Perry Rhodan: Dziedzictwo Przeszłości - recenzja

Dodane przez Evillady dnia 28.07.2008 16:40

Dawno, dawno temu w odległej galaktyce, w zamierzchłym roku 1961, narodziła się postać, która na zawsze miała zmienić historię gatunku science fiction. Perry Rhodan – bohater najdłużej na świecie ukazującej się serii komiksów. Został powołany do życia, jako Regent Terranii, zwierzchnik rządu Ligi Wolnych Ziemian, międzygwiezdnego zgromadzenia narodów, zrzeszającego reprezentantów Ziemi, jej licznych kolonii oraz wielu ras obcych. W 1971 roku Perry, jako jeden z członków załogi rakiety Saturn o nazwie STARDUST wyruszył z misją na Księżyc. Wyprawa zakończyła się sukcesem. Członkowie załogi, jako pierwsi ludzie, postawili stopę na tym satelicie Ziemi. Co więcej doszło tam do pierwszego w historii kontaktu z cywilizacją pozaziemską! Na Księżycu rozbił się statek Arkonidów – rasy obcych, którzy rozwojem technologicznym znacznie przewyższali Ziemian. To spotkanie odmieniło bieg historii. W jego wyniku Perry zdobył aktywator komórkowy, urządzenie pozwalające na ciągłą odbudowę obumierających komórek. W efekcie Perry stał się praktycznie nieśmiertelny. Życia może go pozbawić tylko jakieś gwałtowne zdarzenie. Może zostać zamordowany, ulec wypadkowi lub zginąć w walce, ale nie grozi mu śmierć z przyczyn naturalnych. Biologicznie Perry ma 39 lat, faktycznie jednak przeżył już 3 tysiąclecia, a w jego świecie jest dziś rok 4934.

Audiencja u Regenta Terranii...

Perrego poznajemy w niezbyt sprzyjających okolicznościach. Centralny ośrodek władzy Ziemian został zaatakowany. Wokół panuje chaos. Nikt nie wie kto jest agresorem, jaka jest przyczyna ataku, ani które dokładnie części centrum dowodzenia zostały zniszczone. Wiadomo tylko jedno. W wyniku ataku uprowadzono Mondrę Diamond – dawną agentkę Tajnej Służby Ziemian, dziś zajmującą się badaniami antropologicznymi. Przywódcy Terran nie wypada jednak tracić zimnej krwi. Wszechświat to miejsce bezustannych walk o wpływy, władzę, surowce, pieniądze, technologie i terytorium. W ciągu trwającego 3000 lat życia, Perry przyzwyczaił się już do ciągłych starć zbrojnych z przedstawicielami innych ras. Nawykł do bezustannej walki o dominację i ochronę interesów Ziemian. Jednak tym razem jest inaczej. Nie chodzi o wszystkich Terran, a o jedną, konkretną i bardzo bliską sercu Perrego osobę. Mondra jest bowiem nie tylko jego najbliższą przyjaciółką, ale także, a może przede wszystkim, matką ich jedynego syna Deloriana. Perry postanawia więc podjąć natychmiastowe kroki mające na celu ustalenie sprawców ataku oraz odnalezienie Mondry. Ku jego zaskoczeniu zadanie to okazuje się znacznie trudniejsze niż początkowo przypuszczał. Na mocy prawa wojennego Reginald „Bully” Bull - Minister Rezydent ds. Obrony Ligi, a jednocześnie przyjaciel Perrego i tak samo jak on nieśmiertelny, nakazał strażnikom zatrzymanie Regenta w Rezydencji oraz objęcie jej całkowitą blokadą komunikacyjną. Środki te mają zapewnić przywódcy Ziemian bezpieczeństwo, ale jednocześnie uniemożliwiają mu wyruszenie na ratunek ukochanej i ocalenie wszechświata...

W każdej legendzie jest ziarno prawdy...

