Fahrenheit - recenzja

Dodane przez Ebbingaus dnia 01.07.2009 15:28

„Witaj w nowej formule gry komputerowej” - takim zdaniem Atari, wydawca recenzowanej tutaj gry, opatrzył zawierające ją pudełko. Powątpiewający umysł każdego, krytycznie nastawionego do otaczającego świata, gracza nie pozwoliłby mu pewnie uznać tego za nic więcej aniżeli kolejny, niewiele się różniący od setek mu podobnych, slogan reklamowy. Przynajmniej do czasu, aż nie rozpocząłby zabawy. Tak się bowiem składa, że aby móc zweryfikować prawdziwość owej „nowej formuły”, wcale nie trzeba się przeciskać przez grę z oczami rozwartymi niczym paszcza pytona pożerającego antylopę. Wystarczy kilka pierwszych minut, aby zdać sobie sprawę, że mamy do czynienia z produktem wyjątkowym.

Głównym bohaterem gry jest Lucas Kane, młody i niezależny, ale jednocześnie samotny mężczyzna. Jego ustabilizowane, choć nie dające wielu powodów do prawdziwej radości, życie przewraca się do góry nogami pewnego zimowego wieczoru, kiedy to postanowił wpaść coś przekąsić do niewielkiej nowojorskiej restauracyjki. Poznajemy go w chwili, kiedy prowadzony jakąś kontrolującą go siłą, dokonuje morderstwa na zupełnie przypadkowym mężczyźnie. Całe to dramatyczne zajście zostało przedstawione w formie filmiku, na którym widzimy, jak pogrążony w dziwnym transie młody mężczyzna, wychodzi z ubikacji i z trzymanym w ręku nożem podchodzi do stojącego przed lustrem faceta. Widzimy również inną, zakapturzoną postać, która otoczona setkami świec, wykonuje te same czynności co morderca. Widzimy kruka, który przysiadłszy na parapecie małego okna, obserwuje całe zajście. Na koniec naszym oczom ukaże się jeszcze mała, czarnowłosa dziewczynka, która będzie do nas (tak, do nas) wyciągać rączkę. Kiedy Lucas odzyskuje nad sobą panowanie, jest już po wszystkim - ofiara leży na wyłożonej kafelkami posadzce w kałuży lepkiej krwi a Ty, drogi graczu, przejmując kontrolę nad mordercą, musisz zadecydować o dalszym rozwoju wypadków. Tak się bowiem składa, że Fahrenheit jest na tyle nietypową grą przygodową, że daje Ci możliwość dokonywania wyborów. Możesz się o tym przekonać już na samym początku, kiedy stojąc w ubikacji z ociekającym krwią nożem w dłoni, masz kilka możliwości działania. Możesz, spanikowany, wybiec z ubikacji, zwracając tym niechybnie uwagę kelnerki i wpadając w ręce siedzącego właśnie w restauracji policjanta. Możesz, zachowując odrobinę zimnej krwi, umyć zbroczone posoką dłonie i, nie przejmując się leżącym na posadzce ciałem, wybiec na zewnątrz. Możesz, wykazując o wiele bardziej rozwinięte opanowanie, nie tylko umyć dłonie, ale również schować ciało, podnieść nóż, którym zabiłeś, zmyć rozsmarowaną po podłodze krew, a nawet wrócić do swojego stolika, dokończyć posiłek i uregulować rachunek. Tak czy siak czasu nie masz wiele, wcześniej czy później siedzący przy barze policjant wstanie i postanowi skorzystać z toalety...

