Tale of a Hero: Zaginiona Historia - recenzja
Dodane przez Kami dnia 27.10.2009 17:12

Twój ojciec, szlachetny rycerz w Aldiarze, był bardziej wierny swoim wartościom niż królowi, przez co został wygnany. Utratę majątku próbował wyleczyć rybołówstwem. Udało mu się nawet wybudować jednoizbową chatę nad jeziorem. Jednak twoja matka, wątła i niezahartowana, nieprzywykła do życia z dala od zamkowych służących i utrzymywanej przez nich czystości, zapada na chorobę, która okazuje się śmiertelna. Ojciec wychowywał cię jak mógł, przekazując ci możliwie całą swoją wiedzę na temat walki z wszelakimi stworzeniami. W końcu niestety przychodzi czas i na niego. W wieku 20 lat jesteś jednak gotowy, aby stawić czoło przeciwnościom losu i wybrać swój zawód – bohatera. Wierzysz, że w genach masz zapisane potrzebne ci zdolności: siłę, spryt, charyzmę, a dzięki ojcu posiadasz także wiele znajomości. No właśnie. Tylko gdzie te znajomości cię doprowadzą?



Tak mniej więcej wygląda historia naszej postaci, Olafa. Mediewistyczny klimat sprawia wrażenie powieści fantasy i tak też ma być. Świat Aldiary jest bowiem pełen magii i stworzeń spoza naszego ziemskiego świata. Jednak, prócz tego, ma wszystkie swoje plusy i minusy życia codziennego. Olaf ma dziewczynę, prostą i humorzastą, która nie jest zachwycona, gdy prawie narzeczony wybywa na kilkumiesięczne misje. Zresztą się jej nie dziwię. Lecz, jak to na prawdziwie bohaterską historię przystało, oboje są wielce zakochani, a tęsknota jest najwyraźniej podmuchem wiatru, który roznieca ich płomień miłości... Patetycznie? Niekoniecznie, gra jest przepełniona ironią. Wręcz wylewa się z ust głównego bohatera i ojca Alii, bo tak nazywa się dziewczyna. Aż trudno czasami powstrzymać uśmiech i tak też gra zyskuje pierwszego plusa.





nie mam przyjaciół



Świat... A raczej jego kawałek, w którym przyjdzie się nam poruszać, nie jest zbyt rozległy. To z ust kobiety, ale jeśli postawić się na miejscu mężczyzny, jest tam wszystko czego potrzeba. Dom, gospoda i bagna – miejsce akcji drugiej misji. Czegóż więcej potrzeba mężczyźnie niż ciepłego kąta, miejsca do napitki i drugiego do pracy? Otóż właśnie okazuje się, że kolejnego miejsca zarobku, aby móc pojechać za chlebem jeszcze gdzie indziej. Ach, ci mężczyźni i ich ambicje. Na tym kawałku ziemi, który będziemy zwiedzać nie spotkamy zbyt wielu osób. Po części pierwszej, która była jednocześnie demem, nie zobaczymy już nikogo, kto mógłby być ewentualnym przyjacielem Olafa (NIEludzie się nie liczą). A nawet wtedy byli to dwaj tacy, co uciekli jak tylko coś poszło nie tak. Twórcy tłumaczą to zapewne wczesną porą, o której dnia następnego po przygodzie wstaje bohater, ale my, dziewczyny, wiemy swoje. Olaf jest pod pantoflem i nie widuje się z nikim, prócz ojca prawie narzeczonej... I dawnej znajomej, która odwiedza go w środku nocy, przekazując mu okropne wieści o tym, iż jego przyjaciółka z dzieciństwa (królewna, w kontraście do Alii - córki karczmarza) jest w niebezpieczeństwie, więc musi pędzić na pomoc. Hmm, ale to nie tak miało być, prawda? Widzicie już ironię?




a dym stał się dymem



Sama nie wiem co powiedzieć o grafice. Z jednej strony nie mam nic do teł 2D (z czego znamy Future Games, producenta m.in. Reprobates, The Black Mirror, Ni.Bi.Ru.) i postaci 3D. Czyli ładne scenerie i ruszające się postaci, które sprawiają wrażenie przestrzenności. Ale. Już od wielu lat przyzwyczajona jestem, że filmiki czy też cut-scenki, są nieodłącznym przyjacielem gry. Skracają akcję, tłumaczą jak postać dotarła z punktu A do B, pokazują jakiego typu pałka uderzyła nas w głowę przed zemdleniem itp. Gorzej jak przyjaciel staje się wrogiem, bo taki właśnie przypadek występuje w Tale of a Hero. Na samym początku widzimy jak nasz bohater zsuwa się po linie i nie jest jeszcze tak źle. Potem przychodzi kamienna woda, a ja się zastanawiam o co chodzi. Jakim cudem to wiadro się nie roztrzaskało! Zamiast tego nagle znikło, kamień zafalował, a potem wiadro ukazało się napełnione tym niebieskim kamieniem. To są prawdziwe czary, ale nawet mam na to dość logiczne wytłumaczenie. Kraj magii, ale niedostępnej dla każdego. W końcu nie każdy jest czarodziejem, bo wtedy nie byłoby kogo ustawiać z przodu formacji. Każdy wie, że bez wojowników w drużynie, nie ma co wyruszać na misję. Ale wracając do tematu. Nie każdy potrafi władać magią, ale każdy chętnie z niej korzysta i tak powstała owa kamienna woda. Bo to jest woda niewylewajka, nalewasz i już nigdy się nie wyleje. A tak poważnie to nie wiem dlaczego twórcy wbijali sobie ten gwóźdź do trumny. Mogli przecież pokazać to bez tej durnej scenki – jest studnia, klikasz wiadrem, wiadro znika, a potem się pojawia i już jest tam woda, a jak najedzie się kursorem to wyskakuje dymek „wiadro z wodą”. Zwalę to na pochodzenie. Widzieliście kiedyś czeskie kino? Tak samo pokręcone.





