A New Beginning: Odrodzenie - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 29.11.2011 03:11

Obecnie wiele mówi się na temat postępującej degradacji środowiska oraz zmian klimatycznych, za które w dużej mierze odpowiada ekspansywna gospodarka człowieka. W obliczu rosnącego zagrożenia, proponowane są rozwiązania, mające za zadanie poprawić kondycję naszej planety lub chociażby powstrzymać dalsze pogarszanie się jej stanu. Wprawdzie promocja ekologicznego stylu życia pozwala pomyśleć o przyszłości z większym optymizmem, jednak pewne wątpliwości i tak nie dadzą o sobie zapomnieć. Na pierwszy plan wysuwa się pytanie o to, czy po prostu nie jest już za późno na ocalenie Ziemi. Sens tzw. akcji ratunkowej podważa także fakt, iż niektóre korporacje nie dbają o środowisko naturalne ze względu na pragnienie utrzymania dużych dochodów. W każdym razie, skoro ekologia cieszy się teraz sporą popularnością, nie mogło jej również zabraknąć w mediach. Jako przykład wystarczy wymienić Avatara, Wall-E i Happy Feet: Tupot małych stóp. Natomiast, jeżeli chodzi o branżę komputerowej rozrywki, jedną z takich produkcji jest właśnie recenzowane przeze mnie A New Beginning.



Za tytuł ten odpowiada niemiecka firma Daedalic Entertainment, która wsławiła się inną przygodówką, a mianowicie baśniowym The Whispered World. Do sukcesu poprzedniej gry studia przyczyniły się przede wszystkim przepiękne, ręcznie malowane lokacje, uroczy główny bohater, wzruszająca historia oraz wierność klasykom gatunku. Wysoka jakość owego dzieła sprawiła, iż z niecierpliwością wyczekiwałam A New Beginning. Mimo że fabuła została tym razem osadzona w zupełnie odmiennych realiach, już wstępne informacje na temat produkcji potwierdzały obecność zalet znanych z TWW. Moje oczekiwania w jeszcze większym stopniu rozbudziła wersja demonstracyjna, dzięki której mogłam przekonać się o potencjale kolejnej przygodówki twórców perypetii klauna Sadwicka. Jedyne obawy związane były z premierą gry w Polsce. Na szczęście firma IQ Publishing zadbała, nie po raz pierwszy zresztą, o potrzeby miłośników pozycji typu point’n’click i sprowadziła ANB do naszego kraju.



Rozrywka z przesłaniem



Dzieło Daedalic Entertainment to thriller ekologiczny. Według scenarzystów A New Beginning, przyszłość Ziemi nie rysuje się w różowych barwach, lecz wręcz przeciwnie. W 2500 r. świat chyli się bowiem ku ostatecznemu upadkowi z powodu nieodwracalnych zmian klimatycznych. Istnieje jednak pewna szansa na ratunek. Niewielka, ale zawsze lepsza taka niż żadna. Ocaleniem może być podróż kilkaset lat wstecz. Dlatego też pozostałe przy życiu niedobitki ludzkości wysyłają w przeszłość grupę, której zadanie polega na zmianie biegu wydarzeń, a tym samym zapobieżeniu zagładzie planety. Niestety, wizyta w roku 2050 kończy się fiaskiem, gdyż już wtedy zmiany klimatyczne zdążyły zebrać swoje żniwo. Poza tym w wyniku podróży giną niemalże wszyscy uczestnicy wyprawy. Konieczny więc staje się kolejny skok. Nowy kierunek to czasy mniej więcej nam współczesne. Tam właśnie wchodząca w skład zespołu młoda Fay odnajduje Benta Svensona, bioinżyniera na emeryturze. Dlaczego akurat jego? Otóż mężczyzna ten prowadził niegdyś badania, mogące przydać się w misji Fay. A czy rzeczywiście odegrają one ważną rolę w ratowaniu świata? Tego dowiemy się śledząc historię przedstawioną w produkcji niemieckiego studia.





Od razu zapewniam, iż zagłębienie się w fabułę przygodówki dalekie będzie od męczarni. Ekipa z Daedalic Entertainment wykonała kawał dobrej roboty serwując nam bardzo wciągający scenariusz. Za plus należy również uznać sposób jego poprowadzenia, gdyż pokuszono się o urozmaicenie w postaci zastosowania retrospekcji w pierwszych rozdziałach opowieści. Ponadto, chociaż wiele osób uważa gry komputerowe za rzecz błahą i mało ambitną, ANB dowodzi, że oprócz walorów czysto rozrywkowych multimedialne produkcje potrafią nieść ze sobą także głębsze treści. Problematyka ekologiczna nie została tutaj potraktowana po łebkach. W trakcie naszej przygody natkniemy się na szereg czynników wpływających na pogorszenie stanu środowiska, m.in. pogoń za nowinkami technicznymi, konsumpcyjny styl życia, nadmiernie eksploatującą zasoby naturalne gospodarkę czy też zwykłą chęć zysku. Twórcy gry w szczególnym stopniu napiętnowali ostatni z wymienionych wyżej aspektów poświęcając sporo uwagi korporacji energetycznej, której właściciel obłudnie zasłania się szczytnymi celami. Co więcej, ważne przesłanie zostało umiejętnie wplecione w fabułę i nie przybiera formy nudnego wykładu czy też reklamy organizacji ekologicznych, co czasami zdarza się w tytułach promujących miejsca turystyczne.



