Master Reboot - recenzja
Dodane przez Kami dnia 02.12.2013 09:25

Nieśmiertelność od zawsze bardzo pociągała gatunek ludzki. Tak narodziły się wąpierze, kamień filozoficzny, czy nawet Dorian Gray. Master Reboot również eksploruje ten motyw, ale w cybernetycznej oprawie, gdzie jak wiadomo nie zawsze wszystko idzie tak jak powinno.



Wchodzimy na serwer Soul Cloud, logując się na konto pracownicze. Nie będziemy jednak babrać się w kodzie albo siedzieć na call center. Znajdujemy się w niedalekiej przyszłości, w której stworzono chmurę przechowującą ulubione wspomnienia i kluczowe aspekty osobowości zmarłych, tworząc tym samym cyfrową duszę. Dzięki temu możemy odwiedzić naszą “zeszłą” już babcię i wpaść do niej na herbatkę, jak co tydzień w piątek. Z rozwiązania tego korzysta już dwa miliony użytkowników. Imponująca liczba, przy której wiele może pójść nie tak.





I coś najwyraźniej poszło, skoro własny system bezpieczeństwa traktuje nas jako intruza.



Megabajt od środka


Tym, co od razu przykuwa uwagę, a nawet może niektórych skłonić do zakupu, jest charakterystyczna, cybernetyczna stylistyka. Zdecydowanie plus u mnie. Grafice bardzo dobrze dopełnia muzyka, albo raczej dźwięki tła, ponieważ nie ma tam muzyki jako takiej. Wiele miejsc jest utrzymanych w tej stylistyce, nawet ekrany ładowania.



Niestety klimat psuje od czasu do czasu dość nieudolne oświetlenie i cut-scenki z odzyskanymi wspomnieniami. Światło wygląda tym gorzej, im bliżej znajduje się jego źródło, przy czym najbardziej oddalone wygląda bardzo dobrze. Dlatego początkowy las jest cyfrowo bajeczny, a odwiedzana później biblioteka, w której używamy latarki, to kompletna masakra. Niestety widać, że studio Wales Interactive ma jeszcze sporo do nauczenia w dziedzinie oświetlenia, skoro najlepiej wygląda tylko to natywne w użytym Unreal Engine 3. Chociaż trudno się spodziewać fajerwerków w pierwszym większym projekcie.



Master Reboot


Drugie co może brutalnie wyrwać z cybernetycznej atmosfery to wspomniane wyżej cut-scenki. Zrobione są w postaci rysowanych plansz 2D, co stanowi chyba dokładne przeciwieństwo całej reszty odwiedzanego świata. Tym bardziej, że nie mają zainkorporowanej neonowej stylistyki i są bardziej płaskie niż deska. Przy każdej retrospekcji Master Reboot serwował mi ten bitch slap, skutecznie odrywając od kilobajtów danych Soul Cloud. Szkoda.



Fool me once, fool me twice


Większość z Was pewnie myśli teraz, że czepiam się bez sensu, bo co to niby za aspekt to oświetlenie. Nie potrzeba żadnego wymyślnego, aby grało się dobrze. Tyle, że Master Reboot jest jedną z tych gier, gdzie stylistyka odpowiada za połowę sukcesu. W połowie jest to gra eksploracyjna.



Master Reboot Master Reboot Master Reboot


Szkoła, szpital i biblioteka.


Wszystkie modele 3D są bardzo proste. Stoją gdzieś na poziomie pierwszego i drugiego Harry’ego Pottera. Kto grał, ten wie, że te akurat były najlepsze gameplayowo z całej serii, więc nie o to chodzi. Rzecz w tym, iż gra maskuje swoją prostotę, a robi to właśnie oświetleniem. Dlatego początkowy entuzjazm dość szybko został u mnie stłumiony, kiedy weszłam do pierwszego bardziej zamkniętego obszaru jakim była szkoła. Uderzyły mnie wyrżnięte z kawałka plasteliny ławki i to był kolejny bitch slap jaki dostałam.



Procesor z pierwszej osoby


Druga połowa gry składa się z zagadek, których ilość wzrasta bliżej końca. Nie będzie to nic specjalnie trudnego. Przez większość czasu szukałam danych przedmiotów, dopasowywałam coś lub odtwarzałam melodię (o tak, jeśli nie macie dobrego ucha to zostaje tylko solucja). Zadania te nigdzie nie są wytłumaczone, nikt nie powie co trzeba zrobić, nie ma żadnej instrukcji. Łatwo jest jednak domyśleć się o co chodzi, a jeśli nie – wystarczy pobuszować trochę dookoła i rozwiązanie dosłownie wpadnie samo w ręce.



