Yoomurjak's Ring - recenzja

Dodane przez Evillady dnia 29.08.2009 19:41

W życiu każdego recenzenta prędzej czy później nadchodzi taka chwila, kiedy dopada go... LEŃ! Stworzenie to podstępne, pojawia się nie wiadomo skąd i atakuje znienacka. Uciec przed Leniem nie można, a i sposobów walki z nim jest niewiele. Można czekać aż się paskud znudzi i nas opuści, szukając innej ofiary. Tyle że w przypadku recenzenta rozwiązanie to nie wchodzi w grę, bo na biurku piętrzą się kolejne tytuły czekające na przychylną (lub nie) ocenę, terminy gonią, a Naczelny na wieść o kolejnym opóźnieniu zaczyna się niebezpiecznie marszczyć i zmieniać kolor twarzy z chorobliwie bladego na przerażająco purpurowy. Można również starać się Lenia ignorować i pracować dalej udając, że wcale go nie ma. Rozwiązanie to jeszcze gorsze, bo efekty takiej pracy zwykle nie na wiele się zdają. Można wreszcie – i to jest najlepsze rozwiązanie – zwołać posiłki do walki z Leniem! W przypadku pracy recenzenta sprowadza się to do podziału zadań pomiędzy kilku redaktorów. Tak też zrobiłam, kiedy nie spodziewając się niebezpieczeństwa, ochoczo zgłosiłam się do zrecenzowania gry ‘Yoomurjak’s Ring’. Nie przewidywałam jeszcze wówczas, że właśnie nadciąga najgorsza odmiana Lenia – Leń Wakacyjny! Kiedy więc uwięziona w jego szponach, nie byłam w stanie zabrać się do pracy, poprosiłam o pomoc resztę redakcji, czego efekty możecie przeczytać poniżej.

„Polak, Węgier, dwa bratanki...”

Rację mieli nasi przodkowie, kiedy tworzyli to powiedzenie. Gdyby bowiem nie bratnia miłość polsko–węgierska w nasze AZ-kowe łapki nie trafiłoby najnowsze dziecko Private Moon Studios – gra przygodowa ‘Yoomurjak’s Ring’. Produkcja ta pojawiła się na węgierskim rynku w 2006 roku. Język węgierski mimo że piękny, do najpopularniejszych jednak nie należy, co skutecznie uniemożliwiało zapoznanie się z tą grą reszcie świata. Sytuacja zmieniła się dopiero w tym roku, kiedy to na rynku pojawiła się wersja gry wyposażona w angielskie tłumaczenie. Dla ścisłości powinnam napisać „na internetowym rynku”. Gry nie kupicie bowiem w żadnym z tradycyjnych sklepów. Jedyna możliwość to ściągnięcie jej ze strony Adventure Shop za „drobną” opłatą 29.99 euro (*). Naturalnie nam tzw. prasową kopię gry developer udostępnił bez żadnych opłat i na dodatek z prośbą o wydanie o niej opinii. Ponieważ tym razem otrzymaliśmy możliwość darmowego ściągnięcia gry, (która nota bene waży ponad 5 GB!) i nie byliśmy ograniczeni do jednego redakcyjnego egzemplarza, mogliśmy sobie pozwolić na to, żeby z tytułem zapoznało się kilku redaktorów jednocześnie. Zaskutkowało to ciekawą dyskusją na naszym redakcyjnym forum i rozmaitymi, często sprzecznymi ze sobą, wnioskami. ;) Z częścią z nich będziecie mieli szansę zapoznać się w tej recenzji.

Wtórny nie znaczy nudny!

To prawda, że jeśli chodzi o fabułę ‘Yoomurjak’s Ring’, to gdzieś, kiedyś to wszystko już było. Wcielamy się w Jonatana Hunta, wnuka profesora Hunta, którego znamy z serii ‘AGON’. Ojciec Jonatana umiera wcześnie, matka ginie w wypadku, a nasz bohater wchodzi w posiadanie korespondencji, którą jego dziadek prowadził z tajemniczym prof. Abray oraz w posiadanie książki pt. ‘Stars of Eger’ autorstwa niejakiego Gardonyi Geza. Śmierć matki oraz zakończenie związku z ukochaną skłaniają Jonatana do wyruszenia w sentymentalną podróż do Węgier – kraju jego rodzicielki. Bohater postanawia jednak darować sobie atrakcję turystyczną, jaką jest Budapeszt i wyrusza do miasta Eger. Miasta, w którym Gardonyi spędził ostatnie lata życia i w którym powstała jego najsłynniejsza powieść. Naturalnie Jonatana nie ciągnie tam wyłącznie miłość do literatury. Powieść ‘Stars of Eger’ oraz samo miasto okazują się mieć jakiś przedziwny związek z korespondencją, którą prowadził dziadek naszego bohatera oraz z... maszyną przenoszącą w czasie! Tyle à propos fabuły. Najlepiej podsumował ją ‘mendosa’, nasz Honorowy Redaktor Naczelny:

