Mazowsze: Pogoń w Czasie - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 26.09.2011 23:19

Podróże w czasie to temat dający wyobraźni niezwykle szerokie pole do popisu. Dzięki niemu twórcy mogą zrealizować nawet najbardziej szalone pomysły. Dlatego też motyw ten jest tak często spotykany zarówno w grach video, jak i filmach oraz książkach. W świecie przygodówek również nie brakuje produkcji, których bohaterowie przenoszą się lata wstecz lub do przodu. Wystarczy wymienić firmę Daedalic Entertainment ze swoim proekologicznym A New Beginning, a także Telltale Games i jego Back to the Future na podstawie filmowej trylogii Roberta Zemeckisa. Znalazłoby się jeszcze więcej przykładów, lecz skupmy się teraz na chwili obecnej. Tegoroczny wrzesień przynosi bowiem miłośnikom gatunku kolejną pozycję o zbliżonej tematyce. Tym razem jest to darmowa produkcja od warszawskiego studia Nitreal Games – Mazowsze: Pogoń w Czasie.



Pechowy podarek



Co robimy w dniu, w którym ktoś z naszych bliskich obchodzi urodziny? Składamy stosowne życzenia, a przy okazji wręczamy upominek. Nie inaczej postępuje główna bohaterka Mazowsza – osiemnastoletnia Felicja. Dziewczynę poznajemy w chwili, gdy wraz ze swoim kotem Albertem, przemierza ulice w poszukiwaniu prezentu dla kochanego dziadka. Los kieruje ją do sklepu Zegarmistrza. Tam właśnie Felicja podejmuje ostateczną decyzję w sprawie zakupu. Niestety, okazuje się ona feralna w skutkach, mimo że podarek spodobał się jubilatowi. Co więcej, dziadek zachwycił się tak bardzo, iż od razu nakręcił otrzymany zegarek. W ten sposób cała trójka zostaje przeniesiona w czasie. Pół biedy, gdyby wszyscy trafili do tego samego miejsca. Tak się jednak nie stało…




Felicja oraz jej pupil cofają się do 1891 roku. Oboje lądują na dworcu kolejowym. A gdzie staruszek? Nie wiadomo. Na szczęście dziewczyna nie jest w ciemię bita i, jak na bystrą osóbkę przystało, od razu odnajduje się w nowej sytuacji, energicznie przystępując do poszukiwań zaginionego dziadka. Oczywiście dworzec z końca XIX wieku to niejedyny przystanek w trakcie podróży Felicji i Alberta. Nasi bohaterowie odwiedzą także inne miejsca w przeszłości, przyszłości oraz czasach im współczesnych. Będą też musieli pokrzyżować szyki czarnemu charakterowi, czyli wspomnianemu wcześniej Zegarmistrzowi. Sprawca zamieszania nie zamierza bowiem poprzestać i z uporem manipuluje wydarzeniami, dostosowując je do własnych potrzeb. Ponadto pojawi się tajemnicza korporacja Temporis, która również odegra niemałą rolę w całej historii. Ogólnie rzecz biorąc, fabuła jest w miarę ciekawa, ale trzeba wziąć pod uwagę fakt, iż skierowano ją w stronę młodszych graczy. Wielbiciele mrocznych klimatów nie znajdą więc tu nic dla siebie. Scenariusz może wydać się w pewnych momentach nieco zagmatwany, ale da się we wszystkim zorientować. Poza tym twórcy mają taryfę ulgową w postaci motywu przewodniego gry. Po prostu taka to już uroda opowieści o skokach w czasie i przestrzeni. Nigdy nie obejdzie się bez choćby odrobiny chaosu.