Tak zaczyna się przygoda, w której wcielamy się w dzielnego Regenta Terranii. Przedstawiona wyżej historia to tylko wierzchołek fabularnej góry lodowej. Pierwszym zadaniem stawianym przed graczem staje się oczywiście wydostanie z centrum dowodzenia, ale akcja nabiera tempa dopiero po tej spektakularnej ucieczce. Próba odpowiedzi na pytanie: kto stoi za atakiem oraz odnalezienie ukochanej, zmuszą Perrego do korzystania z fałszywej tożsamości, odbywania podróży międzygwiezdnych, a nawet międzywymiarowych. Co ważniejsze jednak, Rhodan zostanie zmuszony do zweryfikowania swoich poglądów na temat tego kto jest jego wrogiem, a kto przyjacielem. Będzie się musiał pogodzić ze zdradą ze strony tych, których do tej pory uważał za sojuszników oraz odkryje, że zaskakująco wiele informacji było przed nim do tej pory skrzętnie ukrywanych. Zostanie postawiony przed faktem, że spotkał go los wielu władców i możnych tego świata. Pozostawiono mu złudzenie realnej władzy, zaś wszelkie kluczowe decyzje były podejmowane za jego plecami. Jak na wojownika z 3 tysiącami lat doświadczeń na karku przystało, Perry nie poddaje się. Przyjmuje ten przykry fakt do wiadomości i robi wszystko co w jego mocy, by odnaleźć Mondrę. To staje się dla niego priorytetem i będzie głównym motorem napędowym jego działań. Przy okazji Rhodan będzie krok po kroku odkrywał wątki międzygalaktycznego spisku, tajnych badań oraz tajemnicę pradawnej cywilizacji.

Sformułowania „krok po kroku” nie użyłam tu przypadkowo. W grze dokładnie tak to się odbywa. Gracz prowadzony jest jak po sznurku od lokacji do lokacji, od zagadki do zagadki i od postaci do postaci. Innymi słowy cała rozgrywka prowadzona jest bezlitośnie liniowo. Fabuła została osnuta wokół sześciu lokacji, a w każdej z nich gracz ma do wykonania ok. 8 głównych zadań. Wspomniana wyżej liniowość dotyczy nie tylko tego w jakiej kolejności gracz wykonuje poszczególne zadania, ale również tego, w jakiej kolejności odwiedza poszczególne lokacje. Jedno i drugie zostało ściśle określone przez scenarzystów, którzy jak zwykle „wiedzieli lepiej” i nie pozostawili graczowi cienia dowolności w tym zakresie. Nie ma możliwości zbuntowania się i podążenia ścieżką inną niż ta, z góry wyznaczona przez autorów gry. Nie można tego zrobić zwyczajnie dlatego, że scenarzyści postanowili ukrócić wszelkie ewentualne objawy nieposłuszeństwa, tudzież inwencji graczy w bardzo prosty sposób. Otóż dostęp do kolejnych zadań uzyskujemy dopiero po wykonaniu poprzednich, a dostęp do kolejnej lokacji dopiero po wykonaniu wszystkich zadań w lokacji poprzedniej. Innymi słowy: jeśli gracz gdzieś ugrzęźnie musi męczyć się tak długo, aż wybrnie z kłopotu, bo inaczej fabuła ani drgnie. Mało tego! Scenarzyści posunęli się jeszcze dalej i zdecydowali, że gracz nie będzie miał również możliwości dowolnego wykorzystywania, czy łączenia ze sobą przedmiotów. W wielu przypadkach użycie przedmiotu A na przedmiocie B jest możliwe dopiero po przeprowadzeniu rozmowy z konkretną osobą, odwiedzeniu konkretnej lokacji, tudzież eksploracji danego miejsca i zdobyciu informacji o pewnych jego elementach.

Normalnie za tego typu rozwiązanie od razu stawiam grze oczko/dwa niżej w końcowej ocenie. Liniowość to jeden z głównych grzechów gier przygodowych, ponieważ znacznie odrealnia rozgrywkę, jednocześnie rzutując na jej atrakcyjność. Tym razem jednak rozwiązanie takie poczytuję grze za plus. Podobnie jak to miało miejsce w recenzowanej przez mnie grze „Sanitarium”. Znakiem rozpoznawczym jednego i drugiego tytułu jest rozbudowana, skomplikowana, wielowątkowa fabuła, liczne zwroty akcji, wielu bohaterów, a tym samym mnogość pozyskiwanych informacji. W efekcie wprowadzenie całkowitej dowolności w kolejności rozwiązywania zadań, tudzież odwiedzania lokacji, mogłoby doprowadzić do całkowitego zburzenia ciągłości fabuły i logicznego następstwa wydarzeń.

