Still Life 2 - recenzja
Dodane przez Madzius888 dnia 04.01.2010 20:04

Może to dobrze, a może i nie, ale ostatnimi czasy pojawił się trend tworzenia kolejnych części starszych tytułów, których początkowo wcale nikt kontynuować nie zamierzał. Tak też po The Longest Journey 2, na świecie miłośnicy przygodówek poznają dalsze przygody bohaterów Black Mirror, a w Polsce właśnie dostaliśmy Still Life 2. Co tam słychać u Vic?



Od wydarzeń pod mostem minęło już trochę czasu, ale sprawa nadal nie daje spokoju agentce McPherson, która dalej gromadzi akta dotyczące niebezpiecznego mordercy zafascynowanego kobietami z obrazów pewnego zapomnianego malarza – Ackermana.



Still Life 2 zaczynamy w hotelowym pokoju Vic zawalonym teczuszkami i zdjęciami. Teraz kilka kliknięć i już właściwie... znamy tożsamość mordercy z części pierwszej (której oczywiście nie zamierzam wam podać;) ).

Mijają trzy lata relatywnie spokojne lata, ale przychodzi rok 2008 i mrożące krew w żyłach przebudzenie: znaleziono ciało młodej kobiety zamordowanej w bestialski sposób, jednoznacznie wskazujący na mordercę ze wschodniego wybrzeża. Akcja gry toczy się jednocześnie w dwóch różnych miejscach: w Chicago (2005 r.) i w Starym Domu na obrzeżach (2008 r.), by historia plotła się pięknie i płynnie niczym dwie helisy. Początkowo niejasne i praktycznie niezależne od siebie fakty stworzą jasną całość.



Role-Playing Game



Celowo jako przykład kontynuacji podałam Dreamfalla, ponieważ coś łączy ten tytuł z drugą częścią Martwej Natury. Zarówno The Longest Journey oraz jej kolejna część, jak i Still Life i jej jeszcze świeżutka kontynuacja - wszystkie te gry są bardzo dobre, z których pierwsza to klasyka, a druga rozwijając wybrane wątki jest... już zupełnie inna. W formie, rozwiązaniach i priorytetach.






Pierwsze zapożyczenia rozszerzające zawartość Still Life 2 pochodzą z gatunku gier dla mnie raczej obcego: z RPG. Jednym z nich jest ekwipunek ograniczony do 16 pól. Każdy przedmiot w zależności od wielkości bądź "widzimisia" twórców ma przydzieloną wartość pól, które zajmuje. Niejednokrotnie pojawia się więc sytuacja, że miejsca jest po prostu za mało. Można wtedy wykorzystać dowolną przestrzeń przeznaczoną na składowanie (szafka lub kontener oznaczone ikonką pudełka). Nie rozwiązuje to jednak tak znienawidzonych przez przeciwników, a tak ukochanych przez nas, zwolenników przygodówek, absurdów – owszem, drabina zajmuje 16 pól, ale po Palomie nie widać, że nosi taki klamor. Rozwiązanie to więc ni ziębi, ni grzeje – po prostu jest. Po drugie z niektórymi przedmiotami wiążą się konkretne umiejętności. Zamiast za każdym razem znajdować sposób na otworzenie drzwi, pojawi się jeden wytrych lub kilka prowizorycznych substytutów służących do otwierania zamków lub też kilka przedmiotów nadających umiejętność niszczenia – młot, kijek. Trzecią rzeczą jest niewidzialny pasek życia – w tym sensie, że nad postacią nie ma paska, ale może ona w wielu miejscach ulec zranieniu, i niestety, przy drugim ciosie rana jest już śmiertelna. Żeby uniknąć takiej tragedii w kilku miejscach (w naściennych apteczkach, a nie stoją i kręcą się na podłodze ;) ) leżą zestawy pierwszej pomocy, dzięki którym Vic lub Paloma westchną i odzyskają pełnię sił witalnych. W tym aspekcie to by było na tyle. Dalej system poruszania się to zwyczajny point'n'click z perspektywy trzecioosobowej, umiejętności nie da się "ekspić" i nie możemy podrasować postaci.



