The Cat Lady - recenzja
Dodane przez Przemo dnia 31.05.2013 22:25
Nie jest tajemnicą w Redakcji, że moim ulubionym gatunkiem przygodówek są wszelkiej maści dreszczowce, thrillery i inne produkcje z naprawdę mroczną fabułą. Stąd prędzej czy później w moje ręce zawsze trafi gra serwująca odbiorcy porządną dawkę emocjonalnych wrażeń, które na długi czas pozostaną w pamięci. Niestety, takich tytułów nie dostajemy zbyt często. Dlatego pochlebne recenzje i komentarze w sieci odnośnie The Cat Lady zadziałały na mnie motywująco. Nie było rady - musiałem przetestować grę na własnej skórze.

34 tabletki



The Cat Lady to dramat w pełnej krasie – jego fabuła rozpoczyna się w momencie, kiedy wiele gier wieńczy swoją przygodę, a mianowicie od śmierci głównego bohatera. W tym przypadku jest to Susan Ashworth – czterdziestoletnia kobieta, której życie przepełnione jest przeciwnościami losu oraz tragicznymi doświadczeniami. W końcu decyduje się ona uwolnić od wszystkich dręczących ją problemów i połyka garść pigułek nasennych. Jej dusza nie trafia jednak pod opiekę miłosiernego Pana, a gdzieś pośrodku pola złotej pszenicy. Wiedziona instynktem, napotyka w końcu pierwszą postać na swojej drodze – niepozorną staruszkę, niejaką Królową Czerwi. Z początku fabuła nie wyjaśnia dokładnie kim jest ta kobieta i dlaczego akurat spotkała się z naszą protagonistką, ale otrzymujemy od niej ofertę z rodzaju tych “nie do odrzucenia”. Susan będzie zmuszona powrócić do świata żywych i rozprawić się z pięcioma Pasożytami. Mianem tym określono osoby szerzące zło oraz żerujące na życiu niewinnych ludzi. Nie znamy ich tożsamości, ale postacie te prędzej czy później pojawią się na drodze Susan.





Pierwszym obrazem po przebudzeniu jest szpitalna sala. Rzeczywistość okazuje się w dalszym ciągu szara, a wokół kręcą się osoby, z którymi tak naprawdę nie mamy ochoty rozmawiać… Słyszymy także ostrzeżenia o tajemniczym psychiatrze, doktorze X, który nie jest do końca tym, za kogo się podaje. Nic też dziwnego, że pragnieniem Susan jest powrót do obdartej kamienicy oraz dokarmiania pałętających się po okolicy kotów, co też w końcu czyni. To właśnie w nich nasza bohaterka odnalazła jedyną pasję, przez co szybko otrzymała od innych lokatorów przydomek The Cat Lady. Te czworonożne stworzenia będą przewijały się do samego końca gry, a w pewnym momencie przyczynią się nawet do uratowania Susan z beznadziejnej sytuacji. Dodatkowe wsparcie odnajdziemy także w dosyć barwnej postaci Mitzi, która kierowana rządzą zemsty za śmierć pewnej bliskiej osoby, szybko zawita do naszego mieszkania i pozostanie w nim przez bardzo długi czas. Z biegiem rozgrywki zagłębimy się w historię tej dziewczyny oraz poznamy szczegóły z przeszłości samej Susan. Otrzymamy także możliwość ujrzenia tragicznego momentu, który był początkiem jej upadku i przemiany młodej, pełnej wigoru dziewczyny w coraz bardziej samotną oraz zgorzkniałą kobietę.



Czerń, biel, czerwień



Jedną z głównych zalet przygodówki Remigiusza Michalskiego (Polaka z pochodzenia, od kilku lat mieszkającego w brytyjskim Exeter) jest klimat, który przez całą rozgrywkę posiada depresyjny wydźwięk, bardzo często przeplatany z poczuciem grozy. Na ową depresyjność wpływa, w większości czarno-biała oprawa wizualna, dająca wrażenie, że jest ona dokładnym odwzorowaniem świata postrzeganego przez główną bohaterkę. Raz na jakiś czas napotkamy miejsca skąpane w przytłumionych barwach, jak na przykład różnego rodzaju lokacje z pogranicza jawy i snu. Czerwień została tutaj zastosowana głównie dla jednego elementu, którego z całą pewnością nie brakuje. Chodzi oczywiście o krew pokrywająca ściany, postacie oraz inne elementy otoczenia. Gra zdecydowanie nie jest przeznaczona dla osób poniżej osiemnastego roku życia z powodu niezwykle brutalnych scen oraz samego charakteru opowieści.





