Broken Sword: The Serpent's Curse (Episode 1) - recenzja
Dodane przez Przemo dnia 17.12.2013 18:58

Kiedy Dan Brown wydawał swoją pierwszą książkę, od około dwóch lat na rynku gier komputerowych dostępny był już tytuł Broken Sword: The Shadow of the Templars. Jak widać motyw Templariuszy w obu przypadkach okazał się kasowym strzałem w dziesiątkę, dając amerykańskiemu pisarzowi sprzedaż 80 milionów egzemplarzy, zaś producentom z Revolution Software stałe miejsce w sercach miłośników przygodówek. Przez te 17 lat saga Broken Sword próbowała iść wraz z duchem czasu, oferując nam przygodę w trójwymiarze. Kiedy to nie wypaliło pozostało tylko jedno – powrócić do czasów świetności serii.



Tym właśnie hasłem promowano ubiegłoroczną kampanię na Kickstarterze. Zamiarem twórców miał być powrót do korzeni, zamieniając współczesne wodotryski na klasyczną, ręcznie rysowaną oprawę graficzną. Przyznam bez ogródek, że twórcy tymi obietnicami kupili mnie niemal od razu, sprawiając, że The Serpent’s Curse był przeze mnie najbardziej oczekiwaną produkcją tego roku. Po ukończeniu pierwszego z dwóch epizodów mogę napisać - stary, dobry Broken Sword powrócił, choć nie obyło się bez większych rozczarowań.



Broken Sword 5


George i Nico ponownie w akcji



Przygoda rzuca gracza od razu w wir wydarzeń, a sam wstęp przypomina trochę początek kolejnego odcinka serialu kryminalnego. George i Nico gawędzą sobie w jednej z paryskich galerii, kiedy do pomieszczenia wpada nagle zamaskowany bandyta i kradnie pozornie mało warte malowidło, zabijając przy tym właściciela galerii, który próbuje przeszkodzić mu w rabunku. Widać, że twórcy chcą od pierwszych chwil zaciekawić gracza, jednak śledztwo w tej sprawie przez cały epizod przebiega w ślimaczym tempie. Nie oznacza to, że jest nudne, ale prawdziwy zwrot akcji następuje dopiero pod koniec, rozbudzając apetyt na dalszą część – na którą trzeba poczekać do stycznia.



Gracze nie mający do czynienia z poprzednimi częściami BS’a mogą poczuć się trochę nieswojo. Ogólnie większość postaci sprawia wrażenie, jakby znała się od dawna, a o samym głównym bohaterze dowiemy się z początku tyle, że nazywa się George Stobbart i pracuje jako agent ubezpieczeniowy. Produkcja skierowana jest głównie do fanów serii. Jeżeli nim nie jesteś, polecam wpierw sięgnąć po dwie pierwsze odsłony – The Shadow of the Templars oraz The Smoking Mirror, których zremasterowane edycje pojawiły się nie tak dawno temu.



Broken Sword 5



Przez większą część rozgrywki poprowadzimy dochodzenie w sprawie zabójstwa oraz skradzionego obrazu, aż w końcu skupimy się na tym, co dla fanów Broken Sworda najważniejsze – starodawnych spiskowych teoriach. Niestety gra przejdzie na ten tor zdecydowanie za późno, co może pozostawić wśród wielu osób niesmak oraz średnie zapatrywanie na drugą część. Wrażenie te mogą spotęgować dziwne czynności wykonywane w międzyczasie. Jako przykład mogę podać przymus przebrania się za zmarłą postać, aby... no właśnie, aby otrzymać coś i poruszyć fabułę do przodu.



Cień dymiącego lustra Templariuszy



Wielu będzie narzekać na zbyt proste zagadki i tutaj całkowicie się z nimi zgodzę. Broken Sword 5 nie postawi przed nami żadnego zadania, nad którym nadwyrężymy swoje szare komórki. Wręcz przeciwnie, do rozwiązania łamigłówek natury inwentarzowej w danej lokacji posłużą nam przedmioty, które znajdziemy tuż „za ścianą”, a z wyzwaniami logicznymi uporamy się „od ręki”. Twórcy zaaplikowali także kilkustopniowy system pomocy, który na początku zasugeruje nam na co powinniśmy zwrócić uwagę, a ostatecznie poda bezpośrednie rozwiązanie.



Odniosłem wrażenie, że twórcy poszli o kilka kroków za daleko w swoich obietnicach, dając nam zlepek tych samych miejsc oraz postaci, zmieniając jedynie okoliczności. W grze napotkamy między innymi sierżanta Moue, kwiaciarkę czy Lady Piermont. Niestety, ta ostatnia została wg mnie wrzucona do scenariusza na siłę i nie odgrywała żadnej znaczącej roli. Bardziej można traktować ją jako ciekawe odniesienie do historii serii oraz aspekt mający przykuć uwagę dodatkowych osób podczas kampanii. Na szczęście nie zabraknie także nowych, znacznie ciekawszych NPC, na przykład snobistycznego inspektora Naveta czy rosyjskiego biznesmena Medovskiego.



