Dracula: Początek - recenzja

Dodane przez Madzius888 dnia 01.07.2009 15:05

Szczupłe palce, pociągła twarz, błyskawiczne kocie ruchy, alabastrowa skóra, błękitna krew płynąca w wyraźnych żyłach nieśmiertelnego ciała… Wampiry! Cóż za fascynujące i jednocześnie tak przerażające stworzenia. Wszyscy, którzy interesują się wampirologią, a także ci, którzy po prostu lubią frogwares’owskie przygodówki lub same przygodówki w ogóle, pewnie z niecierpliwością czekali na polską premierę gry pt. Dracula: Początek… i oto jest :)

Vlad Dracula – Syn smoka, znaczy się

Gra, jak dumnie przyznają wydawcy, jest luźno oparta na najsłynniejszej powieści Brama Stokera, więc wszyscy, którzy zdążyli się już z tą powieścią zapoznać, będą mieli całkiem wyraźny kontekst, a postacie tam występujące nie będą stanowić zagadki. Żeby jednak tak łatwo nie było, nie wszystko jest tu takie samo.

Drakula, jeszcze jako człowiek, zakochał się przed laty w pięknej dziewczynie. Z rozpaczy dziewczyna popełniła samobójstwo, skazując się na wieczne potępienie. Książę postanowił więc podpisać pakt z samym Szatanem, żeby po latach, po znalezieniu dokumentów, przedmiotów niezbędnych do wykonania ożywiającego rytuału, odpowiedniego ciała i znacznie silniejszy w żalu, mógł odzyskać ukochaną. Właśnie teraz nadchodzi ten czas, a Mina - narzeczona Jonathana Harkera, jest na celowniku wampira…

Zacznijmy od samiuśkiego początku, który ma miejsce w starym, wyłożonym aromatycznym drewnem, mieszkaniu profesora. Pracującemu bohaterowi przerywa nadejście gospodyni z długo oczekiwanym listem od ucznia. Zapracowany profesor, który nawet nie otwiera kobiecie drzwi, swój beztroski nastrój straci w ciągu ułamka sekundy. Jego terminator – Jonathan Harker - został uprowadzony przez samego hrabiego Drakulę! Nie opłacało się aż tak poświęcać, impulsywnie podjęta decyzja o podaniu się za bibliotekarza, skutkuje szybkim zdemaskowaniem szpiega. Wieści od Jonathana szybko się kończą. Adresat listu błyskawicznie nakłada płaszcz i biegnie do Miny. Kim jest nasz profesor? Pewnie już się domyśliliście, że to słynny pogromca wampirów – Abraham van Helsing…
Po szybkiej akcji i długim, bardzo interesującym pobycie w pierwszej londyńskiej lokacji, okazuje się, że nawet Miny nie zdołaliśmy już uratować… ale nie wszystko jeszcze stracone. Póki co - trzeba spotkać tego Drakulę…

Parę wątpliwości, parę zaskoczeń całkiem miłych

Zastanawiało mnie przede wszystkim to, jak w takim temacie „zazagadkować”, a nie tylko poprzestać na dialogach i buszowaniu po manuskryptach... Na szczęście moje obawy się nie sprawdziły i szybko się okazało, iż każda poszczególna lokacja kryje w sobie multum, prawdziwe, przepiękne multum zagadek i, co ciekawsze, najczęściej coś, co usłyszałeś/aś na początku, przyda Ci się po dłuższym czasie – naprawdę świetnie angażuje to umysł! O zagadkach dopowiem jeszcze później, tymczasem stwierdzę, że miło czasem zacząć recenzję od tego, co „nas zachwyca”, a nie tym, co od razu trzeba by wyrzucić czy zmienić, bo porażka jest tak przeniesamowicie dusząca. ;) Nie wskazując wcale na to, że taki właśnie element jest, opisuję zalety dalej. :)

Grafika, oj tak, tym razem naprawdę cudeńko. Piękne, dopracowane, płaskie tła i interesująco wyglądające trójwymiarowe postacie to coś, przed czym można siąść z dużą dozą zaciekawienia: jaka lokacja jeszcze na mnie czeka, jak tutaj oddano klimat, jaki smaczek znajdę dalej i czy kolejne pomieszczenie będzie wyglądać na tyle dobrze, że w recenzji będę mogła określić grafikę jako cudeńko. :) I z całą przyjemnością okazało się, że mogę. Lokacje, wśród których znajdą się między innymi katedra, piwnice, kilka krypt, rodzinny cmentarz, a także egipska świątynia pośrodku pustynnych skał, są przepiękne i bardzo dobrze oddane. Niestety, tyle otrzymując, trochę też od nas wymagają – wymagania systemowe podane na okładce i stronie internetowej wydają mi się trochę zaniżone – bez 512 MB RAM oraz karty graficznej z najmniej 128 MB pamięci, ciężko byłoby ruszyć nawet na opcjach całkowicie zminimalizowanych. Jeżeli masz jednak nowszy komputer, nie ma się co martwić, a wtedy zdecydowanie jest co podziwiać.