(...)”Pachnie to wszystko Gabrielem Knightem, częścią pierwszą - wnuk czy prawnuk, idzie tropem przodka, badając sprawę, którą tamten się zajmował, w obcym (choć właściwie to rodzinnym) kraju; rodzice zginęli w wypadku. Nieco wtórne, ale ciekawie opowiedziane i wplecione równomiernie w fabułę.”(...)

Fabułę, w którą wprowadza nas bardzo fajne, swojskie (w pozytywnym znaczeniu tego słowa) intro, któremu towarzyszy znakomity podkład muzyczny. Nigdy nie byłam na Węgrzech, ale w jakiś przedziwny sposób melodia odgrywana na wstępie znakomicie wprowadziła mnie w klimat węgierskich miasteczek i domostw.

Zagraj mi piękny Cyganie...

Piosenka śpiewana po węgiersku i będąca tłem dla intra nie oznacza jednak, że cała oprawa muzyczna gry utrzymana jest w podobnej stylistyce. Muzycznie dalej jest już tylko lepiej i tu właściwie redaktorzy mający okazję zagrać w grę byli zgodni. Oprawa muzyczna i dźwiękowa gry to jej wielki atut, bo jest po prostu znakomita! Utwory zostały dobrane do lokacji i sytuacji tak, żeby budowały nastrój, pozwalały się lepiej wczuć w rozgrywające się wydarzenia, a przecież o to właśnie chodzi! Zdarzało mi się odwiedzać niektóre lokacje po raz kolejny tylko po to, żeby posłuchać przyporządkowanego im motywu muzycznego, mimo że nie miałam tam już kompletnie nic do roboty! Doskonałym przykładem może być tło muzyczne, które nam towarzyszy, kiedy zwiedzamy bazylikę. Nastrojowa muzyka i kobiecy wokal to połączenie, które zagwarantuje ciarki na plecach co bardziej wrażliwym na dźwięki wszelakie. Twórcom gry w czasie komponowania ścieżki dźwiękowej zdecydowanie towarzyszyła Polihymnia - jedna z dziewięciu muz Homera, która w swojej opiece miała poezję sakralną oraz muzykę chóralną. Mając takiego patrona, autorzy ‘Yoomurjak’s Ring’ po prostu nie mogli nam dostarczyć niczego innego, jak muzycznej uczty i to uczty, która znakomicie podkreśla fabułę gry. Niestety nie mogę powiedzieć tego samego o jej oprawie wizualnej.

O wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej Nocy.