Galeria indywidualności



Mazowsze: Pogoń w Czasie pozytywnie zaskakuje całkiem bogatą, jak na darmową produkcję, kreacją bohaterów. Mimo że sama Felicja to typowy przykład miłej dziewczyny z sąsiedztwa jakich wiele, potrafi wzbudzić sympatię. Jednakże zdecydowanie bardziej wyróżniają się pozostałe postaci, wśród których nie brakuje barwnych osobników. Okrąglutki rudy Albert ze swoim diabolicznym uśmiechem stanowi swoiste połączenie Garfielda z kotem z „Alicji w Krainie Czarów”. Na drugim planie błyszczy z kolei przeuroczy chomik Munio. Ciekawej osobowości nie można odmówić także właścicielowi tego słodkiego zwierzaka – Jankowi Elektro. Mężczyzna ten nie dość, że zna się na informatyce, to jeszcze potrafi wyważyć drzwi z półobrotu. Gdy świeci słońce, nie omieszka skorzystać z ładnej pogody i poopalać się, nawet jeśli w tym samym czasie trzeba wykonać ważne zadanie. Nie pozostaje też obojętny na kobiece wdzięki. Tak na marginesie dodam, iż Janek wraz z Muniem skojarzyli mi się z bohaterami innej gry komputerowej. Nie chodzi mi o podobieństwo ze względu na cechy charakteru, lecz o niecodzienne zestawienie dobrze zbudowanego mężczyzny z malutkim chomikiem. W tym momencie zapewne wiele osób przypomni sobie o Minsku oraz Boo, znanych z sagi Baldur’s Gate. Być może twórcy Pogoni w Czasie chcieli uczynić drobny ukłon w stronę fanów RPG? Oprócz tego ekipa z Nitreal Games jeszcze przed premierą poinformowała o obecności w historii niejakiego doktora Bloka. Wiadomość ta ucieszyła graczy zaznajomionych z poprzednimi produkcjami studia – dwoma częściami Misji: Bielany. Otóż nazwisko medyka przewinęło się w obu odsłonach tamtej serii. Wprawdzie jego rola w Mazowszu nie należy do szczególnie rozbudowanych, ale dopiero tutaj możemy ujrzeć lekarza na własne oczy. Teraz, obserwując zachowanie Bloka, zyskujemy pewność, iż wcześniejsze skojarzenia ze słynnym dr Housem nie były przypadkowe.




Gra z misją

Wcześniejsze przygodówki od Nitreal Games miały charakter edukacyjno-turystyczny. Powstałe m.in. dzięki wsparciu Urzędu Dzielnicy Bielany gry zabierały nas w wirtualną podróż po najbardziej interesujących miejscach na warszawskich Bielanach. W drugiej części zawitaliśmy także do Krakowa i Torunia. Mazowsze: Pogoń w Czasie kontynuuje „misyjną” drogę swoich poprzedników. Przygodówka została zrealizowana na zlecenie Mazowieckiej Jednostki Wdrażania Programów Unijnych, a jej lokacje powstały w oparciu o projekty finansowane ze środków Regionalnego Programu Operacyjnego Województwa Mazowieckiego 2007-2013. Skoro bohaterowie podróżują w czasie, nierzadko odwiedzają te same miejsca w różnych epokach. Dzięki temu gracze zobaczą jak prezentują się one przed oraz po wprowadzeniu owych projektów w życie. Oczywiście, jak wskazuje nazwa przygodówki, będziemy poruszać się po terenie województwa mazowieckiego. Jako że produkcja studia Nitreal Games charakteryzuje się silnymi walorami edukacyjnymi, twórcy postarali się również o umieszczenie czysto informacyjnych treści. W każdej lokacji możemy kliknąć na znak zapytania u góry ekranu, co przeniesie nas do okna ze zdjęciami oraz opisem danego projektu, dostępnego tak w formie tekstu pisanego, jak i nagrania. Gwoli ścisłości, rola lektora przypadła radiowemu prezenterowi Kubie Marcinowiczowi, którego głos dane nam było usłyszeć w drugiej odsłonie Bielan.



Bułka z masłem



Sterowanie jest bardzo proste i odbywa się przy użyciu lewego przycisku myszy. Jeżeli wskażemy aktywny punkt na planszy, kursor ulega podświetleniu. W grze najczęściej pokierujemy poczynaniami Felicji, ale przejmiemy też kontrolę nad dwójką innych bohaterów. Jednym z nich jest Albert. Co ciekawe, we fragmentach, kiedy musimy sterować zwierzakiem głównej bohaterki, kursor przybiera formę kociej łapki. Tożsamość trzeciej grywalnej postaci pozwolę sobie jednak przemilczeć, aby zbytnio nie spoilerować. Jeżeli chodzi o ekwipunek, znajduje się on w dolnej części ekranu i nie pojawi się, dopóki nie podniesiemy przynajmniej jednego przedmiotu. W lewym dolnym rogu, obok inwentarza, widnieje głowa kierowanej w danym momencie postaci, a także guzik prowadzący do menu. Po przeciwnej stronie umieszczono przycisk odpowiedzialny za podświetlanie hotspotów oraz kocią mordkę, o ile Albert jest wówczas naszym towarzyszem.




