Zobacz temat


Kto tu jest? 1 Gości
 Drukuj temat
Tales from the Borderlands Episode 3: Catch a Ride
ezro
TellTale kazało sobie zdrowo czekać na następną część Tales from the Borderlands. Ponad trzy miesiące, które dzieliły daty wydania ostatnich odcinków, to jak dotąd najdłuższa przerwa między premierami dwóch gier z ich jednej serii wydawniczej. Cierpliwość się jednak opłaciła, bo Catch a Ride to bezdyskusyjnie najlepszy dotąd odcinek serii.

Grę otwiera zaskakująco obszerne, parominutowe intro podsumowujące dotychczasową historię - rzecz absolutnie niezbędna, gdy niepokojąco niewiele kartek kalendarza zaczyna nas dzielić od rocznicy wydania pierwszej części. TellTale zasłużyło sobie na dużego plusa za to, że się postarali i nie zignorowali tej sprawy. A następnie na ochrzan za następujące po intrze kilkanaście minut szaleńczej walki i generalnego chaosu, które towarzyszą ucieczce naszej ekipy ze stacji badawczej Atlasa. Może i filmy powinny się zaczynać od trzęsienia ziemi, ale gry nie powinny żądać natychmiastowego podjęcia decyzji taktycznych, gdy ostatnie parę ujęć było tak koślawych, że nie wiadomo nawet gdzie się znajdujemy i co się dzieje na ekranie.

Trudno się jednak o to jakoś dłużej złościć, bo ten chaos składa się na przerysowany, bombastyczny styl Borderlands, który Opowieści z Pogranicza dobrze sobie przyswoiły. Co więcej, widać że twórcy próbują wyjść poza ramy przyjętej konwencji i stworzyć w tym świecie coś rzeczywiście własnego i oryginalnego. Przygody Rhysa i Fiony parodiują klisze z filmów akcji, ale też wykorzystują w dowcipach sam format przygodówki TellTale, a dużo humoru bierze się z interakcji między członkami naszej drużyny i specyficznego klimatu gry. Może nie należy się nastawiać na to, że porwą nas paroksyzmy śmiechu, ale czeka nas sporo rzeczywiście zabawnych, dobrze napisanych scen. W czasach, gdy dowcip w większości gier zaczyna się i kończy na odniesieniach do pop kultury, Tales from the Borderlands to wyjątek zasługujący na uznanie.

Tym bardziej, że Catch a Ride podnosi w tym względzie poprzeczkę. I to pomimo faktu, że nie znalazło się dużo czasu dla błyszczącego w ostatnim odcinku Handsome Jacka (przynajmniej w mojej wersji historii). Od niego pałeczkę przejmuje Loader Bot, który z epizodycznego bohatera, wreszcie stał się stałym członkiem zespołu. Rozbrajające kwestie tego stalowego olbrzyma wygłaszane niezmiennie beznamiętnym tonem bez pudła przywodzą uśmiech na twarz. Generalnie można odnieść wrażenie, że sami pisarze TellTale zaczynają się pewniej poruszać po świecie ich własnej kreacji: żarty są lepsze i częstsze i chyba każdej postaci trafiło się przynajmniej kilka zabawnych kwestii.

Co biorąc pod uwagę długość odcinka jest ilością całkiem słuszną; poza wątpliwym zaszczytem bycia najdłużej wyczekiwanym odcinkiem, Catch a Ride jest także jednym z najkrótszych. Przejście całości zajmuje około półtorej godziny, co trudno uznać za oszałamiający wynik nawet w porównaniu ze standardowo ubogim czasem 2-2,5 godzin rozgrywki, do jakiego się przyzwyczailiśmy. Szczęśliwie długość gry jest częściowo przynajmniej rekompensowana przez jej "grubość". Twórcy nie poszczędzili środków produkcję - prawie cała akcja ma miejsce w nowej lokacji, wypełnionym roślinnością ośrodku, gdzie Atlas podejmował próby terraformowania Pandory. Ogrody porośnięte kosmiczną, fosforyzującą w ciemności florą nie są może wściekle oryginalną scenerią, ale oferują kilka punktów, gdzie można zawiesić oko. Należy żałować, że ta troska ograniczyła się do miejsc, w których gra tymczasowo oddaje nam kontrolę nad ruchami bohatera i pozwala na własną rękę chodzić i rozglądać się. Środowiska będące tłem dla poleceń QTE prezentują bardziej mieszany poziom - w pamięci zwłaszcza zapada pole walki z dwójką najemników, którego dominującą cechą były gołe bloki ziemi pokryte obrzydliwie rozpikselowaną teksturą mającą odwzorowywać gęste poszycie lasu.

Pierwszy odcinek Tales from the Borderlands był miłym zaskoczeniem - gra, po której wiele się nie spodziewano, okazała się być przyjemnym przerywnikiem z kilkoma zabawnymi scenami. Drugi odcinek podniósł stawkę: postaci nabrały koloru, żarty ostrości, a autorzy pokazali, że mają konkretną wizję dla swojego dzieła. Trzecia część kontynuuje ten trend - i daje nadzieję, że historia przygód Rhysa i Fiony na trwale wpisze się do kanonu komedii.

Będę ogromnie wdzięczny za krytykę - jest to pierwsza recenzja, jaką napisałem od trzech lat. Kiedyś całkiem sporo pisałem i chciałbym wrócić do tego zwyczaju, ale rzecz jasna okazało się to trudniejsze niż się spodziewałem. Człowiek niby powinien mądrzeć z wiekiem, a tu zdolności piśmiennicze spadły mi do poziomu wczesnego liceum. Jeśli znajdzie się ktoś, komu będzie chciało się to przeczytać i jeszcze potem napisać, nad czym przede wszystkim muszę popracować, będę bardzo zobowiązany :)
Edytowane przez ezro dnia 01.07.2015 06:39
 
Przemo
Napiszę tak. Po przeczytaniu tekstu dodatkowo zachęciłeś mnie do zagrania w tą produkcję i upewniłeś w przekonaniu, że właściwie postępuję czekając na całość.

Krytyki z mojej strony nie będzie, bo tekst jest zwięzły i fajny. Traktuje o właściwych rzeczach, zero lania wody. Myślę, że kilka cennych uwag na temat recenzji mogłaby udzielić Crouschynca albo Kami - dziewczynom pisanie recenzji i innych tekstów wychodzi znakomicie. :)
 
ezro
Dzięki za komentarz. Nie będę ukrywał, że trochę mi dodał otuchy :)
 
Przejdź do forum: