Zobacz temat


Kto tu jest? 1 Gości
Jak oceniasz pierwszą część nowego BS?
1 1 0%[0 głosów]
2 2 25%[1 głos]
3 3 25%[1 głos]
4 4 50%[2 głosów]
5 5 0%[0 głosów]
Głosów ogółem : 4
 Drukuj temat
Broken Sword: The Serpent's Curse, część 1
Kami
Piąta odsłona znanej na cały świat serii przygodówek opowiadających o perypetiach amerykańskiego prawnika George'a Stobbarta oraz francuskiej dziennikarki Nicole Collard. Prace nad The Serpent's Curse zostały ujawnione w momencie rozpoczęcia kampanii w serwisie Kickstarter, dzięki której udało się zebrać ponad 800 tysięcy dolarów na dokończenie procesu produkcji. Jednym z pozytywów takiego finansowania jest powrót do rysunkowej oprawy graficznej stworzonej w środowisku 2D. Oznacza to, że The Serpent's Curse wizualnie przypomina dwa pierwsze tytuły tej sagi. Czytaj dalej w Encyklopedii >

www.adventure-zone.info/fusion/images/100or/broken_sword_5.jpgZapowiedź

Poradnik

Galeria

Encyklopedia
www.adventure-zone.info/fusion/images/photoalbum/album_542/broken_sword_5_05_t1.jpg www.adventure-zone.info/fusion/images/photoalbum/album_542/broken_sword_5_03_t1.jpg www.adventure-zone.info/fusion/images/photoalbum/album_542/broken_sword_5_15_t1.jpg
 
Toddziak
Kto z grających zauważył Pink Floydowy easter egg ten jest fajny Bubu
 
Przemo
Ja właśnie przechodziłem ten fragment i od razu rzucił mi się w oczy. Smile2
 
Madzius888
O tym piszecie czy inny smaczek? Smile2
http://forum.przy...p;start=85
 
Kami
Ja myślałam, że coś ze świnią się robi Pfft2 A poza tym bardziej patrzyłam na to pod kątem ostatniej gry, bo tamta kojarzy mi się bardziej ze świniami niż The Wolf Among Us. :F
 
Toddziak
Gra kończy się akurat wtedy, gdy zaczęło się robić ciekawie :no:
Grrr, ja chcę już dalszy ciąg! Confused
 
Przemo
Właśnie ukończyłem pierwszy epizod i tylko jedno przychodzi mi na myśl - stary, dobry Broken Sword. Smile2
 
Toddziak
Tylko zagadki jakieś takie śmiesznie proste, nie? Nie utknęłam nigdzie na dłużej, a grę bez hintów i poradnika przeszłam w niecałe 6 godzin.
 
Przemo
Większość da się rozwiązać bez żadnego problemu, ale zbytnio mi to nie doskwierało. Odprężająca gierka, takiej mi właśnie brakowało w ostatnim czasie. Więcej w recenzji napiszę.
 
Kami
Żartujesz Przemo? xD

Ja jestem mega zawiedziona jak na taki build up. Całe UI jest przestarzałe, zagadki są stare - to wszystko jest jak z jakieś starej przygodówki i to dosłownie, bo wszystkie te zagadki gdzieś już były, więc każdy kto trochę grał przejdzie całość jak burza.

Już nie wspominając o tym, że żarty Żorża są jak podryw z reklam Avansu i to się tyczy wszystkich jego dialogów z Nico.

Same dialogi w ogóle są mega słabe i psują całkiem interesujący scenariusz. Odczytane bez polotu, postacie rozmawiają o kradzieży i morderstwie jakby właśnie wyszli z psem na spacer po parku.

Chociaż największy zawód jest w tym
Spoiler :: Pokaż
że cały epizod zaczyna się demonicznym obrazem, który pozostaje cały czas w tle, kiedy my zajmujemy się jakąś banalną kradzieżą.


I tyle. Cały epizod. 5,5 godziny.

Drugi epizod i fabuła z tym, czym rzeczywiście powinniśmy się zajmować może całość jeszcze uratować, ale to trochę loteria czy w ogóle to dostaniemy. 5,5 godzinny wstęp nie wróży nic dobrego. Confused

Ta część jest mocno oparta o sukces serii, a jedyne co robi, to ciągnie ją w dół.
 