Ochrona środowiska nie jest jedynym problemem poruszonym w dziele producentów TWW, a wszelkie obecne w przygodówce zagadnienia znakomicie komponują się z wiarygodnymi i pełnymi życia bohaterami. Tak więc ANB stawia również pytanie jak daleko można posunąć się w imię słusznej sprawy. Kwestia ta wiąże się jednak częściowo z głównym tematem produkcji, gdyż do jej podkreślenia wykorzystano postać niejakiego Salvadora, jednego z podróżników w czasie. Szorstkiego w obyciu i nieznoszącego sprzeciwu mężczyznę nie interesuje nic poza misją ratowania Ziemi, dla której nie zawaha się sięgnąć nawet po najbardziej drastyczne środki. Oprócz tego w grze znalazło się także miejsce dla tak poważnych spraw jak odpowiedzialność, poświęcenie oraz stawianie obowiązków zawodowych ponad szczęście rodzinne. Dotyczą one głównie Benta Svensona, ponieważ to właśnie on zaniedbał swoich najbliższych na rzecz wzniosłych idei. Czując się odpowiedzialnym za cały świat, zapomniał o rodzinie oraz jej potrzebach. Oczywiście odbiło się to na relacjach naukowca z synem – Duve’m. Pomimo kontynuowania badań ojca, introwertyczny młodzieniec ma do niego żal o poświęcanie zbyt małej uwagi domownikom. W związku z tym stary Svenson żyje obecnie w poczuciu straty i nie wierzy już w sens swojej pracy. Aktualna postawa emerytowanego bioinżyniera ciekawie zresztą kontrastuje z Fay, którą przepełnia idealizm tak jak dawniej samego Benta.






Jak grać, aby uratować świat



Sterowanie w A New Beginning nie przysporzy trudności nawet graczom niebędącym z przygodówkami za pan brat, i to nie ze względu na generalną prostotę obsługi tytułów typu point’n’click. Otóż w pierwszych minutach rozgrywki towarzyszy nam samouczek, który tłumaczy zasady rządzące interakcją z otoczeniem oraz używaniem inwentarza. Skorzystanie z owej pomocy nie jest jednak obowiązkowe. Po świecie gry poruszamy się głównie za pomocą myszki. Klawiatura przyda się do podświetlenia hotspotów przy użyciu spacji oraz wyjścia do menu klawiszem ESC. Po najechaniu na aktywny punkt na planszy, musimy nacisnąć i przytrzymać lewy przycisk gryzonia. W ten sposób uzyskamy dostęp do menu interakcji z danym obiektem, gdzie wybierzemy jedną z możliwych do wykonania czynności. Prawy przycisk myszy służy do otwarcia ekwipunku, który w przeciwieństwie do przygód Sadwicka, zamiast zajmować środek ekranu wyświetla się na dole w postaci paska. Osobiście skłaniam się ku rozwiązaniu znanym z innych przygodówek, gdzie wgląd do plecaka daje nam samo wskazanie kursorem odpowiedniego miejsca. Opcja zaproponowana przez twórców ANB w mniejszym stopniu przypadła mi do gustu ze względu na każdorazową konieczność samodzielnego zamykania inwentarza poprzez wciśnięcie prawego guzika. Mimo wszystko nie jest to wada wpływająca na pozytywny odbiór produkcji, lecz kwestia osobistych preferencji. Jeżeli chodzi o grywalne postacie, pokierujemy zarówno Fay, jak i Bentem. Oboje, podobnie jak Sadwick z TWW, nie potrafią biegać. Na szczęście, istnieje możliwość szybkiego opuszczania lokacji za pomocą podwójnego kliknięcia.



