Stargate Adventure - recenzja
Dodane przez crouschynca dnia 25.12.2010 18:50

Różnie to bywa z ekranizacjami filmów i seriali. Czasem trafiają się pojedyncze perełki, dużo jest tytułów niezłych, aczkolwiek nie wybijających się zbytnio ponad przeciętność lecz chyba jeszcze więcej pojawia się produkcji delikatnie mówiąc słabiutkich. A jak się przedstawia sytuacja Gwiezdnych wrót w świecie wirtualnej rozrywki? To bez wątpienia marka z dużym potencjałem, dobrze zresztą wykorzystanym przez filmowców, ale niestety niedoceniana przez twórców gier komputerowych. Prace nad projektem z gatunku FPS pt. Stargate SG-1: The Alliance zostały zarzucone, MMORPG Stargate Worlds również najprawdopodobniej już nie ujrzy światła dziennego. Z kolei sieciowa strzelanka Stargate Resistance ponoć nie należy do udanych produkcji, a według ostatnich informacji zakończy swój żywot wraz z zamknięciem serwerów w styczniu 2011 roku. Zupełnie jakby ktoś rzucił klątwę na komputerowe odsłony tej serii. Jak jest więc zatem z darmowym Stargate Adventure?



Po drugiej stronie... galaktyki



Tytułowe Gwiezdne wrota to oparte na obcej, lecz powstałej w starożytności technologii, wykorzystującej „drzwi” prowadzące do dowolnego miejsca we wszechświecie. Przejście otwiera się po uprzednim wybraniu odpowiedniego adresu, czyli kombinacji kilku konkretnych symboli. Kariera cyklu rozpoczęła się w 1994 roku na ekranach kin za sprawą filmu Rolanda Emmericha z Kurtem Russelem i Jamesem Spaderem w rolach głównych. Jednak prawdę mówiąc okazuje się, że jeżeli wyjdziemy poza kinematografię, jego korzenie sięgają jeszcze głębiej. W obrazie Emmericha czuć bowiem silną inspirację teoriami głoszonymi przez Ericha von Dänikena, według którego kosmici odwiedzali nas już w czasach prehistorycznych. Wracając do samego filmu, odniósł on na tyle duży sukces, że w 1997 roku rozpoczęto emisję opartego na nim serialu Gwiezdne wrota (tytuł oryginalny: Stargate SG-1), gdzie w znanych z kinowego pierwowzoru bohaterów wcielili się słynny MacGyver – Richard Dean Anderson oraz Michael Shanks. Telewizyjna produkcja cieszyła się olbrzymią popularnością i doczekała się aż 10 sezonów. Ponadto powstały jeszcze 3 inne seriale wykorzystujące tę markę: Stargate Atlantis, Stargate Universe oraz animowany Stargate: Infinity.



stargate_adventure_rec01


Stargate Adventure, za które odpowiada mieszkaniec Słowenii ukrywający się pod pseudonimem Sektor 13, opiera się na telewizyjnej serii z Richardem Deanem Andersonem w roli Jacka O’Neilla. Pod względem fabularnym przygodówka ta może i nie dorównuje najlepszym odcinkom, ale ogólnie jest dobrze. Przedstawiona w niej historia nie odstaje bowiem swoim poziomem od przeciętnego serialowego epizodu. Rolę głównego czarnego charakteru pełni tutaj Goa’uld o imieniu Anubis, który „troszkę” się różni od pozostałych przedstawicieli swojej rasy. Na czym polega jego odmienność? Tego nie zdradzę, ponieważ miłośnicy serialu zapewne doskonale wiedzą o co chodzi. Natomiast osoby nie mające z nim bliższego kontaktu, dowiedzą się konkretów z samej gry. Pragnienia Anubisa są generalnie takie jak reszty Goa’uldów – jego myśli przepełnia żądza władzy i zniszczenia wrogów. Nie trzeba mieć talentu wróżbity, aby się domyślić, iż na jego czarnej liście znajdują się Ziemianie, a powstrzymania go podejmie się ekipa SG-1 pod dowództwem generała O’Neilla. W grze kierować będziemy jedynie Jackiem O’Neillem, ale w naszych działaniach będą nas oczywiście wspierać pozostali członkowie drużyny: Samantha Carter, Daniel Jackson i Teal’c. Nie zabraknie również innych znanych z telewizyjnego ekranu postaci, miejsc, przedmiotów itd. Jeżeli więc hasła takie jak m.in. Z.P.M., Chulak, Asgardzi czy „Indeed” („W rzeczy samej”), nie są Wam obce, poczujecie się jak u siebie w domu. Nie ma najmniejszej wątpliwości, iż Sektor 13 dobrze odrobił lekcje ze znajomości serialu wkładając w grę dużo pracy i serca. Wierność oryginałowi nie oznacza jednak, że Stargate Adventure to pozycja skierowana tylko do fanów. Fabuła została nakreślona w sposób jasny i przejrzysty. Twórca postarał się o umieszczenie wielu informacji, dzięki którym osoby zielone w temacie z grubsza zorientują się co i jak. Poza tym dodał też parę rzeczy od siebie (np. nieobecne w serialu lokacje), a te z kolei będą nowością zarówno dla ludzi nie obeznanych ze światem Gwiezdnych wrót, jak i dla starych wyjadaczy.



