Włatcy Móch: Wrzód na dópie - recenzja

Dodane przez Adventure-Zone dnia 01.07.2009 16:41

Stworzenie 'egranizacji' kinowego hitu nie jest pomysłem ani nowym, ani specjalnie oryginalnym i odkrywczym - od wielu lat, przy okazji kolejnych premier na dużym ekranie (głównie amerykańskich kreskówek dla najmłodszych) na rynku pojawiały się również gry opatrzone znaną z afiszy marką. Proste, niezobowiązujące, krótkie, prymitywne zręcznościówki. Taka charakterystyka do 95 procent przedstawicieli tego gatunku pasuje jak ulał. Tym większe było moje zdziwienie, gdy wczytując się w opis growej wersji polskiego przeboju (film, który w pierwszym weekendzie wyświetlania zgromadził prawie 200 tys. widzów, w polskich realiach zdecydowanie zasługuje na to miano) na dłużej mój wzrok przykuła jedna informacja - Włatcy Móch: Wrzód na d... to klasyczna przygodówka!

Marka "Włatców Móch" chyba nikomu, kto miał przez ostatnie lata kontakt z cywilizacją, nie jest obca. Serial pojawił się na antenie telewizyjnej Czwórki jakieś trzy lata temu, przebojem zdobywając sympatię - mimo rygorystycznych ograniczeń wiekowych - głównie polskiej młodzieży. Jednych szokował prymitywnym humorem, wulgarnością czy szerzeniem treści, które z pewnością tradycyjnie pojmowanej kreskówce nie przystoją. Dla innych był to po prostu przezabawny serial. I to właśnie liczebność tych drugich (oraz niemały potencjał ich portfeli) zachęcił twórców do dalszej ekspansji - w lutym na ekrany trafił pełnometrażowy film o wiele - a zarazem nic - mówiącym tytule: Włatcy móch: Ćmoki, czopki i mondzioły. Żeby sukces kasowy był pełny, podjęto decyzję o stworzeniu równoległego wydania na komputery osobiste. Z karkołomnym dziełem stworzenia postanowiła się zmierzyć śląska firma Nicolas Games - od pewnego czasu coraz prężniejszy wydawca, ostatnio stawiający pierwsze - zaznaczmy na wstępie, że trudne - kroki w niełatwej materii developingu.

W warstwie fabularnej produkcja bardzo luźno nawiązuje do filmowego pierwowzoru. Czwórka pokręconych przyjaciół - Konieczko, Maślana, Anusiak oraz kultowy już Czesio - wracają po wakacjach do szkoły. W ich "ukochanej" budzie jest jednak coś nowego, dziwnego, co budzi niepokój i bunt bohaterów. Pod wpływem infekcji wirusa stworzonego przez tajemniczych kosmitów Pani Frau, nauczycielka, stała się jeszcze bardziej wredna i rygorystyczna niż była dotychczas, przez co szkoła zamieniła się w prawdziwe więzienie dla trudnej młodzieży (kto wie, może słusznie...). Zaostrzono dyscyplinę, przed każdą lekcją nakazano śpiewać hymn państwowy, hardcorową higienistkę zastąpiono automatem leczącym, a wszystkie poczynania i każdy krok delikwenta na terenie placówki rejestrują czujne kamery. Tak być nie może! Niepokorni uczniowie występują przeciwko nowym porządkom, a w dywersyjnych metodach przeciwdziałania pomożesz im właśnie Ty!

Już od pierwszych chwil rozgrywki nie miałem najmniejszych wątpliwości - prezentowana gra jest klasycznym przedstawicielem gatunku adventure. Na kolejnych etapach kierujemy naszymi postaciami (tak, tak, na zmianę wszystkimi czterema, a nawet gościnnie Pułkownikiem) po ujętych z bocznej perspektywy lokacjach niczym w typowej przygodówce "wskaż i kliknij" - lewym przyciskiem wskazujemy kierunek, w którym udać ma się sterowany charakter albo zbieramy przedmioty, w ekwipunku łączymy je i używamy na otoczeniu. Jednym słowem, nic nowego. Zadania, jakie stawia przed nami gra, są dość różnorodne i z pewnością przypadną do gustu fanom serialu - niszczymy kamerę w szkole, dręczymy Andżelikę, jako pułkownik eliminujemy kacapów, ściągamy na kartkówce, włamujemy się do domu Pani Frau, by odkurzaczem wyssać z niej wirusa i tak dalej, aż do sceny finalnej.

Sęk w tym, że całość jest - niestety - bardzo, bardzo łatwa. Łańcuchy logicznych następstw, jakie musimy zrealizować, są bardzo krótkie i prymitywne, przez co nie powinny nastręczyć trudności nawet istocie o intelekcie zbliżonym do serialowej Andżeli. Wszystko jest klarowne, a rozwiązania nasuwają się same. Co więcej, wszystkie przedmioty są w lokacjach bardzo wyraźnie zaznaczone, odcinają się od otoczenia, a przy tym na dodatek są wręcz gigantyczne - szczególnie w porównaniu do itemów z przygodówek, które znamy, gdzie mają one maksymalnie kilkadziesiąt pikseli, i to w wysokiej rozdzielczości. Tutaj nawet po kilkaset. Gdyby mimo to ktoś na chwilę się zatrzymał, pomocą służy wręcz nachalny (ale dający się wyłączyć) system podpowiedzi.

