Darkened Skye (mniej przygodowa) (Arlin)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 10.04.2006 00:29

Nigdy nie gustowałam w grach, gdzie jeden niezwyciężony bohater, prąc cały czas naprzód, pokonuje hordy wrogów, ucząc się przy tym w ekspresowym tempie umiejętności lub czarów, by na końcu pokonać kiwnięciem palca głównego złego. Do tego wszystkiego, powody, dla których to czyni mogą wydawać się ciut niewiarygodne. Oczywiście nie oznacza to, że taka rozrywka jest niskiego poziomu - wręcz przeciwnie. Niesamowicie wciąga i to mnie najbardziej dziwi. A jeszcze bardziej zaskoczyła mnie gra TPP, Darkened Skye, która mimo swojej płytkości dostarczyła mi całkiem miłych wrażeń. Nie wiem czemu skusiłam się na przeżycie tego typu przygody - może z powodu niskiej ceny (29 złotych - ale przecież nie cena świadczy o produkcie), może przez sympatyczną główną postać, a może dlatego, że szukałam odmiany w postaci lżejszej zabawy. Skye to rudowłosa dzieweczka pracująca w swojej krainie, o wdzięcznej nazwie Lynlora, w charakterze pastereczki, co stanowi niezwykle pociągające zajęcie. Do jej obowiązków, zanim zmieniła profesję, należała opieka nad nieco irytującymi podopiecznymi, leżenie pod drzewem ze źdźbłem trawy w ustach i nudzenie się. Oczywiście oprócz nudzenia się, Skye zastanawiała się co począć, aby zmienić posadę, bo, jak wiadomo, sytuacja na rynku pracy bardzo trudna. Z tych mądrych rozmyślań wyrwała ją okazja na odmianę swego losu i przy okazji uratowania świata. Hordy złych wdarły się do ojczyzny Skye przez portal, ale to oczywiście stanowi jedynie wierzchołek góry lodowej. Necroth (główny niemiły pan w grze), w przeszłości, zniszczył magiczną tęczę swym Mrocznym Pryzmatem i załamał równowagę między światami. Tęcza ta była bardzo ważna, ponieważ dostarczała magicznych artefaktów, zwanych......UWAGA.......Skitlesami. I w tym miejscu ręce mi opadają. Nie dość, że twórcy gry serwują nam, co tu nie powiedzieć, naiwną historyjkę, to jeszcze upychają w niej reklamę cukierków. Możliwe, że zaakceptowałabym podobną fabułę, gdyby była owiana mgiełką mistycyzmu. A tu automatycznie nasuwa się mnóstwo pytań tj. Czemu akurat Skye? Ale umówmy się, że nie będę zbyt dociekliwa, by nie pogrążać tej pozycji. Jedno jest pewne. Wprowadza to szczyptę niezamierzonego humoru. Bo jak tu się nie śmiać, kiedy postacie w grze z namaszczeniem i absolutną powagą przekazują głównej bohaterce mroczną historię Skitlesów. Ale oczywiście fabuła, mimo że ważna, w tego typu grach jest raczej na drugim miejscu, dlatego lepiej zajmę się aspektami technicznymi gry. Grafika na szczęście prezentuje wysoki poziom, jakkolwiek w niektórych miejscach odsłania drobne niedoróbki. Otoczenie jest ładne - w pierwszej krainie dróżka wygląda na naprawdę "ziemistą", a w powietrzu przeleci od czasu do czasu jakiś owad. Skye też została zanimowana całkiem dobrze. Jedyna rzecz, która jest niestety sztuczna, to skok w jej wykonaniu. Brak jakiegokolwiek realizmu podczas tej czynność trochę razi, ale na szczęście po pewnym czasie gracz przyzwyczaja się do tego. Warto wspomnieć o różnorodnych krainach. Każda charakteryzuje się innym klimatem. I tak np. rodzinna Lynlora, to bajkowy świat, pełen dziwnych, ale dobrych postaci, naturalnego piękna przyrody. Natrafiamy tam na wioskę, w której mieszkańcom za domy służą mieszkania w pniach drzew. Z kolei następna kraina Ogmire jest już zupełnie inna pod każdym względem. To bardzo mroczne miejsce, pełne tajemniczych zjawisk i niespotykanych kreatur {ehhh Foreth to musi mieć dobrze w tym Ogmire ;-))) - dop. Elrond}. Właśnie ten świat najbardziej oddziałuje na gracza - wydaje mi się, że prezentuje najbardziej klimatyczną oprawę, którą dopełnia dynamiczna acz niepokojąca muzyka. A propos dźwięków. W samej grze znajdziemy ich niewiele. Oczywiście usłyszymy odgłosy uderzeń laski Skye, która zresztą pełni funkcje podstawowej broni w czasie rozgrywki; pomruki przeciwników i wiele innych pomniejszych odgłosów otoczenia. Jednak bardziej postawiono w "Darkened...." na muzykę. Pojawia się ona tylko w wybranych momentach, ale za to dość często. Nie mogę powiedzieć, że jest zaskakująca. Niestety, wywarła na mnie wrażenie banalnej, aczkolwiek sympatycznej. Jedyna ciekawsza melodia to ta, o której