Broken Sword 5



A skoro o postaciach mowa, to nie sposób wspomnieć o angielskim dubbingu, który stoi na bardzo wysokim poziomie. Na szczególne uznanie zasługuje jak zwykle Rolf Saxon – odtwórca roli George’a - którego głos pomimo upływu lat niewiele się zmienił. Najbardziej lubię sytuacje, kiedy dwójka głównych bohaterów dyskutuje pomiędzy sobą na temat odkrytych rewelacji czuć wtedy charakterystyczny styl mowy nadający poważny nastrój rozgrywce. W rolę dziennikarki Nico po raz pierwszy wcieliła się Emma Tate. Oczywiście większość postaci napotkanych w Paryżu będzie posiadała francuski akcent. U samej głównej postaci wyszedł on bardzo dobrze i nieraz usłyszymy charakterystyczny zwrot „Żorż” w kierunku Amerykanina.



Paryż i Londyn w HD



Grając kilka lat temu w przepięknie wyglądające So Blonde: Blondynka w Opałach, życzyłem sobie, aby kolejny Broken Sword miał podobną oprawę graficzną. Można powiedzieć, że moje życzenie spełniło się, a może nawet rzeczywistość okazała się jeszcze lepsza. Wszystkie lokacje są cechują się niezwykłą szczegółowością oraz różnorodnością kolorów, sprawiając że odwiedzając przykładowo apartament Nico czy kwiaciarnię, przystaniemy kilka sekund, aby nacieszyć oko nowym otoczeniem. Całość bardzo skutecznie buduje klimat i zachęca do dalszego poznawania świata gry. Miałem jedynie nadzieję, że Londyn będzie zaprezentowany nieco bardziej deszczowo i ponuro (jak to miało miejsce w The Smoking Mirror). Jednak nie – jest równie pogodny jak większość odwiedzanych przez nas plenerów.



Broken Sword 5



Poza klasyczną oprawą graficzną powrócił także charakterystyczny kursor w kształcie rączki pokazujący nam, w którą stronę możemy się udać. Poza tym, lista dostępnych tematów podczas rozmów z innymi została zaprezentowana w postaci ikonek graficznych. To wszystko niby szczegóły, a potrafią ucieszyć. Miłym dodatkiem jest także możliwość wyboru rodzaju inwentarza oraz dymków dialogowych. W obu przypadkach możemy wybrać pomiędzy klasycznym i zmodernizowanym wyglądem. Nie ma co dawać się ponosić nostalgii i lepiej wybrać tryb modern, aby nie męczyć oczu.



Oglądając napisy wstępne do moich uszu dobiegł główny motyw, brzmiący niemal identycznie jak ten z drugiej odsłony serii - dodam, że mojej ulubionej, więc rozochociłem się na kolejne kompozycje. Niestety, muzyka niemal przez cały czas rozbrzmiewa na dalszym planie i pomijając nieliczne sytucje, nie próbuje skupić na sobie uwagi. W większości przypadków są to raczej skromne i przytłumione dźwięki, które być może bardziej przypadną do gustu podczas odrębnego przesłuchiwania ścieżki dźwiękowej. Jej wydanie autorzy zapowiedzieli już podczas kampanii.



Broken Sword 5


Klasyczny point and click na miarę 2013 roku



Muszę bardzo pochwalić nowego Broken Sworda od strony technicznej. Podczas całej rozgrywki nie uświadczymy jakichkolwiek ekranów ładowania. Nawet w przypadku przechodzenia na pulpit, wszystko działało szybko i bez przycinania, co na moim kilkuletnim laptopie zdarza się coraz rzadziej. Same postacie poruszają się dosyć płynnie, choć bardziej uważni gracze dostrzegą drobne przycinanie podczas chodzenia pod kątem. Raz czy dwa odniosłem także wrażenie, że podczas animacji porusza się otoczenie zamiast obiektu. Nie są to jednak elementy, które w jakiś sposób ujmują rozgrywce. Jedyną rzeczą, która wywoływała u mnie irytację był brak możliwości otworzenia ekwipunku i wybrania jakiegoś przedmiot, kiedy bohater jest w ruchu.



Podsumowując. Jeżeli jesteś starym fanem serii i oczekujesz produkcji na poziomie dwóch pierwszych odsłon, to niestety takowej nie dostaniesz. Możesz odjąć sobie jedno oczko od oceny ogólnej. Natomiast wszyscy inni poszukujący niewymagającej, klasycznej do bólu przygodówki, przy której spędzą 2-3 miłe wieczory, nie będą na pewno żałowali. Polecam jednak poczekać do końca lutego, kiedy to oba epizody powinny być już dostępne w polskiej wersji językowej. Ja póki co bawiłem się bardzo dobrze.












7 PLUSY:
całkiem ciekawa historia
+ piękna oprawa graficzna
+ voice-acting
+ płynność animacji
+ nawiązanie do klasyki serii
+ dobra optymalizacja, brak ekranów ładowania
MINUSY:
za prosta
- fabuła nie na miarę dwóch pierwszych odsłon
- suche żarty głównego bohatera
- nijaka muzyka




Autork: Przemo