Rolus
Wpis zdradza element fabuły

Momentem, mam wrażenie, kluczowym dla pierwszego odcinka "Broken Sword: Serpent's Curse" jest scena tańca w rytm przeplatającego się przez fabułę kawałka Hairy Lobsters. Urżnięta Bijou wiruje w niej z iluzją swojego zmarłego męża - niby hipisa kupującego żonie pierścionki z diamentem. Po chwili wehikuł czasu zamienia się jednak w podłego kaca, a zmartwychwstały Henry - w pokracznie przebranego Stobbarta. Banieczka pryska. Szybko opuszczona kurtyna napisów końcowych podpowiada na dodatek, że to gracz okazuje się być alter ego tragikomicznej persony Bijou, której "Le Goła Dupa z pieprzem" jest w premierowej odsłonie ważniejsza niż "La Malediccio".

Revolution, być może z racji fanowskiego dofinansowania, powzięło sobie za punkt honoru małpowanie ukochanych przez graczy "Shadow of the templars" i słabszego " The Smoking Mirror". Tańcują więc z nami nerwowo, puszczając oczko za oczkiem, z sierścią zdechłego psa zamiast wąsów. Mniej albo bardziej sensownie przez ekran przewija się garnitur znanych z poprzednich części "BS" postaci. Po co? Głównie dla wywołania uczucia nostalgii, bo nostalgia, jak mówi bohater o wiele lepszej opowieści umiejscowionej w Paryżu, to "wyparcie bolesnej teraźniejszości". A teraźniejszość piątej odsłonie cyklu kuksańców zdecydowanie nie oszczędza - w negatywnym pojęciu przestarzały interfejs (ani grama świeżego pomysłu), niekreatywne zagadki, zagadanie nudnym dialogiem, całkowity brak chemii pomiędzy parą bohaterów i słabe operowanie konwencją przygodową. Tam, gdzie winno być zabawnie, jest siermiężnie a tam, gdzie poważnie - zbyt lekko.


Twórcy zwyczajnie strzelają sobie w kolano, bo skutkiem ubocznym tego zawszelkącenowego hołdu dla przeszłości jest brak lepszej przyszłości. To mógł być wspaniały, nowoczesny ambasador unikalnej serii, który zapewniłby "Broken Sword" jeszcze pięć kolejnych odsłon. Niestety skończył jako przydupas stęsknionego klikacza (czyli mnie), co wbrew wszystkiemu chce, żeby mu się podobało. I podoba, bo w nostalgii rozpłynąć się najłatwiej, jak w uroczo kiczowatych landszaftach "Serpent's Curse". Ciasteczko zostało zjedzone.

- Ma pani ochotę na ciasteczko? - pyta George leżącą na sofie Bijou.
- Dlaczego nie jest całe?
- Bo karmiłem nim karalucha.

O szeroko dyskutowanej grafice i animacji (najgorzej prezentującej się w trakcie przerywników filmowych) nie wspominam celowo, bo wraz z biegiem wydarzeń przestają mieć one znaczenie. Budżety gier są różne, ale pomysły na rozgrywkę bezcenne.
 
Kami
Ostre słowa, ale na pewno zgodzę się z tym:
Twórcy zwyczajnie strzelają sobie w kolano, bo skutkiem ubocznym tego zawszelkącenowego hołdu dla przeszłości jest brak lepszej przyszłości.


Też mam wrażenie, że strasznie trzymano się przeszłości dla zadowolenia sentymentu starych fanów. Efekt jest dość dziwny, niby nowa gra, a jednocześnie niezbyt nowa.

Za to ja trochę o grafice powiem. Smile2 Początkowo miałam pewne wątpliwości, ale cała oprawa (prócz tego przestarzałego UI) jest bardzo przyjemna. Szczególnie zwróciłam uwagę na to jak światło pada na bohaterów. Lokacje są idylliczne, wszystko takie trochę cukierkowe. Sweet Animacje też całkiem ok, prócz momentów kiedy postać idąc wygląda jakby teleportowała się co milimetr, brak tam jakiejś płynności. Dość irytujące też jest przystawanie bohatera przy zmianie punktu docelowego.