Tymczasem warto zagłębić się w historię opowiadaną w grze i odkryć wszystkie jej wątki, bo scenarzyści nie zmarnowali potencjału, jaki kryje w sobie umieszczenie akcji w tak odległej przyszłości. Nie pozbawili również bohatera poczucia humoru i dystansu do otaczającego go świata. Perry Rhodan nie jest jednym z tych zadufanych w sobie, poważnych do granic możliwości, super-bohaterów. Wręcz przeciwnie. Regent prezentuje postawę człowieka, który w ciągu 3 tysięcy lat życia wiele już widział, i którego mało co może zaskoczyć. Do sytuacji nietypowych podchodzi ze stoickim spokojem, a kiedy znajduje się w położeniu wydawałoby się bez wyjścia, nie panikuje, tylko reaguje humorystycznymi uwagami zabarwionymi lekkim sarkazmem. Zrozumiecie lepiej o czym mówię, kiedy staniecie przed koniecznością uruchomienia windy sterowanej głosem do siedziby niejakiego Martela. Skojarzenie ze sceną z filmu „Seksmisja” Juliusza Machulskiego nasuwa się samo, a i sposób rozwiązania problemu okaże się zbliżony...

Fabuła to zdecydowanie bardzo mocna strona recenzowanej gry. Widać, że scenarzyści nie próżnowali tworząc świat hipernowoczesny, a jednak taki, w który łatwo jest uwierzyć, oraz budując intrygę wciągającą, zaskakującą i zachęcającą do zgłębienia wszystkich jej tajemnic. Historia opowiedziana w grze i sposób jej prowadzenia zapewniają graczowi kilkadziesiąt godzin solidnej rozrywki.

Robotyka, automatyka, elektronika, czyli co każdy przygodówkowicz wiedzieć powinien...

Jak na odległą przyszłość przystało, świat gry jest wręcz naszpikowany robotami, komputerami, laserami i innej maści urządzeniami, które zależnie od sytuacji będą graczowi ułatwiały lub utrudniały rozgrywkę. Jesteście z wszelkimi nowinkami technicznymi na nie? Stustronicowe instrukcje obsługi Was przerażają, a wielofunkcyjne piloty omijacie szerokim łukiem? Wydaje Wam się, że w związku z tym gra nie będzie dla Was? Wręcz przeciwnie! W swojej awersji do nowoczesnej techniki nie będziecie odosobnieni. Perry okazuje się być klasycznym technofobem i w najtrudniejszych momentach będzie Was podtrzymywał na duchu.

Przed rozpoczęciem gry zastanawiałam się czy scenarzystom projektującym zagadki i łamigłówki uda się wykorzystać potencjał, jaki niesie ze sobą fabuła gry, a jednocześnie bałam się, żeby nie sprowadzili całej rozgrywki do włączania/wyłączania/naprawiania tudzież montowania rozmaitych urządzeń. Ku mojej radości obawy okazały się przedwczesne. Twórcy gry zdają się wyznawać zasadę złotego środka. W grze nie zabraknie bowiem zadań związanych z naprawianiem przewodów, programowaniem komputerów, czy sterowaniem robotami. Scenarzyści puścili tu wodze fantazji, przyjęli zasadę, że w przyszłości nie będzie rzeczy niemożliwych i niektóre ze stawianych przed graczem zadań będą naprawdę oryginalne. Znajdziecie tu jednak również takie przygodówkowe standardy, jak łamanie haseł, zdobywanie czegoś dla kogoś w zamian za przysługę, czy łączenie ze sobą przedmiotów. Niekiedy akcję popycha do przodu przeprowadzenie rozmowy z odpowiednią osobą, przy czym zaznaczyć tu należy, że gra pozbawiona została możliwości wyboru linii dialogowych. To Perry decyduje co i komu należy powiedzieć. Podobnie, jeśli spróbujecie danej postaci wręczyć lub pokazać przedmiot, którego nie powinna ona zobaczyć, Rhodan odmówi współpracy i nie omieszka Was o tym poinformować. Wracamy tu do wspomnianej już wyżej liniowości.