CSI



Detektywistyczna przygodówka przestaje powoli istnieć bez analizy mikrośladów, takoż Still Life 2 został rozszerzony o takie narzędzia i związane z nimi działania. Nawet szeryfka, z którą przyjdzie nam przez chwilę współpracować, posługuje się znanym nam skądinąd zdaniem: "I've got nothing new to report" :) Zestaw do Badań i Analiz zawiera prawie wszystkie elementy znane z kompletu technika CSI – luminol, czujnik zapachów, pęsetę, waciki, proszek daktyloskopijny, pendrive z kluczem komputerowym, przenośny mikroskop cyfrowy, skaner trójwymiarowy. W odróżnieniu jednak od możliwości laboratorium zajmującego cały bagażnik GMS, walizeczka ta ma dostęp do... pełnej bazy danych FBI. Jak to możliwe? Też się nad tym zastanawiam. To nie jedyna nieścisłość, na którą się natkniecie. Ostatnio zdarzyło mi się gdzieś przeczytać wręcz oczywisty wniosek dotyczący pracy, np. ekipy z Nowego Jorku: dlaczego właściwie osoba z burzą długich loków (Stella Bonasera grana przez Melinę Kanakaredes) zostaje wpuszczona na miejsce zbrodni bez czepka, pomijając problem estetyki? Chociaż problem w znacznie mniejszej mierze dotyczy Vic, to w Still Life 2 dochodzi do jeszcze gorszego zaniedbania. Mianowicie w walizeczce nie ma...rękawiczek!
Także technika pobierania dowodów trochę się różni. Pewien rozdział zostaje właściwie w całości poświęcony badaniu śladów. Wygląda to tak: owszem, najpierw używamy narzędzia służącego do wykrywania, a następnie do zbierania. Zupełnie pominięto tu jednak opcję pakowania mniejszych i średnich przedmiotów, z których zdjęto pewne dane, jako materiału dowodowego, a także bardzo ważnej zarówno dla śledztwa, jak i dla procesu: dokumentacji zdjęciowej.
Rozumiałabym pominięcie takich formalności, jeżeli chodzi o późniejsze, znacznie trudniejsze części, w których następuje pościg. Ale nie, w pewnym momencie Vic odzyskuje walizkę i heja, zaczyna wspominać o (i tak, jak już wiecie niedokładnej!) pracy dowodowej, gdy tymczasem ofiara, została sam na sam z mordercą. Co więcej, właściwie kilka rzeczy trzeba znaleźć, by ruszyć do przodu – w takim momencie! Jakże uroczo!
Nie ma też możliwości porównywania dwóch próbek, dzieje się to niejako automatycznie przez bazę danych, w której informacje od razu lądują.



Zbieranie śladów, miłośnikom CSI, w tym i mnie, sprawi jednak wiele radości, a jest ich naprawdę sporo, zwłaszcza we wspomnianym rozdziale i właściwie tylko jedna rzecz jest dla mnie nie do przebolenia. Mianowicie zbyt szybkie wyciąganie wniosków, którego nie dopuściłby się żaden technik! Przykładowa sytuacja: znajdujemy ślady opon niezaprzeczalnie należące do pickupa, a przy zeskanowanym dowodzie pojawia się opis: „Półciężarówka, z której korzystał morderca”. Nie ma podstaw, żeby tak sądzić. Najbliższe ślady butów porywacza znajdują się znacznie dalej, a trop, choć świeży, mógł należeć do samochodu kogokolwiek bądź!



Siła kobiet!



Victorii raczej nie trzeba nikomu przedstawiać – młoda kobieta o piegowatej i dziecinnej twarzy w FBI wybiła się dzięki umiejętnościom, a także zadziornemu charakterkowi. Wiele łączy agentkę z Latynoską, Palomą Hernandez – młoda dziennikarka kanału piątego poradziła sobie mimo ogromu obowiązków, które na nią nałożono i obecnie pracuje nad wielką sprawą: tropi mordercę ze wschodniego wybrzeża. Dla obu kobiet praca to całe ich życie, stoją jednak po przeciwnych stronach: Paloma chce zdyskredytować FBI, a FBI chce bez przeszkód zająć się rozwiązywaniem sprawy. Historie dwóch kobiet zetkną się w punkcie, w którym dziennikarka zostaje porwana przez mordercę podającego się za informatora! W końcu dwie silne dziewczyny rzucone na głębokie wody zaczną współpracować i... tak, złoimy skórę bandziorom!





To, jak bohaterki wyglądają zależy jednak od mocy komputera. Na nowszych modelach i najwyższych ustawieniach postacie prezentują się przepięknie – młodo i olśniewająco. Natomiast na komputerach choć troszeczkę starszych, gra wymusza znaczne ograniczenia – wtedy krawędzie oraz cienie są poszarpane, a kolory - niezbyt wyraźne. Zwłaszcza kanciate twarze przypominały mi czasy dwóch nowszych części CSI, a w dodatku pojawiały się bugi: zaciemniony ekran lub brak możliwości poruszenia. Dlatego też nie polecam grania na "rozsądnych wymaganiach", bo to zdecydowanie za mało. Rozdzielczość maksymalna to 1024x768 i na większych pojawiają się czarne paski. Wg panującej mody, wszystko wykonano w pełnym 3D. Jeżeli chodzi o podwórze, to nic specjalnego – las wygląda płasko, a roślinki złożone z kilku nałożonych na siebie kresek niedawno oglądałam w pierwszych częściach Draculi. Natomiast wnętrza przestronnego domu i piwnic – rewelacja! Ciemne lokacje wypełnione niby najzwyklejszymi sprzętami, które psychol uzupełnia przedmiotami - swojego osobistego - codziennego użytku w stylu luster czy stołów sekcyjnych, wprowadzają w bardzo mroczny nastrój.
Całość uzupełnia muzyka...wprost psychodeliczna. Miałam mieszane uczucia, kiedy uruchomiłam grę i przywitało mnie menu z techniawą w stylu Need For Speed 2, w którą zdarzało mi się w dzieciństwie grywać. Wprost nie wyobrażam sobie innej ścieżki dźwiękowej niż ta, którą zastałam. Delikatne plumkania łączą się z niepojącymi elektronicznymi odgłosami i jednym z najbardziej przerażających dźwięków na ziemi – biciem serca. Super! Byłam bardzo pozytywnie przerażona już dzięki samej muzyce i ciemnym lokacjom.