stargate_adventure_rec02


Klasyczna rozgrywka


Stargate Adventure to tradycyjny point’n’click w starym, dobrym stylu. Przed graczem stoją zatem głównie takie zadania jak zbieranie i używanie przedmiotów, rozmowy oraz proste zagadki logiczne. Pokuszono się również o wprowadzenie komunikatora, dzięki któremu O’Neill może nawiązać kontakt z pozostałymi członkami drużyny SG-1, kiedy nie znajdują się oni tuż obok swojego dowódcy. Oprócz tego w trakcie rozgrywki przyjdzie nam nawet pobawić się przez chwilę w handel, gdyż trzeba będzie sprzedać kilka przedmiotów, aby zdobyć pieniądze na zakup rzeczy niezbędnych do posunięcia fabuły do przodu. Od razu uspokajam tych, którzy boją się nieopatrznego pozbycia się czegoś przydatnego, a w konsekwencji utknięcia w martwym punkcie. Nic z tych rzeczy! W takich sytuacjach O’Neill, jak na prawdziwego mężczyznę przystało, twardo odmówi przehandlowania danego przedmiotu. Innymi wartymi odnotowania czynnościami są te, które należy wykonać na czas. Ja osobiście czasówek w przygodówkach nie trawię w ogóle, ale w tej grze akurat mi nie przeszkadzały i ani przez chwilę nie wywołały u mnie frustracji.



Mówiąc najogólniej, mamy tu wszystkiego po trochu jeśli chodzi o różnorodność stawianych przed graczem wyzwań. Wszystkie zadania zostały podane w wersji lekkiej, łatwej i przyjemnej. Chociaż zdarzały się wśród nich takie, w przypadku których porażka była równoznaczna ze śmiercią głównego bohatera i przedwczesnym końcem gry. Według mnie nie należy jednak ganić twórcy za niski poziom trudności, ponieważ dzięki temu po tytuł ten mogą sięgnąć nie tylko zaprawieni w boju miłośnicy przygodówek, ale również nie interesujący się grami fani serialu. Mimo, że Stargate Adventure nie należy do długich gier (jej ukończenie zajęło mi mniej więcej dwie i pół godziny), Sektor 13 wykazał się sporą ambicją i postarał się odpowiednio urozmaicić rozgrywkę. Dodatkowy plus stanowi wprowadzenie alternatywnych sposobów radzenia sobie z niektórymi zadaniami, co nie jest praktyką powszechnie stosowaną przez twórców przygodówek. Tym bardziej więc należy docenić obecność takich rozwiązań w darmowej produkcji.