Historia, jaką opowiada Fahrenheit, jest jednym z mocniejszym jego atutów. Wcielając się w postać Lucasa Kane'a będziesz musiał odkryć tajemnicę, jaka skrywa się za okropnym morderstwem. Sam Lucas początkowo nie za bardzo będzie Ci chciał w tym pomóc - wstrząśnięty tym, co zaszło we wspomnianej ubikacji, będzie próbował wrócić do normalnego życia. Szybko się jednak okaże, że nie jest to możliwe i to nie tylko z powodu zawzięcie węszącej policji, ale również (a może przede wszystkim) za sprawą rodzącego się w jego umyśle szaleństwa. Lucas zaczyna bowiem doświadczać halucynacji, których celem jest nic innego jak doprowadzenie do jego śmierci lub zamknięcia w zakładzie dla obłąkanych. Kto stoi za całą sprawą? Czemu miało służyć to morderstwo? Kim była widziana w transie zakapturzona postać? Kim jest, objawiająca się Lucasowi, mała, czarnowłosa dziewczynka? Co sprawia, że Lucas jest w stanie skutecznie się opierać zarówno policji, jak i dążącej do jego zagłady tajemniczej sile? Odkrycie odpowiedzi na te pytania nie będzie rzeczą łatwą, nie wszystko okaże się również tym, czym się być wydawało i czasami przyjdzie Ci zrewidować swoje poglądy, będziesz musiał również dokonywać wyborów i to takich, które mogą wpłynąć na przyszłe losy świata. Należy tutaj wspomnieć o tym, że Lucas Kane nie jest jedyną grywalną postacią. Oprócz niego przyjdzie Ci się wcielić również w skórę dwójki nowojorskich policjantów - metodycznej i skrupulatnej Carli Valenti (stylem pracy przypominającej nieco Victorię McPherson ze Still Life) oraz jej partnera, wyluzowanego i rozładowującego napiętą atmosferę - Tylera Milesa. Nie muszę chyba dodawać, że ich zadaniem jest ujęcie mordercy, a więc Lucasa Kane'a, co nadaje grze ciekawego posmaku. Biorąc pod uwagę rys fabularny, nietrudno się domyśleć klimatu, w jakim cała opowieść jest utrzymana. Jest ponuro, przygnębiająco i mrocznie. Na mnie największe wrażenie wywarł chyba seans hipnotyczny, dzięki któremu Lucas mógł się przenieść do owej tragicznej restauracyjki i uświadomić sobie rzeczy, które zostały z jego świadomości skutecznie usunięte. Budowaniu klimatu służą również sekwencje filmowe, jakie pojawiają się w sytuacji niepowodzenia w związku z wykonywaniem zadaniem - są one skonstruowane w ten sposób, że stanowią przekonujące zakończenie całej historii. Jako że akcja gry toczy się głównie w zasypanym śniegiem Nowym Jorku, przyjdzie nam odwiedzić różne zakątki tego miasta - mieszkania głównych bohaterów, ich miejsca pracy, park, bibliotekę, zakład dla psychicznie chorych czy muzeum. Smaczku grze dodaje również retrospektywna wycieczka do krainy lat dziecinnych Lucasa, którą przyjdzie Ci odwiedzić kilkukrotnie i w której będziesz mógł odnaleźć odpowiedź na jedno z powyżej postawionych pytań.

Cokolwiek by jednak nie powiedzieć o fabule i klimacie, nie można pominąć tego, co decyduje o innowacyjności Fahrenheita. Tym czymś są dwie rzeczy - interakcja z otoczeniem oraz konieczność dokonywania wyborów. O tym, że tak jest w istocie, możesz się przekonać już na samym początku, gdzie jak na dłoni widać, że gra nie jest klasycznym point'n'clickiem. Po pierwsze - kierowaną postać przemieszczamy za pomocą klawiszy kierunkowych lub jednocześnie wciśniętego lewego i prawego przycisku myszy. Po drugie - wykonywanie poszczególnych czynności realizuje się tu na trzy możliwe sposoby, z których podstawowym jest myszka. Przyciskając i przytrzymując LPM wykonuje się ruch myszą w kierunku zgodnym ze wskazaniami wyświetlanych na górze ekranu ikonek. W ten sposób inicjuje się rozmowę, wybiera słowa kluczowe decydujące o przebiegu konwersacji, podnosi i używa przedmioty czy chociażby wspina. Jest to o tyle fajne, że każdą wykonywaną w ten sposób czynność można wykonać w zwolnionym tempie (należy powoli przesuwać myszkę) lub nawet powstrzymać się przed jej wykonaniem w pół drogi (zatrzymując gryzonia). Na początku wydaje się to trochę dziwne, ale dość szybko okazuje się, że rozwiązanie to jest bardzo intuicyjne i nie sprawia najmniejszych kłopotów. Gorzej ma się sprawa z drugim, spotykanym rzadziej, ale wcale nie rzadko, sposobem interakcji. Chodzi o to, że w pewnych momentach rozgrywki należy wciskać odpowiednie klawisze kierunkowe, zgodnie z wyświetlanymi na ekranie wskazaniami. Klawiszy tych jest osiem, po cztery na każdą rękę, a skuteczne podążanie za tym, co się ukazuje przed naszymi oczyma, wymaga nielichej szybkości, zręczności i koordynacji. Konia z rzędem temu, kto nie będzie miał z tym najmniejszych problemów. Dobrze jest o tyle, że nie w każdym momencie jest to konieczne - niewykonanie skutkuje np. brakiem dostępu do przemyśleń kierowanej postaci lub wpływa negatywnie na jej kondycję psychiczną (o niej później). W pozostałych momentach kończy się to śmiercią głównego bohatera i zmusza do ponownego szaleństwa, a jako że prawdopodobieństwo porażki jest wysokie, radzę zawczasu przygotować sobie ściereczkę, przy pomocy której będziecie mogli wielokrotnie przecierać zapluty i sponiewierany wypowiadanymi przekleństwami ekran. Trzecim sposobem komunikowania się z otoczeniem jest konieczność naprzemiennego, zarazem szybkiego i równomiernego, naciskania lewego i prawego klawisza kierunkowego. Występuje to rzadko i bardzo dobrze, bo jest o tyle dziwne co zupełnie niepotrzebne. Biorąc to wszystko pod uwagę, radzę przed rozpoczęciem właściwej rozgrywki przejść oferowany przez grę tutorial.