wspomniałam powyżej, występująca w Ogmire {zawsze mówiłem, że Foreth to muzykalna bestyja - dop. Elrond}. W "Darkened Skye" najważniejszym elementem rozgrywki jest oczywiście walka, w drugiej kolejności wykonywanie pomniejszych questów lub zastanawianie się o co chodziło w danym momencie twórcom. Bo trzeba zaznaczyć, iż DS. jest liniowe, a za naturalne zatuszowanie tego faktu odpowiada jedna z postaci, towarzyszących głównej bohaterce - niejaki Drac. Jego dowcipne wypowiedzi mają za zadanie między innymi właśnie uświadomić graczowi, że teraz nie pójdzie tam, gdzie chce. Co do postaci samego Draca, to jest to bardzo oryginalny stworek, który niechybnie ratuje tę grę. W niektórych fragmentach chciało mi się jeszcze pomęczyć nad jakąś "zagadką", tylko po to, aby zostać zaskoczoną jakąś trafną wypowiedzią Draca. Ma on swoje własne powody, żeby pomagać Skye w misji, czego bynajmniej nie ukrywa. Nie wysila się raczej w wykonywaniu zadań - to Skye jest od biegania i rozmyślania co teraz. Za to często służy inteligentną radą lub zabawnym komentarzem. W DS. humor to coś, co naprawdę zwiększa przyjemność, płynącą z zabawy. Sama Skye jest trochę ironiczna, czasem nieporadna, ale zawsze zdecydowanie stara się zwalczyć przeszkody, stające na jej drodze. No i jest oczywiście ładna, co zainteresuje przede wszystkim męską część graczy {takowa obmacuje teraz pudełko z Syberią - dop. Elrond}. Zupełnie mnie rozbroiła stwierdzeniem: "Jestem bohaterką, która nie umie pływać". Dla tej jej szczerości byłam gotowa przebaczyć programistom takie bezczelne wymuszanie od gracza frustrującego skakania z głazu na głaz, podczas gdy słynna Lara tę przestrzeń zwyczajnie by przepłynęła. Skye potrafi za to (ciekawe skąd?) nieźle okładać przeciwników kijem (może jej owce były zbyt agresywne?:). Jakkolwiek czasem pokonanie wroga zajmuje jej zbyt dużo czasu - tzn. musimy wiele razy pomachać laską, żeby ten wreszcie poległ. Poza tym nasza pastereczka zna jedynie kilka ruchów wspomnianą bronią, ale ponieważ daje sobie radę, to nie traktuję tego jako wadę. Skye również posługuje się czarami, które można podzielić na trzy grupy: ofensywną, defensywną i pomocniczych, mimo wszystko jednak za dużo nie pomagających. Czary tworzy się za pomocą układania różnokolorowych cukiereczków, reklamowanych do znudzenia przez całą grę. Przeciwnicy różnią się w zależności od odwiedzanej przez nas krainy. Szkoda, że nie zostali oni bardziej pomysłowo stworzeni, ale może jestem zbyt wymagająca. Z inteligencją u nich średnio - pchają się na Skye niezależnie od sytuacji. Taki łucznik, mierzący do naszej bohaterki, ciągle lata po platformie, z której strzela, co powiedzmy sobie szczerze nie wygląda zbyt naturalnie. Mimo wszystkich moich narzekań DS. ma także kilka zalet. Jak już wspomniałam, mocnym atutem tej pozycji są postacie główne czyli Skye i Drac. Lekkość z jaką traktują swoją przygodę jest zdecydowanie bardziej adekwatna do fabuły, niż poważne wywody NPC. Wprowadzają do rozgrywki humor, co naprawdę umila rozgrywkę i koi nerwy spowodowane niektórymi błędami. Po drugie dobrze prezentuje się oczywiście grafika i intuicyjne sterowanie, zresztą bardzo wygodne. Rozgrywkę ułatwia także dziennik, dzięki któremu przypominamy sobie o zadaniach jakie mamy do wykonania. Najciekawsze jest to, że DS. posiada całkiem niezłą grywalność. Mimo wszystko, jeżeli lubimy tego typu gry, raczej chętnie zgłębiamy się w przygodę, bardziej dla samej zabawy rozwiązywania zagadek i walki z wrogami, niż dla rozwoju akcji. Trudno zdecydować jaką "Darkened Skye" jest pozycją. Z jednej strony oferuje całkiem dobry poziom rozrywki, a z drugiej irytuje gromem błędów i na dodatek dobija gracza prymitywną fabułą. Taka postać jak Skye zasługiwała na lepszą grę, niż zafundowali jej panowie z Simon & Schuster. Metryczka: Nazwa: Darkened Skye Producent / Dystrybutor: Simon & Schuster / CD Projekt Wymagania minimalne: Pentium II 350 MHz; 64 mb RAM; Karta graficzna z 4 Mb; 400 Mb wolnego miejsca na dysku twardym Grałam na: Pentium III 800 MHz; 128 Mb RAM; Riva TNT2 32 Mb (szybciej chodzić nie mogło) Największa zaleta: humor i postacie Największa wada: fabuła (wątek reklamowy) Ocena: 6/10 Autorka: Arlin

AZ25
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?