Mniej więcej taki charakter przyjęła dyskusja na forum redakcyjnym dotycząca oprawy graficznej gry. Ta opiera się bowiem nie na powszechnym już dziś obecnie 3D, ale na dokładnym, szczegółowym, fotograficznym odwzorowaniu poszczególnych miejsc, które przyjdzie nam zwiedzić. ‘Yoomurjak’s Ring’ to gra wykonana w technice FMV, a mówiąc bardziej przystępnym językiem – klasyczna „filmówka”. Świat gry stworzono w oparciu o setki bardzo szczegółowych zdjęć miasta, oddających dokładny wygląd ulic, budynków, wnętrz i szczegółów architektonicznych. Akcję gry umieszczono w roku 2005, a do odtworzenia wszystkich postaci w grze zatrudniono profesjonalnych aktorów. Na szczęście ich gra jest daleka od dokonań znanych nam z rodzimej produkcji ‘Reah’. Aktorzy wcielają się w swoje postaci naprawdę znakomicie i za to duże brawa! Naturalnie skoro zdecydowano się umieścić akcję gry w realnym świecie, którego rzeczywistość podkreśla jeszcze tak szczegółowe odwzorowanie faktycznego wyglądu miasta, zatrudnienie aktorów było oczywistym posunięciem. Problem polega na tym, że takie realne odwzorowanie świata w zderzeniu z historią, z którą przyjdzie się nam zmierzyć (machina przenosząca w czasie, wiadomości z przeszłości pozostawione dla potomnych) było dla mnie połączeniem nie do końca strawnym. Trudno mi było po prostu uwierzyć w prawdopodobieństwo tej historii, a tym samym całkowicie się w niej zatopić. Gdyby tę historię opowiedziano z pomocą rysunkowej grafiki byłaby to fikcja od początku do końca. Gdyby wykorzystano technikę filmową do opowiedzenia historii o poszukiwaniu dajmy na to znanego złodzieja antyków, byłaby to opowieść bardziej realna, a tak? A tak mamy całkowicie fikcyjną historię dziejącą się w dobrze nam znanym, realnym świecie. Jednym słowem ni to pies, ni wydra, ale nie robię z tego zarzutu. Po prostu mnie ta kombinacja nie do końca przypadła do gustu, ale pozostałym członkom redakcji zdawała się ona zupełnie nie przeszkadzać. To natomiast, co wywołało pewne emocje, to zasadność fotograficznego zamiast graficznego odwzorowania świata gry. Wywiązała się dyskusja dotycząca tego, na ile takie rozwiązanie ma wpływ na „starzenie się” gry? Otóż moim zdaniem rozwiązanie, które przyjęli twórcy było słuszne. Pamiętajmy, że gra ukazała się w 2006 roku. Gdyby wówczas oparto ją na grafice 3D, dziś prawdopodobnie wyglądałaby ona mało atrakcyjnie. Tymczasem zdjęcia to zdjęcia. Zawsze wyglądają tak samo. Zaletą gry jest więc fakt, że od momentu jej stworzenia nie postarzała się graficznie ani o jotę. Chociaż zdania tego nie podziela zupełnie ‘Kami’, a warto jej wysłuchać, bo to nasz redakcyjny spec od grafiki:

(...)”Kiedyś może i zdjęcia były lepsze, ale teraz już nie bardzo. Poza tym te zdjęcia rzeczywiste wyglądały u mnie dość koszmarnie, bo niemal wszystko było zamazane. Wolałabym bardziej wyraźny wizerunek miasta. Obecnie wystarczy trochę światła, trochę cienia, manipulacja kolorem i wszystko wygląda bardzo realnie.”(...)

Jednym słowem, co kto lubi. Jeśli animowana grafika jest dla was warunkiem koniecznym, ‘Yoomurjak’s Ring’ nie jest dla Was, ale jeśli podobało Wam się takie 'The ‘X-files’ na przykład, to zdecydowanie powinniście sięgnąć po ten tytuł. Tym bardziej, że filmiki w recenzowanej tu produkcji mają dokładnie taką długość, jaką mieć powinny, tzn. pełnią rolę przerywnika, a nie głównej części gry, a tak było we wspomnianym już ‘The X-files’ właśnie. Tamtej produkcji bliżej było do interaktywnego filmu, podczas którego gracz od czasu do czasu miał szansę wykonać jakąś czynność. W przypadku ‘Yoomurjak’s Ring’ zupełnie nie musicie się tego obawiać, bo filmiki nie zdominowały rozgrywki.

Gra dla przygodowkówego hardcore’a czy casuala?