Master Reboot


Jedna łamigłówka związana z rozwiązaniem kodu jest jednak godna naszych konkursów. To oczywiście plus. Minusem są elementy platformowe. Generalnie grając w pierwszej osobie trzeba mieć naprawdę dobrze opanowane kontrolki, aby wyczuć krawędź. Ja oczywiście nie miałam i powtarzałam finałową scenę wieeele razy. Dam Wam pro wskazówkę – z biegu skacze się dalej.



Test zdany


Skoro jedna połowa to eksploracja, a druga zagadki, to gdzie tu fabuła? W kaczkach. Dosłownie. Co jakiś czas traficie na jakąś gumową, niebieską kaczkę, która podniesiona ujawni dokument czy zdjęcie. Zbierajcie kaczki, bo tylko dzięki nim dowiecie się co tak właściwie się stało i kim jest główna postać. Dlaczego akurat kaczki? No cóż, wydaje mi się, że ktoś tu jest dużym fanem pewdiepie, ale może mi się tylko wydawać.



Master Reboot


Ponieważ nie przeżywamy tu jakiejś konkretnej linii fabularnej, duży ciężar jest położony na klimat. Przez większość czasu towarzyszyło mi poczucie niepokoju, bo nigdy nie wiedziałam kiedy znajdzie mnie system bezpieczeństwa. Występuje w grze jako najgorsza postać w historii horrorów – mała dziewczynka. Nie ma nic gorszego! Zastanawiałam się czy mój strach pochodzi tylko z tego, że generalnie jestem cienias i boję się własnego cienia, ale przetestowałam grę na Przemie (horrorowym ekspercie w naszej Redakcji) i przyznał, że w pewnym momencie był bliski ataku serca. Czyli test zdany.



Normalnie rzuciłabym grę w ciemne odmęty mojej biblioteki Steam, tak jak wszystkie inne horrory, ale nie ten. Master Reboot umiejętnie dozuje dawkę informacji, dzięki czemu tajemnica pchała mnie do przodu. Aczkolwiek trzeba samemu o to zadbać zbierając cząstki fabuły z kaczek.



Neo rozdroże


Naprawdę dobra kreacja świata, w którym przestraszy nawet pluszowy miś. Chociaż trzeba przyznać, że ostatecznie z punktu widzenia przygodowca zakończenie trochę mnie zawiodło. Podobna sytuacja jak w Luciusie, ponieważ było w pełni usprawiedliwione dlaczego tak, a nie inaczej, ale wciąż.



Master Reboot Master Reboot Master Reboot


Galeria >  



W Soul Cloud spędzimy 4 godziny, co z resztą powie nam sam system. Można też zobaczyć drugie zakończenie, które jest bardzo łatwe do znalezienia, ale potrzeba trochę więcej aby na nie wpaść. Najciemniej pod latarnią.



Muszę przyznać, że sporo zastanawiałam się nad oceną. Z jednej strony gra łapie mnie stylistyką, konceptem i tymi małymi rzeczami, które prezentowały dobry pomysł do tworzonego produktu. Niestety, z drugiej miejscami miałam wrażenie, że dana lokacja mogła być zrobiona lepiej, można było bardziej popracować nad światłem, zmienić te nieszczęsne cut-scenki czy przemyśleć zakończenie. Master Reboot może nie jest idealny, ale zdecydowanie przedstawia kilka dobrych pomysłów. Polecam szczególnie graczom ze słabością do cybernetycznego stylu.




Update gry z 27 listopada


Wyeliminowano kila bugów, na które sama jednak nie natrafiłam. Zmieniono położenie pewnych przedmiotów ułatwiając rozeznanie gracza w nowym otoczeniu. Ulepszono trochę cut-scenki, nie zmniejszając jednak różnicy pomiędzy nimi i resztą gry. Poprawiono też kilka mniejszych elementów, które nie wpływają na moją ocenę. Muszę jednak przyznać, że jestem miło zaskoczona aktywnością producentów. Biorąc pod uwagę, iż patch do The Night of the Rabbit wypuszczono pół roku po premierze, a to już druga łatka Master Reboot. Ocena na podstawie ponownego przejścia całej gry.














6 PLUSY:

cybernetyczna stylistyka
+ sporo zagadek zachęcających do eksploracji
+ dobrze wymierzone sceny strachu
+ tajemnica pchająca do przodu
MINUSY:

bliskie światło zwraca uwagę na prostotę modeli
- oderwane od ogólnego stylu cut-scenki
- elementy platformowe w pierwszej osobie


Autorka: Kami


Wszystkie screeny autorstwa własnego, wersja z 27 listopada 2013.