Adam's Venture: W Poszukiwaniu Utraconego Ogrodu - recenzja
Dodane przez Kami dnia 18.03.2010 08:50


Producenci gierki What Would Jesus Say? na iPhone'a musieli zaczerpnąć sporą dawkę inspiracji z Jezusowych cytatów, ponieważ już w niecały rok później wypuścili grę Adam's Venture, w której Ryzykownemu Adamowi udaje się odnaleźć wrota do Edenu. Twoim zadaniem będzie przeprowadzenie go przez labirynt pułapek, broniących dostępu do raz już utraconego rajskiego ogrodu.



Czas zacząć


Adam's Venture jest w zamyśle pierwszym rozdziałem większej historii, ale Play najwyraźniej przegapił bądź zignorował ten fakt, ponieważ nie przetłumaczył podtytułu The Search For The Lost Garden (Poszukiwanie Utraconego Ogrodu). Gra oparta jest na Unreal Engine 3, więc wszystkie lokacje są lekko zamazane i z żółtawą poświatą, co daje efekt sennej mary pasujący do tematyki. Trzeba przyznać, iż gra jest po prostu ładna jeśli chodzi o lokacje. Są szczegółowo oddane i ciekawie zbudowane zwłaszcza jeśli chodzi o wszelkiego rodzaju skały i kamienie, tylko rośliny lekko niedomagają. Niestety postacie to już całkiem inna historia. Patrząc na płytę, dziwiłam się trochę, dlaczego bohaterowie na niej są rysunkowi. Później oczywiście wszystko się wyjaśniło, bowiem gdyby umieścić na niej trójwymiarowe postacie, gra bardziej odstraszałaby niż ciekawiła. Na przykład Adam nosi (prawdopodobnie) bryczesy, spodnie charakterystycznie szersze przy udach. Zostało to jednak tak nieumiejętnie wykonane, iż wygląda jakby cierpiał na monstrualny cellulit. Naprawdę zastanawiające, gdyż mamy do czynienia z ledwo trzema bohaterami (nie licząc psa widocznego tylko na samym początku oraz latającego dymu) i dość wysokimi wymogami systemowymi. Dlaczego więc zostawiono te trzy chodzące koszmarki? Prace nad drugą częścią - Solomon's Secret (Sekret Salomona) już trwają. Oby tym razem więcej pracy włożono w wygląd bohaterów.




Tak, mam wielkie uda i wcale się tego nie wstydzę!


Efekty w grze są dość imponujące. Wiatr hula po jaskiniach, brodzimy w rzece piasku, woda to naprawdę woda, a nie transparentny kamień, w który jakimś cudem możemy wejść, jak to często bywa. W pewnym momencie Adam będzie musiał przeskoczyć przez wodospad. Gdy to zrobi i pójdzie dalej, na ekranie zostaną przez jakiś czas krople wody. Bardzo przypadło mi to do gustu, zdecydowanie zostanie w mojej pamięci na dłużej.



Niestety czasami dochodzi do pewnych graficznych wpadek, ale tylko jeśli wpakujemy się gdzieś, gdzie nie powinno nas być. Tak więc ze dwa razy udało mi się brodzić w kamieniu. Raz też natrafiłam na późniejsze ładowanie tekstury kamienia. Akurat jest to w miejscu gdzie mamy tzw. checkpoint, czyli automatyczny zapis, do którego będziemy wracać, jeśli uśmiercimy Adama. Kilka kroków dalej jest ostrze na wahadle, więc możliwe iż często będziecie wracać do tego felernego zapisu. Czasami zdarza się, iż jeśli nie staniemy odpowiednio przy przedmiocie, z którym zachodzi interakcja, nic się nie stanie. Interesujące też, że w jaskiniach, w których od lat nikogo nie było, palą się pochodnie. Pomijam już co jakiś czas wystawione metalowe konstrukcje, w których pali się magmo-podobna substancja i panoszące się szczury żerujące nie wiem na czym, bo szczury są jak karaluchy i przeżyją wszystko, ale te pochodnie! Już tym bardziej w wejściu, z którego przed chwilą Adam usunął kamienie za pomocą dynamitu. Widać eksplozja nie wywołuje żadnego podmuchu, albo też ogień tam płonący jest wywołany przez szatańską moc magii. Takie niedopatrzenia bardzo mnie irytują.