To co w grach przygodowych najważniejsze, to poza fabułą naturalnie zagadki, z którymi przyjdzie nam się zmierzyć, a te... są bardzo nierówne. Spotkamy się zarówno z zadaniami wręcz banalnymi, jak zwykłe prowadzenie dialogu, które posunie fabułę do przodu, jak również z zagadkami, które niejednego starego, przygodówkowego wyjadacza przyprawią o bezsenność, niestrawność i sprawią, że biedaczek przedwcześnie osiwieje. Niestety w grze jest kilka łamigłówek totalnie przekombinowanych, albo takich, dla rozwiązania których dostarczono graczowi zdecydowanie zbyt mało wskazówek. Poza tym rozwiązanie niektórych łamigłówek będzie od Was wymagało starego, znanego każdemu fanowi tego typu gier działania związanego z robieniem dziesiątek notatek i rozpisywania sobie pewnych rozwiązań na kartce. Jeśli więc lubicie tego typu rozgrywkę, to nie powinniście się zastanawiać nad zakupem tego tytułu. Jeśli jednak przyzwyczailiście się już do gier, w których system podpowiedzi jest na porządku dziennym, a żeby rozwiązać każdy problem wystarczy klikać wszystkim na wszystkim, to radzę omijać tę produkcję szerokim łukiem. Tutaj łączenie przedmiotów będzie miało zastosowanie tylko dwa razy w ciągu całej gry. Stawiane przed Wami zadania będą się sprowadzały w głównej mierze do czytania, tudzież rozszyfrowywania rozmaitych tekstów, wyciąganiu informacji od poszczególnych osób, łamania kodów i odnajdywania ukrytego sensu w pozornie jasnych informacjach. Przyjdzie Wam również znaleźć właściwą drogę w labiryncie oraz ułożyć herb (zdecydowanie najtrudniejsza łamigłówka w grze). Taki nierówny poziom trudności poczytuję grze za zdecydowany minus. Hardcorowcy mogą być zniechęceni początkowo stosunkowo łatwą rozgrywką i mogą nie mieć cierpliwości, żeby czekać na te 2-3 łamigłówki, które będą dla nich prawdziwym wyzwaniem. Gracze niedzielni natomiast odwrotnie – zachęceni początkowym niskim poziomem trudności, mogą doznać srogiego zawodu w zderzeniu z pierwszym, przerastającym ich możliwości zadaniem.

Spacer po Eger...

Sterowanie w grze nie sprawi problemu nikomu, kto miał do czynienia choćby z jedną z gier z serii ‘AGON’, ponieważ w grze ‘Yoomurjak’s Ring’ zastosowano dokładnie te same rozwiązania. A jeśli nawet ktoś nie miał do tej pory okazji zapoznać się z przygodami prof. Hunta, to i tak nie powinien mieć większego problemu z opanowaniem poruszania się po świecie gry. Miasteczko Eger oglądamy z perspektywy pierwszej osoby z możliwością obrotu o 360 stopni oraz swobodnego spoglądania w górę i w dół i to w dowolnie wybranym przez nas miejscu. Do dyspozycji mamy mapę z pokaźną ilością lokacji, które będą nam udostępniane wraz z rozwojem fabuły, notatnik, w którym zapisywane będą rozmowy, które przeprowadzi Jonatan oraz inne ważne informacje, ekwipunek, w którym tradycyjnie już będziemy gromadzić wszystkie znalezione przedmioty oraz encyklopedię, która... no właśnie. Encyklopedia w grze owszem jest. Przy próbie jej uruchomienia pojawia się okno z informacją, że uruchomienie tego narzędzia wiąże się z otwarciem nowego okna przeglądarki internetowej i pytaniem, czy wyrażamy na to zgodę. Klikamy „yes” i... nic się nie dzieje. Nikomu z członków redakcji grających w tę przygodówkę nie udało się z tego narzędzia skorzystać więc zakładam, że jest to po prostu błąd w grze, za co stawiam malutki minus.

Angielski z węgierskim akcentem...

O tłumaczeniu gry na angielski można powiedzieć na pewno to, że dobrze, że jest oraz to, że wielka szkoda, że zostało wykonane tak słabo. A jak, to doskonale ujęła nasza recenzentka ‘Madzius888’:

(..)”W oczy rzucają się nie najlepsze napisy - mnóstwo literówek, zwłaszcza w drugiej połowie, jakby napisy robione były w jedną noc i tłumacz padał już ze zmęczenia. Czasem naprawdę przydługaśne formy aż za grzecznościowe - żeby zrozumieć przekaz naprawdę trzeba się było skupić.”(...)

Niestety nie pozostaje mi nic innego, jak z opinią ‘Madzius888’ w pełni się zgodzić. Twórcy nie oszczędzili nam nawet tak kardynalnych błędów jak tłumaczenie słów powitania jako ‘Good bye’. Nie zdarza się to często, ale się zdarza i do tego potwornie irytuje. Poza tym napisy niekiedy przewijane są zbyt szybko, tak jakby zapomniano o tym, że dla większości osób, które będą miały styczność z grą, język angielski nie jest językiem rodzimym, a czytanie (ze zrozumieniem!) w języku obcym wymaga jednak nieco więcej czasu niż czytanie w języku ojczystym. Dialogi pojawiają się wprawdzie później w notatniku Jonatana, co pozwala obejść problem, ale nie zmienia faktu, że nie powinno go w ogóle być. Poza tym nie przetłumaczono wszystkiego, co w grze usłyszeć się da. Dla przykładu w pokoju hotelowym Jonatan może włączyć telewizor i obejrzeć jedną z audycji edukacyjnych o Eger. Cóż z tego, skoro zapomniano o przetłumaczeniu słów lektora? A szkoda, bo zapewne można by się dowiedzieć kilku ciekawych rzeczy o historii miasta.