Z oprawą wizualną naturalną koleją rzeczy współdziała również dźwięk. I również nie mam mu nic do zarzucenia. Zdzieramy folię, wyjmujemy pudełko z tekturowej osłonki, wkładamy płytę do czytnika, wczytuje się autorun… i już w tym momencie po plecach przechodzą przyjemne ciarki. Gra instaluje się na wybranym dysku, a po chwili uruchamiamy… iście gotyckie menu przedstawione jako krypta opleciona ciernistymi krzakami. Ciekawe tematy muzyczne przewijają się przez caaaluśki czas, a lokację w Egipcie (tak, znajdziemy się i tam, ale nie będę na razie rozwijać tego wątku, dla większej radości z samej gry :) ) wzbogacono pewnym interesującym wschodnim motywem, który przypomina mi ten z jednej z moich ulubionych gier strategicznych pt. Kleopatra - Królowa Nilu. Szkoda, że taki motyw, na całe spędzone tam około 2 godziny czasu, jest tylko jeden, nie zmienia to jednak faktu, że muzyka jest odpowiednio do akurat panującej sytuacji dobrana.

Szybciej, wyżej, dalej!

I za to właśnie lubię Frogwares – każda kolejna gra to, w miarę możliwości, zauważalny skok w dziedzinie techniki – lepsza grafika oraz sama mechanika gry. I tak np. w najnowszej wersji Sherlocka Holmesa: Przebudzenie będzie do wyboru tryb FPP lub TPP, co stanie się już standardem w kolejnej części: Kuba Rozpruwacz. Od Przebudzenia aż do Sherlocka versus Lupin ulepszono mechanizm odpowiadania na pytania w quizie tak, że nie trzeba już kombinować z klawiaturami numerycznymi etc. I to właśnie postanowiono też zrobić w Draculi: Początek. Zauważmy parę podobieństw: nadal funkcjonuje znany notesik, w którym znajduje się ekwipunek, dokumenty, raporty profesora oraz zapisy przebiegu rozmów z różnymi postaciami. Tenże jednak notesik będzie dostępny jako duża ikona przy każdej zagadce z użyciem przedmiotu bądź jakiejś informacji – uważam to za bardzo dobry pomysł, bo dzięki temu kolejny krok wydaje się jaśniejszy – jaśniejszy, ale nie oczywisty – nie ułatwia to sprawy na tyle, żeby przejść z biegu.

Jak napisałam wyżej, wiele zagadek jest naprawdę świetnych: rozszyfrowanie hieroglifów na postawie subiektywnych rysunków subiekta, układanie mechanizmu na drzwiach czy otwieranie krypty za pomocą szachownicy z trójkątami i fragmentami obrazu – trzeba pomyśleć, trzeba pokombinować, trzeba coś przeszukać i jest naprawdę interesująco. Niestety, pojawia się moment, w którym wpadka tłumaczy – zamiana słowa „grzesznych” na „gniewnych” całkowicie zreorganizowała formułę tekstu i wynikającą z niego zagadkę matematyczną – nie wpadniesz, że to błąd i zdezorientowany/a zaglądasz do solucji, co powoduje, że mina na pewien czas Ci rzednie, a zabawę psuje „grymźlenie” na wydawców. Swoją drogą „grymźlenie” me (a propos spolszczenia) spowodowało już samo odczytanie tytułu „Dracula: Początek” i podpisu „zainspirowane przygodami Drakuli” – brak jednolitej formy imienia, trochę to nieprofesjonalne. Nie całkiem jasne, a właściwie wynikające z przypadku, jest też rozwiązanie innej zagadki, do której wskazówkę owszem, podsuwa książka, ale tylko w sprawie przesuwanych puzzli, a nie otaczających kryształów. Bardzo przypadła mi do gustu i wam zapewne również się spodoba – zagadka z zestawem „Małego chemika”. Nie będę tłumaczyć na czym polega, bo nie o to chodzi, chciałam jednak zwrócić uwagę na pewien mały, a wydaje mi się, że całkiem ważny fakt – paski lakmusowe/uniwersalne papierki wskaźnikowe et cetera, et cetera, służą do odczytywania skali kwasowości, inaczej zwaną skalą pH, tak? Wydaje mi się, że tak. Nie rozumiem więc dlaczego pojawiają się tam wartości powyżej 14?! Zagadka zagadką, ale jednak… Kategorycznie nie grać przed sprawdzianem z chemii! ;) Kolejną innowacją jest tu system podpowiedzi. Wszyscy grający m.in. w Sztukę Zbrodni dobrze zdążyli już go poznać: po naciśnięciu spacji pojawia się wszystko, co w danej lokacji można użyć, wziąć itp. Osobiście nie skorzystałam z tej możliwości, ponadto sądzę, że np. szukanie porozsiewanych po całej bibliotece figurek straciłoby wiele ze swojego uroku.

