Chronicles of Mystery: Rytuał Skorpiona - recenzja

Dodane przez mertruve dnia 01.07.2009 14:54

City interactive wyrasta nam powoli na molocha gier przygodowych w polskim przemyśle rozrywkowym. Dawni twórcy Reah’a, Schizm’a i Sentinela pod nowym szyldem wydali ciepło przyjęte Art Of Murder. Chronicles of Mystery mógł być tym czym Still Life dla Microids – potwierdzeniem klasy, tymczasem stał się tym czym Paradise dla Benoita Sokala – produktem niedopracowanym, wtórnym, a przede wszystkim stawiającym zasadnicze pytanie: co się dzieje?

Rytuał Skorpiona, Arka Przymierza i wszystkie inne „Boże” zabawki…

Fabuła gry nie jest zbytnio skomplikowana i tak jak w przypadku poprzedniego tytułu City Interactive, jest składową kilku ogranych schematów. Oto mamy młodą panią archeolog Sylvię, która pisze pracę magisterską na temat tajemniczej broni Boga, mającą rzekomo unicestwić Sodomę i Gomorę. Poznajemy ją w momencie, kiedy ma jeden z tych dziwnych snów, gdzie rycerze Zakonu Joannitów niosą do jaskini coś na kształt Arki Przymierza, tyle, że z podobizną skorpiona. W tym momencie dzwoni telefon od stryjka, również archeologa, który ma niesamowitą wiadomość: wpadł na trop podczas wykopalisk. Każe nam lecieć na Maltę. Przez chwilę się opieramy, ale gdy przygoda wzywa, czas pakować bagaże i ruszać! Na miejscu dowiadujemy się, że profesor zniknął, a wraz z nim cenne kamienie, stanowiące klucz do zagadki Joannitów. Co gorsza, jest głównym podejrzanym i poszukuje go miejscowa policja. Sprawa powoli staje się coraz bardziej zawiła. Dodajmy do tego pewnego kardynała, interesującego się całą sprawą, a wyjdzie nam całkiem nieźle pokręcona fabuła.

Oryginalny pomysł?

Tak pokrótce przedstawia się historia ukazana w najnowszym dziele twórców Art of Murder. Ciekawie? Być może, ale przy tym niestety niesamowicie nielogicznie i wtórnie. Nie będę rozmyślał nad sensownością historyczną produktu, bo wiem co to fikcja literacka i widać, że autorzy również, bo korzystają z niej aż w nadmiarze. Tytułowy Rytuał Skorpiona ma się nijak do prawdy i jest potraktowany z dużym przymrużeniem oka. Fakt, że Boża broń przypomina z wyglądu Arkę Przymierza, dyskretnie przemilczę. Razi natomiast nielogiczność fabuły i zachowań bohaterów. Skoro bohaterka mówi stryjkowi, że nie ma czasu przyjechać na Maltę, to co robi bilet leżący na biurku? Dlaczego policja szukająca naszego wuja stoi w miejscu i nic nie robi, a my w ogóle nie czujemy jej obecności? W jaki sposób w ciągu jednego dnia można na skuterze przejechać drogę z Malty do Istambułu? I dlaczego do pioruna wszystkie postaci oprócz Sylvii pojawiają się w grze dosłownie na pięć minut?! Odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna: tytuł jest niedopracowany. I to nie w sposób pokazujący, że twórcy powinni wypuścić patch. Nie, sama gra jest praktycznie pozbawiona błędów. Nie spotkamy więc przekłamań graficznych, błędów w postaci niemożności zrobienia czegoś, ba, nawet literówek nie uświadczymy. Zamiast tego dostajemy produkt, który jest dobrym demem, ale pełną wersją gry, za którą przyjdzie nam zapłacić prawie pięć dych już niekoniecznie.

Ciemność widzę, ciemność widzę…

Grafika w grze jest poprawna. Ciężko cokolwiek innego o niej napisać. Samych opcji wyświetlania prawie nie mamy. Możemy ustawić animacje w tle, bądź je całkowicie wykluczyć, no i tyle. Niestety twórcy nie zaserwowali nam udogodnień a’la Art of Murder, gdzie same modele postaci mogliśmy wygładzać aż ośmiokrotnie w zależności od możliwości karty graficznej! Cieszy natomiast zmiana silnika graficznego. Nie żebym miał coś przeciwko Wintermute Engine – jak na darmowy kod, dawał całkiem spore możliwości, oczywiście w odpowiednich rękach. City Interactive udowodniło ile można wykrzesać z tego niepozornego engine’u. Tym razem postawiono na profesjonalizm. Silnik Virtools nadał się do tego znakomicie. Narzędzie obsługiwało wszak takie produkty jak Martin Mystere, czy Dead Reefs, że o gigantach pokroju Syberii I i II oraz Still Life nie wspomnę. Zaskoczeni? Ja również… ale nie spodziewajmy się rewelacji. Grafika bliźniaczo przypomina wcześniejszy produkt autorów, a jeżeli chodzi o animację postaci, to jest nawet gorzej. Bohaterka nie dość, że ma tę samą figurę co Nicole Bonnet, to jeszcze od tyłu jest jej siostrą bliźniaczką – różnic w każdym razie się nie dopatrzyłem. Zaległości nadrabiają lokacje. Są wykonane starannie i ładnie, pomimo, że miejscami oszczędnie. O ile postaci kuleją i są brzydkie, a często stoją tak daleko, że ich praktycznie nie widać, to lokacje cieszą oko. Szkoda tylko, że wiele z nich prawie żywcem przeniesiono ze Sztuki Zbrodni. Natknąłem się kilka razy na bardzo podobne klimatycznie rozwiązania i aż się przestraszyłem. Czyżby twórcy cały swój wysiłek poświęcili drugiej części Art of Murder?