stargate_adventure_rec03


Interfejs jest prosty i intuicyjny. U dołu ekranu widnieje ekwipunek, a po jego lewej stronie mamy przyciski dające nam dostęp do ustawień oraz wspomnianego wyżej komunikatora, z którego możemy również skorzystać klikając na jego ikonę w „kieszeni” O’Neilla. Na prawo od inwentarza znajdują się z kolei opcje „save” i „load”. Liczba slotów do zapisu ograniczona jest do sześciu, ale tyle spokojnie nam wystarczy. Gdyby zaś stało się inaczej, nikt nam przecież nie broni nadpisać wcześniejszego stanu gry. Co do przeprowadzanych w Stargate Adventure dialogów, poprzednie menu zostaje w momencie ich rozpoczęcia zastąpione innym, przeznaczonym specjalnie do rozmów. Tematy dyskusji wyświetlane są w postaci obrazków, obok których widnieją jeszcze dwie ikony. Jedna z nich służy do zakończenia paplaniny, a druga (przedstawiająca plecak) umożliwia włączenie trybu rozmowy o przedmiotach z naszego ekwipunku. Sterujemy za pomocą myszki, klawiatura przyda nam się ewentualnie tylko do nadania nazw zapisywanym stanom gry oraz do przyspieszania ruchów O’Neilla. Odbywa się to poprzez wciśnięcie klawisza ESC, zamiast często spotykanego w przygodówkach podwójnego kliknięcia. Co prawda nie wygląda to szczególnie efektownie w przypadku, gdy chcemy tego dokonać w obrębie tej samej lokacji, ponieważ nasz bohater po prostu „teleportuje się” do docelowego miejsca na planszy. Takie rozwiązanie ułatwia jednak rozgrywkę i czyni ją przyjemniejszą (nie ma co ukrywać, że obserwowanie przechadzającej się powolutku postaci nie należy do szczególnie pasjonujących zajęć). Natomiast wtedy, kiedy zamierzamy skorzystać z tej opcji przy opuszczaniu danej planszy, od razu przenosimy się do kolejnej. Tak jak w wielu innych tego typu produkcjach. Rozwiązanie to nie zawsze jednak działa. Wciśnięcie ESC nie przynosi pożądanego efektu, gdy bohater musi zrobić coś więcej (np. zejść po linie bądź też się schylić) niż tylko iść i zatrzymać się w miejscu docelowym lub bez zbędnych ceregieli wejść do następnej lokacji.



Wizualny oldschool


Gra powstała przy użyciu darmowego programu Adventure Game Studio, umożliwiającego tworzenie produkcji w stylu przygodówek święcących tryumfy we wczesnych latach dziewięćdziesiątych. Po tym silniku nie należy się zatem spodziewać graficznych fajerwerków. I tak też jest właśnie ze Stargate Adventure, które swoim wyglądem przypomina przykładowo pierwsze odsłony przygód Guybrusha Threepwooda. Na tle współczesnych tytułów wypada więc bardzo blado od strony wizualnej. Lokacje i postacie prezentują się niestety topornie, ale biorąc pod uwagę możliwości AGS, taki stan rzeczy nie wywołał we mnie szczególnego zdziwienia. Maksymalna rozdzielczość w jakiej możemy uruchomić grę, to 640x480. Jeśli chodzi o miejsca, które dane nam będzie odwiedzić w trakcie rozgrywki to najbardziej spodobały mi się te, w których dominuje kolor zielony. Reszta na ogół prezentuje się co najwyżej przeciętnie. Natomiast co do samych postaci, najpoważniejszą ich wadą jest dziwne otwieranie ust w trakcie rozmowy. Patrząc wówczas na poszczególnych bohaterów, nie potrafiłam się oprzeć wrażeniu, iż lada moment któremuś z nich odpadnie szczęka. Słaba animacja ust najbardziej rzuca się w oczy w przypadku Sam Carter.