w to mi flecik graj



Muzyka jest... poczciwa. To chyba najlepsze określenie jakie dla niej mam. Wpasowuje się idealnie w charakter gry. Taki trochę figlarny i nie do końca serio. Dialogi są bardzo dobrze nagrane, a mogłam się o tym wiele razy przekonać, gdyż jak na przygodówkę przystało, bohaterowie są dość gadatliwi. Szkoda trochę, że ludzie podkładający głosy liczą sobie wysokie honoraria, bo przez to nie każda postać ma swój własny głos. Jednak usłyszy to tylko wprawne ucho, więc ogólnie nie ma co się martwić. Polonizacja wykonana przez City Interactive jest kinowa i wykonana poprawnie. Wielkich byków tam nie ma, ale mogło być lepiej.




po czym poznać bohatera?



Najwyraźniej po małej cierpliwości. W grze nie natrafimy na żadne zagadki logiczne! Jedyna, na którą ostrzyłam sobie pazurki
została samoczynnie rozwiązana przez Olafa i tyle. To był koniec. Nie ma także (i to akurat dobrze) czasówek ani epizodów zręcznościowych. No to co się w tej grze robi? Dosłownie tyle – przynieś, wynieś, pozamiataj. Chcemy oranżadkę, ale właśnie się w karczmie skończyła, więc idziemy po dostawę do innego miasta, a tam dostawca skręcił sobie nogę, więc zanosimy jego skrzynki w jeszcze inne miejsce, wtedy będziemy mieć nasz pakunek, który zanosimy do karczmarza, a ten nam mówi, że teraz nie ma wody, więc idziemy do studni, gdzie zerwał się łańcuch i musimy wyłowić wiadro haczykiem na linie, który znajdziemy jak pójdziemy do spiżarni w naszym domu itp. Co to wszystko oznacza? Ni mniej, ni więcej jak to, że gra jest przystępna dla bardzo szerokiego grona graczy. I aż dziko przyznać, ale to sprawia, że jest najwyraźniej lepsza. Nawet w redakcyjnym gronie słyszałam narzekania na mini-gierki z Reprobates, a to ponoć ci, którzy lubią gdy gra jest idiotycznie trudna. Przejaskrawiam oczywiście, ale wiecie o co chodzi. Aż się zastanawiam jak będzie wyglądać kolejny twór Future Games – Alter Ego. Łamigłówki to w końcu nieodłączna cecha przygodówek i w takiej czy innej postaci powinny się w grze znaleźć.





a jak wygląda?



Metr osiemdziesiąt o niskim głosie i blond włosach, umięśniony, ale nie za bardzo rozrośnięty w barach. Tak nie wygląda nasz bohater, ale za to jego nieodzowną cechą jest trzymanie ręki na biodrze. Wszędzie, jak tylko stanie tak robi. Caaały czas. Widać bohater z zawodu też nie musi być święty i może mieć jakieś swoje spaczenia. Bywa.



Historię Tale of a Hero będziemy poznawać przez ok. 9 godzin. Gra jest przystępna i ma świetną fabułę doprawioną sporą dawką angielskiego humoru (tak, ironia też może być humorem). To wszystko sprawia, że trudno nie chcieć iść dalej. Scenariusz pisał ktoś z natchnieniem, bo naprawdę nie mogę powiedzieć, aby coś było naciągane, robione dla sztucznego przedłużania rozgrywki czy po prostu było bez sensu.
I cóż mogę powiedzieć w podsumowaniu? Jeśli nie zależy Ci tak na grafice, a wysoko cenisz fabułę, lubisz baśniowe klimaty i możesz przeżyć brak zagadek logicznych to gra jest idealną pozycją właśnie dla Ciebie, tak jak i jest nią dla mnie (choć ja akurat będę narzekać na brak tych zagadek).











7 PLUSY:

humor
+ fabuła
+ klimat
+ tła 2D
+ długość
+ cena w dniu premiery
MINUSY:

cut-scenki
- brak łamigłówek


autorka: Kami