Interaktywna wycieczka przez czas i przestrzeń.

Grze ‘Yoomurjak’s Ring’ nie można odmówić jednej wielkiej zalety rekompensującej wszystkie jej braki. Umieszczenie fabuły w realnie istniejącym, pięknym węgierskim mieście, a do tego fotograficzne odwzorowanie tegoż miasta niemal w każdym szczególe i jeszcze powiązanie opowiadanej historii z historią tego miasta, to pomysł genialny w swej prostocie! Życzyłabym sobie więcej tego typu sposobów na promowanie miast i miasteczek, zwłaszcza polskich! Eger to miejsce urocze, z bogatą historią, piękną architekturą, a wszystko to macie szansę poznać dzięki recenzowanej tu grze. Twórcy wprowadzili w życie zasadę prostą i starą jak świat: „ucząc bawić, bawiąc uczyć”. Jeśli zmęczy Was rozgrywka, będziecie mogli sobie po prostu pospacerować ulicami miasta podziwiając jego uroki. Albo wejść na taras widokowy, tudzież na szczyt minaretu i podziwiać miasto z lotu ptaka. Wielki plus dla autorów za to, że pomyśleli i o takiej możliwości! Będziecie mogli również zupełnie mimochodem dowiedzieć się o historii miasta, np. najeździe Turków w XVI w., albo poznać co bardziej znaczące rody miasta Eger. W czasie swojej wędrówki Jonatan spotka się z przedstawicielem rodziny Boldogi, która jak się okazuje zakupiła Hotel Senator, również faktycznie istniejący, w którym w grze zatrzymuje się Jonatan i była właścicielem tegoż przez blisko 100 lat! Takich smaczków w grze jest znacznie więcej i tylko dla nich warto w ‘Yoomurjak’s Ring’ zagrać.

Każda podróż ma swój początek i koniec.

Jaka więc będzie ocena końcowa? Cóż, biorąc pod uwagę nieco wtórną fabułę, odrobinę naiwne dialogi, brak jakiejś szczególnej innowacyjności w proponowanych rozwiązaniach oraz poważne potknięcia w tłumaczeniu zdawałoby się, że nie może być zbyt wysoka. Ta wtórna fabuła jednak jest bardzo wciągająca i mądrze skonstruowana, dialogi mają swój urok, a tłumaczenie o ile nie pozbawione błędów, o tyle nie przeszkadza w ukończeniu rozgrywki. Istotną zaletą gry jest również fakt, że uruchamia się i działa płynnie pod Linuksem (konieczne użycie Wine!)oraz to, że gra jest naprawdę długa i zapewni Wam kilkanaście godzin solidnej rozrywki. Zaś plusem największym to, co zostało opisane akapit wyżej – znakomity pomysł na promocję miasta. Niestety, ponieważ póki co gra dostępna jest tylko w wersji węgierskiej oraz angielskiej, a jej cena, jak na polskie warunki jest wysoka, obawiam się, że będzie ona poza zasięgiem szerszego grona fanów gier przygodowych. W związku z tym wahałam się bardzo pomiędzy oceną 6, a 7. Ostatecznie jednak stanęło na tej drugiej, właśnie za pomysł.

* Cena w dniu premiery: 29.99 euro (122 zł 52 gr wg kursu z dnia 29.08.2009r.)
Poza Węgrami gra dostępna wyłącznie do ściągnięcia ze strony: http://eu-adventureshop.gamesplanet.com/

7 PLUSY:
fantastyczny pomysł na promocję miasta + wciągająca fabuła + świetna muzyka + znakomita gra aktorska
MINUSY:
nierówne zagadki - błędy w tłumaczeniu

autorka: Evillady

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 100% [1 głos]
Bardzo dobre Bardzo dobre 0% [0 głosów]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]