So Blonde: Blondynka w Opałach - recenzja
Dodane przez Hardcore dnia 09.01.2010 01:25

Kawałów o blondynkach powstało tyle, że nie wiem czy żyje na świecie człowiek, który by je zliczył. Na ogół ten rodzaj kobiet kojarzy się z osobami naiwnymi, żeby nie powiedzieć durnymi, chcącymi zaspokoić jedynie takie potrzeby jak umalowanie paznokci, wyperfumowanie się od stóp do głów i pojmowanie życia jako jedną wielką zabawę. Nie chcę nikogo obrażać oczywiście, ale ogólnie słowo blondynka odczytujemy jako symbol czegoś idiotycznego. Jednak idąc chodnikiem największą swoją męską uwagę zwracamy właśnie na ten rodzaj płci przeciwnej. Jakieś ukryte piękno czy mężczyźni są tak samo durni? :D
Tutaj właśnie Wizardbox wpadł na genialny pomysł. Nie stworzył kolejnej gry, gdzie wcielamy się w super bohatera zbawiającego świat, poprzez rozwiązywanie mega skomplikowanych zagadek. Daje nam możliwość wczucia się w osobę, która jest najpiękniej przedstawionym stereotypem blondynki czyli Sunny Blonde. Ale panowie, spokojnie. Nie jest to jakaś rozrośnięta z przodu modelka po dwudziestce w różowych kozaczkach. Nasza Sunny to siedemnastoletnia dziewczyna, niemająca w życiu poważniejszych zmartwień. Z drugiej strony brak solarium czy masaży toż to tragedia dla niektórych.





Nasza przygoda rozpoczyna się, gdy blondi płynie sobie spokojnie statkiem wraz z rodzicami na tropikalne wyspy. Kiedy jakiś uroczy młodzieniec stara się zarwać tą niewinną dziewoję, nadchodzi sztorm, burza i wiadomo co jeszcze. Teraz już każdy może sobie dopisać dalszy ciąg historii. Nasza nastolatka pozbawiona takich rzeczy jak odtwarzacz MP3, markowe ciuchy czy drogie perfumy, budzi się na nieznanej wyspie. Na szczęście nie jest to rajski skrawek ziemi doktora Moreau, a miejsce, gdzie zatrzymał się trochę czas, ponieważ znajdują się na niej jeszcze… piraci. I bezwzględny rządzący tutaj Jednooki (nie, nie cyklop, też pirat :)). Nie pozostaje nam nic innego, jak wziąć się w garść i pomóc naszej blondynce w opałach!



Chciałbym się teraz bardziej skupić na naszej postaci. Cóż, widać, że twórcy podeszli do tematu w bardzo fajny sposób. Jest ona osobą, która dopiero po dłuższym czasie uświadamia sobie, że wyspa na której się znajduję nie jest kurortem wypoczynkowym, a tubylcy naprawdę nie mają pojęcia o najnowszych zdobyczach techniki. Jednak musi minąć wiele czasu, zanim do tego dojdzie. Sunny nie jest głupią, wulgarną dziewczyną. Wręcz przeciwnie. Do każdego zwraca się z sympatią, stara się pomóc innym w potrzebie i oczywiście co jakiś czas musi wykazać się chociaż odrobiną główkowania, by przetrwać w zaistniałej sytuacji. Jej komentarze może nie wywołują salwy śmiechu, ale nie są także denne. Najbardziej irytującym momentem gry jest jej początek, kiedy to bohaterka zawzięta w sobie nie chce rozmawiać z pierwszym napotkanym chłopcem, bo nie jest… umalowana. Dlatego początkowy Quest to zdobycie damskiej torebki. Mimo wszystko nie mam jej wiele do zarzucenia. Z czasem przechodzi ona pewnego rodzaju przemianę. Zdaje sobie sprawę, że w życiu liczy się coś więcej niż umalowane paznokcie czy pogaduszki z Kimberly. Po prostu mądrzeje. I mimo, że do Einsteina jej daleko, to wszelkie problemy udaje jej się rozwiązać.



Zagadki, z którymi przyjdzie się nam zmierzyć, zaliczają się do naprawdę prostych. Główna mechanika polega na połączeniu jednego przedmiotu z drugim. Zdarzają się dziwne kombinacje. Nie wiem, czemu bohaterka musi wziąć wodę z brudnej beczki, skoro może wziąć z oceanu. To są mimo wszystko detale. Czasem gdy Sunny jest w jakiś sposób bezradna, przełączamy się na inne postacie. Pomaga nam młody pseudo pirat Juan i coś przypominającego małpo-psa(?). Tutaj także znalazł się pewnego rodzaju niesmak. Fajnie, że mamy wytresowanego zwierzaka, ale to, że chowa on do kieszeni(?) wędkę, by zabrać piratowi klucze, to już istna przesada. Zawsze sobie zdawałem sprawę z tej pewnego rodzaju cechy przygodówek, a dokładniej kieszeń bez dna, jednak w tym opisywanym przypadku wypada to - cóż – komicznie. Zabrakło także jakichś trudniejszych orzechów do zgryzienia. Jakichś puzzli czy czegoś w tym rodzaju. Gra nadrabia licznymi mini-gierkami. Niestety, ale są one naprawdę banalne. Na szczęście istnieje opcja pomijania tego typu „atrakcji”.