Generalnie nowy Broken jest jak ten film Elizjum. Oprawa jest w pełni ok, ale żeby uznać treść za dobrą trzeba być zupełnie zielonym w grach / filmach / książkach. Inaczej wyda się infantylna i powielająca znane i oklepane już dawno schematy, czyli po prostu przewidywalna.

Cały czas zastanawiałam się też dlaczego Nico nie mówi po prostu po francusku. :F Przesadzili z tym akcentem, w efekcie jest trochę irytująca. Ezio jakoś potrafił mówić normalnie, wplatając włoskie wyrażenia w naturalny sposób. Nico wydaje się strasznie wysilać na angielski. Autentycznie się zdziwiłam kiedy z mieszkańcami Paryża nie rozmawiała w ojczystym języku. Chociaż najbardziej wychodzi ten przesadzony akcent w momentach kiedy aktorka o nim zapomina i nagle powie jakieś słowo zupełnie bez niego. Jest kilka takich momentów i bardzo zwracają na siebie uwagę właśnie przez to, że reszta jest tak przerysowana.

No i cena jest przesadzona. :F 23 euro, to niemal tyle co Raven. Wszystkie gry, które klepią wyświechtane wątki fabularne są takie drogie? Lepiej kupić dwie gry od Daedalica.

Kurcze Sad może jeszcze drugi epizod jakoś to wszystko podratuje, ale jestem mega zawiedziona.
 
Rolus
Kami napisał(a):
Cały czas zastanawiałam się też dlaczego Nico nie mówi po prostu po francusku. :F Przesadzili z tym akcentem, w efekcie jest trochę irytująca..

Piąta część kładzie większy nacisk na odróżnienie akcentu amerykańskiego i angielskiego - tak, jakby trudniej było wytłumaczyć istnienie Amerykanina w Londynie niż Francuza na prawo i lewo gadającego po angielsku. Spójrzmy na scenę George'a ze zdystansowanym kelnerem przy kawiarni Tricolore. Toż to zmarnowany potencjał komediowy.

Amerykanizacja to odwieczny problem zarówno gier jak i filmów. Twórcy uznali, że uniwersalna forma gulgotu zrobi patrzącemu wygodną przysługę. Ale dla widza, który chce zatopić się w uniwersum, przypomina to obijanie twarzy piłeczką pingpongową - niby nie boli, ale często irytuje i trzeba mrużyć oczy. Do kanonu trafił już dukający po angielsku nazista ("giw mi zi mykrofylm, sznela!" ), zmiękczająca dziewczyna Bonda z Rosji ("bi dżientel djys tajm, Dżjejms" ) i wiele innych. Cała ta filozofia, której efektownie oparł się Tarantino w "Bękartach wojny", została wstrzyknięta w postać Nico (co wielu uznaje za urocze, nie kabaretowe). Można zrozumieć, że będąc dziennikarką łatwo porozumiewa się z Żorżem po angielsku, ale jej rozmowy z innymi Francuzami? Bzdurka, tygrysku, bzdurka. Kiedy pojedziesz do Paryża i po angielsku zapytasz o drogę do toalety, to strażnik w Luwrze uda rzeźbę Rodina. Paryżanie i nie tylko paryżanie słyną z niechęci do posługiwania się innym językiem. Autorzy "Broken Sword" oczywiście stosują swoją konwencję od początku i mają do tego najświętsze prawo. Nagła zmiana taktyki byłaby rewolucją, na którą studio nomen omen "Revolution" porwać się nie ma ochoty.
 
Kami
Rolus napisał(a):
Spójrzmy na scenę George'a ze zdystansowanym kelnerem przy kawiarni Tricolore. Toż to zmarnowany potencjał komediowy.

O, o! Dlaczego Żorż się nigdzie nie odcinał? Pfft2 Tam był taki potencjał! Z kelnerem i z księdzem, któremu mógł przecież przygadać o występkach jego "braci".

Strasznie grzeczna ta gra. :F ą, ę

Cała ta filozofia, której efektownie oparł się Tarantino w "Bękartach wojny", została wstrzyknięta w postać Nico (co wielu uznaje za urocze, nie kabaretowe).

A ludzie mówią, że Mona z A Vampyre Story jest irytująca. Bosz Ten "akcent" to dopiero daje po uszach.

