Alida - recenzja
Dodane przez Toddziak dnia 24.10.2010 15:01

O gustach się nie dyskutuje, głosi znane porzekadło. Recenzent ma jednakże przykry obowiązek ową dyskusję podjąć. Krótka piłka: W grach przygodowych cenię sobie przede wszystkim wyjątkowy klimat, wciągającą fabułę oraz nietuzinkowych bohaterów, których można pokochać lub znienawidzić, ale na pewno nie być obojętnym wobec ich losów. Jeśli podzielasz moje gusta, w tym momencie najlepiej przerwij czytanie. Alida zdecydowanie nie jest grą dla ciebie; połóż na niej krzyżyk i szukaj dalej. Jeżeli jednak najważniejsze są dla ciebie wymagające zagadki a la Myst, prawdziwe wyzwania tylko dla twardych marines, którzy zjedli zęby na przygodówkowych zagwozdkach, zostań tu jeszcze chwilkę. Mam coś, co ci się spodoba...



Fabularny bubel


Jak już się rzekło, strona fabularna Alidy nie jest specjalnie udana. Otóż było sobie czterech młodych muzyków, którzy założyli zespół rockowy o nazwie Alida. Ich debiutancka płyta odniosła gargantuiczny sukces i rockmeni zaczęli pławić się w bogactwie, jakiego mógłby pozazdrościć im Bill Gates. Zarobione pieniądze postanowili przeznaczyć na zbudowanie na jednej z tropikalnych wysp (także ochrzczonej jako Alida) wielkiego parku rozrywki pełnego wymyślnych mechanizmów. Pomysł tym dziwniejszy, że ów park miał być w kształcie ogromnej gitary, na której da się grać! Niestety sława i fortuna nie trwają wiecznie. Popularność zespołu spadła i kurek z kasą został zakręcony. Muzycy się rozeszli, a ambitny projekt budowlany nie został ukończony. Po kilkunastu latach na wyspę powraca jednak Arin, jeden z rockmanów, po czym wszelki słuch o nim ginie. Zatroskana małżonka wysyła za nim nieustraszonego ratownika, w którego to wciela się gracz.



Streszczenie może nie brzmi jeszcze tak źle, ale prawda jest taka, że fabuła Alidy ani nie wciąga, ani nie porywa. Na dobrą sprawę mogłoby jej w ogóle nie być. Zwłaszcza, że na początku rozgrywki wiemy tyle, co kot napłakał. Dobrze jest przeczytać opis na pudełku, aby choć trochę się orientować! Dalej jest niewiele lepiej. Bohaterowie obchodzą nas tyle, co zeszłoroczny śnieg. Ochłapy informacji zostają rzucone to tu, to tam, a my kwitujemy je zwykle wzruszeniem ramion albo nawet potężnym ziewnięciem. Myślę, że książka telefoniczna jest nieporównywalnie bardziej intrygująca niż scenariusz Alidy. Na szczęście w grach typu mystopodobnego fabuła schodzi na dalszy plan. Na pierwszym planie zawsze błyszczą zagadki. Ale czy na pewno błyszczą i tu?



Gra gitara


Podczas gry przyjdzie nam eksplorować wyspę i mierzyć się z całą masą problemów, jakie przygotowali dla nas twórcy. Poziom trudności tych zagadek jest naprawdę wysoki i nawet hardcorowcy powinni się przygotować na ostre lasowanie mózgu. Długopis, gruby plik kartek i parę kilo orzechów (na poprawienie myślenia) to obowiązkowe wyposażenie przy graniu w Alidę. Dlatego zdecydowanie nie polecam tej gry osobom lubiącym lekką, łatwą i przyjemną rozrywkę. Tutaj trzeba zacisnąć zęby i przygotować się na całe godziny krwi, potu i łez, by osiągnąć sukces. Do tego większość zagadek w żaden sposób nie informuje nas, że akurat udało się nam je rozwiązać, co z oczywistych względów jest okropnie frustrujące. Nie wspominając już nawet o wyzwaniach muzycznych, które niestety sporą część graczy skreślają już na starcie. Potrzeba naprawdę tony samozaparcia, by nie szukać pomocy w różnych poradnikach.



Sposób prowadzenia rozgrywki przywodzi na myśl nieśmiertelnego Mysta, podobnież sterowanie. Grę oglądamy z perspektywy pierwszej osoby i poruszamy się w systemie węzłowym, mając jedynie czasami możliwość spojrzenia w górę i w dół. Łatwo przez to przegapić jakąś istotną wskazówkę. Należy się również nastawić na nieustanne bieganie z jednego końca wyspy na drugi. Palec wskazujący szybko zacznie nam omdlewać od klikania. Dobrze chociaż, że podróż znanymi już szlakami da się przyspieszyć.





Gra i buczy


Jak na rok powstania (2004), Alida nie wygląda aż tak tragicznie. Tła są dość ładne, choć statyczne. Jedynie okazjonalnie pojawia się jakaś animacja wykorzystująca QuickTime Player. Bez tego programu nie pograsz sobie, przykro mi. Jednak największą bolączką graficzną Alidy jest bardzo niska rozdzielczość, w której gra się wyświetla, a dokładnie 640x480. Nie dodaje to jej uroku, oj nie.



Muzyki usłyszymy tu jak na lekarstwo, pojawia się ona sporadycznie, aby podkreślić klimat. Dość to dziwne, zwłaszcza, że gra opowiada o zespole rockowym. Aż chciałoby się usłyszeć jakieś żywsze kawałki w tle. No ale cóż. Za to dźwięki prezentują się już bardzo dobrze. Odgłosy morza, skrzypienie maszynerii, śpiew ptaków – to wszystko może się podobać.



Słowo na niedzielę


Alida nie jest grą dla wszystkich. Na dobrą sprawę odrobinę frajdy może sprawić jedynie garstce wybrańców, którzy z uporem maniaka będą ślęczeć nad każdą zagadką, przymykając oko na liczne błędy. Pozostała część świata spokojnie może sobie odpuścić tego niezbyt udanego klona Mysta. Lepiej już pograć w oryginał.











5 PLUSY:

wymagające zagadki
+ niezłe dźwięki
MINUSY:

nędzna fabuła podana w nieciekawy sposób
- przestarzała graficznie
- gra tylko dla hardcorowców


Autorka: Toddziak