Croc I: Legend of the Gobbos (mniej przygodowa) (Arlin)

Dodane przez Adventure-Zone dnia 10.04.2006 00:09

"Opowiem wam historię o pewnym niezwykle dzielnym krokodylku, który wsławił swe imię wśród członków plemienia Gobbo. Zaprawdę musicie uwierzyć, że był to krokodyl nad krokodylami, nie znający strachu przed okrutnym złem, które zagnieździło się w sercu naszego wroga Barona Dante..." - w tym momencie małe Gobbosiątka trzęsą się ze strachu, bo już swymi oczami wyobraźni widzą ogromną zieloną łapę Barona, wyciąganą w ich kierunku. Jakiś dostojny starszy Gobbo, autor opowieści uśmiecha się nieznacznie, aby już za chwilę ciągnąć swój wywód o wydarzeniach, które miały miejsce dawno, kiedy był młody i nieokrzesany, a których bohaterem był Croc. Tak pewnie wyglądałby wieczór w wiosce przedziwnych Gobbosów, wieczór wspomnień, dotyczących bohaterstwa ich przyjaciela. Bo trzeba powiedzieć, że dawno temu na rzece, dostrzegły one mały koszyk, dryfujący na falach. Ku zdziwieniu plemienia, w koszyku znajdował się mały krokodylek. Lekko wystraszone Gobbosy postanowiły wychować malca, by już w przyszłości pokochać go jak swojego. Jednak nadszedł dzień, gdy sługusi niejakiego Dantego schwytali wszystkich mieszkańców wioski i tylko Croc pozostał wolnym. Nasz zielony bohater postanowił kontratakować, uwolnić swych małych przyjaciół. Właśnie taką historię ujrzą oczy gracza w całkiem sympatycznym intrze. Jak łatwo się domyślić jest to wstęp do platformówki, w której będziemy musieli się nieźle natrudzić, aby wypełnić zadanie. Kierowanym przez nas bohaterem jest oczywiście Croc. Potrafi on wiele, jak na postać z gry przystało - przede wszystkim skacze daleko, a swoich wrogów uderza z rozmachu ogonem. Z kolei Gobbosi niewiele mogą nam pomóc, oprócz tego, że stanowią swoisty bonus. Na każdej wyspie, po zebraniu maksymalnej ich liczby, otwiera się ukryty poziom. Ale jakie wyspy? Croc w czasie swojej podróży przemierza cztery zróżnicowane wyspy: zieloną, gdzie lawa spływa wśród pagórków; śnieżną, pełną śliskich powierzchni; pustynną z gorącym żarem, lejącym się z nieba; i wreszcie zamkową z mrocznymi upiorami. Teoretycznie w grze występuje jeszcze jeden, piąty teren, ale dostanie się tam kosztuje wiele nerwów i wysiłków. Wiem to z własnego doświadczenia, ale powiem, że warto. Rozgrywka jest raczej standardowa dla gatunku. Croc dostaje się do kolejnych lokacji, w których pokonuje nieprzyjaciół, czy przeszkody i uwalnia Gobbosów. Właśnie te małe stworzonka mogą rozbawić. Już sam ich wygląd powala: ogromne oczy osadzone na futrzanym, kulistym ciałku. Wyglądają naprawdę pociesznie. Do "Croc: Legend of the Gobbos" mam sentyment. Przeżywanie przygód wraz z sympatycznym gadem było jedną z moich ulubionych rozrywek już te kilka lat temu. Ale na szczęście te kilka lat nie zaważyły znacząco na jakości grafiki. Ta jest wciąż kolorowa (ale nie jaskrawa), pełna szczegółów. Owszem, postać głównego bohatera razi jak na dzisiejsze czasy odrobinę za bardzo kanciastą sylwetką, ale to naprawdę w żaden sposób nie umniejsza radości z przechodzenia kolejnych etapów. Bo te są niezwykle różnorodne i ciekawe. Zresztą nic dziwnego - w grach platformowych to jedna z najważniejszych cech, nudne poziomy natychmiast zabiłyby grywalność. Co trochę przepaść, lawa, windy, pudła do rozbicia, kryjące