Długość dźwięku samotności



Mam wrażenie, że jeszcze większą rolę w tworzeniu klimatu odgrywają dźwięki, których paleta nie jest może zbyt wybujała, ale jeżeli już się pojawiają, to dają piorunujący efekt. Dla przykładu – kiedy Susan wraca ze szpitala do pustego mieszkania, graczowi ma towarzyszyć uczucie samotności i smutku. I tak właśnie się dzieje, kiedy słyszymy jedynie odgłos padającego deszczu dochodzącego przez uchylone okno. W chwilach grozy, efekt ten potęgują agresywne, narastające dźwięki, powodujące u nas jeszcze większe ciarki na plecach.



Nie wiem czy autor korzystał z pomocy jakiejś profesjonalnej firmy, ale voice-acting wyszedł zaskakująco dobrze. Przyznam nawet, że znacznie lepiej niż w przypadku wielu produkcji z większym budżetem czy też wsparciem dużego producenta. Głos Pani Ashworth, w którą wcieliła się Lynsey Frost, brzmi dokładnie tak, jak powinien brzmieć głos zmęczonej życiem kobiety, czyli przygnębiająco i depresyjnie. Nie można narzekać również na pozostałych aktorów – bardzo przekonująco wyglądał choćby wybuch złości sąsiada Susan czy gwałtowne załamanie nerwowe, jakiego doznała zaraz po tym. Takich przykładów można podać znacznie więcej. Jeżeli miałbym się czegoś czepić, to pielęgniarka w szpitalu brzmiała nazbyt sztucznie.





Przyjaciele i wrogowie



Skoro jesteśmy już przy postaciach, na swojej drodze napotkamy ich naprawdę sporą ilość i co najważniejsze - każda z nich wywoła w nas pewne odmienne uczucia. Gra lubi zaskakiwać, a pierwsze zdziwienie czeka nas w momencie ujrzenia prawdziwego oblicza osoby, która pozornie miała pomóc bohaterce. Na szczególną uwagę zasługują tutaj wspomniane wcześniej Pasożyty, które swoim wyglądem, sposobem zachowania czy nawet stylem mowy potrafią wywołać silnie poczucie obawy. Upiorny efekt robi także mało znacząca i pojawiająca się zaledwie trzy razy niania, która… wydaje się porządnie nawiedzona. Wśród napotkanych postaci nie zabraknie również takich person, których gracz zdąży pokochać, znienawidzić czy nawet im współczuć. Niestety, sam wygląd postaci może nie przypaść większości graczy do gustu, gdyż przypominają one żywe trupy, łącznie z główną bohaterką. Przykładowo postać żony hycla została już chyba całkowicie wyjęta z filmowych produkcji George’a A. Romero. Nie za bardzo wiem także co autor miał na myśli przez wprowadzenie dziwnego stworzenia rodem z innego świata, które szybko ukatrupimy. Rozumiem, że gra pełna jest absurdów, co dokładnie zostaje uświadomione nam już w pierwszym rozdziale. Niemniej jednak, w niektórych przypadkach przyjdzie się zastanowić, czy dana scena miała rzeczywiście sens.



Cała fabuła została podzielona na siedem rozdziałów, w których staramy się pomóc naszym bohaterkom uporać się z różnymi przeciwnościami losu, często balansując na granicy życia i śmierci. The Cat Lady nie jest produkcją szczególnie trudną do ukończenia, a wszystkie napotkane łamigłówki skupiają się bardziej na problemie znalezienia jakiegoś przedmiotu i użycia go w odpowiednim miejscu. Przygodówkę Michalskiego można określić jako ukłon w stronę interaktywnego filmu, w którym pierwsze skrzypce odgrywają ludzie oraz dialogi. Odnoszę wrażenie, że konwersacje nie do końca zostały wyważone, w efekcie czego połowa czwartego rozdziału polega jedynie na dyskusji z konkretną postacią. Takie rozwiązanie często powoduje nagłe spowolnienie akcji, dając graczowi poczucie monotonności. Drobne zastrzeżenia można mieć również do samego sposobu prowadzenia historii, ponieważ ta nie zawsze daje do zrozumienia, czy tocząca się na ekranach scena jest rzeczywistością, snem, a może etapem z życia bohaterki, który miał miejsce w przeszłości. Dowiadujemy się tego dopiero pod koniec rozdziału.