Gra składa się z ośmiu rozdziałów, a także z grywalnego prologu oraz przedstawionego w formie cut-scenki epilogu. Całość powinna zapewnić nam godziwy czas zabawy, który w moim przypadku wyniósł prawie 12 godzin bez przeklikiwania dialogów itp. W trakcie rozgrywki zajmiemy się przeprowadzaniem wielu rozmów, używaniu w odpowiednich miejscach znalezionych wcześniej przedmiotów oraz rozwiązywaniem zagadek logicznych. Stawiane przed graczem wyzwania są różnorodne i stoją na umiarkowanym stopniu trudności. Niekiedy zdarzy się nam utknąć w jakimś miejscu, lecz twórcy poszli na rękę osobom mniej doświadczonym w gatunku point’n’click lub po prostu obdarzonym małymi pokładami cierpliwości. W sytuacjach, kiedy już dość długo główkujemy nad łamigłówką, w prawym górnym rogu ekranu pojawia się czerwony guzik. Jeżeli zdecydujemy się skorzystać z owego koła ratunkowego, zadanie zostaje rozwiązane przez komputer, a my spokojnie możemy śledzić dalsze losy Benta i Fay.





Audio-wizualne przyjemności



Pod względem graficznym, A New Beginning kontynuuje drogę obraną w opowieści o smutnym klaunie. Mamy tu zatem do czynienia z 2D, w którym wykonano tak lokacje, jak i postacie. Gra dziedziczy również po poprzedniczce obraz o proporcjach 4:3, przez co posiadacze panoramicznych monitorów zmuszeni będą do oglądania czarnych pasów po bokach ekranu. Wracając do plusów, ręcznie rysowane tła wprost urzekają bogactwem detali i kolorów, nawet jeżeli naszym oczom ukazują się ruiny. Idealny przykład stanowi zniszczone San Francisco w 2050 r. Miasto przypomina bowiem jedno wielkie wysypisko śmieci, a kolorystyka, w jakiej utrzymane są tamtejsze lokacje sprawiają, iż dosłownie można poczuć zanieczyszczone powietrze. Mówiąc krótko, twórcom należą się gromkie brawa za perfekcyjną umiejętność kreowania klimatu dzięki sugestywnej oprawie wizualnej. Nieco mniejsze wrażenie wywołali na mnie zamieszkujący świat ANB bohaterowie. Nie mam większych zastrzeżeń do wyglądu poszczególnych osobników, który na ogół współgra z ich charakterem. Patrząc na Benta Svensona, nietrudno ujrzeć w nim zmęczonego życiem człowieka, podczas gdy na obliczu zamkniętego w sobie Duve’a dominuje obrażona mina. Szwankuje niestety animacja postaci, poruszających się jakby połknęły kij od szczotki, co jest zmorą wielu produkcji spod znaku point’n’click.



Twórcy klasycznych przygodówek zazwyczaj nie dysponują budżetem równym sumom przeznaczanym na realizację najgłośniejszych gier akcji. Widać to niekiedy w przerywnikach filmowych, uboższych w stosunku do tych, które ubarwiają multimedialne superprodukcje. Fakt ten nie oznacza jednak, że cut-scenki w przygodowych tytułach wzbudzają jedynie niesmak. Zdolniejsze studia potrafią sprytnie wybrnąć z powyższej sytuacji, czego dowodzi m.in. znakomite Gray Matter ze statycznymi, aczkolwiek stylowymi planszami przypominającymi malowane farbami obrazy. Ekipa z Daedalic Entertainment wykazała się jeszcze większą pomysłowością niż ludzie z Wizarbox w dziele Jane Jensen. Filmiki w ANB zostały wykonane w formie animowanego komiksu z charakterystycznymi chmurkami dialogowymi. Przy okazji warto zaznaczyć, iż kilka rozmów w czasie cut-scenek daje możliwość samodzielnego wyboru odpowiedniej kwestii. Szkoda tylko, że w takich interaktywnych momentach milknie przygrywająca w tle melodia i wraca dopiero wtedy, gdy znowu stajemy się biernymi widzami.





Skomponowana na potrzeby gry muzyka to jedna z lepszych ścieżek dźwiękowych, jakie dane mi było usłyszeć w przygodówkach. Do jej niewątpliwych zalet należy zaliczyć nastrojowość, gdyż wspólnie z grafiką idealnie buduje, panującą w opowieści o ratowaniu Ziemi, atmosferę. Melodie towarzyszące przygodom Benta i Fay utrzymane są przeważnie w smutnej tonacji. Niekiedy bywa patetycznie, innym razem natomiast posępnie bądź też lirycznie. Kiedy trzeba, muzyka nabiera pazura i staje się bardziej dynamiczna sygnalizując powagę śledzonej w danym momencie sytuacji. Jak więc przystało na porządną ścieżkę dźwiękową, odpowiada ona przedstawionym na ekranie wydarzeniom, a także potrafi poruszyć wrażliwe strony naszej duszy. Dlatego też należy pochwalić polskiego dystrybutora za umieszczenie na płycie z grą osobnego folderu z plikami audio. Przyzwoicie wypadają również odgłosy otoczenia, z kolei angielski dubbing już tylko przeciętnie. Co prawda, zatrudnieni aktorzy wypowiadają swoje kwestie wyraźnie, ale czasami brzmią trochę sztucznie.



