fabuła jest nawet przyjemna, choć raczej mało angażująca i wyjątkowo bezpłciowa pod względem klimatu, to jednak końcówka została skopana dokumentnie. Równie dobrze twórcy mogli tam umieścić planszę z napisem „do zobaczenia w Dracula 5, frajerzy!” To bardzo nieczyste zagranie, które rzutuje negatywnie na odbiór całości. Przepraszam bardzo, za taką cenę epizodówki się nie sprzedaje. No i gdzie właściwie jest ten Dracula?



Zagadkowe zatrzęsienie


Na początku gry możemy sobie wybrać tryb rozgrywki: Adventure albo Casual. Moduł dla niedzielniaków oferuje podświetlanie hotspotów oraz opcję pomijania zagadek logicznych. Tryb dla przygodówkożerców takich ułatwień oczywiście nie oferuje, co bywa jednak frustrujące, gdy zostajemy zmuszeni do zawziętego miziania kursorem ekranu, licząc że nie przegapimy niczego w ciemnych zakamarkach. Spoiler alert: zapewne coś przeoczycie. Denerwował mnie również autosave rodem z gier HOPA zamiast normalnego zapisywania gry. Zawsze wygodniej jest mieć pod ręką paczkę własnych sejwów w razie problemów. Jednak jeśli niby Dracula 4 adresowany jest do casuali, to dlaczego nie ma w nim żadnych podpowiedzi? Spore niedopatrzenie.









Same zagadki jednak są całkiem pomysłowe. Oprócz tradycyjnych inwentarzówek przyjdzie nam zmierzyć się z zaskakująco dużą ilością łamigłówek, jak na tak krótki czas rozgrywki. Nie grzeszą one skomplikowaniem, ale stanowią miłe urozmaicenie i okazję do zaprzęgnięcia szarych komórek do pracy. Jest jednak jedna zagadka, która, choć przewija się przez całą grę, nie ma zbyt wiele sensu. Chodzi mi tutaj dokładnie o schorzenie Ellen. Nasza bohaterka cierpi na rzadką chorobę krwi i aby pozostać przy życiu musi łykać specjalne tabletki, których mamy ograniczoną ilość. Wraz z progresem fabuły pasek życia protagonistki obniża się i musimy podnieść go za pomocą lekarstw lub okazjonalnie znalezionego żarcia. Mechanizm ten w założeniach może i jest ciekawy, ale w praktyce odczuwa się, że został ewidentnie wrzucony tutaj na siłę. Zdrowie nie ma żadnego przełożenia na rozgrywkę, poza momentami, gdy ekran czerwienieje na znak, że jest źle. Wtedy wystarczy łyknąć dowolny miks pigułek i jest już cacy. Byle nie zapijać ich whisky, bo to generalnie bardzo zły pomysł zarówno w grach, jak i w życiu.




Oldschool z krypty


Dracula 4 to przygodówka oparta na węzłach. Nie możemy się tutaj poruszać swobodnie, lecz niejako przeskakujemy w wybranych miejscach do kolejnych fragmentów danej lokacji. Na otarcie łez przynajmniej rozglądamy się naokoło bez większych problemów. Pod względem wizualnym gra należy do wczesnego średniowiecza. O ile same lokacje nie są takie złe, to niestety straszą statycznością. Przydałoby się więcej życia na drugim planie, jak również w przypadku napotykanych ludzi. Postacie bohaterów, które widzimy podczas rozmów, wyglądają brzydko i są słabo zaanimowane. Zapomnijcie o synchronizacji ruchu warg z mową. Nie ma szans. Dobrze, że przynajmniej muzyka i dubbing dają generalnie radę.









Naprawdę chciałam, żeby Dracula 4 mi się spodobał, ale nic z tego. Tym większe moje rozczarowanie po świetnej trójce. To przykre patrzeć, jak zacna seria stacza się na dno. Gra jest krótka, brzydka i ze słabym zakończeniem, które być może poznamy w piątej części sagi. O ile grając w tego Edwarda Cullena gier przygodowych, nie zniechęcicie się do tematu całkowicie. Być może najwyższy czas, by ktoś w końcu wpakował kołek w Draculę i wyprawił go na tamten świat. Niech się już ten biedak tyle nie męczy.














4 PLUSY:

Od biedy: fabuła + Sporo ciekawych zagadek + Muzyka i dubbing mogą być
MINUSY:

Zakończenie to chamski cliffhanger - Strasznie krótka - Zbędny mechanizm z chorobą Ellen - Słaba grafika i animacja - Autosave w miejsce tradycyjnych zapisów gry - Brak podpowiedzi dla casuali - Gdzie ten Dracula?


Autorka: Toddziak