Nightmares from the Deep 1: The Cursed Heart - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 02.05.2012 14:29

Podczas gdy fani klasycznych przygodówek otrzymali ostatnio Captain Morgane and the Golden Turtle, gatunek gier hidden object także postarał się o utrzymaną w pirackich klimatach produkcję. Projekt pt. Nightmares from the Deep: The Cursed Heart jeszcze przed premierą wzbudzał entuzjazm wśród casualowej braci, ponieważ jego opracowaniem zajęło się polskie studio Artifex Mundi z siedzibą w Zabrzu. Zresztą nie ma się czemu dziwić. Dzięki przyzwoitemu The Ancient Spectres i bardzo dobremu Enigmatis rodzimi deweloperzy udowodnili, że znają się na rzeczy. Czy udało im się również i tym razem?



O skutkach sprowadzenia podejrzanego trupa



W Nightmares from the Deep pokierujemy poczynaniami pani Sary Black, którą pochłania organizacja wystawy poświęconej niejakiemu Henry'emu Remingtonowi. Czasu zostało bardzo mało, gdyż udostępnienie ekspozycji dla zwiedzających odbędzie się już następnego dnia. Należy więc zapiąć wszystko na ostatni guzik, nawet kosztem zarwanej nocy. I na to się właśnie zanosi, bo za oknem ciemno, a roboty pełno. Na szczęście, nasza bohaterka nie jest osamotniona w przygotowaniach do jutrzejszego otwarcia. W muzeum pojawia się bowiem jej córka, skuszona perspektywą obejrzenia eksponatów. Dziewczynę interesuje głównie największa atrakcja wystawy w postaci zwłok Remingtona. A kim w ogóle był ów jegomość? Na pewno nie bohaterem walczącym w obronie słabych i uciemiężonych. Wręcz przeciwnie, w XVIII wieku siał postrach na Morzu Karaibskim jako dowódca pirackiego statku. Chociaż jego kariera trwała krótko, zdążył przelać tyle krwi, że pamięć o nim nie zaginęła w mrokach historii.



Wyłowione z głębin ciało słynnego pirata musiało zatem trafić do Karaibskiego Muzeum Morskiego, gdzie pracuje główna bohaterka gry. Dla Sary i jej latorośli byłoby jednak lepiej, gdyby kapitana Remingtona nigdy nie odnaleziono. Z jednej strony, taki okaz niewątpliwie posiada olbrzymią wartość historyczną, a przy okazji przyciągnie wielu widzów. Z drugiej, nadspodziewanie dobrze zakonserwowany nieboszczyk może wzbudzać pewne podejrzenia, zwłaszcza w przypadku człowieka okrytego złą sławą i posądzanego o konszachty z diabłem. Poza tym, wielu twórców ostrzegało w swoich dziełach, iż groźni ludzie potrafią szkodzić również po śmierci. Henry Remington nie zamierza być wyjątkiem w tej grupie. Jak tylko zostaje wybudzony, porywa młodą dziewczynę. Nikczemnego kapitana przepełnia tak wielki gniew i pewność siebie, że czyni to niemalże na oczach matki. Z kolei pani Black nie zamierza odpuścić. Mimo nagłego zetknięcia z siłami nadprzyrodzonymi, kobieta nie traci zimnej krwi. Dlatego też, czym prędzej zakrada się na statek pirata, który odpływa do dawnej kryjówki na Wyspie Czaszki.



nightmares_from_the_deep_rec01


Ekipa z Artifex Mundi tradycyjnie zafundowała nam dość rozbudowaną jak na gatunek HO fabułę. W Nightmares from the Deep zdecydowano się na połączenie elementów grozy z melodramatem. Pierwszą kategorię reprezentują m.in. obecność nieumarłych i sugestywne scenerie w postaci statku widmo czy pirackiego przyczółka, który nieprzypadkowo nosi nazwę "Wyspy Czaszki". Ponadto twórcy skorzystali z zasobów mitologii żeglarskiej, jak przystało na opowieść z wilkami morskimi w tle. Jeżeli zaś chodzi o wątki melodramatyczne, miłość matczyna nie jest jedynym tego typu motywem w produkcji zabrzańskiej firmy. Uczucia towarzyszą także samemu Remingtonowi, a w miarę rozwoju fabuły stopniowo poznamy szczegóły na temat ich natury oraz wpływu na zachowanie kapitana. Generalnie wszystkie elementy ładnie się ze sobą komponują, lecz ponownie nie wzniesiono się na wyżyny oryginalności. Oprócz tego, chociaż zabrakło zwrotów akcji jak w Enigmatis, na pewno jest lepiej niż w The Ancient Spectres.