Co do poziomu trudności zadań stawianych przed graczem, określiłabym go jako zadowalający. Zaawansowany fan przygodówek powinien być w stanie ukończyć grę z marszu, za pierwszym podejściem. Nie oznacza to oczywiście, że będziecie mogli grę uruchomić, poświęcić jej kilka godzin i wyłączyć po obejrzeniu napisów końcowych. Jak na przygodówkę mieszczącą się w całości na jednej płycie DVD, Perry Rhodan to gra długa. Ukończenie jej zajęło mi 5 dni, przy sesjach trwających średnio od 6 do 8 godzin. Śmiało możecie się więc nastawić na 30 do 40 godzin solidnej rozrywki. Oczywiście przy założeniu, że grając nie będziecie korzystać z solucji, a prawdę mówiąc nie powinno być to konieczne. Tylko dwukrotnie grając w recenzowaną grę spotkałam się z problemem, nad którym musiałam się dłużej zastanowić. W pozostałych przypadkach zawsze oczywiste było, co należy zrobić. Otwartym pozostawało jedynie pytanie „jak”?

Krótko mówiąc: zagadki, które będzie przed Wam stawiał świat Perrego zostały mądrze wyważone. Ich rozwiązanie dostarczy Wam satysfakcji i nie będziecie mieli poczucia, że gra została napisana z myślą o średnio inteligentnym trzylatku. Jednocześnie nie powinniście się spotkać z sytuacją, w której utkniecie gdzieś na amen, doprowadzeni do desperacji i ostateczności, a jedynym, sensownym, przychodzącym Wam na myśl rozwiązaniem, będzie wyrzucenie gry przez okno.

To nieprawda, że wygląd nie ma znaczenia...

Otóż ma i najnowszy projekt 3D-IO jest tego najlepszym dowodem. O ile w większości przypadków informacje o wymaganiach technicznych zawarte na pudełkach z grami są mocno przesadzone, o tyle w tym konkretnym przypadku radzę ich nie lekceważyć. Zwłaszcza tych, dotyczących karty graficznej. Bez dobrego sprzętu graficznego grę owszem, uruchomić się da, grać też się da, ale wówczas wizualnie świat Perrego straci bardzo dużo, żeby nie powiedzieć wszystko. Wiem, co mówię, bo miałam możliwość przetestowania tej produkcji zarówno na wymaganiach sprzętowych niższych niż rekomendowane, jak i na wymaganiach zalecanych i dopiero w przypadku tych ostatnich mogłam w pełni cieszyć się tym, co gra ma do zaoferowania. Od pikselowania, a więc zaawansowanego oświetlenia począwszy, poprzez mapowanie cieni (trzy poziomy do wyboru), ilość postaci generowanych w tle, wygładzanie krawędzi (również trzy poziomy do wyboru plus możliwość wyłączenia tej opcji), wielkość tekstur (także trzy poziomy), a na synchronizacji pionowej skończywszy. Ustawienie wszystkich opcji graficznych na najwyższym poziomie powoduje, że świat gry wygląda po prostu prześlicznie, ale trzeba mieć szybki komputer, żeby się tym cieszyć i nie odczuwać spowolnienia gry. Graficzne przedstawienie wizji narkotycznych Perrego (tak, tak, nasz bohater nie jest tak kryształowy jak by się mogło wydawać) to coś tak pięknego, że nie zdziwiłabym się, gdyby Twórców gry oskarżono o zachęcanie do brania narkotyków. Grafikom nie udało się jednak uniknąć pewnych wpadek. Otóż zdarzają się lokacje, w których Rhodan... traci głowę i to dosłownie. Niekiedy przy przejściu z lokacji do lokacji nasz bohater nagle staje w miejscu z rękoma rozłożonymi na boki i z czarną dziurą w miejscu głowy. Zdarza się również, zwłaszcza w czasie zbliżeń, że rozmówca Perrego nagle znika, a gracz zamiast całej jego sylwetki, widzi tylko oczy i słyszy głos. W sumie jednak były to wpadki bardzo nieliczne i nie rzutują na moją końcową ocenę grafiki, która jest bardzo wysoka.

