Keepsake - recenzja

Dodane przez Ebbingaus dnia 01.07.2009 15:47

Twórcy gry przygodowej, zatytułowanej Keepsake, to najwyraźniej goście, z zachowania których z jednej strony przebija szacunek dla starej gwardii honorowej, tzw. Wyjadaczy, a z drugiej - świadomość zmian, jakie w ciągu ostatnich kilkunastu lat dokonały się w nastawieniu (czy też oczekiwaniach) graczy. Piszę o tym dlatego, że grając w Keepsake nie można się oprzeć wrażeniu, że z jednej strony przebija z niej szacunek dla „podstarzałych” miłośników przygodówek, a z drugiej - namacalny ukłon w stronę tych, co to swoją przygodę z tym gatunkiem dopiero zaczynają bądź oczekują od gry dobrej zabawy, a nie mordęgi. Ale po kolei.

W grze wcielasz się w postać młodego, pełnego dobrodusznego uroku dziewczęcia, które postanawiając podjąć naukę w akademii sztuk magicznych, właśnie przybyło do, pełnej nieodpartego uroku, Smoczej Doliny - miejsca przepełnionego prastarą magią, które wieki temu postanowiono wybrać na założenie szkoły „równych szans” dla wszystkich tych, którzy pragną się doskonalić w magicznych arkanach. Lydia, bo takie imię nosi owo dziewczę, jest tym wszystkim bardzo podekscytowana i to nie tylko z tego powodu, że oto właśnie spełnia się jej wielkie marzenie, ale również dlatego, że może w końcu spotkać Celeste, swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, której nie widziała od bardzo dawna, a która jest osobą niezmiernie jej bliską. Jakież jednak jest jej zdziwienie, gdy okazuje się, że nie dość, że u bram Akademii nikt na nią nie czeka, to jeszcze same bramy są zamknięte, a ich otwarcie wymaga pomyślunku. Jako że Lydia jest nie w ciemię bita, szybko dostaje się do wnętrza Akademii, tam jednak jedynym kimś, kogo udaje się jej odnaleźć jest... gadający pies, który z uporem maniaka utrzymuje, że jest wielkim i potężnym smokiem. Nie muszę chyba dodawać, że zniknięcie niemalże wszystkich jest sprawą mocno podejrzaną, a Twoim zadaniem, drogi graczu, będzie właśnie rozwiązanie owej zagadki.

Fabułę Keepsake można śmiało zaliczyć do grona ciekawych. Scenarzyści postarali się o to, aby twoje zwoje nerwowe nurtowały pytania pokroju: „Co się tu właściwie stało? Gdzie się podziali wszyscy? Jaką rolę odgrywa w tym przełożony szkoły (i ojciec Celeste) Nathaniel?”. Pytania te pojawiają się oczywiście na samym początku, ale żeby odkryć na nie odpowiedź, będziesz musiał dojść do samego końca, bo gra nie należy do tych, w których już w połowie można się zorientować: o co w tym chodzi. W odkrywaniu owej tajemnicy wydatnie pomagają spontanicznie nawiedzające Lydię wizje, które pozwalają śledzić przebieg pewnych dramatycznych wydarzeń, jakie zaistniały w życiu Nathaniela i Celeste. Należy w tym miejscu stwierdzić, że historia jaką opowiada Keepsake jest utrzymana w dość smutnym i wzruszającym, a jednocześnie ciepłym nastroju, co zbliża ją klimatem do słynnej "Syberii". Ci z Was, którzy są wrażliwi na ludzkie dramaty, mogą uronić niejedną łezkę. Z drugiej strony twórcy zadbali o to, żeby nie wprowadzić Cię w nazbyt melancholijny - a więc zbliżony do depresyjnego - nastrój i rozjaśnili czas, jaki przyjdzie Ci spędzić w murach Akademii, utrzymanymi w (generalnie) lekkiej formie rozmowami pomiędzy Twoją protegowaną, a nieodłącznym jej towarzyszem - podejrzanie tchórzliwym „smokiem”. Swoją drogą, to jest on jedną z trzech postaci, z jakimi przyjdzie Ci wejść w interakcję w czasie gry. Wydawać by się mogło, że to niewiele, ale po pierwsze - nie ma tu z kim gadać, bo... gdzieś wszystkich wcięło, a po drugie - Lydia ma ręce na tyle pełne roboty, że towarzystwo osobliwego zwierzaka jest jej w zupełności wystarczające.