Gameplay górą!



Już na wstępie wspomniałam, iż Nighmares from the Deep należy do gatunku hidden object. Dużo czasu spędzimy zatem na przeczesywaniu plansz w celu odnalezienia przedmiotów wymienionych w liście u dołu ekranu. Podobnie jak w The Ancient Spectres, możemy skorzystać z sonaru, który wyświetla kontury poszczególnych rzeczy ze spisu. Jednakże w porównaniu z innymi tytułami rodzimego studia, najnowsza produkcja wygrywa na polu mechanizmów rozgrywki. Co czyni historię o kapitanie Remingtonie lepszą od wcześniejszych pozycji autorstwa Artifex Mundi? Otóż, mimo że znowu zetkniemy się z koniecznością przeszukiwania tych samych miejsc z ukrytymi obiektami, ów stan rzeczy nie przeszkadzał mi tak jak poprzednio. Odniosłam wrażenie, iż tzw. powtórki występowały tu z nieco mniejszą częstotliwością. Uczucie déjà vu zatarła także bardziej urozmaicona rozgrywka. W pierwszej kolejności chciałabym zwrócić uwagę na jeszcze bogatszą interakcję w scenach HO. Poza otwieraniem szafek czy szuflad, będziemy musieli np. użyć śrubokrętu lub schwytać elektrycznego węgorza zgodnie z zasadami bhp. Zwiększono też liczbę obiektów wymagających dodatkowych czynności ze strony gracza. Kolejne ciekawe rozwiązanie zostało wprowadzone na wypadek, gdybyśmy poczuli się znudzeni rozgrywką typu HO. Wolno nam wówczas skorzystać z alternatywy w postaci popularnego Mahjonga. Podobny pomysł pojawił się wprawdzie w The Ancient Spectres, ale nie oznacza to, że twórcy poszli na łatwiznę. W tamtej produkcji plansze HO można było bowiem przełączyć na grę w stylu Bejeweled. Innym udanym posunięciem jest obecność fragmentarycznych scen hidden object, których nie da się zastąpić Mahjongiem. Tego rodzaju plansze wymagają znalezienia dosłownie kilku rzeczy, a konkretnie części potrzebnych do złożenia danego przedmiotu w całość.



nightmares_from_the_deep_rec02


Na deser pozostawiłam natomiast urozmaicenie, które uważam za najbardziej interesujące z punktu widzenia przygodówkowicza. Myślę oczywiście o elementach zaczerpniętych z klasycznych gier point'n'click, czyli o zbieraniu i używaniu znalezionych przedmiotów w odpowiednich miejscach oraz pokonywaniu łamigłówek. Momenty, kiedy gra przybiera formę tradycyjnej przygodówki zostały zaakcentowane jeszcze mocniej niż w The Ancient Spectres czy nawet w Enigmatis. Widać to szczególnie w zagadkach logicznych, które charakteryzują się nieco większą różnorodnością. Jako przykład wystarczy wymienić podłączanie bezpieczników, przyrządzanie wysokoprocentowego napoju czy zabawę w chemika. Powyższe wyzwania zazwyczaj nie stoją na wysokim poziomie trudności i nie zmuszą nas do długiego główkowania, lecz w razie problemów lub zwykłego braku chęci możemy skorzystać z opcji automatycznego rozwiązania. Należy przy tym pamiętać, że funkcja ta aktywuje się dłużej podczas gry w trybie zaawansowanym. Jeżeli zaś chodzi o czas potrzebny na ukończenie Nightmares from the Deep, jest on w zupełności satysfakcjonujący. Zaliczenie podstawowego wątku fabularnego zajęło mi równo 5 godzin. Oprócz tego, w ciągu kolejnych 50 minut przeszłam dodatkowy scenariusz, wchodzący w skład materiałów bonusowych edycji kolekcjonerskiej.