Dobra, acz niestandardowa



Gra stara się zachować pozory nieliniowości, ale w gruncie rzeczy wcale taka nie jest. W czasie rozmów z innymi postaciami do wyboru mamy kilka opcji dialogowych. Między innymi możemy oszukać naszego terapeutę kłamiąc na temat szczegółów z naszego życia. Jednak cokolwiek byśmy nie powiedzieli, gra podąża wciąż tym samym torem. Nieco większą swobodę otrzymujemy dopiero pod koniec przygody, kiedy decydujemy o losie kilku osób (co ma też wpływ na zakończenie, których jest w sumie kilka). Autor wprowadził także kilka zadań pobocznych, których wykonanie (bądź niewykonanie) nie ma żadnego wpływu na główny przebieg historii. Na przykład po powrocie do domu, na pasku Inwentarza pojawiają nam się dwa wskaźniki, które prezentują wytrzymałość psychiczną Susan. Jeżeli nie zadbamy o dobre samopoczucie bohaterki, wtedy dzień skończy się dla niej poważnym załamaniem nerwowym i wybuchem płaczu.



W kwestiach technicznych, The Cat Lady można uznać za klasyczną przygodówkę w 2D, która opiera się głównie na kolażu prerenderowanych fotografii oraz ręcznie rysowanych obiektów. Gra nie posiada do końca klasycznego interfejsu point and click, gdyż umożliwia kierowanie postacią jedynie po osi X (prawo i lewo). Do tego całe sterowanie odbywa się przy pomocy kilku klawiszy na klawiaturze, co znacznie poprawia jakość grania na laptopach. Różni się także system zbierania przedmiotów oraz eksploracji otoczenia. Interakcję z danym przedmiotem możemy osiągnąć jedynie poprzez zbliżenie się do niego. Pojawia się wtedy rozwijana lista z możliwymi czynnościami do wykonania. Jak sam autor wspomina, takie rozwiązanie całkowicie wyeliminowuje zjawisko pixel-huntingu. Moim zdaniem cały system w żadnym stopniu nie ujmuje rozgrywce.





Jedna z tych rzeczy, które dokuczały mi do samego końca, to zbyt wolne poruszanie się głównej postaci. Może to dać w kość, jeżeli jesteśmy zmuszeni przejść w bardziej odległy fragment lokacji. Momentami jeszcze zbyt długi czas oczekiwania pomiędzy poszczególnymi animacjami, przez co miałem wrażenie, że gra zwyczajnie się zawiesiła.



Standing by the river



Wiele dobrego mogę powiedzieć na temat ścieżki dźwiękowej. Do jej stworzenia zaproszono zespoły Warmer, 5iah czy Tears of Mars, które przygotowały kompozycje w odmiennym stylu. Pierwsza formacja nagrała pełne utwory wraz z wokalem, czego świetny efekt będziemy mieli okazję usłyszeć już przy napisach początkowych. Prawdę powiedziawszy, tak mocnego wstępu nie miałem okazji doświadczyć w żadnej innej przygodówce. Na ogół muzyka w idealny sposób wtapia się w tło i podkreśla panujący nastrój. Jej próbkę można za darmo usłyszeć na oficjalnej stronie internetowej studia Harvester Games, a także - w razie chęci - zakupić oficjalny soundtrack. Ja na pewno to zrobię.



The Cat Lady to produkcja z całą pewnością odstająca od innych tytułów. Jej charakterystyczne wykonanie oraz tematyka, często poruszająca trudne sprawy ludzkiej egzystencji sprawiają, że doświadczymy zupełnie innego rodzaju przygody. Historii, która pozostanie w naszej głowie przez pewien czas. Jednakże wszechobecna brutalność, wulgarny język oraz ciężka tematyka świadczą, że gra przeznaczona jest jedynie dla dorosłego odbiorcy.











7 PLUSY:

klimat
+ różnorodność charakterów
+ voice-acting
+ soundtrack
+ wciągająca fabuła
+ przemyślany i wygodny interfejs
MINUSY:

powolny chód głównej bohaterki
- dłużące się dialogi
- modele postaci
- za łatwa



Autor: Przemo