Pozostaje jeszcze tylko pytanie, co z tymi, którzy komputer mają już jakiś czas i nie mogą sobie pozwolić na comiesięczne wymienianie karty graficznej? Otóż Twórcy gry pomyśleli i o nich. Po instalacji w folderze z grą pojawi się plik umożliwiający jej uruchomienie w trybie zgodności. Dzięki temu rozwiązaniu programik zaszyty w grze sam przetestuje, jakie są możliwości sprzętu, na którym gra została zainstalowana i odpowiednio zmodyfikuje jej ustawienia. W moim przypadku skończyło się to wyłączeniem wszystkich dodatkowych opcji graficznych, jakie tylko wyłączyć się dało, a mimo to po uruchomieniu gra „żabkowała” i co jakiś czas się wyłączała. Zupełnie inaczej sytuacja wyglądała, kiedy grę uruchomiłam na komputerze spełniającym zalecane wymagania sprzętowe. Dopiero wtedy przekonałam się, ile do tej pory traciłam. Twórcom stawiam jednak duży plus za to, że pomyśleli o graczach posiadających słabsze komputery.

Realizm, czy klimat?

Zdaje się, że przed takim wyborem stanęli Twórcy gry projektując jej oprawę muzyczną i niestety postawili na to pierwsze. W próżni panuje cisza i jest to prawda niezaprzeczalna. Pomijam tu rozmaite odmiany szumów, których nasłuchują nasi badacze kosmosu szukający śladów życia pozaziemskiego. Mówię o dźwiękach słyszalnych dla ludzkiego ucha, a tych w próżni brak. Autorzy gry uznali widocznie, że oprawa muzyczna kłóciłaby się z prawami kosmosu i postanowili ograniczyć ją do minimum, a szkoda. Muzyka w menu z klimatycznym kobiecym wokalem obiecuje wiele. Niestety, zarówno ten motyw, jak i kilka innych, to tylko króciutkie fragmenty pojawiające się w co bardziej znaczących momentach rozgrywki. Przez resztę gry mamy do czynienia wyłącznie z dźwiękami tła. Dźwiękami wysokiej jakości, świetnie dobranymi, ale jednak tylko z dźwiękami tła. Wyjątek stanowi fragment gry, w którym Perry wywołuje wybuch, a następnie musi się włamać do jednego z pomieszczeń. Wtedy muzyka mająca budować klimat zagrożenia i napięcia owszem jest, ale w tym akurat momencie straszliwie przeszkadza! Problem polega na tym, że aby włamać się do wspomnianego pomieszczenia, Perry musi złamać kod numeryczny, a jedyną wskazówką są dźwięki wydawane przez poszczególne przyciski z cyframi. Skutek jest taki, że muzykę trzeba maksymalnie ściszyć, a najlepiej w ogóle wyłączyć, żeby przejść ten fragment gry. Naprawdę szkoda, bo odpowiednio dobrana oprawa muzyczna mogłaby dodatkowo podkreślić klimat rozgrywki.

Zdalne sterowanie, motoryka, naprowadzanie i wszystko, co z ruchem związane...