Co ciekawe, w grze zaimplementowano - wzorem nowomody gatunkowej - element zręcznościowy, w którym Czesio łapie mrówki (tak, tak, mrówki, nie muchy). Naturalnie jest on - nie zgadniecie! - żałośnie łatwy...

Całość tych zarzutów składa się na jeden kluczowy wniosek: gra Włatcy Móch: Wrzód na d... jest krótka niczym - ekhem, nie przymierzając.. - wacek Czesia. Twórcy sami strzelają sobie w stopę, dając luz wodzom fantazji i pozwalając sobie na karygodne pustosłowie na odwrocie pudełka. Zarzekają się tam, iż gra daje nam... 7-8 godzin "świetnej" zabawy! Rozwiejmy wszelkie wątpliwości - bezczelnie łżą, bo naprawdę nie uwierzę by komukolwiek, kto przynajmniej samodzielnie trafia do łazienki, przejście tej gry zajęło choćby połowę tego czasu! Mnie za pierwszym podejściem ukończenie produkcji pochłonęło dokładnie 80 minut*, a trzeba zaznaczyć, że ani jakimś geniuszem nie jestem, ani się specjalnie nie spieszyłem. Co więcej, liczba ta zawiera również okres trwania cutscenek, a tych akurat nie brakuje (na oko licząc - zajmują jakieś kilkanaście minut). To wszystko sprawia, że tytuł - w momencie zdecydowanie przedwczesnego wyświetlenia napisów końcowych - stracił w moich oczach dwa, jeśli nawet nie trzy, punkty do oceny. Trzeba przyznać, że w tej kategorii cenowej powinniśmy oczekiwać dużo dłuższej rozgrywki.

Co więc w grze jest dobrego? Na pewno to, że idealnie oddaje klimat filmowego odpowiednika. W komputerowej adaptacji maczali brudne paluchy twórcy oryginału, dlatego to, co przyciągało fanów do ekranu, a potem wiodło do kin, spokojnie może również przyciągnąć do monitora. Mamy tu takie same dialogi, lokacje, postacie, ich głosy, a przede wszystkim - humor tego samego sortu. Humor, który większość pewnie zniesmacza, ale sympatyków Czesia i spółki na sto procent zadowoli. I za to największy plus!

Jeśli chodzi o technikalia, jest "po polsku" - tanio, ale przyzwoicie. Grafika od razu cieszy nas charakterystyczną również dla filmu kreską, specyficznym sposobem robienia teł itd. Kiedy ustawimy wysoką rozdzielczość, wygląda to całkiem zjadliwie. Dużo gorzej jest z animacją - tak drętwo przemieszczających się postaci (co więcej, niezdolnych do biegu) dawno nie widziałem. Fatalnie prezentują się też usta postaci podczas cutscenek, zupełnie nie pasują do wypowiadanych kwestii. Dodatkową łyżką dziegciu w tej beczułce i tak kiepskiej jakości miodu jest mały smaczek - jeżeli nie wykonujemy żadnych czynności, bohaterowie tkwią na ekranie niczym majestatyczne posągi, ani nie drgną, nie powiercą się, nie rozglądną dookoła. Szkoda, obecny standard przygodówek przyzwyczaił mnie już do takich atrakcji. ;)

Jeśli chodzi o dźwięk, nie ma nad czym się rozwodzić - na pewno może cieszyć oficjalny dubbing (aż boję się się pomyśleć jaki obraz tej produkcji rysowałby się, gdyby go zabrakło...), a motywy muzyczne, choć jest ich raptem kilka na krzyż, nie znudzą się. Nie zdążą...

Cała produkcja niestety trąci budżetowością, która wyłazi tutaj na każdym kroku, z każdego piksela. Zaczyna się już przy ubogim menu, poprzez niedopracowanie i sztandarowy zarzut, czyli czas rozgrywki. Wszystko się wyjaśnia w momencie, gdy zaglądamy do creditsów - grę tworzyło zaledwie kilka osób! Nie ma wątpliwości - wyraźnie zabrakło chęci, ale przede wszystkim czasu i zasobów ludzkich. Przykre, bo mogła być to mimo wszystko obowiązkowa pozycja dla fanów Włatców Móch.

Czy więc naprawdę powinniście zapomnieć o tej pozycji? Niekoniecznie. Jeśli tekst czytacie jedynie ze względu na gatunek produkcji, to na pewno tak - przygodówka to iście nędzna, gdyby nie licencja popularnego serialu i elementy, które za tym idą (klimat, dialogi, głosy, grafika itd.), mógłbym wpasować się w popularny ton lamentu oraz oceny rzędu 0-10%. Nie zrobię jednak tego. Jeśli ktoś jest fanem serialu, może śmiało potraktować grę jako godne rozwinięcie przygód ich ulubionych bohaterów. Koszmarnie krótkie i na pewno nie warte 50 złotych, ale jednak zasługujące na 4/10.

4 PLUSY:
Włatcy Móch! + wszystkie elementy charakterystyczne dla serialu + dubbing + specyficzny humor...
MINUSY:
...specyficzny humor - bezwstydnie krótka! - ubliżająco łatwa - prymitywna przygodówka - o wiele za droga

autor: Tadeo

AZ71
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?