Kiedy pojedziesz do Paryża i po angielsku zapytasz o drogę do toalety, to strażnik w Luwrze uda rzeźbę Rodina. Paryżanie i nie tylko paryżanie słyną z niechęci do posługiwania się innym językiem.

Trochę jak Japończycy. Wink2 Chociaż u nich to chyba z kulturalnej skromności.
 
Rolus
Kami napisał(a):

Strasznie grzeczna ta gra. :F ą, ę

Pod względem dialogów, czyli soli gier przygodowych, "BS 5" jest rzeczywiście białym pasem na środku drogi. I, co gorsza, nie ma w niej suspensu, który zmuszałby mnie do dalszego klikania. Zgodnie z filozofią poprzednich części opowieść zaczyna się od obowiązkowego trzęsienia ziemi. Ale cały mechanizm jest już zardzewiały i nie pomoże mu byle patyczek do uszu nasączony olejem. Początkowa scena morderstwa przypomina nieznośnie uporządkowany teatrzyk dla dzieci, gdzie każdy uczestnik musi odbębnić swoje parę linijek.
- Zabili go. Szkoda.
- Łojej. Leży i się nie rusza.
I groteskowa rozmowa George'a z Lainem, który stojąc nad trupem swojego przyjaciela swobodnie deklamuje kolejne kwestie; tak, jakby miał je gdzieś zapisane w kajeciku. Wszyscy bohaterowie od pierwszej sekundy przyjmują wyświechtane pozy, maski i tę "naturalną sztuczność". Jakby twórcy mówili do nas po kumpelsku "no, wiecie o co chodzi, jedziemy dalej, wiecie, o co chodzi, jedziemy dalej", bo pewnych rzeczy tłumaczyć już przecież nie trzeba. Od początku do końca czujemy się zatem w towarzystwie gry swojsko, miło i "wiemy, o co chodzi". A później pojawia się wrażenie, jakbyśmy w ogóle w nic nie zagrali.

Tam był taki potencjał!


W wielu momentach tkwił potencjał zabity, moim zdaniem, przez filozofię autorów, tj. "robimy makijaż na pierwsze brokensordy". Wystarczyłaby lekko wzbogacona mechanika czynności do wykonania, żeby całość nie wypadła tak nieznośnie letnio. Następnym razem trzeba wypluć smoczek, zdmuchnąć kurz z ramienia i przestać udawać, że po drugiej części "Broken Sword" już nic ciekawego nie wyszło. Wyszły i "Broken Swordy" (z niedocenianą trójką na czele) i inne świetne przygodówki, które powinny przypomnieć Revolution o tym, że pomysłów na opowieść nie warto zamykać w szufladzie oldskulu i pustych hołdów. Lepiej je rozwijać.
Edytowane przez Rolus dnia 12.12.2013 23:42
 
Kami
Rolus napisał(a):
Początkowa scena morderstwa przypomina nieznośnie uporządkowany teatrzyk dla dzieci, gdzie każdy uczestnik musi odbębnić swoje parę linijek.

Tu mam wrażenie, że sporą rolę odgrywa też dubbing. Cognition to to nie jest niestety.

Jakby twórcy mówili do nas po kumpelsku "no, wiecie o co chodzi, jedziemy dalej, wiecie, o co chodzi, jedziemy dalej", bo pewnych rzeczy tłumaczyć już przecież nie trzeba. Od początku do końca czujemy się zatem w towarzystwie gry swojsko, miło i "wiemy, o co chodzi". A później pojawia się wrażenie, jakbyśmy w ogóle w nic nie zagrali.

Shock To jest... tak bliskie mojego wrażenia, że aż nie wierzę, że to napisałeś. Wink2

The Serpent's Curse to chyba gra stworzona nie dla tej grupy docelowej co trzeba. Wiadomo, że w większości będą to fani serii, starzy wyjadacze, a tymczasem całość jest niemal dedykowana dla początkujących i casualowców.