Polonizacja



IQ Publishing, czyli rodzimy dystrybutor ANB, uraczył graczy lokalizacją kinową. Co do jakości napisów, zostały one w miarę poprawnie przetłumaczone, lecz nie obyło się bez pewnych „zgrzytów”. Zdarzają się literówki jak choćby brak ogonka w samogłoskach lub jego niepotrzebne dodanie, a także wywołująca niezamierzony efekt komiczny zmiana płci bohatera. Oprócz tego w bodajże 2 miejscach menu interakcji zawierało komendę w języku angielskim. Z poważniejszych błędów w oczy rzuciło mi się szczególnie wyrażenie „w każdym bądź razie” oraz przetłumaczenie słowa „Neverland” na… „Neverlandię”. W końcu każde dziecko zna bajkę o Piotrusiu Panie i wie, iż polska nazwa zamieszkiwanej przez niego wyspy to Nibylandia!





Biegiem do sklepu!



Dzieło Daedalic Entartainment przybyło do Polski z opóźnieniem, ale za to z pokaźną liczbą pozytywnych opinii, a nawet z paroma nagrodami na swoim koncie, m.in. dla fabuły. Po zapoznaniu się z pełną wersją gry, z czystym sumieniem stwierdzam, że wysokie oceny zostały jej jak najbardziej sprawiedliwie wystawione. A New Beginning to klasyczna produkcja w najlepszym znaczeniu tego słowa, ponieważ zawiera wszystko, za co kochamy gatunek point’n’click. Poza tym przedstawiona tutaj historia stanowi znakomite połączenie rozrywki i walorów edukacyjnych. Nieliczne wady bledną w szeregu zalet owego tytułu czyniąc go pozycją obowiązkową dla każdego szanującego się przygodówkowicza.



Final Cut*



W grudniu 2012 r. A New Beginning trafiło do oferty sklepu Steam, gdzie zostało opatrzone podtytułem Final Cut. Czym różni się ta edycja od wcześniejszych? Otóż jest to tzw. ostateczna wersja przygodówki, która nie zawiera znaczących modyfikacji w stosunku do edycji premierowej. Nie wprowadzono zatem żadnych zmian w samej rozgrywce, ani dodatkowych lokacji czy też filmików. Najważniejszą nowość stanowią osiągnięcia, które możemy odblokować przechodząc produkcję Daedalic Entertainment na Steamie. W sumie mamy 28 achievementów i otrzymujemy je za zaliczanie poszczególnych rozdziałów, pokonywanie trudniejszych łamigłówek, a także za drobne czynności, związane z eksploracją świata gry. Final Cut z pewnością zadowoli więc odbiorców lubujących się w zdobywaniu popularnych „aczików”.



Co do innych nowych elementów, platforma firmy Valve oferuje przygodówkę w kilku wersjach językowych. Tak jak w rodzimym, pudełkowym wydaniu od IQ Publishing, język polski występuje tylko w postaci napisów. Jakość tłumaczenia pozostała niezmieniona, gdyż napotkałam błędy, które odnotowałam wcześniej przy testowaniu edycji od IQP. Dodatkowo, w jednym miejscu menu interakcji zawierało rosyjskie komendy. Oprócz tego, ANB po raz pierwszy przystosowano do działania na komputerach Mac i wedle słów twórców, poprawiono stabilność gry. Przyznam, że produkcja ta już wcześniej działała poprawnie na moim sprzęcie. Grając w Final Cut, natrafiłam za to na drobny zgrzyt w ostatniej lokacji drugiego rozdziału. Mianowicie nie mogłam otworzyć ekwipunku, ale rozwiązaniem okazało się wyjście do menu wraz z szybkim powrotem do rozgrywki. Być może to jednak losowa sprawa i wystąpiła wyłącznie u mnie, gdyż na steamowym forum żaden użytkownik nie uskarżał się póki co na tego typu kwiatki.



*dodane 23.12.2012 r.











9 PLUSY:

fabuła, w której rozrywka idzie w parze z głębokim przesłaniem

+ wyraziści bohaterowie
+ klimat
+ przyzwoity czas rozgrywki
+ różnorodne zadania
+ przepiękne lokacje
+ komiksowe przerywniki filmowe
+ nastrojowa muzyka
MINUSY:

niezbyt dobra animacja postaci
- błędy w polskich napisach
- wyciszanie muzyki w interaktywnych fragmentach cut-scenek
- format 4:3

autorka: crouschynca