Drugim, decydującym o innowacyjności tytułu, elementem są wybory. Grając w Fahrenheita będziesz musiał decydować o sposobie prowadzenia konwersacji oraz o podejmowanych działaniach. W tym pierwszym przypadku będziesz wpływał na rodzaj uzyskanych informacji oraz na reakcje osób, z którymi rozmawiasz. Skutki tego mogą być różne - możesz wzbudzić lub uniknąć podejrzeń, możesz kogoś do siebie przekonać lub zrazić, możesz poprawić lub pogorszyć kondycję psychiczną. W przypadku podejmowanych działań będziesz decydował co i w jaki sposób chcesz zrobić - możesz na przykład udzielić pomocy tonącemu dziecku, narażając się na rozpoznanie przez nadchodzących właśnie policjantów lub możesz odwrócić się plecami i odejść bez podejmowania zbędnego ryzyka. Wybór należy do Ciebie, ale pamiętaj, że wszystko ma tutaj swoje konsekwencje i to nie tylko doraźne, związane z tą konkretną chwilą, ale również takie, które odbijają się na zakończeniu całej historii.

Mówiąc o wyborach, nie można nie wspomnieć, że świat stworzony przez ekipę Quantic Dream daje możliwość wchodzenia w interakcję bez pozostawania w związku z samą fabułą. Możesz na ten przykład zjeść posiłek, napić się wody, pooglądać telewizor, poszperać w internecie czy też pograć na gitarze. Służy to nie tylko urealnieniu rozgrywki, ale także jest jednym z czynników wpływających na stan psychiczny bohaterów. Ten z kolei to kolejny charakterystyczny element Fahrenheita. Każda postać, którą możemy w grze sterować, została wyposażona we wskaźnik kondycji psychicznej. Na jej poziom wpływa wiele elementów, część z nich jest niezależna od gracza i wynika z założonego z góry rozwoju wypadków, część pozostaje w związku z podejmowaniem powiązanych z fabułą wyborów, jeszcze inne są wynikiem najzwyklejszej i całkowicie opcjonalnej dociekliwości w badaniu otoczenia (niech za przykład posłuży moje zdziwienie, gdy Lucas padł trupem po tym, jak pozwoliłem mu na zażycie środków nasennych po uprzednim spożyciu alkoholu). Stan kondycji jest o tyle ważny, że gdy spadnie poniżej poziomu krytycznego, kończy rozgrywkę. Warto zatem o niego zadbać, ale nie stanowi to na szczęście większego problemu i nie utrudnia niepotrzebnie zabawy.

Kolejnym, dość zaskakującym jak na grę przygodową, elementem składowym Fahrenheita są zagadki, a właściwie... ich brak. Tak, tak, nie przesłyszeliście się, nie ma tutaj tak charakterystycznego dla gatunku zbierania, łączenia i używania przedmiotów, a to dlatego, że nie występuje tu coś takiego jak ekwipunek. Fakt ten sprawia, że choć musimy czasami coś podnieść, to nie musimy już zastanawiać się co z tym fantem zrobić, jest to bowiem do wykorzystania na miejscu i w oczywisty sposób. W jednym miejscu (policyjne archiwum) natkniesz się na nieskomplikowaną, a polegającą na przesuwaniu regałów łamigłówkę i to w zasadzie wszystko. Jeśli jesteś miłośnikiem łamania głowy (a skoro grasz w przygodówki to najprawdopodobniej jesteś) to nie będziesz z tego faktu zadowolony, ba!, może nawet poczujesz się oszukany, ale co zrobić, tak to sobie twórcy wymyślili, w końcu to ich prawo i basta.

Oprawa graficzna może i nie powala, ale same animacje (wykonane dzięki technice motion capture) zasługują na słowa uznania. Dużą zaletą gry są niskie wymagania sprzętowe - Fahrenheit działa zadowalająco na komputerze spełniającym minimalne wymagania sprzętowe. Z pewnością warto pochwalić twórców za oprawę dźwiękową, dzięki niej udało się doskonale podkreślić klimat przebijającej z opowiadanej historii melancholii, przygnębienia i trwogi. Również aktorzy podkładający głosy wczuli się w swoje role, wypowiadane przez nich kwestie brzmią wiarygodnie i przekonująco, słychać w nich emocje jakich doznają poszczególne postacie, co w przypadku tej gry jest rzeczą niebagatelną.

Słowem podsumowania - slogan reklamowy, jakim Atari opatrzyło pudełko z recenzowaną tutaj grą, okazał się czymś więcej niż tylko pustym bełkotem marketingowym. Fahrenheit jest z całą pewnością grą innowacyjną, choć wywołującą zarazem jak najbardziej uzasadnione kontrowersje. Z jednej strony mamy tutaj, budzące silną niechęć wielu graczy, liczne fragmenty zręcznościowe i zadania wykonywane pod presją upływającego czasu oraz brak, tak miłych wszystkim miłośnikom gier przygodowych, zagadek. Z drugiej strony dostajemy intrygującą fabułę, wyborny klimat, nieliniową, dającą duże możliwości interakcji oraz budzącą silne emocje rozgrywkę. Myślę, że jednak warto, chociażby dla ciekawości, bo jak dotąd nic podobnego nie powstało.

8 PLUSY:
fabuła + klimat + muzyka i udźwiękowienie + innowacyjność
MINUSY:
zręcznościówki - brak zagadek

autor: Ebbingaus

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?