Dobre złego początki…

Są jednak jasne punkty gry. Do tych należą: muzyka, głosy, ulepszony interfejs oraz system dialogowy, choć i tutaj mam pewne zastrzeżenia. Ale po kolei. Muzyka w grze jest bardzo nastrojowa. Odpowiednio oddaje tajemnicę, zakłopotanie, pewną dozę zagubienia głównej bohaterki w świecie niewyjaśnionych zjawisk. Po kilku minutach co prawda staje się ona monotonna i grana na jedną nutę, ale i tak stanowi bardzo mocny punkt produkcji. Podobnie ma się sprawa z głosami bohaterów. Są dobrane prawidłowo, odpowiednio akcentują angielski, biorąc pod uwagę, że rodowitymi Anglikami nie są i oddają emocje towarzyszące wydarzeniom. Doskonale przetłumaczono tekst. Nie znalazłem ani jednej literówki i pomimo kilku wpadek w postaci źle użytego słowa, to gra jest do przejścia. Podpowiedzi na szczęście przetłumaczono wyśmienicie. Interfejs jest praktycznie ten sam. Podobnie jak w Sztuce Zbrodni mamy lupę, która wskazuje nam miejsca, w których możemy coś użyć, coś obejrzeć, tudzież zabrać. Co się zmieniło? Klikając prawym przyciskiem myszy na przedmiocie, możemy go dokładnie obejrzeć, a często jeszcze znaleźć w nim jakąś inną część. Przykładem jest słoik. Po bliższym zapoznaniu się z nim, możemy go dodatkowo otworzyć, co poszerza nam pole działania. Również system dialogowy uległ poprawie. Nie mamy już bezcelowego klikania myszką na człowieku i słuchaniu co ma nam do powiedzenia. Zrezygnowano z tego chybionego pomysłu na rzecz normalnych linii dialogowych. Nie jest to jeszcze pełnia szczęścia, bo możliwości mamy niewiele i sprowadzają się one tylko do rzucania tematów – postać już sama za nami rozmawia – ale jest to progres w stosunku do poprzedniego produktu i warto to odnotować.

Ale to już było i nie wróci więcej…

Jaki jest największy problem Rytuału Skorpiona? Taki, że nie jest to pierwsza gra City Interactive. Art of Murder nie była grą wybitną. Był to typowy mocny średniak, zasługujący na uwagę, przez co oceniany całkiem wysoko. Nie ustrzegł się błędów, ale były one jednak małe, prawie niezauważalne. Do dzisiaj jestem fanem tej przyjemnej gierki i ze sporymi nadziejami czekam na kontynuację. Chronicles of Mystery jako pierwsza gra byłaby niezłym zapewnieniem, że nie jest źle. Myślę, że u wielu recenzentów i graczy zdobyłaby kredyt zaufania. W końcu ma niegłupie zagadki, choć da się je policzyć na palcach jednej ręki, niezłą, prostą grafikę w stylu Nibiru i wciągającą z początku, mocno naciąganą fabułę. Jednak przy poprzednim produkcie wysiada i dopiero teraz widać jej prawdziwe wady. Mogę wiele wybaczyć twórcom, ale jeżeli przechodzę grę i nie wiem na końcu o co chodziło, ani właściwie po co ta cała przygoda miała miejsce, to coś jest nie tak. Nie mówiąc, że gra jest regresem w stosunku do poprzedniczki. Gorszej jakości filmiki, słabsza animacja, mniej postaci, zagadek i wątków fabularnych – to wszystko sprawia, że Rytuał Skorpiona może zawieść nawet najwierniejszego fana przygodówek. Do tego dochodzi skandalicznie krótki czas grania. Niecałe trzy godziny to stanowczo za mało. Co prawda większość osób przejdzie grę raczej w czasie pięciu, sześciu godzin, ale i tak przy ośmiu Art of Murder to zdecydowanie za mało. Jakie więc można napisać podsumowanie? Można zakończyć pytaniem: dlaczego przed głośno zapowiadaną Sztuką Zbrodni 2 autorzy zdecydowali się wypuścić tak niedopracowany i krótki produkt. Co ich do tego skłoniło? Rozumiem, że chcieli pokazać kto rządzi w polskim przemyśle gier przygodowych, ale nie musieli się tak spieszyć. Mogło być dobrze, gdyby rozwinęli historię, dodali kilka nowych postaci, więcej zagadek. A tak mamy nudno, wtórnie i tylko poprawnie. Ot, taka ciekawostka na jesienny wieczór.

5,5 PLUSY:
połączenie historii i fikcji + udźwiękowienie + kolejna polska przygodówka
MINUSY:
przeciętna grafika - zbyt podobne do Art of Murder - krótkie!

autor: mertruve

AZ71
   

Komentarze


Brak komentarzy. Może czas dodać swój?
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Brak ocen. Może czas dodać swoją?