Abyss: The Wraiths of Eden - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 06.11.2012 23:55

Rodzimi deweloperzy z Artifex Mundi nie zwalniają tempa. Całkiem niedawno, bo na początku zeszłego miesiąca uraczyli nas grą o nazwie Mroczne Arkana: Carnival. Tegoroczny październik pożegnali zaś premierą Abyss: The Wraiths of Eden, czyli kolejnego projektu stanowiącego połączenie klasycznej przygodówki z elementami hidden object. Przy okazji udowodnili, że wydanie większej liczby gier w krótkim odstępie czasu nie musi negatywnie wpłynąć na ich jakość. Polskim programistom po raz kolejny udało się opracować tytuł, który wielbiciele casualowych produkcji mogą brać w ciemno. Niewykluczone również, że Abyss przypadnie do gustu osobom, nie sięgającym na co dzień po tego rodzaju rozrywkę.



Upadła Arkadia



W swojej najnowszej produkcji twórcy ponownie serwują odbiorcom opowieść z dreszczykiem oraz kobiecą bohaterką w roli głównej. Tym razem wyruszymy w głąb oceanu na ratunek zaginionemu ukochanemu, słynnemu podróżnikowi Robertowi Marceau. Chociaż zniechęcona bezowocnymi poszukiwaniami straż przybrzeżna zdążyła już postawić na nim krzyżyk, nasza protagonistka nie przestaje wierzyć, że mężczyzna nadal żyje. Dlatego też nie zważa na szalejący sztorm i postanawia działać na własną rękę. Podążając śladami Roberta, dociera do podwodnego miasta Eden - miejsca pięknego, lecz jednocześnie budzącego duży niepokój. Wszystko wskazuje na to, że pan Marceau znajduje się na terenie owego kompleksu. Pytanie tylko gdzie dokładnie? Kobieta zabiera się zatem do skrupulatnej eksploracji obszaru, co pozwoli jej zapoznać się z losami tajemniczej metropolii.



Jak słusznie sugeruje nazwa miasta, ośrodek ten miał pełnić funkcję raju z prawdziwego zdarzenia. Ojcowie kompleksu marzyli o zbudowaniu utopii, gdzie obok siebie istniałyby pokój, harmonia i oświecenie. Tak zresztą było, ale do czasu. Na skutek nieumyślnego zetknięcia z demonicznymi siłami, pierwotne cele istnienia Edenu zostały obrócone w proch. Władzę nad społeczeństwem objęli tzw. Legaci, którzy pod pretekstem zaprowadzenia porządku rozpoczęli politykę terroru oraz zastraszania, bezlitośnie tłumiąc wszelkie próby oporu. W efekcie dawna oaza stopniowo popadała w ruinę. W takim właśnie stanie zastaje ją główna bohaterka. Dziewczyna Roberta napotyka na swojej drodze upiornych Legatów, którzy stanowią jak najbardziej realne zagrożenie zarówno dla nowo przybyłych, jak i zbuntowanych niedobitków mieszkańców Edenu.





Scenariusz Abyss podąża drogą utartą przez poprzednie tytuły autorstwa Artifex Mundi. Przedstawiona w grze historia jest więc dość rozbudowana jak na casualową produkcję, lecz tradycyjnie nie urywa pośladków pod względem oryginalności. Koncepcja zniszczonej utopii, która spoczywa w głębinach wód nieprzypadkowo wydaje się znajoma. Pomysł ten wykorzystano przecież w Bioshocku. Od razu jednak uspokajam, że nie mamy tutaj do czynienia z bezpośrednią kalką przebojowego cyklu. Prędzej z inspiracją, zwłaszcza wizualną. Fabularnie The Wraiths of Eden różni się w wielu punktach od wspomnianej wyżej serii, gdyż skupia się wokół działalności pradawnego zła oraz ratowania bliskiej naszemu sercu osoby. Co najważniejsze, projekt krakowsko-zabrzańskiej firmy wciąga i nie można mu odmówić odpowiedniego nastroju. Dzięki temu obecność popularnych motywów nie przeszkadza w pozytywnym odbiorze opowieści o podwodnym mieście. Na dodatek, Abyss potrafi niekiedy wywołać lekkie ciarki na plecach. Wprawdzie posłużono się tanimi chwytami w stylu wyskakującego znienacka wroga, ale dobrze spełniają swoją rolę.



