Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards Reloaded - recenzja
Dodane przez Przemo dnia 04.08.2013 16:50

Kickstarter to platforma, o której już słyszeliśmy wiele razy i za pośrednictwem której zapewne światło dzienne ujrzy wiele interesujących projektów. Stała się też niezłym kąskiem dla bijących triumfy w latach 90. producentów gier przygodowych. Na jego łamach zebrała się między innymi spora część dawnej rodziny Sierry On-Line, jak choćby Jane Jensen (seria Gabriel Knight), twórcy cyklu Space Quest czy Police Quest, a także Al Lowe ze swoją kultową serią Leisure Suit Larry. Ten ostatni wraz z firmą Replay Games wysunął propozycję stworzenia remake’u pierwszej części gry o podrywaczu Larrym Lafferze i spotkał się z bardzo entuzjastyczną odpowiedzią fanów osiągając sumę 655 tysięcy dolarów. Po kilku miesiącach produkcji, gra trafiła do sprzedaży 27 czerwca. Jednak czy perypetie podstarzałego, łysiejącego, z nosem jak kulfon jegomościa potrafią rozśmieszyć gracza tak jak dawniej?



Mogę iść o zakład, że wielu z Was upatrzyło sobie Miłość na Fali, czyli siódmą odsłonę jako najlepszą z całej serii. Dla mnie była to jedna z najbardziej zabawnych przygodówek, w jakie miałem przyjemność grać do tej pory. Dlatego wybaczcie, jeżeli w tekście zbyt często będę odnosił się do niej, jednak w paru sytuacjach widać, że twórcy obrali sobie siódemkę jako punkt docelowy. Chociaż Reloaded jest przede wszystkim wiernym remakiem Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards (w Polsce znanej pod nazwą “W Krainie Próżności”), której premiera miała miejsce w 1987 roku. Było to zarazem pierwsze spotkanie z około 40-letnim nieudaczynikiem Lafferem, który znaczną część swojego życia poświęcił na podrywanie wszystkiego, co się rusza i przypomina kobietę. W tamtych latach, jako jedna z niewielu epatowała erotyzmem i poruszała tematy dość nietypowe w grach video. Jak to się ma w dzisiejszych czasach, kiedy granica została mocno przesunięta? Produkcja wygląda trochę sztywno i straciła swoją surowość. Erotyzm w Larrym nie wypada już tak pikantnie, mając na uwadze, że wiele współczesnych gier prezentuje sceny seksu w pełnej okazałości – często bez kompromisów.





Zacznijmy jednak od początku. Pierwszą lokacją, jaka pojawi się na naszych monitorach po rozpoczęciu przygody jest uliczka przed nieśmiertelnym barem u Lefty’ego. Larry wyposażony jedynie w portfel i wielkie ego, rozpoczyna swoją podróż po mieście Lost Wegas. Cel jest jeden – wyrwać jak najwięcej lasek i wyjść z tego bez zobowiązań. Aby to uczynić, będzie gotowy zrobić niemal wszystko, narażając przy okazji własne zdrowie oraz godność. W czasie poszukiwań gracz otrzyma okazję odwiedzenia różnych lokacji – oczywiście głównie tych, w których potencjalnie obfitujących w piękne kobiety – jak dyskoteki, kasyna czy hotel. Pomimo bardzo wiernego remake’u, twórcy chcieli zafundować odbiorcy subtelny powiew świeżości, dlatego wprowadzono kilka nowych obszarów. Niestety większość z nich odwiedzamy tylko raz czy dwa, więc zostały według mnie wciągnięte trochę na siłę.



Larry Bajer Garniak A.D 2013



Najważniejszą zmianą w Reloaded jest piękna oprawa wizualna. Wszystkie lokacje wykonane zostały w rozdzielczości HD. Ręcznie rysowana grafika sprawi, że po pierwszym odwiedzeniu danego miejsca, wpierw staniemy na kilka sekund, aby dokładnie przyjrzeć się szczegółowym i barwnym imho elementom otocznia. Na ich brak nie będziemy mieli okazji ponarzekać. W wersji EGA z 1987 roku jak i jej pierwszym remake’u wydanym cztery lata później biły w oczy puste ściany. W nowym Larrym każdy kąt został zapełniony różnego rodzaju rupieciami - zarówno tymi zwyczajnymi, jak i tymi przypominającymi niektóre kobiece lub męskie części ciała. Współczesna grafika przysłużyła się również postaciom – podczas rozmów z osobnikami płci przeciwnej, których nasz bohater będzie chciał poderwać, zastosowano tak zwane “zbliżenia”. Większej części kobiet będziemy mogli przyjrzeć się nieco dokładniej i na pewno od razu wysnujemy wniosek, że proporcjonalnie wraz ze wzrostem ich urody, twórcy uwypuklili także inną część ciała (no, można powiedzieć, ze dwie). Raczej nikt nie będzie miał im tego za złe. Jedyne czego mógłbym się przyczepić, to paleta barw postaci, które nieco za bardzo wyróżniają się na tle lokacji.





Jak wspomniałem wyżej, produkcja została sfinansowana przez fanów i uzbierała całkiem niezłą sumkę. Miło mi przyznać, że pieniądze te nie zostały zmarnowane. Twórcy za wszelką cenę chcieli zachować ducha oryginału, więc większość rozwiązań będziemy znali już ze wcześniejszych części. Na początku nie ominie nas także system pytań weryfikujących wiek gracza. Będziemy musieli udzielić pięciu poprawnych odpowiedzi. Niestety, poruszane zagadnienia dotyczą głównie amerykańskiej kultury, co może sprawić problem nawet dojrzałemu odbiorcy. Ja przy pierwszym odpaleniu produkcji musiałem posiłkować się Google. Na szczęście istnieje pewien skrót klawiszowy, pozwalający na ominięcie pytań.



Wędrując po Lost Wegas



Larry to postać niezważająca na niebezpieczeństwa. Dlatego mniej przemyślane ruchy mogą doprowadzić do jego śmierci. W wersjach EGA/VGA odwiedzenie ciemnego zaułka lub wejścia na ulicę pełną rozpędzonych taksówkarzy kończyło się przymusem wczytania ostatniego zapisu. Mogło to przyprawić o ból głowy bardziej zapominalskich graczy. W tym przypadku oszczędzono nam podobnych zabiegów. Owszem, Larry może zginąć w ten sam sposób, ale całe zdarzenie kończy się jedynie zabawną animacją oraz przeniesieniem bohatera kilka sekund przed incydentem. Nieco bardziej irytującym elementem może okazać się motyw zbierania pieniędzy. Życie w wielkim mieście sprawia, że portfel będzie najczęściej używanym przez nas przedmiotem. Ilość gotówki jest jednak ograniczona i aby to zmienić, będziemy zmuszeni zagrać w Jednorękiego Bandytę lub Black Jacka (czyli zwykłe „Oczko”). Gra na automatach może zająć nam sporo czasu, jest jednak niezbędna. Pozbawienie się wszystkich środków pieniężnych może spowodować brak możliwości poprowadzenia fabuły do przodu.





Jedną z najważniejszych cech charakteryzujących całą serię Leisure Suit Larry (nie licząc dwóch gier zręcznościowych wydanych po 2001 roku) jest system naliczania punktów. Czy tak samo jak ja z wypiekami śledziliście lewy dolny róg ekranu w Miłości na Fali? W Reloaded z niewiadomych powodów punkty zostały usunięte. Według mnie wpłynęło to lekko na niekorzyść, gdyż klikanie oraz dokładne badanie każdego przedmiotu w danej lokacji nie jest już tak zajmujące. Nie zastosowano także pobocznych zadań, jak na przykład wypasione szukanie Ogórów w siódmej odsłonie. Szkoda. Dostaliśmy za to kilka dodatkowych zagadek, które powinniśmy rozwiązać bez większego problemu. Osoby posiadające wersję gry na Steamie mogą zadowolić się także odkrywaniem aczików, których jest aż 40, co na tak krótką grę wydaje się całkiem sporo. Krótką, gdyż Reloaded ukończymy w zaledwie 5 godzin pod warunkiem, że nie mieliśmy do czynienia z poprzednimi wersjami.