Zaserwowana oprawa graficzna przynajmniej mi się spodobała. Lokacje są naprawdę kolorowe i ciekawie przedstawione. Co najważniejsze nie ma problemów ze znalezieniem pożądanych przedmiotów. Jest to ważne, ponieważ nie raz kląłem przy innych tytułach, powoli przesuwając myszką po ekranie i szukając tego jednego niewidocznego prawie punkcika. Postacie również prezentują się nieźle, nie mam tutaj zbyt wiele do zarzucenia. Interesującym pomysłem było zrobienie na przykład intra w komiksowym stylu. Bardzo przypominało mi ono grę XIII, mimo iż tamta należała do całkowicie innego gatunku. Taki fajny akcent.



Tubylcy napotkani w trakcie naszej podróży zostali przyjemnie przedstawieni. Z każdym możemy porozmawiać na różne tematy. Ich zróżnicowanie również jest odpowiednie. Nie mamy do czynienia z setkami NPC-ów, ale po co nam one? Powrócę jeszcze do początkowej sceny w grze, kiedy to blondynka nie chce rozmawiać z chłopcem, bo nie jest umalowana. Lokacja jak i czarnoskóry dzieciak wyglądają bardzo podobnie to tych z Broken Sword II. Również odnaleźć można kilka zabawnych nawiązań do młodszych gier jak World of Warcraft, Prince of Persia czy Lost.



Znalazłem jedną rzecz, która w So Blonde: Blondynka w opałach denerwowała mnie często i to strasznie. Nie wiem kto wpadł na taki durny pomysł, ale ciągłe doczytywanie etapów bardzo psuję całą zabawę. Może nie trwają one po kilka minut, ale nawet po wyjściu z drewnianej budki jesteśmy zmuszeni patrzeć na ekran ładowania. Jest to po prostu męczące, ponieważ nieraz aby rozwiązać niektóre zagadki, musimy nalatać się przez całą wyspę kilka razy w kółko. Efekt jest taki, że musimy patrzeć na to samo miejsce po raz kolejny, mimo iż przed chwilą tutaj byliśmy. Wydłuża to sztucznie zabawę.





Na bardzo dużą pochwałę zasługuje spolszczenie. Pani Anety Zając z telewizji nie kojarzę, ale z tego co wyczytałem, jest typowym przedstawicielem gwiazd jednego serialu. Jednak jej ładna mordka na okładce tak sympatycznie się do mnie uśmiechała więc pomyślałem, że nie będzie źle. I jest naprawdę bardzo dobrze. Wszelkie wypowiadane kwestie pani Aneta odpowiednio akcentuje. Wydaje mi się, że było to jej pierwsze zetknięcie z polonizacją. Tym bardziej jestem pełen uznania, że wszystko wypadło tak dobrze. Postacie drugoplanowe też nie brzmią źle. Mógłbym się jedynie przyczepić do żałosnego i wymuszonego śmiechu piratów. Ale jest to tylko małe nieporozumienie. Ogólnie duże brawa. Udźwiękowienie natomiast nie prezentuje się już tak dobrze. Wszelakie odgłosy wykonywanych czynności są OK, jednak muzyka przygrywająca w tle z czasem staje się monotonna i męcząca - można było tutaj trochę więcej zrobić.



Krótko podsumowując So Blonde: Blondynka w opałach to, można rzec, klasyczna gra przygodowa. Głównymi jej odbiorcami będą młodsi osobnicy, zaczynający zabawę z tego typu produkcjami, głównie ze względu na tematykę jak i żarty. Szczerze mówiąc ten tytuł zainteresował mnie już długo przed premierą. Nie będę ukrywał dlaczego. Scenariusz do niego napisał sam Steve Ince. Człowiek, który stworzył Broken Sword czy In Cold Blood. Omawiany tytuł na pewno nie jest tak dobry jak poprzednicy. Nie z powodu swojej jakości, tylko poprzeczka była już bardzo wysoko. Twórcom nie udało jej się przeskoczyć. Jednak gra zawiera kilka naprawdę niezłych elementów, które powinny graczy przyciągnąć na dłuższy czas. Tym bardziej, że tytuł nie jest wcale taki krótki. Wspomnę jeszcze o polonizacji. Chyba warto po raz kolejny podkreślić kawał dobrej roboty. Jak dla mnie So Blonde jest tytułem naprawdę zabawnym i ciekawym. Warto było zainteresować się wcześniej blondynką. Mimo, że czasem strasznie irytuje to i tak miło się przy niej spędza czas.
Ale tak to już jest z kobietami. :)











8,5 PLUSY:

grafika
+ świetna lokalizacja (brawa dla Pani Anety)
+ niegłupia bohaterka
+ humor
+ mini-gierki
MINUSY:

przechodzenie między lokacjami
- niektóre komentarze bohaterki
- małpa chowająca wędkę?!
- mini-gierki (co kto lubi, prawda)


autor: Hardcore