No właśnie, Lydia ma ręce pełne roboty, czemu jak czemu, ale temu na pewno zaprzeczyć nie można. Akademia jest nie dość że dużym, to jeszcze naszpikowanym magią gmaszyskiem, w którym zapewne łatwo by się można zgubić, gdyby nie mapa, jaką na swoim wyposażeniu posiada nasza bohaterka. Czasami ten ogrom - w powiązaniu z koniecznością przemierzania odległych nieraz miejsc, w których znajdują się rzeczy umożliwiające rozwiązanie kolejnej zagadki - jest odrobinę irytujący. W dalszej części gry sprawę ułatwia system teleportów, za pomocą którego można (a nawet trzeba) się przemieszczać, nie zmienia to jednak faktu, że czasami byłem całym tym lataniem w tę i nazad zmęczony. Jeśli należysz to tej grupy graczy, którą rajcuje podróżowanie po zmieniających się, najlepiej rozsianych po całym świecie lokacjach (taaa, ciekawe czy są w ogóle tacy, którzy tego nie lubią?), to możesz się poczuć przytłoczony i ograniczony. Cały Keepsake jest w zasadzie jedną wielką lokacją, którą jest oczywiście budynek Akademii. Pomimo tej, niezbyt zachęcająco brzmiącej cechy, jest tutaj coś, co ucieszy głodnego intelektualnych wyzwań gracza. Tym czymś są oczywiście zagadki, które w Keepsake nie należą do łatwych i nad którymi trzeba się nieraz porządnie nabiedzić.

Twórcy recenzowanej gry zrezygnowali w zasadzie z typowo przygodówkowego zbierania i używania przedmiotów. Rzeczy, które możemy znaleźć bądź zdobyć i wrzucić do swojego plecaka, jest tu niewiele, a te, które już się tam znajdą, nie należą do tych, które należy świadomie „wybrać” i równie świadomie „użyć”. Wystarczy bowiem, że posiadamy to, co w danym miejscu należy wykorzystać, aby po kliknięciu na owym miejscu zostało to automatycznie wykorzystane. Proste i bezmyślne? Z całą pewnością, ale to nie to decyduje o sile zagadek Keepsake'a. Gmach Akademii jest bowiem miejscem przesyconym magiczną energią, którą nauczyciele i wykładowcy postanowili wykorzystać jako zaporę przed równie ciekawskimi co niesfornymi studentami. I to właśnie te zapory, jak również inne, będące elementem standardowego programu nauczania lub wysublimowanej rozrywki, zagadki są tutaj wyzwaniem dla szarych komórek. Przemierzając budynek Akademii natkniesz się na całą masę, niejednokrotnie dość skomplikowanych układanek, nad którymi, gwarantuję, spędzisz sporo czasu, a to dlatego, że są one na tyle logiczne, że cholernie trudno je rozwiązać metodą na chybił trafił. Tu trzeba pomyśleć, czasami nawet sobie rozrysować, bo inaczej dość szybko poznasz gorzki smak porażki. Obok typowych układanek, a więc takich gdzie należy odpowiednio poprzesuwać poszczególne elementy, znalazło się tu miejsce również na coś, czego osobiście bardzo nie lubię, a mianowicie na zagadki, których rozwiązanie wymaga rozszyfrowania znaczenia zawartego w pokręconych wierszykach. Przyznaję się bez bicia, że do tego rodzaju wyzwań podchodzę ze szczególną niechęcią, a nawet bojaźnią, bo nie raz i nie dwa wyłożyłem się na nich jak długi (jak sobie przypomnę pieczenie ciasteczek dla ukochanego mężczyzny ze „Still Life'a” albo otwieranie bramy w kopalni w „Podróży do wnętrza Ziemi” to aż mnie ciarki przechodzą, brrr...). Twórcy Keepsake wykazali jednak - należy chyba powiedzieć, że godną pochwały - troskę o nieco mniej wytrwałych lub dopiero stawiających pierwsze kroki graczy i wyposażyli grę w system kilkustopniowej podpowiedzi. Dzięki temu można nie tylko ułatwić sobie rozwiązanie danej zagadki, ale również zorientować się, co w danej chwili należy w ogóle zrobić (choć, prawdę powiedziawszy, to z tym nie ma akurat problemu). Zwieńczeniem owego systemu jest możliwość automatycznego rozwiązania każdej łamigłówki. W każdym bądź razie zagadki są tym elementem, za który twórcom należy się duży plus.

