Amnesia: A Machine for Pigs - recenzja
Dodane przez Przemo dnia 23.09.2013 19:19

Komputerowe horrory, w przeciwieństwie do amerykańskich produkcji filmowych z ostatnich kilku lat, potrafią przestraszyć mnie nie na żarty. Od ponad dekady czołowe i zaszczytne miejsce wśród najlepszych moim zdaniem horrorów zajmuje druga część Silent Hilla. Klimatem nieco bardziej zdołały mnie przestraszyć tytuły produkowane przez szwedzkie niezależne studio Frictional Games posiadające na koncie serię Penumbra oraz wysoko ocenianą Amnesię: Mroczny Obłęd. Ta ostatnia sprzedając się w ilości 1,3 miliona kopii dała finansowy zastrzyk producentowi i pozwoliła przetrwać trudny okres. 13 września do sprzedaży trafiła druga odsłona cyklu zatytułowana Amnesia: A Machine for Pigs. Czy udało zachować się niepowtarzalny klimat poprzedniczki i czy ponownie przyjdzie nam poznać mrożącą krew w żyłach historię? I tak, i nie.



Amnesia: A Machine for Pigs


Zacznijmy od tego, że produkcją „Maszyny do Świń” zajęła się firma The Chinese Room, znana do tej pory z narracyjnej, interaktywnej opowieści Dear Esther, a także ostatnio romansująca z SONY w sprawie Everybody Gone to Rapture na konsolę PlayStation 4. W każdym razie, panowie z angielskiego studia postanowili rozebrać poprzednią Amnesię na drobne części i poskładać ją z powrotem na nowo, przy okazji odświeżając niektóre elementy w postaci zupełnie innej historii, a niektóre z nich perfidnie usuwając.



Oswald przedsiębiorca



Tak więc gra przenosi nas na przełom XIX i XX wieku, do londyńskiego miasteczka. Poznajemy postać Oswalda Mandusa – biznesmena posiadającego przetwórnię mięsa cieszącą się sporym powodzeniem wśród pobliskich miejscowości. Podobnie jak miało to miejsce w Mrocznym Obłędzie, budzimy się w środku jakiegoś pomieszczenia z (tym razem częściowym) zanikiem pamięci. Dowiadujemy się jedynie, że diametralny wpływ na życie głównego bohatera miała jego wyprawa do Meksyku. Niestety, twórcy zbyt szybko porzucają ten temat skupiając się na aktualnych wydarzeniach, przez co tracimy szanse wgłębienia się w przeszłość postaci. Oczywiście poznamy wydarzenia poprzedzające tajemniczą wyprawę – głównie za pośrednictwem porozrzucanych fragmentów dziennika.



Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs


Naszym celem jest odnalezienie dwójki synów, którzy zaginęli gdzieś w odmętach ciemności. Aby ich odszukać, przemierzymy kolejne odnogi naszego gigantycznego przedsiębiorstwa i poznamy je na nowo. Kierowani głosem pewnej postaci zanurzymy się w sieć ciemnych korytarzy pokrytych rurami, dziwnymi mechanizmami i mnóstwem paneli sterujących. Widać, że twórcy nawiązali do rewolucji przemysłowej, która miała miejsce mniej więcej w tym samym okresie, co fabuła gry. Momentami poczujemy steampunkowy styl, głównie pod koniec przygody.



Amnesia: A Machine for Pigs


Można więc pomyśleć, że większość zagadek będzie opierała się na obsłudze tychże maszyn. Tak też jest w rzeczywistości, jednak wszystkie nasze działania ograniczają się do odnalezienia i przesunięcia jakiejś wajchy, dźwigni czy naciśnięcia przycisku – w nielicznych przypadkach zablokowanie jakiegoś mechanizmu przez interakcję z innym przedmiotem. Niestety, w porównaniu z poprzedniczką, Maszyna do Świń została bardzo uproszczona i nawet mało wtajemniczony gracz nie będzie miał problemu z ukończeniem tej produkcji. Kilkukrotnie stojąc przed panelem z wieloma przyciskami spodziewałem się łamigłówki, która otworzy jakieś przejście. W rezultacie wystarczyło jedynie kliknąć na wszystkie, a reszta działa się już samoczynnie. Gwarantuję także, że nie zabłądzimy w przemierzanych korytarzach, a jeżeli natkniemy się na jakieś rozgałęzienia, to zazwyczaj każde z nich prowadzi do tego samego miejsca. Taka casualizacja gry wpłynęła niestety negatywnie na klimat.



Bunkrów nie ma, ale…



No właśnie – klimat. Pierwsza część odznaczyła się w sercach graczy niebywałą atmosferą grozy, często wywoływaną klaustrofobicznym strachem. Owszem, ciemnych zaułków nam tutaj nie zabraknie, ale rozświetlimy je sobie za pomocą znalezionej lampy. W poprzedniczce byliśmy zmuszeni do oszczędzania źródła światła z uwagi na kończącą się naftę. Z drugiej strony jednak, zbyt długie przebywanie w mroku kończyło się u bohatera schizami i spadkiem aktywności umysłowej. The Chinese Room zrezygnowało ze wszystkich tych elementów, pozbawiając tym samym Amnesie pewnych charakterystycznych cech. Ograniczono również zapadające w pamięć elementy skradankowe, polegające na stopniowym i strategicznym przemieszczaniu się po danej lokacji, aby uchronić się przed kontaktem z przeciwnikiem. Innymi słowy, gra nie potrafi wyzwolić w nas obawy wynikłej z podświadomości, że coś może czaić się na nas po drugiej stronie korytarza. Bardziej oddziałuje to na zasadzie: „Ok, na razie idę, a jak coś się pojawi to wtedy będę się martwił”.



Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs


Nie chcę dać do zrozumienia, że gra kompletnie nie jest w stanie nas przestraszyć. W moim przypadku były i takie momenty, przy których zacząłem nerwowo obracać się wokół siebie lub przystanąłem w jakimś ukryciu, by móc spokojnie rozejrzeć się po okolicy. Na klimat bardzo pozytywnie wpływa oprawa dźwiękowa, w tym sam soundtrack stworzony przez Jessicę Curry. Niemal co chwilę usłyszymy jakieś niepokojące odgłosy dochodzące z oddali, a w nielicznych sytuacjach pojawią nam się ciarki na plecach za sprawą donośnego wokalu kompozytorki. Oprawa dźwiękowa jest na pewno jednym z największych atutów tej produkcji. Na sporą uwagę zasługuje kawałek The New Century możliwy do przesłuchania na bandcampowym profilu autorki (zresztą jak większość ścieżki dźwiękowej).



Formacja nieżywych schabów



Znakiem rozpoznawczym nowej Amnesii nie jest klimat grozy, nie jest też udana fabuła, a przeciwnicy, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć. Po premierze pierwszego zwiastuna obrazującego cień tylnej części wieprza z zakręconym ogonkiem parsknąłem śmiechem i zastanawiałem się jak obecność tego rodzaju wrogów wpłynie na poczucie mojego strachu. Nie mogłem sobie wyobrazić siebie uciekającego przed goniącym mnie kawałkiem schabu. W praktyce wyszło do połowy strasznie. Prosiaki okazały się większymi ode mnie mutantami, których gwałtowne odgłosy są w stanie wzbudzić niepokój. Jak wcześniej wspomniałem, na bezpośredni kontakt jesteśmy narażeni sporadycznie, a jeżeli już taki ma miejsce, to zazwyczaj szybko i bez większych problemów mozemy wyjść z opresji. W razie wpadki, gra cofa nas chwilę przed zgonem.



Amnesia: A Machine for Pigs


Jedynym plusem jest fakt, że w niektórych sytuacjach nie jesteśmy w stanie uciec przed goniącym stworem, co zmusza nas do zachowania większej ostrożności. Całkiem niezły etap z nimi miał miejsce podczas przechadzki po ulicach Londynu. Chociaż… mógłbym napisać ulicy, gdyż gra nie daje nam żadnej swobody ruchu. Poruszamy się po ściśle wyznaczonej przez twórców ścieżce i wszystkie odwiedzane przez nas skrzyżowania blokowane są wozami, zamkniętymi bramami czy inną stertą rupieci. Podobnie zresztą sprawa tyczy się większości drzwi w pomieszczeniach. Brakuje tutaj pobocznych lokacji, które moglibyśmy zwiedzić, ewentualnie znaleźć coś ciekawego na temat kreowanej historii czy samego świata.



Błąkając w ciemności



Od czasów Penumbry, wszystkie horrory stworzone w podobnych klimatach cechują się całkiem niezłym systemem fizyki. Podobnie jest także w Machine for Pigs, gdzie każde drzwi czy okno będziemy musieli otworzyć poprzez przeciągnięcie myszy w sposób zbliżony do ruchu ręką. Tyczy się to również większości elementów otoczenia, jak krzeseł, beczek, trybów itd. Warto zauważyć, że jest ich zdecydowanie mniej niż w Mrocznym Obłędzie, gdzie mogliśmy pobawić się każdym większym kamieniem i otworzyć niemal każdą szufladę. Zrezygnowano także z inwentarza, więc przedmioty, które przydadzą nam się na daną chwilę (a to naprawdę rzadkość) przenosimy bezpośrednio w ręku.



Amnesia: A Machine for Pigs Amnesia: A Machine for Pigs
Amnesia: A Machine for Pigs


Jedną z głównie wykonywanych czynności jest zbieranie kartek dziennika z 1899 roku. Prócz tego bohater prowadzi własne notatki, które dokładnie opisują odwiedzane lokacje oraz widniejące w nich maszyny. Czasami potrafią naprowadzić nas na zadanie, które mamy wykonać, chociaż według mnie wszelkie próby pomocy są zbędne. Całe szczęście, że z biegiem czasu gra staje się coraz ciekawsza – przejście całości zajmie nam od 7 do 9 godzin.



Całkiem przyzwoicie prezentuje się grafika. Cała historia podzielona została na kilkanaście epizodów, z których większość cechuje się sporą różnorodnością. Odwiedzimy lokacje pokryte betonem i stalą, a także nieco bardziej przytulne (o ile można to tak nazwać) budynki mieszkalne wypełnione różnymi obrazami, meblami czy oklejone tapetą. Do modeli postaci przeciwników również nie miałem zastrzeżeń, czego nie można powiedzieć o porozrzucanych i wypatroszonych ciałach ludzi – wyglądały jak plastikowe manekiny wzięte z jakiegoś sklepu.



Amnesia: A Machine for Pigs


Horror dla ludzi o słabych nerwach



Czy warto sięgnąć po nową Amnesię? Owszem, jeżeli przyjdzie komuś ochota na lekki dreszczowiec z dosyć ciekawą fabułą oraz niewymagającą rozgrywką. Cena produkcji na platformie Steam nie jest wygórowana, a wśród tłumaczeń możemy znaleźć także polskie napisy. Zwolennikom ciężkich horrorów polecam rozglądnięcie się po innych tytułach, których ostatnio nie brakuje.











6 PLUSY:

całkiem niezła fabuła
+ udźwiękowienie
+ fizyka
+ grafika
MINUSY:

za prosta
- brak niektórych charakterystycznych cech pierwszej części
- niejasna fabuła
- klimat gdzieś uciekł twórcom
- krótkie rozdziały
- mało interakcji z otoczeniem




Autorka: Przemo