stargate_adventure_rec04


Z przykrością stwierdzam, że istnieje ryzyko wystąpienia pewnych problemów z filmami wideo, a mianowicie z intrem i króciutką cut-scenką ukazującą podróż przez wrota. Za każdym razem w momencie rozpoczęcia ich odtwarzania gra uciekała mi na pasek zadań. Skoro owe małe „wypady” do systemu nie wiązały się z koniecznością ponownego uruchamiania aplikacji, mogłam na szczęście szybko wrócić do przygód ekipy SG-1, a wtedy filmik dalej odtwarzał się już normalnie i nie wykręcał żadnych numerów. Mimo wszystko tego typu akcje fajne nie są i nieco wybijają z klimatu. Przy okazji sprawdziłam jak Gwiezdne wrota uruchamiają się na innym komputerze i tam było jeszcze zabawniej! Otóż w trakcie odtwarzania intra widziałam... czarny ekran. Dźwięk wprawdzie był, ale po zakończeniu filmu gra nie chciała ruszyć dalej. W efekcie zostałam zmuszona do wykręcenia numeru alarmowego, tzn. do wybrania kombinacji klawiszy Alt + Ctrl + Del i wyłączenia aplikacji w menedżerze zadań. Feralne filmiki da się też włączyć w dowolnym odtwarzaczu (są zapisane w formacie avi) i o dziwo w taki sposób możliwe było ich obejrzenie na dokładnie tym samym sprzęcie lecz aby w ogóle na nim zagrać w Stargate Adventure, musiałam je wyrzucić z folderu z grą. Pomimo wyskakującego wtedy komunikatu o błędzie, wciśnięcie dowolnego klawisza pozwalało na dalszą zabawę. Jest rzeczą wysoce prawdopodobną, iż gdybym uruchomiła tę przygodówkę na jeszcze innym komputerze, wszystko działałoby bez zarzutu. Jeśli więc zdecydujecie się w nią zagrać i nie wystąpią u Was tego typu usterki, cieszcie się, a jakby stało się inaczej, najpierw pokombinujcie i dopiero potem się radujcie.



Taka moja muzyka...


Obecna w Stargate Adventure muzyka zdecydowanie należy do najmocniejszych atutów tego tytułu. W grze możemy bowiem usłyszeć motywy doskonale znane fanom serialu, na czele z tematem przewodnim pamiętanym jeszcze z pierwszych, kinowych Gwiezdnych wrót. Niby mała rzecz, a cieszy. Ja sama z ogromną przyjemnością oglądając produkcje osadzone w tym uniwersum zaczęłam się uśmiechać, jak tylko do moich uszu dobiegła znajoma melodia. Co do pozostałych dźwięków, odgłosy otoczenia brzmią poprawnie, ale dialogów nie usłyszymy tu wcale, gdyż występują wyłącznie w formie tekstowej. Gwoli ścisłości dodam jeszcze, iż są one dostępne w języku angielskim. Jedyna postać, której dano dojść do głosu to Anubis lecz on tylko raz coś tam w swoim języku mówi. Chociaż pozbawienie bohaterów strun głosowych może się wydać niektórym pewnym zubożeniem, mnie osobiście to nie przeszkadzało. Moim zdaniem nawet lepiej, że postawiono na sam tekst zamiast wprowadzać kiepskich lektorów.



stargate_adventure_rec05


Czy warto przekroczyć wirtualne Gwiezdne wrota?


Miłośnikom uniwersum Gwiezdnych wrót powiem tak: jeśli jeszcze nie graliście w Stargate Adventure, śmiało możecie się z tą grą zapoznać. Potraktujcie tę przygodówkę jako swego rodzaju prezent od fana dla fanów. Owszem, do ideału sporo jej brakuje i nie sprawi, iż padniecie z zachwytu na kolana, ale można się przy niej całkiem dobrze bawić. Poza tym należy pamiętać, że to produkcja darmowa, a nie taka, za którą przyszłoby zapłacić słoną kasę, a następnie ewentualnie srogo się zawieść i pluć sobie w brodę z powodu wyrzuconych w błoto pieniędzy. Jak wiemy to ostatnie niestety często się zdarza w przypadku egranizacji. Po tytuł ten równie dobrze mogą też sięgnąć gracze, którzy z Gwiezdnymi wrotami nie są za pan brat. Choć oczywiście nie wychwycą wszystkich smaczków, fabuła jest na tyle klarowna, że nie powinni się w niej nie pogubić.










6 PLUSY:

fabuła
+ zgodność z telewizyjnym oryginałem
+ ścieżka dźwiękowa z filmowych Gwiezdnych wrót
+ różnorodne wyzwania
+ obecność zadań, które można rozwiązać na różne sposoby
+ wygodne sterowanie
MINUSY:

archaiczna grafika
- możliwe problemy z wyświetlaniem filmików
- ESC nie zawsze przyspiesza poruszanie się głównego bohatera


Autorka: crouschynca