Blackwell Convergence - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 03.07.2013 19:09

Po występie w The Blackwell Legacy, studio Wadjet Eye Games wysłało Rosangelę na wakacje. W Blackwell Unbound, miejsce u boku Joeya zajęła natomiast Lauren, ciotka dziewczyny. I chociaż druga odsłona paranormalno-detektywistycznego cyklu trzymała solidny poziom, nieobecność Rosy mogła nieco doskwierać fanom, którzy zdążyli się z nią zżyć. Szczęśliwie dla takich osób, była to tylko tymczasowa odskocznia, gdyż w trzeciej części serii ponownie spotkamy się z młodszą panną Blackwell. Oczywiście, nie obyło się również bez sympatycznego pana Mallone’a.



Duchowa brygada ratownicza



Rosangela nie narzeka na brak obowiązków. Nasza protagonistka pracuje jako dziennikarka, a także stara się rozkręcić karierę pisarki. Dodatkowo para się dość niecodzienną profesją. Mianowicie pomaga niespokojnym duszom zmarłych, do czego wykorzystuje swoje zdolności mediumiczne. Przy okazji musi wykazać się smykałką detektywa, badając doczesne życie „klientów” oraz okoliczności ich śmierci. Trzeba przyznać, że na barkach młodej kobiety spoczywa całkiem sporo zajęć. Na szczęście, dziewczyna nie pozostaje sama na placu boju, ponieważ niejaki Joey Mallone nie odstępuje jej ani na krok. Nie jest to jednak mężczyzna, który utuliłby Rosę do snu bądź podałby śniadanie do łóżka. Dlaczego? Otóż Joey to duch, a jego główne zadanie polega na wspieraniu panny Blackwell przy przeprowadzaniu paranormalnych śledztw. Oboje stanowią zgrany zespół, wzajemnie się uzupełniając. Rosangela może rozmawiać z żywymi ludźmi, podnosić różne przedmioty itd., podczas gdy niematerialny towarzysz przeniknie przez zamknięte drzwi czy zakłóci działanie niektórych urządzeń.





Akcja Blackwell Convergence rozpoczyna się w momencie, kiedy bohaterowie badają jedno z nawiedzonych miejsc. Wkrótce potem, przychodzi pora na chwilę relaksu dzięki znanej z pierwszej części sąsiadce Rosy, która namawia ją na spędzenie wieczoru w nowej galerii sztuki. Wizyta okazuje się ponadto owocna pod kątem spraw nadnaturalnych. Dziewczyna zdobywa informacje na temat niedawno zmarłego aktora, co w praktyce przełoży się na pomoc jego duchowi. A żeby jeszcze tego było mało, w miarę rozwoju wydarzeń wypłyną następne przypadki tajemniczych zgonów, pomiędzy którymi zdaje się istnieć pewne połączenie. Rosangeli i Joeyowi nie pozostaje więc nic innego, jak zabrać się ostro do roboty. Gracz powinien zaś z zainteresowaniem zagłębić się w przedstawioną historię. Tradycyjnie dla serii Blackwell, wykreowano ciekawy świat, który zamieszkują zapadające w pamięć postaci. Przyjemność z gry mogą również czerpać nieobeznani z cyklem odbiorcy, ale mimo wszystko wypadałoby mieć za sobą wcześniejsze odsłony, a w szczególności drugą. Fabuła „trójki” w istotny sposób wiąże się z „dwójką” ze względu na pierwotne zamierzenia odnośnie Unbound. Perypetie ciotki Rosy planowano wstępnie umieścić w Convergence w formie retrospekcji, lecz pomysł został zarzucony i ostatecznie otrzymaliśmy osobne projekty.



