Broken Sword III: The Sleeping Dragon - recenzja

Dodane przez qbrex dnia 09.04.2006 23:14

W roku 1996, firma Revolution, która wydała już Beneath a Steel Sky, stworzyła grę o nazwie "Broken Sword" ("Złamany Miecz"). Była to przygodówka, która opowiadała dzieje Amerykanina - Georga Stobbart'a i jego przyjaciółki Francuzki - Nicole Collard. W BS 1 odkrywaliśmy tajemnicę neo-templariuszy (templariusze byli walecznym zakonem, tak jak Krzyżacy). Nie będę wam zabierał przyjemności zagrania w tamtą grę (jeśli ją zdobędziecie, możliwe, że znajdziecie ją na aukcjach) i nie napiszę więcej o fabule. Dlaczego piszę o Broken Sword 1, skoro tu miała się znajdować recenzja trzeciej części serii? Otóż dlatego, że BS 3, to swoiste nawiązanie do jedynki. Mimo, że wiele je różni (m.in. grafika i ogólne podejście do tworzenia gry), to są jednak jedną serią. Trzeba wspomnieć, że choć BS 3 wyszedł na przełomie 2003 i 2004 roku, czyli 7 lat po jedynce, to jednak autorzy postanowili zaryzykować (ryzykiem jest przecież, czy gra będzie na tyle dobra, by móc opierać się na fabule poprzedniczki) i stworzyć grę o podobnym zarysie fabularnym. Czy udało im się stworzyć na tyle dobrą grę, by mogła konkurować ze świetną jedynką i czy w ogóle udało im się stworzyć przynajmniej dobrą grę, dowiecie się czytając dalszą część tego tekstu.

Mimo, że fabuła BS 3 opiera się na BS 1, to jednak nie jest taka sama. Różni się ona pod wieloma względami. Neo-templariusze nie są tu głównym źródłem niebezpieczeństwa. Zacznijmy jednak wszystko od początku. Pierwszym obrazem, jaki widzimy w intrze, jest Paryż. Do drzwi hakera puka kobieta, okazuje się, że jest to Nicole Collard, która miała przeprowadzić z hakerem wywiad na temat zbliżającego się końca świata. Już w intrze można zobaczyć, że to nie gra dla sześciolatków, ponieważ w pewnym momencie kobieta przykłada do skroni komputerowca rewolwer (chyba, nie wiem, nie znam się na tym, ale widziałem takie same na westernach ;)) i bez skrupułów pociąga za spust (Nico, nie, niemożliwe żeby kogoś zabiła :O). Nie dowiadujemy się w intrze już niczego więcej o zabójstwie, ponieważ tuż po tym wydarzeniu, autorzy przenoszą nas do odległego Kongo, gdzie George Stobbart ma się spotkać z Cholmondleyem, naukowcem, który chwali się, że wynalazł urządzenie do wytwarzania niezliczonej ilości energii. George ma pomóc mu je opatentować. Jednak samolot, którym leci pan Stobbart, wlatuje w ogromną burzę. Niełatwo się domyślić, jakie wydarzenia mają miejsce dalej. Samolot spada i rozbija się gdzieś w ogromnej dżungli. W tym momencie my przejmujemy kontrolę nad George'm. Po wydostaniu się z płonącego samolotu wiszącego nad przepaścią, po skałach dochodzimy do miejsca spotkania się z naukowcem. Nie zastajemy go jednak samego. Spotykamy tam niejakiego Sussaro (bad guy) wraz ze swoim zbirem. Przesłuchują oni Cholmondleya, po czym tak po prostu go zabijają, bez jakiejkolwiek szansy na obronę. Tak pada już drugi zabity w BS 3, a powiem, że takowych będzie wielu. Sussaro, który, jak się później okazuje, chce zniszczyć świat (jak to bad guy;)), nie waha się przed zabiciem żadnego człowieka. Fabuła zaprowadzi nas, oprócz Kongo i Paryża, także do Anglii, Pragi oraz Egiptu. Spotkamy także wielu ludzi, z których każdy pomoże lub przeszkodzi przejść grę. Dalej okazuje się, że George w pierwszej części gry wcale nie pokonał templariuszy, a Sussaro, po śmierci Wielkiego Mistrza (mega bad guy z jedynki), przejął zakon i zmienił jego nazwę na "Zakon Smoka". Dlaczego gra nosi nazwę Broken Sword: The Sleeping Dragon (Złamany Miecz : Śpiący Smok), no cóż, zagrajcie w nią i sami się dowiedzcie, ponieważ wątek fabularny w BS 3 jest bardzo dobrze rozbudowany i nie mogę zabrać Wam przyjemności poznania wszystkich tajemnic.