Jakichkolwiek trudności nie przysparzają także postawione przed graczem wyzwania, a przejście całości za pierwszym podejściem zajmie nie więcej niż 2 godziny. Mazowsze jest zdecydowanie łatwiejsze od drugiej części Bielan, która w paru momentach potrafiła zmusić do intensywniejszego główkowania. W trakcie rozgrywki zajmiemy się przeważnie zagadkami inwentarzowymi oraz rozmowami, sprowadzającymi się do przeczytania kolejnych kwestii dialogowych. Czasami będziemy musieli też coś ułożyć, np. poskładać fragmenty zdjęcia rentgenowskiego. Najpoważniejsze zadanie polegało na zabawie z bezpiecznikami, choć prawdę mówiąc, nie stało na wysokim poziomie trudności. Po prostu jego rozwiązanie zajęło mi troszeczkę więcej czasu niż inne czynności w grze. Omawiając mazowszańskie wyzwania, nie wypada mi pominąć pewnej odmiany zbieractwa. Niekiedy napotkane postacie poproszą nas o odnalezienie kilku identycznych lub mających jakąś wspólną cechę przedmiotów. Przykładowo mogą to być kawałki podartej kartki albo elementy potrzebne do skompletowania stroju. W takich fragmentach Mazowsze upodabnia się do gier hidden object. W pasku ekwipunku widzimy wtedy listę wymaganych przedmiotów zamiast standardowej zawartości naszego inwentarza.



Żegnajcie zdjęcia, witajcie malunki!



Grafika w obu częściach Misji: Bielany opierała się na fotografiach. Tym razem twórcy postawili na ręcznie malowane lokacje, które zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu niż oprawa wizualna wcześniejszych przygodówek autorstwa Nitreal Games. Owszem, bielańskie zdjęcia były ładne, ale ja wolę to, co ujrzałam śledząc perypetie Felicji. Poza tym cieszy fakt, iż kolejna gra warszawskiego studia nie wygląda dokładnie tak samo jak jej starsze siostry. W końcu uczucie déjà vu na dłuższą metę potrafi być męczące. Tak lokacje, jak i postacie zostały starannie wykonane i przykuwają uwagę bogactwem kolorów. Muszę przyznać, iż dwuwymiarowa grafika w Mazowszu przywodzi na myśl klasyczne tytuły spod znaku point’n’click. Szkoda tylko, że owe ciepłe wspomnienia są najsilniejsze w trakcie oglądania screenshotów. Pozytywne wrażenie nieco się zaciera po uruchomieniu gry, gdyż poruszamy się po niemalże statycznych planszach. Czasami zaobserwujemy pojedyncze animacje, niestety nie najlepiej zrealizowane. Na szczęście przyjemny wygląd poszczególnych lokacji pozwala przymknąć oko na owe niedociągnięcia.




Oszczędność dźwięków

Co mogę powiedzieć o muzyce, która przygrywa nam w trakcie zwiedzania województwa mazowieckiego? Na pewno dobrze spisuje się w roli tła, lecz kompletnie nie zapadła mi w pamięć. Poszczególne utwory powtarzają się i nie ma ich wiele, co nie dziwi, zważywszy na krótki czas rozgrywki. Oszczędne są również odgłosy otoczenia, ale wypadają przyzwoicie i pojawiają się rzeczywiście wtedy, kiedy powinny. Inaczej przedstawia się sprawa dialogów, które występują wyłącznie w formie tekstu wyświetlanego na ekranie. Wprawdzie nie ustrzeżono się paru błędów w napisach, jednak nie wpływają one zbyt negatywnie na odbiór całości. Głosem obdarzono natomiast tylko jedną postać. „Wybrańcem” tym został… Albert, który zamiauczy od czasu do czasu. Przypominam też o lektorze czytającym opisy w tzw. „encyklopedii”, ale jego nie możemy przecież zaliczyć do grona bohaterów historii o szalonym Zegarmistrzu.



Podsumowanie



Mazowsze: Pogoń w Czasie to produkcja bardzo łatwa, a właściwie wręcz banalna. Wyjątkowo niski poziom trudności prawdopodobnie odstraszy starych wyjadaczy, chyba że mieliby ochotę na coś zupełnie niewymagającego w ramach odpoczynku po ciężkim dniu. Zadowolone powinny być za to dzieci oraz osoby, które dopiero próbują swoich sił w grach przygodowych. Najnowsza produkcja twórców Misji: Bielany posiada pewne zalety, ale nie jest też wolna od wad i nie wyróżnia się szczególnie na tle innych tytułów z tego gatunku. Częściowo usprawiedliwia ją status freeware, ale czy warto w ogóle się z nią zapoznać? Owszem, można, ale nie trzeba.











6 PLUSY:

za darmo
+ ciekawe postacie
+ miłe dla oka lokacje
+ walory edukacyjne
MINUSY:

za krótka
- za łatwa
- statyczny charakter rozgrywki
- drobne błędy w napisach

autorka: crouschynca