J.U.L.I.A. - recenzja
Dodane przez Evillady dnia 22.08.2012 20:49

Ależ to jest przedziwna gra. Nie spodziewałam się po niej wiele mając w pamięci niezbyt pochlebne recenzje i fakt, że jakby nie było jest to produkcja budżetowa. A budżetówek znacznie więcej jest marnych niż dobrych. Zatem zasiadałam do rozgrywki z ciężkim westchnieniem i patrząc tęsknie w stronę wieży z pudełek z „poważnymi” grami, w które przez ostatnie lata nie miałam czasu zagrać. Mogłabym oto instalować na dysku Gray Matter, A New Beginning, Wiedźmina czy inne Dark Souls a tymczasem instaluję J.U.L.I.Ę., bo recenzja sama i z niczego się nie napisze. Ot pieski los recenzenta...



Gdzieś w odległej galaktyce



Marnej jakości i do bólu banalne otwarcie historii jeszcze pogłębiło uczucie zniechęcenia. Bezkresny kosmos, nieznana galaktyka oddalona o lata świetlne od Ziemi i statek dryfujący w przestrzeni. Zderzenie z chmurą meteorów, usterka statku i automatyczna aktywacja trybu awaryjnego, w wyniku którego komputer sterujący maszyną (tytułowa J.U.L.I.A. właśnie) postanawia wybudzić z kriogenicznego snu jedynego, żyjącego członka załogi – Ciebie. Od tego momentu Twoim zadaniem będzie najpierw naprawa statku, a później poznanie galaktyki i odkrycie, co stało się z pozostałymi członkami załogi. Brzmi znajomo? Przewijają Wam się właśnie w pamięci wszystkie space opery i książki, w których fabuła zawiązuje się podobnie? Wydaje Wam się, że wiecie dokładnie jak ta historia się skończy? Cóż stawiam 100:1, że... macie rację. Nie liczcie na żaden zwrot akcji i zaskakujące zakończenie inne od tego, które przewidujecie. Puenta tej historii dosłownie narzuca się od pierwszego obrazka i pierwszego przeczytanego zdania. A jednak J.U.L.I.A. potrafiła przykuć mnie do monitora na dwa dosyć długie wieczory potrzebne do tego, żeby dobrnąć od intro do napisów końcowych.





Prosimy nie regulować odbiorników, ten kosmos naprawdę tak wygląda



I to pomimo tego, że grafika w grze jest naprawdę, ale to naprawdę poniżej przeciętnej. Marne tła, słabe modelowanie 3D, kiepska animacja. Zwłaszcza model Rachel czyli bohaterki, w którą się wcielamy woła o pomstę do nieba. Ja rozumiem, że po Bóg wie jak długim czasie spędzonym w kapsule kriogenicznej pewnie nikt nie wyglądałby jak Claudia Schiffer czy inna Jennifer Lopez. Ja sama rano, nagle wyrwana ze snu przez budzik (nie cierpię drania!), wrzaskiem przerażenia reaguję na swoje odbicie w lustrze, zanim doprowadzę się do jakiego takiego stanu używalności. Ale jednak to, co postaciowcy zrobili twarzy Rachel to już jest czyste okrucieństwo i powinno być zakazane przez Helsińską Fundację Obrony Praw Człowieka. Całe szczęście, że nie musimy biedaczki oglądać za często.





Robotyka stosowana



A zawdzięczamy to nietypowemu (jak na przygodówki) systemowi sterowania. Przez cały czas trwania przygody (z jednym drobnym wyjątkiem, którego nie będę zdradzać, żeby nie psuć Wam zabawy) Rachel nie opuszcza statku kosmicznego. Poznawanie i eksploracja kolejnych planet, których w odwiedzonym przez nas układzie słonecznym jest 6, będzie się odbywało z pomocą J.U.L.I.I. – komputera pokładowego oraz Mobota – robota eksploracyjnego. To właśnie Mobot będzie lądował na każdej planecie, badał otoczenie, zbierał tu i ówdzie znajdźki i generalnie wykonywał polecenia J.U.L.I.I. i Rachel. Nie spodziewajcie się jednak, że po każdej z planet będziecie mogli poruszać się swobodnie. Nawigowanie odbywa się bowiem systemem węzłowym czyli poruszamy się z punktu A, do punktu B, trasą ściśle i z góry określoną przez programistów i bez jakiejkolwiek możliwości wykonania chwilowego choćby „skoku w bok”. Planety, choć różne, nie są też tak zróżnicowane, jak można by sobie tego życzyć w odniesieniu do obcego układu słonecznego, gdzieś w kosmosie. Miałam nadzieję, że projektanci poziomów wykażą się większą wyobraźnią, ale niestety nic z tego. Choć każda z planet jest inna (skalista, pustynna, mglista, porośnięta dżunglą, zalana wodą i zamarznięta), to w zasadzie znamy to wszystko z Ziemi. Dodatkowo żadnej z nich nie oglądamy tak naprawdę z bliska. Wszystko jest bowiem obrazem transmitowanym przez Mobota i przez większość rozgrywki wpatrujemy się w ekran, na którym jest wyświetlonych kilka okienek. To co również może doskwierać to swego rodzaju schematyczność i konieczność rozpoczęcia eksplorowania każdej planety od wykonania tych samych zadań.