Aczkolwiek sama fabuła nie jest zła. Smile2 Wyjąwszy fakt, że cała pierwsza część to tylko wprowadzenie. Jestem ciekawa dalszych perypetii ze złym obrazem. Hihi Szkoda, że wcześniej nie przechodzi się do sedna, bo 5,5 godziny (jeśli będzie zajmować tyle samo czasu) na rozwiązywanie sekciarskich spisków to właściwie trochę mało. :F
 
Rolus
Kami napisał(a):
całość jest niemal dedykowana dla początkujących i casualowców.

Którzy to początkujący, wybawieni mechaniką "Walking Dead", "The Wolf Among Us", "Cognition" i innych, będą znudzeni nie mniej niż przygodowe zębozjady. Tyle, że z innych powodów.

5,5 godziny (jeśli będzie zajmować tyle samo czasu) na rozwiązywanie sekciarskich spisków to właściwie trochę mało. :F

Ja mam na liczniku 7 godzin. Ale tylko dlatego, że w międzyczasie wyszedłem na spacer z psem. Jeśli większość grających w "Serpent's Curse" wyszła w międzyczasie z psem, to może być może będzie usatysfakcjonowana jej długością. Ale są na to niewielkie szanse. Tym mniejsze, im bardziej pies nabroił podczas spaceru. Mój nabroił i tym samym dostarczył mi gagów zabawniejszych niż całe "Broken Sword 5". Autorzy powinni zamieścić dodatkowy aspekt w wymaganiach sprzętowych - "2 GB RAM, smycz i pies".

Tu mam wrażenie, że sporą rolę odgrywa też dubbing. Cognition to to nie jest niestety.

W "Cognition" zastanawiała mnie tylko rola diabła wcielonego Skorobjusa.
 
Kami
Rolus napisał(a):
Którzy to początkujący, wybawieni mechaniką "Walking Dead", "The Wolf Among Us", "Cognition" i innych, będą znudzeni nie mniej niż przygodowe zębozjady. Tyle, że z innych powodów.

Pierwsze dwa tytuły nie mają nic wspólnego z Cognition i wszystkie mają raczej mało do Brokena. Pfft2 Największym grzechem ostatniego jest naiwność treści.
 
Rolus
Kami napisał(a):
Pierwsze dwa tytuły nie mają nic wspólnego z Cognition i wszystkie mają raczej mało do Brokena. Pfft2 Największym grzechem ostatniego jest naiwność treści.

Mam na myśli podsycanie u gracza apetytu na więcej i mocniej w kwestii ciężaru emocjonalnego i tej, nazwijmy ją, podniecającej ambiwalencji - niezależnie od podjętej decyzji grasz dalej, tylko z innym skutkiem. Trend rozprzestrzenił się w rozrywce multimedialnej po premierze "Heavy Rain" - filmowego kryminału klasy B, ale w sensie growym już reprezentanta pierwszej ligi. Kiedy patrzy się przez tak silne dioptrie, to treść "Serpent's Curse" wydaje się tym bardziej naiwna. I, broń bobrze, niech twórcy nie rezygnują z lekkodusznej poświaty unoszącej się nad serią od pierwszego odcinka. Kino ze szmaragdem i krokodylem nadal potrafi bawić. Trzeba tylko spróbować nowych metod opowiadania historii.

Aktualizacja:
Premiera drugiego odcinka została przesunięta na "do końca marca". Uroki ćwiartowania.
Edytowane przez Rolus dnia 14.01.2014 11:41
 
wredny
Broken sword 5 nie potrzebnie po dzielono na epizody .
Gram w przygodówki już od 1993 r. uwielbiam klasykę gatunku a więc jestem tzw. starym fanem .
Gra jest prosta zbyt prosta twórcy sprawiają wrażenie jak gdyby nie wierzyli że to się w ogóle udało i WYDALI BS5.
Jest uroczo ,sielankowo,ślicznie nawet w miejscach gdzie nie powinno tak być.
A zanim zacznie się coś dziać gra żegna nas napisami końcowymi i zaprasza na następny odcinek halo halo ! to nie serial telewizyjny to przygodówka
Aktorzy grają od nie chcenia aktorka podkładająca głos nico jest za to za bardzo krzykliwa .
ta gra podoba mi się tylko ze względu na mój sentyment do dwóch pierwszych części cyklu.
Zgadzam się ze wszystkimi krytycznymi opiniami po wyżej i mam nadzieje że drugi epizod będzie lepszy.

.
 
Przejdź do forum: