Moebius - zapowiedź
Dodane przez Toddziak dnia 04.07.2013 22:09

Jane Jensen to figura doskonale znana wszelkim przygodówkożercom. Ostatnio maczała palce przy całkiem udanym Cognition jako konsultantka, lecz przyszedł wreszcie czas na projekt, w którym mogła zagrać pierwsze skrzypce. Owym tytułem jest właśnie prezentowany tutaj Moebius. Miałam okazję zapoznać się z wersją alfa dwóch pierwszych rozdziałów tejże gry. I muszę przyznać, że pomimo kilku wpadek, jest na co czekać.



Głównym bohaterem jest niejaki Malachi Rector (swoją drogą, jego nazwisko zostało bardzo szybko przemianowane na „Rectum” przez fanów...). Jak możemy wywnioskować z intra w postaci komiksu, protagonista dopiero co wrócił do Nowego Jorku z Europy, gdzie miał pełną wrażeń przeprawę z klientem. Malachi zajmuje się bowiem wyceną antyków i dzięki fotograficznej pamięci nie ma sobie równych w swoim fachu. Niestety nie dane mu jest cieszenie się spokojem. Kontaktuje się z nim pewna agencja rządowa, pragnąc skorzystać z jego usług, co ciekawe, nie podając przy tym żadnych szczegółów. Cała sprawa nie podoba się Rectorowi, więc zażywa prewencyjnie dawkę FUKITOLu i zwyczajnie ignoruje zlecenie. Ludzie rządowej proweniencji jednak ignorować się nie dają i Malachi w końcu ulega sile perswazji. Mężczyzna zostaje wysłany do Wenecji, aby zbadać morderstwo młodej kobiety i ustalić czy jej życiorys nie pokrywa się z curriculum vitae jakiejś historycznej osobistości. Nie chcę zdradzać zbyt dużo, więc na tym zakończę opis pierwszego rozdziału. Wspomnę tylko, że śledztwo okazuje się bardzo angażujące.



Moebius zapowiedź


Rozdział drugi to zupełna zmiana scenerii. Malachi ląduje tym razem w Kairze, gdzie ma dokonać wyceny pewnego antyku. Sprawa się komplikuje, gdy los stawia mu na drodze przystojnego blond żołnierza, za którym na kilometr ciągną się kłopoty. Nie liczcie na więcej szczegółów, aby poznać całą historię musicie poczekać do premiery gry! Szczerze mówiąc, sama chętnie dowiedziałabym się, co dalej. Pod względem fabularnym nie mam do Moebiusa zastrzeżeń. Odpalając tę produkcję, nie miałam wielkich oczekiwań, ale bardzo szybko dałam się porwać intrydze. Pomysł z podobieństwem życiorysów jest bardzo ciekawy i mam nadzieję, że zostanie odpowiednio poprowadzony w dalszej części gry oraz doczeka się godnego zakończenia. Nie ma nic gorszego niż słaba końcówka po udanym wstępie.



Zastrzeżenia mam za to do poziomu trudności. Moebius praktycznie przechodzi się sam. Widziałam trudniejsze casualowe gry hidden object, naprawdę. Jedyna zagadka, która zabiła mi ćwieka, to wyzwanie logiczne polegające na porównywaniu biografii kilku malarzy. Wszystko jednak dlatego, że natrafiłam na buga. Za drugim razem wszystko było już w porządku. Dawno nie ogrywałam czegoś równie banalnego. Przejście dwóch rozdziałów zajęło mi niecałe trzy godziny. Mam nadzieję, że w wersji finalnej uświadczymy nieco więcej wyzwań. Niech to będzie przynajmniej poziom Cognition, które również nie jest specjalnie trudne, ale czasem wymaga od nas ruszenia mózgownicą.



Moebius zapowiedź


A jeśli już o Cognition mowa, to interfejs w Moebiusie jest niemal bliźniaczo podobny do tego, co w przygodach Eriki Reed. Tutaj również ekwipunek znajduje się po lewej stronie, a kliknięcie na aktywny punkt na ekranie rozwija menu, w którym możemy wybrać jaką czynność chcemy wykonać. Nie można zapomnieć również o wiernym smartfonie, który zawsze służy pomocą. Malachi wprawdzie nie dysponuje parapsychicznymi mocami, jak panna Reed, lecz jego zdolności obserwacji, które wykorzystuje w pracy i do „czytania” ludzi”, są godne podziwu. Coś mi się wydaje, że twórcy inspirowali się „Sherlockiem”, a moją hipotezę tylko potwierdzają latające po ekranie napisy z dedukcjami podczas cut-scenek.



Styl graficzny użyty z Moebiusie może również budzić skojarzenia z Cognition, lecz jest nieco mniej komiksowy. Sporo rzeczy wymaga jednak poprawy. To dopiero wczesna wersja gry, więc o drobnych glitchach nie ma na tym etapie co się rozwodzić, ale przydałoby się chociażby poprawić model głównego bohatera. Malachi jest nienaturalnie szeroki w barach, jak na swoją sylwetkę, a z jego ramion wyrastają rączki jak zapałki. Robi to wszystko dość osobliwe wrażenie i Malachi zamiast pozować na tajemniczego przystojniaka, przypomina bardziej mutanta na przeterminowanych sterydach.



Moebius zapowiedź


Mimo paru wpadek, bawiłam się przy Moebiusie bardzo dobrze. Gra zrobiła na mnie pozytywne wrażenie, lepsze, niż się początkowo spodziewałam. Będzie mi ciężko czekać w najlepszym razie do końca roku na skończony produkt. Cóż mogę więcej dodać, śmiało wpisujcie Moebiusa na listę „must have”, jeśli tylko gustujecie w przygodówkach z odrobiną tajemnicy. Jane po raz kolejny nie zawodzi.