Wiadomo już jak się przedstawia Keepsake od strony fabularnej, klimatycznej, konwersacyjnej, lokacyjnej i łamigłówkowej. Pozostało jeszcze przyjrzeć się oprawie audiowizualnej oraz interfejsowi. Z tym pierwszym sprawy się mają tak, że członowi „wizualny” trudno coś zarzucić - zamek wygląda ładnie i przekonująco, wszelakie efekty magiczne tj. animacje towarzyszące powodzeniu w rozwiązywaniu zagadek - są zadowalające, animacje postaci może nie powalają, ale Lydia porusza się jak na kobietę przystało, a to jest ważne. Nieco gorzej sprawy wyglądają jeśli chodzi o człon „audio”, tutaj twórcy jakby sprawę trochę olali. Muzyka nie za bardzo pasuje do klimatu gry - przemierzając korytarze i komnaty opuszczonego w niewyjaśnionych okolicznościach zamczyska, oczekiwałbym czegoś, co podkreślałoby nastrój tajemnicy i grozy, a tymczasem z głośników daje się słyszeć beztroskie, dworskie brzdęgolenie. Podobnie jest z dźwiękami otoczenia - nie zawsze brzmią przekonująco, a na pierwsze miejsce wysuwa się chyba szum wiatru, który jest tak nienaturalny, że lepiej żeby go w ogóle nie było. Na tym tle całkiem nieźle brzmią głosy postaci. Gra została zlokalizowana w kinowy sposób - słyszymy angielskie głosy, a u dołu ekranu pojawiają się polskie napisy - a jakości tłumaczenia nie ma się co czepiać. Samemu interfejsowi też trudno coś zarzucić, ale o pomstę do nieba woła system zapisywania i wczytywania - nie dość, że nie można wybrać miejsca, w którym gra ma być zapisana (opcja „Zapisz” działa jak „quicksave”!), to jeszcze nie ma możliwości wczytania z poziomu gry (aby skorzystać z opcji „Wczytaj” należy definitywnie zakończyć rozgrywkę, po czym odpalić grę na nowo!!!).

Koniec końców można jednak śmiało Keepsake polecić nie tylko zagorzałym miłośnikom gier przygodowych, ale również każdemu, kto swoją przygodę na tym polu dopiero rozpoczyna. Ludzie z Wicked Studios postarali się przede wszystkim o ciekawą, intrygującą fabułę oraz przemyślane i wymagające logicznego myślenia zagadki. Być może niektórych będzie irytować małe zróżnicowanie lokacji, bardzo ograniczona liczba osób, z którymi można wejść w interakcję, a także brak możliwości zabawy przedmiotami, ale myślę, że wspomniane wyżej zalety powinny z nawiązką zrównoważyć te niedostatki. Moim zdaniem warto, tym bardziej, że grę można obecnie nabyć w cenie 30 zł.

8,5 PLUSY:
fabuła + zagadki + grafika
MINUSY:
mało postaci - muzyka

autor: Ebbingaus

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?