Pirackie obrazy i dźwięki



Ludzie z Artifex Mundi przyzwyczaili mnie do nastrojowych i bogatych w detale plansz. W związku z tym, cieszy mnie fakt, iż lokacje po raz kolejny zasługują na szereg pochwał. Wygląd pomieszczeń muzealnych został dostosowany do ich funkcji. Tak więc główny hol przykuwa wzrok dużą przestrzenią, podczas gdy mały magazyn jest odpowiednio zagracony. Z kolei przy projektowaniu statku Remingtona oraz Wyspy Czaszki twórcy słusznie pozwolili sobie na więcej fantazji, aby podkreślić wrażenie obcowania ze światem nadnaturalnym. Postacie również ładnie się prezentują, aczkolwiek ich animacja tradycyjnie nie rzuca na kolana. Można zauważyć pewną poprawę, lecz nadal przydałoby się nieco więcej dynamiki. Najpoważniejsze zastrzeżenie muszę skierować pod adresem szczęki córki Sary, która w zbliżeniu opada niczym u lalki brzuchomówcy. O ile efekt ten sprawdza się w czasie wypowiedzi kościotrupów, u żywych i na dodatek atrakcyjnych osób wypada po prostu słabo. Na szczęście, nie ma z tym problemu, kiedy dziewczynę widać z oddali lub w dość efektownych trójwymiarowych cut-scenkach. A skoro poruszyłam temat przerywników filmowych, nie wypada mi pominąć wykonanych w dwóch wymiarach retrospekcji, w trakcie których poznamy przeszłość Henry'ego Remingtona. Prawie wszystkie utrzymane są w kolorze sepii, dzięki czemu wzmocniono ich wspomnieniowy charakter.



nightmares_from_the_deep_rec03


Muzyka, która towarzyszy naszej pogoni za dowódcą piratów, dobrze komponuje się z przedstawioną w grze historią. Usłyszymy zarówno smutne liryczne utwory, jak i melodie zawierające pewną dawkę grozy oraz marynistycznej nuty. Jedyny minus stanowi zbyt mała liczba melodii. Co do dubbingu, angielskie dialogi stoją na przyzwoitym poziomie. Tym razem deweloperzy pomyśleli jednak o graczach, którzy nie są poliglotami. Otóż poza angielskojęzycznym Nightmares from the Deep, do cyfrowej dystrybucji trafiła również polska wersja produkcji. Spolszczeniu uległy wszystkie napisy, włącznie z napotkanymi w trakcie rozgrywki dokumentami. W tekście nie zauważyłam błędów, oprócz drobnych usterek w przewodniku po grze.



Podsumowanie



Gdyby poproszono mnie o podanie ulubionego tytułu od Artifex Mundi, nadal wybrałabym Enigmatis: The Ghosts of Maple Creek. Mimo wszystko obu produkcjom należy się według mnie identyczna ocena. Wprawdzie Nightmares from the Deep: The Cursed Heart nieco odstaje od Enigmatis pod względem scenariusza oraz klimatu, ale dla odmiany zdobywa więcej punktów za bardziej zróżnicowaną rozgrywkę. Ponadto nie bez znaczenia pozostaje istnienie polskiej wersji językowej. W końcu takie posunięcie przyniesie zasłużone profity także dla autorów perypetii pani Black, ponieważ po grę sięgną osoby nieznające języków obcych. Na koniec nie pozostaje mi nic innego jak tylko pogratulować twórcom i liczyć, że następnym razem uraczą nas równie udaną, a nawet jeszcze lepszą produkcją.















8 PLUSY:

dość rozbudowana fabuła
+ urozmaicenia w rozgrywce HO
+ dużo elementów rodem z point'n'click
+ wystarczający czas rozgrywki
+ bardzo ładne lokacje
+ nastrojowa muzyka
+ polska wersja językowa
MINUSY:

mało utworów wchodzących w skład ścieżki dźwiękowej
- dość ubogie animacje postaci w części właściwej gry
- na upartego, drobne niedoróbki w polskim przewodniku po grze, gdzie i tak zbyt wiele osób nie zajrzy;)


Autorka: crouschynca