Kosmiczne łamanie głowy



Na szczęście tylko kilka z nich, jak pozyskiwanie surowców czy budowanie schematów się powtarza. Większość to może niezbyt oryginalne, ale ciekawe i co najważniejsze, doskonale wyważone łamigłówki. I w zasadzie do tego sprowadza się rozgrywka. Zapomnijcie o setkach linii dialogowych, wypatrywaniu oczu za przedmiotami i działaniu wg schematu przysługa za przysługę tak dobrze znanego z innych produkcji tego rodzaju, bo zupełnie nie o to chodzi w tej grze. Tutaj rozgrywka toczy się niespiesznie, a fabuła jest tylko pretekstem dla następujących kolejno po sobie zadań logicznych. A te, choć podobnie jak świat, w którym się rozgrywają, nie grzeszą oryginalnością, to jednak potrafią wciągnąć, stanowią wyzwanie i dostarczają satysfakcji z ich samodzielnego rozwiązania. I to jest właśnie coś, co stanowi o sile J.U.L.I.I. i co potrafiło mnie zatrzymać na dłużej przy monitorze. Zadania są naprawdę ciekawe, zróżnicowane, dobrze przemyślane i naprawdę logiczne. Więc wystarczy tylko trochę ruszyć głową, żeby dać sobie z nimi radę. Wyzwania stawiane przed graczem będą przeróżne. Od układanek, przesuwanek i rozsypywanek, przez łamanie szyfrów, odgadywanie kombinacji zamków, aż po zadania matematyczne. Wielką zaletą gry jest też fakt, że niejako monitoruje postępy gracza i ostrzega przed trudniejszymi momentami pozwalając przygotować się do rozgrywki i podjąć właściwą decyzję. Nie jesteś mocny z matematyki? Nie szkodzi. Przed zadaniem wymagającym podstawowej wiedzy w tym zakresie, gra zapyta czy będziesz potrzebował pomocy. Nie najlepiej idzie Ci rozwiązywanie zadań na czas i zaliczyłeś już kilka nieudanych prób? To nic. Po kolejnej gra zapyta czy przypadkiem nie chciałbyś pominąć sekwencji, która sprawia Ci problem. Lubisz obejrzeć wszystkie zakończenia, ale nie zawsze masz ochotę powtarzać w tym celu całą grę, albo znaczną jej część? Nie ma sprawy. Przed kluczowym fragmentem gra przypomni Ci, że to najlepszy moment, żeby dokonać zapisu. Ten przyjazny i nie nachalny system podpowiedzi, każdorazowo pozostawiający graczowi wybór, bardzo mi się spodobał.





Cisza rozbrzmiewająca w przestrzeni



Podobnie z resztą jak oprawa muzyczna. Jak na astronomiczne prawidła przystało w kosmosie panuje cisza, ale na szczęście została ona wypełniona przyjemną, klimatyczną i budującą nastrój oprawą muzyczną. Szkoda tylko, że dotknął jej problem typowy dla większości produkcji budżetowych, to znaczy zabrakło pieniędzy, żeby zrobić z niej pełnoprawną ścieżkę dźwiękową. Słychać zatem niewiele, w krótkich, powtarzalnych fragmentach, ale za to to, co słychać nie przeszkadza, umila rozgrywkę i pomaga się skoncentrować na aktualnie rozwiązywanym zadaniu.





Mieszkańcy obcych planet mówią po angielsku



Póki co J.U.L.I.A. dostępna jest tylko w angielskiej wersji językowej i przynajmniej dobra znajomość tego języka jest konieczna, żeby móc ukończyć rozgrywkę. Wynika to z faktu, że część zadań to łamigłówki, rebusy i szarady słowne, które wymagają zrozumienia, do ich rozwiązania. Nie tak bardzo natomiast znajomość języka jest potrzebna do zrozumienia fabuły. Głównie dlatego, że ta nie porywa, jest mało odkrywcza i w zasadzie równie dobrze mogłoby jej nie być. Czasem kogoś spotkamy, czasem z kimś pogadamy, ale generalnie i tak od początku wiemy jak ta historia się skończy i do czego to wszystko prowadzi. Co w zasadzie powinno być błędem nie do wybaczenia zważywszy, że mówimy o grze przygodowej. A największą siłą przygodówki, niejako z samego już założenia, powinna być fabuła właśnie.





Zagrać, nie zagrać?



No i właśnie dlatego we wstępie napisałam, że to dziwna gra. Bo fabuła jest tak przewidywalna jak wynik polskiej kadry piłki nożnej w kolejnym meczu, bo budżetowością trąci na odległość, bo to źle, to słabo, a to nie fajnie, a jednak... A jednak jest w tej grze to nieuchwytne coś, co potrafi przykuć do monitora. Coś, co daje zwyczajną frajdę i satysfakcję z rozgrywki. I właśnie za to coś poniższa ocena.











6,5 PLUSY:

logiczne łamigłówki
+ klimat
+ muzyka
+ grywalność
MINUSY:

kiepska grafika
- miałka fabuła

Autorka: Evillady