Przyznam się szczerze, że interfejsu takiego, z jakim spotkałem się w BS3, nie widziałem dotąd nigdy. Trzeba wspomnieć, że jak większość gier w dzisiejszych czasach i ta jest konwersją z konsoli. Z tego powodu do gry bardziej przydałby się pad. Dlaczego? Ponieważ w BS 3 chodzimy kursorami, tak samo jak w nowoczesnych przygodówkach, ale do użycia nie używamy Enter'a, a klawiszy W,S,A,D. Na przykład gdy chcemy czegoś użyć, klikamy przypisany temu klawisz. Skoro tak, skąd mamy wiedzieć, który klawisz nacisnąć? Otóż pokazuje nam się w jednym z czterech okienek w dolnym lewym rogu ekranu. Idealny układ klawiszy jak dla pada, ale dla gry na peceta nie bardzo i zanim się człowiek przyzwyczai, może minąć trochę czasu, w którym grający może szybko odłożyć grę na półkę. Jest to zdecydowanie złe rozwiązanie interfejsu, które może odstraszyć wielu graczy, jednak po jakimś czasie można się do niego przyzwyczaić i jakoś grać. Można by przecież wykorzystać interfejs taki jak w Escape From Monkey Island, już nie wspomnę o point&click, o którym z oczywistych powodów większych kosztów konwersji nie można nawet śnić. Ale można stawiać żądania lub chociaż prosić. Drodzy panowie z Sonyi Nintendo, zacznijcie produkować myszki do konsol, aby fani przygodówek po pierwsze: mogli grać na konsolach w przygodówki z point&plick, a po drugie, aby ci pecetowi fani przygodówek nie musieli cierpieć z powodów beznadziejnego interfejsu w konwersjach.

Chciałbym także napisać o bardzo irytującej w BS 3 rzeczy, a mianowicie o skrzyniach. Nie chodzi mi tutaj o skrzynie, w których znajdujemy różne przedmioty, a o skrzynie, które trzeba przesuwać, aby wejść wyżej lub przejść przez mur. Jest to rodzaj gry logicznej, w której musimy poukładać skrzynie w odpowiedni sposób (była kiedyś podobna gra, która opierała się jedynie na tym, ale pochodziła ona z czasów PacMan'owych). Dlaczego jest to takie irytujące? Nie byłoby, gdyby wystąpiło w grze raz, czy dwa razy, ale to występuje właściwie zawsze i wszędzie. Czasami ta układanka jest trudna, lecz w większości polega jedynie na przesunięciu dwóch, czy trzech skrzyń. Autorzy gry chcieli widocznie w ten sposób przedłużyć czas przejścia BS 3, udało im się to, ale udało im się także TYM czasami zdrowo zdenerwować graczy, ponieważ takie bieganie i przesuwanie skrzyń nie jest wcale przyjemne. Nie mogę także zapomnieć jeszcze o jednej sprawie, otóż w BS 3 DA się zginąć i to o wiele więcej razy niż w jej poprzedniczkach, co także może zdenerwować. Jeśli już oskarżać grę to dobrze. Do skrzyń i możliwości zginięcia dochodzą jeszcze te beznadziejne elementy zręcznościowe i skradankowe, a Splinter Cell to to nie jest i wiele BS 3 do niego brakuje. Jeśli już tak miało być, to mogli przynajmniej dać bohaterom porządny pistolet, pasek życia i widok z oczu, a elementy przygodówki usunąć zupełnie :/. Dodatkowo należy dodać, że gra jest zupełnie liniowa. Zakończenie jest za każdym razem takie samo. Jednak na te wymienione tu minusy można przymknąć oko i chociaż są one poważnymi wadami, to w przygodówkach liczy się przede wszystkim fabuła i klimat, a te jak wiadomo gra posiada i to dość dobre.