Tu przed chwilą była ściana kamieni. Po ścianie zostały tylko kamyczki, ale pochodnie palą się dalej! To musi być jakiś krewny ognia Olimpijskiego...



To be, or not to be*


Jak już wspomniałam, w grze można zginąć. Rzecz wyklęta przez fanów przygodówek, ale co trzeba powiedzieć nie jest to aż tak straszne. Gdy uśmiercimy Adama, wracamy do najbliższego zapisu. W tym miejscu wychodzi też brak możliwości zapisania gry przez gracza. Automatyczny odpowiednik pojawia się jednak dość często, więc ewentualna śmierć naszej postaci może być irytująca tylko dla niezbyt wprawnych graczy.



Adam często przypominał mi Larę Croft. Jest kilka miejsc, w których przemieszczamy się po występach skalnych (wyglądających dokładnie jak te w Tomb Raiderze – jaśniejsze, jakby niegdyś dekoracyjnie umieszczone przez jakąś cywilizację) i po rozciągniętej lince oraz skoki do występów z tyłu, kiedy to Adam odchyla się dokładnie jak Lara. Na tym jednak podobieństwo się kończy, gdyż Adam podczas wykonywania tych czynności wygląda jak Lara z porażeniem. Nogi ma całkowicie sztywne, zwisają sobie i wyglądają jak obwiązane jakimś niewidzialnym bandażem. W poruszaniu się Adama zdziwiło mnie też, iż w większości wypadków nie wstaje on gdy ma już taką możliwość. Najwyraźniej bardzo lubi się czołgać i schylać.




Zawsze chciałem być jak Lara. ^^


Kolejnym podobieństwem do innej produkcji jest praca kamery. Identyczna jak w ostatnich grach z Harrym Potterem. Żyje własnym życiem i przemieszcza się własnymi ścieżkami. Najbardziej irytująca jest podczas jakiegoś rodzaju przejścia, gdy nagle zmienia się jej ustawienie i to co było kierunkiem „do przodu”, nagle staje się „do tyłu”. Jeśli biegniemy to można być pewnym, że Adam nagle zmieni kierunek i zacznie się cofać, tzn. obróci się na pięcie i zacznie biec w kierunku z którego przyszedł. W tym miejscu przydałoby się też wspomnieć, iż sterowanie odbywa się wyłącznie za pomocą klawiatury. Myszką możemy tylko obrócić kamerę.



Jest jeszcze jeden tytuł, który cisnął mi się na usta podczas rozgrywki, lecz już nie gra (przynajmniej nie domyślnie), a mianowicie serial Lost (Zagubieni). Adam natrafia w jaskiniach na zakłócenia statyczne, które później okazują się być wywoływane przez latającą czarną chmurę, nazwaną Cieniem. Chmura jest dość nieprzyjazna i po tym co mówi, można zgadywać iż zastępuje któregoś z aniołów, bądź coś potężniejszego, mówi bowiem „I had you banished before” (wygnałem/am cię wcześniej) i zawsze kobiecym głosem. Oczywiście może to być też Szatan, ponieważ kusi Adama by zrezygnował, ale Szatan broniący Raju? Jednak tym co mnie najbardziej zdziwiło była oczywistość z jaką Adam i Evelyn (jego partnerka, która została przed wrotami Edenu, a z którą sporadycznie komunikuje się przez walkie-talkie) przyjęli do wiadomości istnienie latającej czarnej chmury, która myśli i mówi. Takie zjawisko jest chyba dość niezwykłe, a już tym bardziej w latach dwudziestych ubiegłego wieku, w których osadzona jest gra. Adam jednak traktuje ją jak zwykłego szkodnika, a Evelyn reaguje tak jakby właśnie usłyszała, że Adam zobaczył szczura. Fascynująca obojętność.



Co Cię powstrzymuje?


Zagadki są w głównej mierze oparte na filarach, które są trochę jak z wyspy w The Longest Journey. Musimy odpowiednio ustawić kręgi, na których widnieją fragmenty zdania. Jeśli zrobimy to poprawnie stanie się coś, co umożliwi nam dalszą drogę. Samo zdanie będzie natomiast wskazówką co mamy zrobić, bądź po jej ułożeniu takową dostaniemy. Jest kilka zagadek, które sprawdzają naszą zdolność łączenia faktów oraz jedna zagadka powiedzmy logiczna, sprawdzająca naszą wiedzę z księgi Rodzaju, a dokładnie fragmentu o stworzeniu świata oraz ze trzy czasówki. TAK! Są czasówki, chociaż głównie oparte na tym, iż po wykonaniu danej czynności otworzą się jakieś drzwi, które wiecznie otwarte nie będą. Ogólnie więc gra nie prezentuje zbyt wygórowanego poziomu trudności.