Produkcja dba o dostarczenie odpowiedniej zabawy dla zagorzałego miłośnika przygodówek oraz dla początkującego odbiorcy. Jeżeli nie miałeś wcześniej do czynienia z żadnym point and clickiem, w tajniki Reloaded wprowadzi Cię sam jego twórca – Al Lowe. Wszystko zostanie nam przedstawione w króciutkim tutorialu do uruchomienia w każdej chwili z ekranu menu. Urozmaicono także inwentarz oraz panel czynności możliwych do wykonania. Oczywiście nie musimy wpisywać komend ręcznie, tak jak to miało miejsce pod koniec lat 90-tych, a jedynie rozwinąć listę z ikonami odpowiednich działań. Mamy do wyboru trzy sposoby – umieścić kursor w górnej części ekranu, przytrzymać LPM lub przesuwać scrollem.





Powtórka z roz(g)rywki



Poprzednie części przyzwyczaiły nas do specyficznego, stosowanego bez ogródek humoru. Komizmem, niecodziennymi sytuacjami (często absurdalnymi) oraz żartami sytuacyjnymi naszpikowano także Reloaded, dzięki czemu po zakończonej sesji gry, wraca się do niego z przyjemnością. Natkniemy się na wiele klasycznych żartów, na przykład na dojącego z gwinta duchownego czy pływającego w basenie wieloryba. Nie zabrakło również odniesień do innych gier, jak choćby Angry Broads będący parodią flagowej serii firmy Rovio. Na największe brawa zasługuje jednak narrator, który towarzyszy Larry’emu od samego początku i nie stroni od ciętych komentarzy wobec naszego bohatera. Czasami jest naprawdę zabawnie - można nawet zaryzykować stwierdzenie, że jest on bardziej wygadaną postacią niż sam Laffer. Ścieżki dialogowe wypowiadane przez głównego bohatera nie są zbyt wybujałe, a same komentarze trochę za krótkie. Kilka dłuższych chwil trzeba poświęcić również do przyswojenia jego głosu. Z początku może wydać się dosyć irytujący. Niestety to nie Jerzy Stuhr.



Nie można złego słowa powiedzieć na warstwę dźwiękową gry. Przechadzając się po ulicach Lost Wegas czuć, że to miasto naprawdę żyje. Choć postaci jest tyle, co na lekarstwo, w tle rozbrzmiewają przeróżne odgłosy jeżdżących samochodów, klaksony, miauczące koty i wiele innych. Producenci zaszaleli i do stworzenia ścieżki dźwiękowej zatrudnili Austina Wintory’ego – autora soundtracka do Journey, nominowanego w paru prestiżowych plebiscytach. Cała muzyka wykonana została w orkiestrowym akompaniamencie, co zresztą wyszło świetnie w przypadku motywu głównego dostępnego w menu. Przez większą część rozgrywki do naszego ucha będą dochodziły raczej spokojne rytmy, dobrze podkreślające klimat nocnego życia w wielkim mieście.





Czym jest więc Reloaded? Na pewno próbą sięgnięcia po sprawdzone pomysły i chęcią poznania odpowiedzi na pytanie, czy gry o Larrym dalej potrafią równie dobrze bawić. Z początku byłem negatywnie nastawiony do odgrzewania po raz kolejny tego samego kotleta, ale Replay Games udowodniło, że zna się na tworzeniu klasycznych przygodówek. Zaostrzyło mi apetyt przed kolejnymi remake’ami, które z pewnością będą miały miejsce w przyszłości, a być może utorują drogą do stworzenia zupełnie nowych przygód o Larrym. Któż z nas nie chciałby powrotu do projektu Lust in Space. Pomyślcie – ręcznie rysowana grafika w HD, fabuła osadzona w kosmosie, międzygalaktyczne dziewczyny, beczka dobrego humoru i… Jerzy Stuhr. Przepraszam, musiałem.











6 PLUSY:

piękne i barwne grafiki + więcej zagadek, postaci + zabawne komentarze narratora + duża różnorodność dźwięków + ciekawa ścieżka dźwiękowa od Wintory’ego + Larry Laffer powrócił w dobrej formie + wierny remake…
MINUSY:
- …i tylko wierny remake - zdecydowanie za mało lokacji - za krótka - jeszcze krótsza dla znających wersję EGA/VGA - nieco irytujący głos głównego bohatera - brak punktów i zadań pobocznych - brak polskiej wersji (czyt. Sthura)


Autork: Przemo