Ogromnym plusem gry jest grafika. Niezbyt przepadam za trójwymiarem w przygodówkach (wolę tradycyjne, dwuwymiarowe), ale BS 3 naprawdę mnie zadziwił. Gra jest w pełni trójwymiarowa, jednak kamera i tak zawsze jest nieruchoma, no może czasami trochę się rusza. Świat wygląda bardzo ładnie. Modele wszystkich domów, ogrodów, krzaków, czy drzew wyglądają niemal idealnie, a tekstury na nie nałożone są kolorowe i odpowiednio dobrane, co sprawia, że świat, po którym się poruszamy, wygląda bardzo realnie. Modele postaci są jeszcze lepiej dopracowane oraz ładnie animowane, a nałożone na nie tekstury są szczególnie dobrze narysowane. Cutscenki w grze też wyglądają ładnie, choć mogłyby być ciut lepsze, ale chyba niepotrzebnie przyczepiam się do czegoś, co i tak jest już ładne. Szczególnie miłym zaskoczeniem dla mnie jest idealna mimika twarzy. Gdy postacie rozmawiają, nie tylko poruszają ustami, ale także innymi częściami twarzy, co nadaje grze jeszcze większego realizmu. Bardzo dobrze wypada także gra cieni. Zależnie od światła wydłuża się on lub skraca. Aż miło patrzeć na tak ładnie dopracowany cień. Ogólnie miło patrzeć na całą grę, której oprawa graficzna, moim zdaniem, okazała się miłą niespodzianką. Wypadałoby chyba napisać, że BS 3 jest najlepszą graficznie, trójwymiarową przygodówką, jaką widziałem do tej pory. Laury należą się ekipie, która zajmowała się grafiką, ponieważ zrobili to na co ich stać, a nie to za co im płacą. Jeśli przygodówka już musi mieć trójwymiarową grafikę, to powinna się ona wzorować na BS 3, gdyż ta, jak napisałem przedtem, jest naprawdę świetna.

Oprawa dźwiękowa jest dobra. Muzyczek, których możemy posłuchać podczas gry, jest trochę za mało i są one niestety tylko niezłe, ale rekompensują to wspaniałe głosy bohaterów. Pierwszym ich plusem jest to, że nie zmieniły się od BS 1 (no może tych mniej ważnych postaci zmieniły się, ale raczej trudno to wypatrzeć), do czego niestety może czasem dojść w niektórych kontynuacjach. Drugim natomiast plusem jest naprawdę świetny wybór głosów pod nowych bohaterów jak i starych. Jednak świetnie nie znaczy idealnie i już właściwie na początku gry możemy się o tym przekonać, kiedy to Nico mówi o zabitym przed chwilą człowieku, tak jakby to było normalną rzeczą. Jednak podczas dalszej gry już się to nie powtarza, a wszyscy aktorzy wypowiadają swoje kwestie tak, jak wypowiadać je powinni profesjonaliści. Bardzo dobrym pomysłem, już od pierwszej części gry, jest nadanie Francuzom ich swoistego akcentu. Dzięki temu, zamiast tworzyć grę w dwóch językach, Francuzi rozmawiają ze sobą po angielsku, ale z ich akcentem, dzięki czemu gra jest o wiele bardziej przystępna. Nie mam także żadnych zastrzeżeń do dźwięków świata. Są one dobrze dobrane, odgłos kroków zmienia się w zależności od powierzchni po jakiej się chodzi. Jakość nagrań stoi na wysokim poziomie, przez co widać, że dźwiękami nie zajmowały się przedszkolaki, które nagrywały je w garażu, a prawdziwi profesjonaliści. Oprócz trochę słabszej muzyki, oprawa dźwiękowa BS 3 trzyma bardzo wysoki poziom.