Nie jest także zbyt długa. Przeszłam ją w trzy godziny razem z robieniem screenów do solucji. Przy okazji mogę powiedzieć, że gra nie jest zbyt przyjazna dla powrotu do Windowsa. Czasem się zminimalizuje, a czasem już z tego stanu nie będzie chciała wracać, więc będzie trzeba wszystko zamknąć i uruchomić ponownie.



Dość dziwnym dodatkiem są skrzynie, których dziesięć można znaleźć w czasie rozgrywki. Odnalezienie wszystkich nic nie daje, a same w sobie prezentują dość dziwne i niepowiązane ze sobą zapiski. Nie widzę w tym sensu, jeśli ktoś go znalazł, to będę wdzięczna, jeśli podzieli się swoim odkryciem.



Słucham?


Dźwięki w grze są bardzo dobre. Jak już wcześniej powiedziałam – wiatr rzeczywiście wieje. Latający Cień wydaje dość specyficzne odgłosy, wszystko jest ładnie zgrane. Aktorzy podkładający głosy mają uczucia i nie wygłaszają wszystkiego na jedno kopyto. Jest jednak... element humorystyczny, tak to ujmę. Gdy Adam spadnie w przepaść, albo podejdzie zbyt blisko ostrza, powie „be”. Taki właśnie dźwięk ma w jego ustach śmierć. Natomiast kiedy skacze mówi „hyp”, jakby nagle dostał czkawki. Radzę też od razu ściszyć dźwięki i muzykę o trzy kreseczki w stosunku do dialogów, inaczej rozmowy będą ledwie słyszalne.



Polonizacja jest przeciętna. Czepiłabym się napisów na filarze, czasami tłumacz używał wielkiej litery, a czasem o niej zapominał. Było też klika dość zabawnych literówek. Myślę jednak, że łatwo jest domyślić się błędu i nie ma to znaczenia w ogólnej rozgrywce.





Jestem Ryzykowny, Adam Ryzykowny


Gra jest przeciętna. Dlaczego? Jest najzwyczajniej w świecie niedopracowana i stanowi produkcję dla tzw. casualowców. Gdybym to ja była odpowiedzialna za jej wydanie, kazałabym producentom cofnąć się do studia. Wstęp jest godny pożałowania i w ogóle nie wprowadza w historię, ledwo tłumaczy dlaczego trafiamy w takie, a nie inne miejsce. Postacie poruszają się niechlujnie i niechlujnie są wykonane, czasami nie wiadomo o co chodzi, irytująca miejscami praca kamery, niedopracowana interakcja z przedmiotami, odwieczny ogień w jaskiniach, śmiesznie wysokie wymagania systemowe, no i wreszcie sterowanie jedynie klawiaturą i brak opcji zapisu oraz to, że gra już chyba krótsza być nie mogła. Cała fabuła jest owszem, bardzo przyjemna i dość ciekawa. Jeśli zabierzecie się za grę, to sami zobaczycie, bo trudno jej nie skończyć za jednym podejściem, chociaż może trochę zacząć nużyć po drugiej godzinie, kiedy to znowu natrafimy na monotonny już filar z zagadką. Tak naprawdę jedynymi pozytywami całości są wspomniana już historia oraz grafika i dźwięki (z pominięciem osobliwej interpretacji głosowej śmierci Adama). Jak wiadomo to za mało na cokolwiek. Jednak chętnie zobaczę jak będzie prezentować się kolejna odsłona Adam's Venture, gdyż gra wzbudziła we mnie pewną dozę sympatii.



* ang. Być albo nie być, William Shakespeare Hamlet, scena pierwsza, akt III











4 PLUSY:

fabuła
+ grafika
+ udźwiękowienie
+ cena w dniu premiery
MINUSY:

brak odpowiedniego wprowadzenia w historię
- chodzące koszmarki (postacie)
- ruchy kamery
- miejscami irytująca nielogiczność
- sterowanie
- wysokie wymagania systemowe
- strasznie krótka!
- po jakimś czasie nużąca
- skrzynie z niepotrzebnymi sekretami


autorka: Kami