Jest jeszcze coś! Tak, to coś, o czym wspominałam wcześniej! Coś, czego przeboleć nie mogę. Dokładnie wiąże się to z Egiptem. Podczas badania tego egzotycznego miejsca akcja doprowadzi nas do muzeum. Rozpromieniona wspomnieniem National Galery oraz British Museum czekałam na ciekawy spacer stricte o fascynującej historii Egiptu. Tymczasem okazuje się, że przedmiotów, które można tam obejrzeć, jest tylko kilka, a komentarze są mało ciekawe, będąc właściwie dokładnym odczytaniem wyrażenia z otrzymanej listy. Ponadto poruszanie się po tym, raptem trzyrzędowym pomieszczeniu, sprawia mnóstwo problemów! Każde wejście od innej strony i pod innym kątem prowadzi do tego samego regału z różnej perspektywy, przy czym nie można ruszyć krok do przodu, żeby znaleźć się w interesującym nas miejscu, bo to już zupełnie inny regał w innym rzucie. To naprawdę frustrujące – i mimo wszystko do tego układu po prostu nie da się przyzwyczaić.

Patosem polewamy jako sosem

Są teksty, są filmy i są gry, w których najważniejsza jest atmosfera, a podniosłości i pewnej dozy nabożeństwa nie da się uniknąć, a wręcz przeciwnie - jest oczekiwana. Jak można się domyślić, do kategorii tej na pewno należeć będzie tak poważna gotycka opowieść o Drakuli. I atmosferę tę odpowiednio się buduje: grafika, muzyka, głosy postaci (głęboki głos Drakuli, gerrrrmański akcent van Helsinga, delikatna księżna Orłowska), sam ich wygląd, odpowiednio dobrane lokacje. Wszystko byłoby dobrze, gdyby patosu nie rozbijały dziwne momenty: przy lokaju zaczynamy parskać, a przy tragicznym, w domniemaniu „opętanym mnichu” śmiesznie wymachującym łapkami i komentarzu: To stworzenie z piekła rodem, atmosfera całkowicie pryska – nawet późniejszy ważny moment, to już nie to samo. Tak więc tym, którzy chcieliby otrzymać całkiem klimatyczną historię rodem z Romeo & Juliette czy trochę bliżej tematem - z Wywiadu z wampirem - radzę podejść do gry z pewną dozą dystansu, coby za bardzo się nie rozczarować. Bardzo brakowało mi też „tego czegoś” w Originie - jakiejś interesującej sytuacji, nowego wątku – mógłby to być np. jakiś moment z Jonathanem jako głównym bohaterem. Być może gra byłaby wtedy bardziej pełna i soczysta, a już na pewno – trochę dłuższa.

Tym razem pod koniec gry nie miałam żadnych wątpliwości co do jej oceny. Genialna grafika, świetne udźwiękowienie, interesujące postacie i lokacje, całkiem niezła długość, do tego niezłe zagadki… a jednak minusów pozostaje również dużo. To naprawdę dobra gra, mimo tych rozczarowań. W wypadku debiutu, powrotu i tym podobnych sytuacji, byłaby to całkiem obfita ósemeczka. Ale to Frogwares... i jak na ósemeczkę dla produktu takiej firmy, to zdecydowanie za mało.

7 PLUSY:
grafika + muzyka + fabuła
MINUSY:
trochę naciągany patos - egipskie muzeum

autorka: Madzius888

   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?