Intuicyjny interfejs. Tak określam kierowanie ruchami głównego bohatera, korzystanie z ekwipunku, eksplorowanie pomieszczeń i zdobywanie informacji o obiektach pod warunkiem, że opanowanie tych umiejętności nie wymaga od gracza studiowania instrukcji obsługi dołączonej do gry. Dokładnie z takim rozwiązaniem mamy do czynienia w przypadku przygód Perrego. Sterowanie poczynaniami głównego bohatera jest naprawdę bardzo proste. Gracz może się od razu zanurzyć w świecie gry, bez potrzeby żmudnego przegryzania się przez kolejne strony instrukcji, objaśniające znaczenie poszczególnych ikon. Spotkamy tu klasyczne rozwiązania, przyjęte również w innych przygodówkach. Gramy głównie przy pomocy myszy. W pasku na dole ekranu widzimy zgromadzone przez nas przedmioty, które można ze sobą łączyć, bądź używać przeciągając jeden na drugi. W zasadzie jedyne zastrzeżenie jakie mam, dotyczy rozwiązania przyjętego w związku z przemieszczaniem się z lokacji do lokacji. Wskazanie kursorem na wyjście powoduje, że w prawej, górnej części ekranu pojawia się okno. Jeśli Perry nie był jeszcze w danym pomieszczeniu, okno będzie puste, jeśli już je odwiedził - pojawi się w nim widok tego pomieszczenia. Rozwiązanie ciekawe, ale to nie w nim leży problem. Kłopot polega na tym, że niekiedy bardzo trudno znaleźć na ekranie te miejsca, które są wyjściami. Kilka razy zdarzyło mi się utknąć gdzieś na dłuższą chwilę tylko dlatego, że przeoczyłam jakieś przejście. Ten problem redukuje nieco Skaner. Rozwiązanie umożliwiające przeskanowanie pomieszczenia i wskazanie wszystkich jego aktywnych elementów. Mimo tego ułatwienia, fakt zbytniego „kamuflowania” przejść pomiędzy pomieszczeniami oceniam zdecydowanie negatywnie.

Panie Perry mówi Pan świetnie po polsku i do tego zupełnie bez akcentu!

Dokładnie tak! Lokalizacja gry zrobiła na mnie ogromne wrażenie! Recenzując grę zwracam szczególną uwagę na tłumaczenie. Z jakiegoś powodu strasznie drażnią mnie wszelkie niedoróbki na tym polu. Być może dlatego, że rozmaite błędy językowe burzą klimat gry i zakłócają radość z grania. Tego typu dodatkowych „atrakcji” nie uświadczycie w recenzowanym tytule. Lokalizacja została wykonana dokładnie, profesjonalnie, z dbałością o szczegóły. A wierzcie mi, było co tłumaczyć! Setki linii dialogowych i to nie tylko typowych konwersacji, ale także opisów obiektów, szczegółowych informacji o osobach i przedmiotach. Miłym dopełnieniem całości był fakt, że przetłumaczono nawet zapiski w dzienniku Mondry, nie ograniczając się tylko do umieszczenia tekstu w okienku na dole ekranu. Udało mi się trafić wprawdzie na niewielkie błędy, ale są to takie drobiazgi, że aż wstyd o nich wspominać. Chylę czoła Panie i Panowie odpowiedzialni za tłumaczenie! Wykonaliście kawał dobrej roboty!

Kto z Państwa jest „za” proszę podnieść rękę i nacisnąć przycisk...

ZA! Głośno i zdecydowanie. Perry Rhodan – Dziedzictwo Przeszłości to gra, w stosunku do której nie miałam żadnych wątpliwości związanych z oceną. Jeszcze zanim napisałam pierwsze słowa tej recenzji wiedziałam, że na końcu postawię 8 punktów. W dziesięciostopniowej skali AZ "8" oznacza produkt bardzo dobry i dokładnie z taką grą mamy do czynienia. Przygody Regenta Terranii zostały dobrze przemyślane i opracowane. Gra ma swój klimat, jest wciągająca, wykonana z dbałością o szczegóły i w zasadzie pozbawiona istotniejszych wad. Zdecydowanie warta swojej ceny. Nie pozostaje mi nic innego, jak pogratulować tym, którzy ją wygrali w niedawnym konkursie AZ, a pozostałych zachęcić do bliższego zaznajomienia się z Regentem Perrym, bo naprawdę warto!

Testowano na:
Windows XP plus 512 Mb RAM
Mobile Intel® 945GM Express Chipset Family 128 MB
Procesor Intel Pentium Centrino Duo 1.7 GHz
80 GB dysk twardy
Napęd DVD
Karta dźwiękowa

8 PLUSY:
fabuła + zagadki + grafika + intuicyjny interface + spolszczenie
MINUSY:
oprawa audio - niekiedy problemy z odnalezieniem wyjścia z lokacji

Oceny cząstkowe: Grywalność - 8, Grafika - 9, Dźwięki - 5

autorka: Evillady

   