"Iżby nieprawda - prawdy się nie imała"



Spokojnie, to jedyne dziwactwo, jakie wkradło się do tłumaczenia Still Life 2. Trochę zaciemnia obraz sytuacji, ale raczej każdy jest w stanie przetłumaczyć wyraźnie wypowiedziane zdanie: "to seperate the truth from the false", bądź wykonać zadanie wprost mechanicznie. Śmiesznie wygląda jeszcze tylko napis przy każdym przedmiocie (przez ograniczone miejsce w ekwipunku): zajmuje N pole/pola/pół, ale mówiąc szczerze... nie mam zielonego pojęcia jak rozwiązać tę kwestię w inny sposób;) Reszta jest w porządku, nie ma literówek, przestawień i tym podobnych. Nie mam też nic do zarzucenia amerykańskiej ekipie lektorskiej: Amerykanie z natury są ekspresyjni, dlatego "stara" Vic i Paloma dobrze sobie radzą, a morderca, to także z głosu porąbany psychol.



Główki łami, gadki za



Fabuła jest naprawdę interesująca. Uzupełniają ją trzy typy łamigłówek. Po pierwsze badania kryminalistyczne, których zalety oraz niedociągnięcia omówiłam już wyżej. Drugą i chyba większą od innych część stanowią problemy związane z komputerem: bez zdobywania haseł, ściągania danych z kart pamięci, bez regularnego śledzenia monitoringu, korzystania z elektronicznych kluczy lub telefonu, nie da się dojść do finału...zresztą to tak, jak w życiu ;) Ponadto typowe, rzeczowe: mamy mnóstwo przedmiotów do zebrania i połączenia. Zagadki nie są bardzo zaawansowane: raczej do wszystkiego powoli można dojść, bo nie czekają tu na gracza żadne kilkugodzinne zmagania z wytrychami.



Survival Horror



I dochodzę do najmniej przyjemnej części recenzji, ale na pewno nie przeoczę faktu, przez który mina mi zrzedła. Lubię dobrą przygodówkę powodującą gęsią skórkę i nerwowe podskoki na krześle. Wspaniale przyczynia się do tego mroczna grafika i fantastycznie dobrana muzyka. Natomiast czasówki to już za wiele. Gra nie powinna polegać na tym, że ciągle ginę i wczytuję, a tak się niestety działo. W akapicie powyżej wspomniałam: "powoli można do wszystkiego dojść". Wymuszanie takiego pośpiechu męczy, denerwuje, irytuje i zniechęca, zachęcając jedynie do intensywnego zapisywania na bieżąco. W przygodówkach jest to wręcz nieetyczne, a już na pewno nie w takiej ilości! Do intensywnie wytężonej pracy zachęcać powinna całość oprawy, a nie takie sztuczne granice zakończone nawet nie ostrzeżeniem, a od razu śmiercią. Nie można ich całkowicie obejść, a skrócenie do absolutnego minimum wymagałoby przechodzenia całości z solucją. Ponadto na większość z nich można się natknąć przypadkiem, ot wchodząc do danego pomieszczenia. W dodatku bardzo często bez wykonania pewnych czynności lub zdobycia określonych informacji nie da się ukończyć "questa". I jeszcze do tego, gdybyśmy wiedzieli, gdzie należy wrócić, by uzupełnić wiedzę, to... nie da rady wykonać wszystkiego w przeznaczonym czasie. Paskudztwo, po prostu paskudztwo! Być może inaczej odebrałabym całość, gdybym grała „w odcinkach”, trudno powiedzieć. Natomiast jeżeli skrót "SH" kojarzy wam się z Silent Hill, a nie z Sherlockiem Holmesem, to na pewno spojrzycie pod innym kątem.





Still Life 2 spokojnie mogłaby zostać grą roku: grafika ma swoje uszczerbki, ale potrafi wprowadzić w klimat, muzyka jest po prostu genialna, zagadki kryminalistyczne są znośne, z elektroniką każdy sobie poradzi, a opowieść niesamowicie wciąga. Szkoda, że wszystkie te zalety zaciemniają idiotyczne czasówki, przez które po ukończeniu czułam się zmęczona fizycznie i psychicznie bardziej niż nasze bohaterki. Jedno jest pewne: na pewno ostrożniej podejdę do pozostałych kontynuacji...











6 PLUSY:

muzyka
+ fabuła
+ klimat
MINUSY:

czasówki i... nie liczy się cała reszta


autorka: Madzius888