niespodzianki, jak również przeciwnicy - oto namiastka atrakcji z przeciętnego etapu. Wrogowie bardziej budzą uśmiech niż trwogę. Sługusi Dantego to przeważnie stwory w rodzaju diabełków, które patrolują dany teren, a czasem strzelają do krokodyla ognistymi lub lodowatymi kulami. Bywają też mumie i duchy, ale są zdecydowanie rzadszą przeszkodą na drodze naszego bohatera. Jednak najbardziej spodobali mi się bossowie - zazwyczaj jakiś mieszkaniec krainy, przerobiony przez Barona na mocarną "bestię", z którą walczymy co kilka pomniejszych poziomów na każdej wyspie. Tu wymagany jest spryt, bo na bossa trzeba znaleźć sposób, a nie bezmyślnie machać ogonem. Moim absolutnym faworytem stało się skrzyżowanie jaszczurki z kaktusem, które to strzela kolcami z częstotliwością karabinu maszynowego, a także sam Dante. Jest on niezwykle wytrzymały, bo nasz pojedynek z nim dzieli się na trzy rundy i w każdej z nich gracz musi znaleźć inny słaby punkt Barona. Tenże ma postać ogromnego zwierza ze znacznymi gałami i paszczą rozdziawioną w szyderczym uśmiechu (jak Elrond...:)). Chyba ma też jakieś kompleksy - chciałby być rycerzem albo czymś podobnym - bo nosi płaszcz i elementy zbroi. Siła "Croc..." leży w licznych przyjemnych drobiazgach i rozmaitych ciekawostkach. Co pewien czas stajemy przed mini-grą, w której liczy się refleks. Przykład? Uciekające pudło z Gobbosem chyba najlepiej pokazuje charakter tych utrudnień. Z kolei niekiedy spotykamy ducha, zabierającego nam przed nosem kryształy. No właśnie, kryształy. Te zbieramy w celu odnowienia życia czy żeby nie za szybko skończyć zabawę. Niestety, kiedy Croc straci wszystkie kryształy, gracz zaczyna poziom od nowa. Dobrze, że zapis gry można robić, wprawdzie nie wedle woli, ale wystarczająco często, aby nie popaść we frustrację. Interesującym urozmaiceniem jest gigantyczny słoń, z którego grzbietu Croc odbija się, aby doskoczyć wyżej lub płonący wrogowie, którzy niczym kamikadze rzucają się na dzielnego gada. Nasz heros trzęsie się na mrozie w krainie lodu, kiedy nic nie każemy mu robić ogląda własne łapy, a przy ataku wydobywa z siebie zabawny okrzyk. Bardzo dobrym aspektem w "Crocu" jest muzyka i dźwięk. Wciąż słychać wysokiej klasy melodie, dopasowane do wyspy, którą w danej chwili zwiedzamy. Muzyka wprawia w dobry nastrój, szczególnie rytmy w menu głównym i dźwięki grzechotek w pustynnej krainie. Dźwięk też jest doskonały - słychać odgłosy wydawane przez przeciwników i kłapanie płaskich łap Croca w czasie biegu. Myślicie, że "Croc" to gra dla dzieci? Błąd! Bynajmniej nie z powodu przemocy, której w grze nie uświadczymy, ale przez poziom trudności. Zręczność to podstawowa cecha gracza, chcącego ukończyć przygody krokodyla. Jakkolwiek grałam w trudniejsze pozycje. "I tak kończy się historia naszego odważnego przyjaciela..." - przemawia ku małym Gobbosiątkom ten sam osobnik, który przestraszył je postacią Barona Dante - "Zaiste ciekawa to historia". Jak dla mnie na pewno emocjonująca, a ciekawa często też. Przekonajcie się sami. Nazwa: Croc: Legend of the Gobbos Ocena: 9/10 Producent / Dystrybutor: Fox Interactive / IM Group Cena: ? (ale nie wyżej niż 30 zł) Największa zaleta: grywalność, drobiazgi Największa wada: czasem poziom trudności Autorka: Arlin

AZ28
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?