Prosta robota



Nowa gra wita nas propozycją uruchomienia samouczka, który krótko i treściwie wprowadza w arkana sterowania. Obsługa przygodówki nie przysparza zresztą żadnych kłopotów, co stanowi charakterystyczną cechę klasycznych point and clicków. Miłośnicy serii szybko poczują się jak w domu, gdyż sterowanie odbywa się na takich samych zasadach co w poprzednich odcinkach. Jeśli chcecie do kogoś zagadać, podnieść przedmiot lub po prostu zrobić parę kroków, wystarczy sięgnąć po lewy przycisk myszy. Z kolei prawy odpowiada za oglądanie, czyli wyświetlenie komentarza na temat danego obiektu tudzież przyjrzenie się dokumentowi tekstowemu lub graficznemu z bliska. Najeżdżając kursorem na górną część ekranu sprawimy, iż pojawi się zawartość inwentarza. Oprócz tego, ukryto tam notes, wyjście do menu oraz guziki służące do przełączania się pomiędzy Rosangelą a Joeyem. Co do ostatniej z wymienionych opcji, do zmiany grywalnej postaci służy też klawisz Tab. Swoją drogą, klawiatura przydaje się do pracy z komputerem głównej bohaterki. Jako że panna Blackwell żyje w dobie Internetu, niejeden raz przyjdzie nam poradzić się tutejszego odpowiednika „wujka Google’a”.





Convergence nie odstaje od swych starszych sióstr pod względem długości rozgrywki ani stopnia trudności. Zaliczenie całości to kwestia najwyżej trzech godzin, w trakcie których nie nabawimy się migreny od nadmiaru myślenia. Większość czasu spędzimy na konwersacjach, lecz położenie nacisku na ów aspekt zabawy nie uczyniło gry monotonną. W obrębie dialogów zetkniemy się niekiedy z koniecznością odpowiedniego poprowadzenia rozmowy. Poza tym, natrafimy na pojedyncze inwentarzówki oraz zadania oparte na wykorzystaniu komputera. Te drugie obejmują wspomniane wcześniej surfowanie po sieci, a także nieco bardziej zmyślne otwieranie skrzynek mailowych. O ile sprawdzanie własnej poczty odbywa się przy użyciu autologowania, otwarcie cudzego konta wymaga już więcej wysiłku. I nie chodzi mi wyłącznie o ręczne wpisanie loginu i hasła. Owszem, należy tak postąpić, ale niezbędne dane trzeba najpierw zdobyć. Bez nadmiernego spoilerowania, zdradzę, iż rozwiązanie problemu nie spadnie na samą Rosangelę - w końcu mamy pod ręką drugiego grywalnego bohatera. Niestety, zubożeniu uległy funkcje notatnika, a konkretnie zabrakło opcji łączenia poszlak w celu uzyskania nowych wniosków. Rola zeszytu panny Blackwell ogranicza się tym razem do bycia dodatkową listą dialogową i wyświetlania stosownych uwag po wskazaniu danego hasła kursorem.



Retroewolucja



Wizualna warstwa przygodówki z pewnością nie zawiedzie wielbicieli poprzednich odsłon, ponieważ nadal mamy do czynienia ze stylem pixel art, przywodzącym na myśl lata dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Nie zdziwiłabym się jednak, gdyby wygląd „trójki” powiększył grono sympatyków cyklu. Grafika zaliczyła sporą poprawę w stosunku do starszych odcinków i może przypaść do gustu osobom, które na co dzień nie lubują się w stylistyce retro. Convergence wydaje się mniej rozpikselowaną produkcją, a ponadto odznacza się zdecydowanie większą głębią kolorów. Dodam jeszcze, że szczególnie ucieszył mnie powrót portretów postaci, wyświetlających się podczas konwersacji. Dialogi nie rozczarowują też od strony gry aktorskiej. Co do pozostałych elementów dźwiękowych, muzyka jak zwykle stoi na wysokim poziomie. Spośród wszystkich ścieżek, najbardziej polubiłam wokalny utwór „I Can See Into Forever”, który przygrywa napisom końcowym.





Seria Blackwell od początku cieszy się moją przychylnością, a jej trzecia część podtrzymuje te pozytywne uczucia i zachęca do sięgnięcia po dalsze losy Rosangeli oraz Joeya. Jeżeli zatem zaliczacie się do grona fanów oryginalnego duetu, ponowne spotkanie z lubianymi bohaterami będziecie równie miło wspominać. Podobnie jak Legacy czy Unbound, Convergence opowiada wciągającą historię, dostarczając jednocześnie lekkiej i przyjemnej rozrywki w ramach odpoczynku po pracowitym dniu.














7 PLUSY:

ciekawa fabuła
+ dobrze zarysowane postaci
+ dwójka grywalnych bohaterów
+ bardzo ładny pixel art
+ angielski dubbing
+ muzyka
MINUSY:

w dalszym ciągu jest trochę za łatwa
- brak łączenia poszlak w notesie Rosy


Autorka: crouschynca