Grę w Polsce wydała firma LEM, czyli Licomp Empik Multimedia. Gra została przetłumaczona tylko w wersji kinowej, czyli wyłącznie z polskimi napisami. Może to i dobrze, przynajmniej zostały oryginalne głosy, bo gdyby Polacy próbowali je przetłumaczyć, najprawdopodobniej straciłyby one swój urok, jeśli można to tak nazwać. Jednakże wersja polska nie instaluje się razem z angielską. Należy nią "załatać", już zainstalowanego BS 3. Więc zarówno zwolennicy tłumaczenia gier, jak i Ci, którzy są temu przeciwni, mają do wyboru dwie wersje. Gra została wydana w dużym kartonowym pudełku (box), które jest mroczne. Zdziwiło mnie jedynie, że bardzo niewiele informacji (niewiele pochwał) dotyczących gry można przeczytać w miejscu, gdzie zwykle są wypisane małym druczkiem , oraz loga gazet, czy portali internetowych, które oceniły tę grę na 99,9 %. Gdy już otworzy się duże pudło, w środku znajduje się mniejsze, typu DVD, wyglądające dokładnie tak samo jak box. A w tym mniejszym pudełku znajdziemy standardowy pakiet, w którego skład wchodzą karta rejestracyjna, instrukcja oraz płyty z grą (niestety nie dodano żadnego dodatku, np. złamanego miecza;)). Instrukcja kolorową ma jedynie okładkę, a reszta jest czarno-biała. Mimo to jednak wygląda ona ładnie i ma wszystko, co taka instrukcja powinna zawierać, dodatkowo można jeszcze znaleźć opis przejścia początku gry. Jako takich błędów językowych ani w instrukcji, ani w grze nie zauważyłem, ale pewnie gdyby przejrzeć teksty kilkanaście razy, jakieś by się znalazły. Teraz wypadałoby napisać coś o cenie. Otóż kiedy gra się pokazała, kosztowała ok. 120 zł, teraz jednak, w sklepie wysyłkowym kosztuje w granicach 50 zł, co nie jest wygórowaną ceną, jest to cena w sam raz, tym bardziej, że BS 3 liczy już sobie ponad 3 lata.

BS 1 był prawdziwym hitem i w porównaniu z BS 3 wypada o wiele lepiej. Jednak przecież na grę nie można patrzeć z perspektywy poprzedniczki, bo tak to zwykle bywa, że kolejne części są gorsze. Większość osób oczekiwała gry, która pobije wszystkie inne, gry idealnej pod każdym względem. W zamian dostali grę bardzo dobrą, z dobrze poprowadzoną fabułą, niezłym klimatem, świetną grafiką oraz podkładem dźwiękowym i przez to już rozpaczają, że gra nie taka, że niegodna serii. Nie jest to prawdą, może i BS 3 jest gorszy od BS 1, ale nadal pozostaje on dobrą grą, na którą jednak warto wydać te 50 zł. Gra może nie urzeka, ale jednak warto w nią zagrać. Tylko jak już napisałem, od razu przydałoby się kupić pad, aby można było dobrze grać. I najprawdopodobniej pad przyda wam się nie tylko do tej przygodówki, ale i do następnych, bo kończy się już era point&click, tak jak skończyła się era SCUMM, a zaczyna się czas, w którym przygodówki zamienią się w gry akcji z małymi elementami logicznymi. Nie chciałbym być pesymistą, ale myślę, że tak będzie, ponieważ niektórzy ludzie, nawet miłe Panie/Panowie w sklepach, którzy powinni się na tym znać, nie odróżniają przygodówki od zręcznościówki, strzelanki czy jakiejś innej "doomówki". Gdzie podąża prawdziwa gra przygodowa? Niestety, ale chyba w najgorszą stronę. (a ja nadal jestem optymistą i sądzę, że przygodówki robione w 2D jeszcze pokażą, na co je stać :] - drozda)

7,5 PLUSY:
fabuła + grafika + polonizacja + cena + głosy postaci
MINUSY:
liniowość - muzyka - konsolowość - elementy zręcznościowe - skrzynie

autor: qbrex

AZ56
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?