Sztuka kompromisu



Zabawa w The Wraiths of Eden nie odbiega od tego, do czego przyzwyczaił nas polski zespół. W trakcie rozgrywki zajmiemy się planszami z ukrytymi obiektami oraz wyzwaniami rodem z tradycyjnych przygodówek. Niemniej zauważyłam małą ewolucję w kierunku, który mi bardzo odpowiada. Otóż ze wszystkich gier od Artifex Mundi, jakie miałam okazję przetestować, Abyss charakteryzuje się najlepszym wyważeniem pomiędzy elementami hidden object a point and click. Partie polegające na wypatrywaniu przedmiotów z listy nie przeważają nad pozostałymi fragmentami produkcji. Nie będziemy też przeszukiwać tych samych plansz tyle razy co poprzednio. Ponadto zachowano sprawdzone rozwiązanie, które polega na wykonaniu dodatkowych czynności w celu odnalezienia niektórych rzeczy ze spisu. Czasem wystarczy podnieść płachtę zakrywającą część rupieci, a kiedy indziej trzeba np. obrać ziemniaki bądź zaparzyć kawę. Natkniemy się również na fragmentaryczne sceny HO, gdzie należy wskazać kilka części niezbędnych do skonstruowania większego przedmiotu. A gdyby kogoś nie kusiło wyłapywanie ukrytych obiektów, w każdej chwili wolno mu przełączyć się na mini-gierkę w postaci domina.





Zadania, które upodabniają tę pozycję do klasycznej przygodówki obejmują głównie zbieranie i używanie przedmiotów, a także różnorodne zagadki logiczne (m.in. otwieranie sejfu, magiczne kwadraty czy standardowe układanki). Łamigłówki nie stoją na jednakowym poziomie, lecz żadna nie powinna przyprawić o ból głowy. Tak jak w przypadku wcześniejszych projektów rodzimego studia, można je pominąć w razie problemów, przy czym opcja ta ładuje się dłużej na wyższym poziomie trudności. Oprócz tego, przeprowadzimy parę krótkich rozmów, podczas których biernie prześledzimy kolejne kwestie dialogowe. Konwersacje są przeważnie jednym ze źródeł wiedzy o poszczególnych celach naszej podróży. Drugie to po prostu wnioski wyciągane przez główną bohaterkę. Wykaz zadań do wykonania znajdziemy natomiast w dzienniku, obok typowych dla pamiętnika zapisków. Co do czasu potrzebnego na ukończenie całej przygody, jest on w zupełności satysfakcjonujący, zważywszy na fakt, iż Abyss reprezentuje gatunek skierowany do niedzielnego gracza. Przejście głównego wątku fabularnego zabierze około czterech godzin. Do tego należy jeszcze doliczyć około godziny, które zejdzie nam na zaliczeniu bonusowego scenariusza.



Estetyczne wrażenia z podmorskiej wyprawy



Omawiając fabułę gry, wspomniałam o wizualnej inspiracji Bioshockiem. W rzeczy samej, przechadzka po Edenie wzbudza nieodparte skojarzenia z wizytą w Rapture. Ba, obie metropolie zbudowano wedle prawideł architektury art déco z pierwszej połowy XX w. Co więcej, kompleks z Abyss wcale nie wypada biednie w porównaniu z wysokobudżetowym hitem. Dwuwymiarowe lokacje to kawał dobrej roboty, tak jak w innych tytułach polskiego producenta. Wszystkie plansze, ze scenami HO włącznie, zostały wykonane z niezwykłą pieczołowitością, dzięki czemu nie sposób oderwać od nich wzrok. Z racji umiejscowienia akcji pod wodą, dominują morskie kolory. Twórcom udało się idealnie odwzorować majestatyczne miasto, które lata świetności ma już za sobą. Wnikliwi dostrzegą ponadto odniesienia do Enigmatis w formie pojedynczych grafik, co pewnie było małym puszczeniem oka w stronę wiernych fanów produkcji Artifex Mundi. Jeśli chodzi o postaci, ich animacja nadal pozostawia wiele do życzenia.





Skomponowane na potrzeby The Wraiths of Eden melodie z powodzeniem podkreślają nieco groźny klimat. Pomimo tego, próżno szukać wśród nich takich utworów, których chcielibyśmy słuchać po zakończeniu naszej przygody. Podobnie oceniam dubbing, ponieważ zatrudnieni aktorzy generalnie dobrze wywiązali się z powierzonego im zadania, chociaż nikt nie rzucił mnie na kolana wybitną grą. Lektorzy w zadowalającym stopniu oddali emocje poszczególnych bohaterów.



Lekka, przyjemna, nastrojowa i zróżnicowana zabawa, oprawiona w interesującą historię. Tak najkrócej podsumowałabym moją opinię odnośnie najmłodszego dziecka ekipy z Artifex Mundi. To chyba wystarczająca rekomendacja dla tak udanego przedstawiciela gier typu Hidden Object Puzzle Adventure. Jeżeli zatem drzemie w Was dusza niedzielniaka lub pragniecie spędzić kilka godzin na odprężającej rozrywce, nie zastanawiajcie się zbyt długo i dajcie szansę Abyss: The Wraiths of Eden.















7 PLUSY:

wciągająca i klimatyczna fabuła
+ równowaga pomiędzy hidden object a point and click
+ różnorodne zadania
+ brak monotonii w scenach HO
+ śliczne lokacje w 2D
MINUSY:

... ale nie powala oryginalnością
- brak większych nowości w rozgrywce w stosunku do poprzednich produkcji
- nieco sztuczne animacje


Autorka: crouschynca