Komentarze


210 #1 mertruve
dnia 28.07.2008 16:49
Bardzo dobra recenzja!:) Czyta sie szybko, sprawnie i przyjemnie, a do tego jest naprawdę długa. Nie będę wypisywał ile tysięcy znaków, bo może to przyprawić o ból głowy, ale zachęcam do czytania!:)
24 #2 mendosa
dnia 28.07.2008 22:00
Zgadzam się z przedmówcą w całej rozciągłości, nie byłbym jednak sobą gdybym nie ... przestawił jednego przecinka :twisted: .
Tak trzymaj Zła Pani Wink2 .
29 #3 SpokoWap
dnia 28.07.2008 22:13
Objętość godna podziwu :) Także zawartość, no i mamy kolejną dobrą ocenę dla tej gry. Mam tylko jedno ale, otóż sugerowana cena detaliczna to 59,90 złotych :) 45 złotych zapłacimy przy zakupie w sklepie Cenegi, a że wysyłka to kolejne kilka(naście) złotych, prawie na jedno wychodzi :)
292 #4 Przemo
dnia 29.07.2008 02:23
Na allegro można kupić za 3 dychy, plus przesyłka. KLIK
210 #5 mertruve
dnia 29.07.2008 11:35
Spoko mendosa, ja przesunalem tych przecinkow dobre 30, wiec zgubic jeden to nie jest jakas straszna rzecz;P Ale tekst bardzo dobry, bardzo dobryWink2
729 #6 Evillady
dnia 29.07.2008 22:59
Dzięki za ciepłe przyjęcie tekstu. Jego długość wynika z tego, że był tworzony na urlopie, co równa się większej ilości czasu :) A z przecinkami mam problem odkąd pamiętam... Może ktoś polecić jakąś lekturę tematyczną? Może na stare lata podciągnę się z gramatyki Wink2
210 #7 mertruve
dnia 30.07.2008 09:18
Nie ma co polecac. Przecinki to indywidualna sprawa kazdej osoby i w zaleznosci od niej moze stawiac jak chce (pomijajac te najwazniejsze zasady gramatyczne, chociaz i one zaczynaja byc powoli lamane). Ogolnie ja zawsze sklaniam sie do zasady robienia "na czuja" i "tam gdzie slychac pauze". Oczywiscie wszystkie "ze", etc, tam wiadomo, ze przecinek postawic trzebaWink2
729 #8 Evillady
dnia 30.07.2008 11:56
Aaaa, to wychodzi na to, że mnie ten czuj, chyba zawodzi, bo z przecinkami przesadzam,,,,,,,, Wink2 No, ale łokej, siem postaram poprawić Wink2
210 #9 mertruve
dnia 30.07.2008 13:23
Nie przejmuj sie i tyle:) Wazne, ze teksty sa swietne!
100 #10 rachelka
dnia 31.07.2008 17:58
Mnie też się recenzja bardzo podoba Grin aż tak bardzo że wreszcie odpakuję tą grę z półki może. Grin
729 #11 Evillady
dnia 31.07.2008 20:44
rachelka to masz i nie grasz? Grzech! Popraw mi się dziewczyno Wink2
100 #12 rachelka
dnia 01.08.2008 17:48
No czasu mi brakuje Sad a chciałabym wreszcie skończyć te gry które mam, a nie ciągle nowe odpakowywać. Grin I zaczynać i nie kończyć....co mi się ostatnio często zdarza.
1032 #13 KLAKIER
dnia 11.08.2008 10:35
Po przeczytaniu recenzji i ja, tą grę kupie. Oczywiście nie będę ukrywał ,że to będzie moja 3 gra przygodowa. Oczywiście Pozdrawiam Wszystkich Graczy i Fanów Przygodówek Wink2
   

Dodaj komentarz


Zaloguj się, aby móc dodać komentarz.
   

Oceny


Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą oceniać zawartość strony
Zaloguj się lub zarejestruj, żeby móc zagłosować.

Świetne! Świetne! 75% [3 głosy]
Bardzo dobre Bardzo dobre 25% [1 głos]
Dobre Dobre 0% [0 głosów]
Średnie Średnie 0% [0 głosów]
Słabe Słabe 0% [0 głosów]